Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Te zabójstwa zmieniły bieg historii. Najsłynniejsze zamachy w dziejach Polski

W wyniku zamachu niemal stracił życie król Zygmunt III Waza.

fot.domena publiczna W wyniku zamachu niemal stracił życie król Zygmunt III Waza.

Polskę nazywano „krajem bez królobójców”, lecz ten szlachetny obraz niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. W dziejach naszego państwa nie brakowało zuchwałych zamachowców, którzy zdecydowali się podnieść rękę na władcę, polityka czy wroga ojczyzny. Konsekwencje ich zbrodni bywały tragiczne.

Akty terroru, zemsty, a czasem czystej nienawiści lub szaleństwa, kiedy są wymierzone w ludzi znajdujących się na szczytach władzy, zawsze pozostawiają trwały ślad w historii. Można spekulować, czy siłowe rozwiązania mają jakiekolwiek uzasadnienie, ale jedno jest pewne: znacząco zmieniają bieg wydarzeń. Przykładów nie trzeba daleko szukać – w dziejach Polski zdarzyło się przynajmniej kilka zamachów, które wstrząsnęły krajem w posadach.

Nie całkiem udany zamach w Gąsawie

Śmierć Leszka Białego w 1227 roku przyniosła poważne konsekwencje dla Polski, doprowadziła bowiem do usamodzielnienia się Pomorza Gdańskiego. Historycy nie są jednak zgodni co do tego, kto był odpowiedzialny za brutalny zamach na władcę. Wśród podejrzanych wymieniają praktycznie wszystkich żyjących wówczas Piastów – poza Konradem Mazowieckim i Kazimierzem I oraz pozostałymi niedoszłymi ofiarami skrytobójców.

Tragedia rozegrała się najprawdopodobniej 24 listopada (choć niektórzy podają również 12 października), podczas uroczystego zjazdu w Gąsawie. Dobrze wyszkolony oddział jazdy wysłany – jak przypuszcza większość badaczy – przez władcę pomorskiego Świętopełka, miał zamordować zebranych w jednym miejscu książąt. Plan powiódł się jednak tylko częściowo.

Śmierć Leszka Białego.

fot.Jan Matejko/domena publiczna Śmierć Leszka Białego.

Władysława Laskonogiego nie było na miejscu, kiedy obóz zaatakowali skrytobójcy. Henryka Brodatego jedynie raniono (ocalał dzięki poświęceniu rycerza Peregryna z Wiesenburga). Natomiast Leszek Biały, zaskoczony w łaźni, zdołał wskoczyć na konia i uciec. Nie zdołał się jednak uratować. Zamachowcy dopadli go w Marcinkowicach i tam zabili.

Oko za oko, czyli zamach na Przemysła II

W 1283 roku zmarła żona Przemysła II. Stało się to na zamku w Gnieźnie pod nieobecność księcia. Okoliczności śmierci Ludgardy były przy tym cokolwiek podejrzane. Szybko pojawiły się plotki, jakoby to służba udusiła kobietę za pomocą poduszki. Jan Długosz twierdził, że za zabójstwem stał sam władca, pragnący pozbyć się księżnej, która nie „dała” mu męskiego potomka.

Lata później, gdy Przemysł był już królem Polski, doszło do innego zamachu – tym razem zaplanowanego przez Branderburczyków. Po hucznej wieczerzy w Rogoźnie, gdzie władca biesiadował  wraz ze świtą przed nadejściem 40-dniowego postu, został napadnięty przez grupę najemników. Rozkazy Otta IV ze Strzałą i Konrada były jasne: wziąć króla żywcem. Wielkopolanie, odurzeni napitkami i jadłem po poprzednim wieczorze, stawili niemrawy opór. Porywacze pojmali Przemysła i ruszyli w drogę powrotną.

Wtedy jednak stało się coś, czego do dziś nie sposób wyjaśnić. Przemysła nie dowieziono do celu. Z jakiegoś powodu po przebyciu około 6 kilometrów spiskowcy go zamordowali. Powody ku temu mogły być różne. Być może Przemysł i tak umierał od ran odniesionych w walce, więc nie było więc sensu ciągnąć go ze sobą? Motywacja najemników musiała być silna, na pewno zależało im na dostarczeniu władcy na miejsce – choćby ledwie żywego.

Za postępowaniem mordercy mogło się kryć coś innego: zemsta. Jak czytamy w XIV-wiecznej „Kronice oliwskiej”, zamach mógł być również odwetem za tajemniczą śmierć Ludgardy. Domniemany zabójca Przemysła pochodził bowiem z Pomorza Zachodniego, skąd wywodziła się również pierwsza żona króla…

Bezsensowny zamach

Michał Piekarski herbu Topór był szlachcicem ze wsi Binkowice. W młodości – dosłownie – upadł na głowę, przez co chorował psychicznie. Był znany z porywczości i huśtawek nastroju. Po tym, jak zabił królewskiego kucharza i ranił parę innych osób, rozciągnięto nad nim kuratelę. I za to właśnie chory szlachcic poprzysiągł zemstę na Zygmuncie III Wazie.

Kiedy 15 listopada 1620 roku władca szedł w godzinach porannych do katedry, Piekarski wypadł na niego z wnęki okiennej i ranił go kilkakrotnie węgierskim czekanem. Choć całe zajście wyglądało groźnie, król zdołał ujść z życiem, a sprawcę schwytano. Incydent wywołał w mieście falę paniki. Aby ją opanować, opublikowano nawet druki ulotne, przekazujące informacje na temat zdarzenia.

Michałowi Piekarskiemu urządzono natomiast pokazowy proces, w którym skazano go na śmierć na mękach, co było jednocześnie pierwszym w dziejach Polski przypadkiem poddania torturom szlachcica. „Po tygodniu przesłuchań instygator koronny Marcin Laskowski uznał, że przestępca nie działał w ramach szerszego spisku. To po prostu pomyleniec, który porwał się na majestat królewski skłoniony ku temu jakimiś chorobliwymi wizjami” – opisuje kulisy rozprawy Marcin Szymaniak w swojej najnowszej książce „Polskie zamachy”.

Niedoszły królobójca dokonał żywota rozerwany końmi. Jego szczątki następnie spalono i wystrzelono z armaty. Wraz z jego śmiercią umarł mit o Polce jako kraju bez zamachów. Postanowiono wzmocnić środki ochrony względem koronowanych głów – by zapobiec podobnym wydarzeniom w przyszłości, zbudowano specjalny łącznik między zamkiem a katedrą.

Porwanie z konsekwencjami

Uprowadzenie króla Stanisława Augusta 3 listopada 1771 roku wstrząsnęło nie tylko Warszawą – czyn konfederatów potępiła cała ówczesna cywilizowana Europa. Skutki tego niefortunnego zamachu okazały się niepomiernie dotkliwe. Dzięki niemu udało się szybko zakończyć partyzancką wojnę, co w efekcie przyspieszyło rozbiory Polski.

Porwanie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

fot.domena publiczna Porwanie króla Stanisława Augusta Poniatowskiego.

Porywacze wykorzystali fakt, że tamtego jesiennego wieczoru król opuścił pałac, nie zabierając ze sobą straży ułańskiej. Kiedy wracał, napadł go oddział 40 uzbrojonych konnych. Po krótkiej walce rannego króla pojmano. Sprawcy byli jednak słabo zorganizowani i szybko stracili rezon, przez co grupa zaczęła się wykruszać. Na dodatek, charyzmatyczny władca zaczął manipulować oprawcami, przez co ostatecznie został sam na sam z hersztem bandy, Janem Kuźmą.

Mężczyźni spędzili noc w młynie między Marymontem i Burakowem. W tym czasie porywacz całkowicie zmienił swoje nastawienie względem monarchy. Ten w zamian obiecał darować mu winy i zagwarantował bezpieczeństwo. Kolejnego dnia, zawiadomiona listem przekazanym przez parobka młynarza, zjawiła się Gwardia Koronna. Po zeznaniach Kuźmy, sąd skazał jego współpracowników (przynajmniej tych, których udało się wyłapać) na stracenie, a jego samego wygnano z kraju. 

Misja: zabić cara

Polowanie na Aleksandra II stanowiło zwieńczenie fali terroru wywołanej przez organizacje narodnickie. Przeprowadzono na niego aż siedem zamachów, z których jeden uwzględniał wysadzenie w powietrze petersburskiej siedziby carów! Władca miał dużo szczęścia – uniknął śmierci aż sześć razy. Dopiero 13 marca 1881 doszło do skutecznej próby zabójstwa.

Car jechał do Pałacu Zimowego, kiedy Nikolaj Rysakow wrzucił do karety bombę. Aleksander II ocalał, lecz chwilę później, kolejny wybuch dokończył dzieła. Drugim zamachowcem okazał się Polak, Ignacy Hryniewiecki.

Dopiero siódma próba zabicia cara Aleksandra II zakończyła się powodzeniem.

fot.domena publiczna Dopiero siódma próba zabicia cara Aleksandra II zakończyła się powodzeniem.

Zabójstwo cara było dla Rosji brzemienne w skutki – choć nie takie, jakie zakładali sprawcy. Zamiast wywołać w kraju falę jeszcze intensywniejszego sprzeciwu wobec władzy, osiągnęli oni dokładnie odwrotny efekt: stagnację. Następca Aleksandra II, Aleksander III odrzucił planowane przez ojca reformy i zaostrzył jeszcze represje społeczne.

Również Królestwo Polskie, w którym nominalnie rządził, tyko na tym straciło. Nowy car położył nacisk na dominację języka rosyjskiego, jednocześnie dyskryminując polski. Obiektem prześladowań stali się również Żydzi. Zabójstwo Aleksandra II przeszło do historii jako akt bezmyślnego terroru, powodowanego nie ideologią, a… politycznym ogłupieniem.

Piłsudski padł… i przeżył

Ukraińcy walczący o niepodległość nie byli zadowoleni z porozumienia między Polską i Rosją, zawartego w 1921 roku w Rydze. W końcu doprowadziło to do zamachu na Piłsudskiego, zorganizowanego przez działaczy Komitetu Ukraińskiej Młodzieży i organizacji Wola. Stepan Fedak miał strzelić do polskiego marszałka podczas Targów Wschodnich we Lwowie 25 września 1921 roku, a następnie dać się „aresztować” współspiskowcom. Cała akcja była bardzo dobrze zaplanowana, wszystko jednak poszło nie tak.

Piłsudski poruszał się odkrytą limuzyną wraz z wojewodą Grabowskim. Jako zaprawiony w bojach żołnierz od razu rozpoznał odgłos wystrzału z broni palnej i odruchowo się pochylił – to uratowało mu życie. Kolejne strzały raniły siedzącego obok polityka, mijając niedoszłą ofiarę o centymetry. Zamachowca schwytano chwilę później. Tylko szybka reakcja policji uchroniła go przed publicznym linczem.

Przejazd Piłsudskiego kontynuowano. Również raniony wojewoda zjawił się wieczorem na uroczystym bankiecie, więc zamach można uznać za wyjątkowo nieudany. Miał jednak swoje reperkusje. Jak czytamy w „Polskich zamachach”: „Po Lwowie szybko rozeszły się pogłoski, że do marszałka strzelał jakiś Żyd-komunista. Funkcjonowała już w Drugiej Rzeczpospolitej zasada: jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o «żydokomunę»”. W kolejnych latach, ukraińskim bojówkom nacjonalistycznym udało się wykorzystać owo przekonanie, by zyskać sobie przychylność faszyzujących się Niemiec.

Artykuł pierwotnie ukazał się w książce Marcina Szymaniaka "Polskie zamachy", która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Artykuł pierwotnie ukazał się w książce Marcina Szymaniaka „Polskie zamachy”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Pięć dni Narutowicza

Przed feralnym dniem 16 grudnia 1922 roku Gabriel Narutowicz otrzymał serię anonimowych listów z pogróżkami, których autorzy podpisywali się jako „patrioci”. Prezydent zignorował je jednak, nie chciał też asysty straży podczas przejazdu przez miasto i ceremonii otwarcia Salonu Zachęty Sztuk Pięknych. Skutki tej niefrasobliwości były opłakane.

Funkcję głowy odrodzonego państwa Narutowicz sprawował zaledwie od pięciu dni, kiedy Eligiusz Niewiadomski, malarz i krytyk sztuki oraz sympatyk nacjonalizmu, trzykrotnie wystrzelił z rewolweru, zabijając go na miejscu. Śmierć prezydenta wywołała natychmiastową chęć odwetu ze strony środowisk lewicowych, które zostały jednak powstrzymane przez czołowych działaczy PPS.

Sam Piłsudski zdecydowanie potępił kierowanie się zasadą „oko za oko”. Tymczasem nowy rząd miał wkrótce utworzyć Stanisław Wojciechowski, który nie skorzystał z prawa łaski względem zamachowca. Niewiadomski zginął rozstrzelany przez pluton egzekucyjny 31 stycznia 1923 roku. Jego ostatnie słowa brzmiały: „Ginę za Polskę, którą gubi Piłsudski”.

Śmierć kata Warszawy

Franz Kutschera znany jako „kat Warszawy” był dowódcą SS i Policji w stolicy w latach okupacji niemieckiej. Z jego rozkazu nieustannie zwiększano liczbę ulicznych egzekucji i łapanek, a ludność miasta terroryzowano brutalnymi konsekwencjami jakiegokolwiek oporu. Z tego powodu Komenda Główna Armii Krajowej wydała na niego wyrok śmierci. Wykonawcami byli członkowie specjalnego oddziału AK „Pegaz”.

Pierwsza próba zlikwidowania Kutschery okazała się nieudana. Udaremniło ją przypadkowe spotkanie egzekutorów z patrolem żandarmerii. Dopiero 1 lutego 1944 roku o godzinie 8:50, 12 osób wykonujących akcję znalazło się na wyznaczonych miejscach. Samochód esesmana zatrzymano na drodze, wkrótce nawiązała się walka. Do szefa SS oddano serię z pistoletów automatycznych, a następnie jeszcze kilka strzałów – dla pewności. W tym momencie z siedziby nazistów również zaczęły się sypać kule, więc zamachowcy musieli się ewakuować. Cała akcja trwała niespełna dwie minuty.

Kondukt pogrzebowy z trumną Kutschery.

fot.Stefan Bałuk /domena publiczna Kondukt pogrzebowy z trumną Kutschery.

„Kata Warszawy” udało się zlikwidować, ale odwet na Polakach był straszny – na Warszawę i przyległe gminy nałożono kontrybucję w wysokości 100 milionów złotych, zakazano osobom bez obywatelstwa niemieckiego prowadzenia pojazdów silnikowych, a także zorganizowano dwie masowe egzekucje, podczas których rozstrzelano (według różnych źródeł) od 140 do 470 „podejrzanych”. Przynajmniej po części operacja się jednak opłaciła. Po śmierci Kutschery presja ze strony SS zmalała, a jego następca nie prowadził już publicznych egzekucji na ulicach.

Ile razy umierał Bierut?

Polacy nieszczególnie kochali Bolesława Bieruta. Przeprowadzono na niego co najmniej cztery zamachy, z czego jeden – według niektórych – był udany. Jak to możliwe, skoro oficjalnie przywódca PZPR zmarł 12 marca 1956 roku po zjeździe radzieckiej partii komunistycznej w Moskwie, przeżywszy Stalina o 3 lata? Powodem śmierci Bieruta miał być zły stan zdrowia, który doprowadził do zawału serca. Tak przynajmniej orzekli lekarze.

Zwolennicy teorii głoszącej, że w rzeczywistości Bierut był… podstawionym przez Sowietów sobowtórem, byli jednak przekonani, iż prawdziwego polityka zabił na początku lutego 1945 roku przebrany za funkcjonariusza NKWD zamachowiec. Istniała też inna wersja, mówiąca, że to specjalnie przygotowany agent do złudzenia przypominający Bieruta został zamordowany w krakowskim Hotelu Francuskim.

Prawdziwy czy nie – Bierut nie mógł czuć się bezpiecznie. W latach 1951, 1952 i 1953 wymierzono w niego kolejne próby zabójstwa. Wszystkie skończyły się fiaskiem. Zamachowcy ginęli, za to ich niedoszła ofiara żyła swoim życiem. Co ciekawe, nawet w 1956 roku, kiedy (wydawałoby się) Bierut definitywnie zniknął ze sceny politycznej, snuto domysły, czy to faktycznie jego ciało złożono do grobu…

Bibliografia:

  1. Andrzej Chmielarz, „Osa” – „Kosa”, [w:] Krzysztof Komorowski (red.): Warszawa walczy 1939–1945. Leksykon, Bellona 2014.
  2. Lucyna Kulińska, Działalność terrorystyczna i sabotażowa nacjonalistycznych organizacji ukraińskich w Polsce w latach 1922–1939, Księgarnia Akademicka 2009.
  3. Jerzy Mularczyk, Od Bolesława Chrobrego do Bolesława Rogatki, Wydawnictwo Sudety 1994.
  4. Pasaż wiedzy, Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie (dostęp: 11.04.2019).
  5. Marek Ruszczyc, Gabriel Narutowicz. Strzały w „Zachęcie”, Wydawnictwo Śląsk 1987.
  6. Piotr Stachiewicz, Akcja „Kutschera”, Wydawnictwo Książka i Wiedza 1982.
  7. Marcin Szymaniak, Polskie zamachy. Od zbrodni w Gąsawie do tragedii w Gdańsku, Znak Horyzont 2019.

Więcej o zamachach, które zmieniły historię Polski:

 

 

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.