Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Podróże z historią. Obwód kaliningradzki

Zerkając na mapy współczesnej Europy pomiędzy Litwę a Polskę, niejako klinem, wbija się „kawałek” Rosji. To ziemie będące niegdyś narodowościową mieszanką, określane później mianem twierdzy, których mieszkańcy uchodzili na Kremlu za nielojalnych i zbyt otwartych. Obwód kaliningradzki, bo o nim mowa, był i jest miejscem specyficznym.

Obwód kaliningradzki stanowi jeden z 89 podmiotów Federacji Rosyjskiej. Nowy samorząd, wykorzystujący standardy europejskie, wprowadziła tu ustawa federalna przyjęta w 1995 roku.

Ta położona nad Morzem Bałtyckim rosyjska pół-eksklawa ma powierzchnię 15 125 km² i zamieszkiwana jest przez blisko milion osób. Jej największym ośrodkiem jest Kaliningrad, wcześniej znany jako polski Królewiec lub niemiecki Königsberg. Swoją obecną nazwę miasto otrzymało w lipcu 1946 roku, na cześć zmarłego miesiąc wcześniej Michaiła Kalinina, radzieckiego polityka, tego samego, którego podpis widniał pod decyzją o zamordowaniu polskich oficerów w Katyniu, w 1940 roku.

Czytaj też: Podróże z historią. Râșnov – chłopski sen o potędze

Z rąk do rąk

Obwód obejmuje historyczne krainy: Sambię, Prusy Dolne oraz Litwę Mniejszą zwaną Małą Litwą. Przez wieki zamieszkiwali tu Polacy, Niemcy, Litwini, Żydzi, przybysze z Francji, Holandii i Szkocji, a nawet Tatarzy. Reprezentowali różne kultury, tradycje i religie. Wraz z politycznymi przemianami zmieniały się relacje społeczne i narodowościowe.

Do średniowiecza obszar dzisiejszego obwodu zamieszkiwali bałtyccy Prusowie, którzy w XIII wieku zostali podbici przez Krzyżaków. To oni w 1255 roku założyli jego stolicę. Przez kolejne dwa stulecia samo miasto i okolice znajdowały się pod panowaniem zakonu. Po podpisaniu II pokoju toruńskiego stało się zależne od Korony Polskiej, by w XVII wieku wejść w skład Królestwa Prus, następnie Cesarstwa Niemieckiego, Republiki Weimarskiej i w końcu III Rzeszy.

fot.domena publiczna Nieistniejący dzisiaj zamek królewiecki, ilustracja z ok. 1895 roku

Największe zmianę tereny te odczuły po zakończeniu II wojny światowej. Warto w tym miejscu wspomnieć, że obwód to nie tylko Kaliningrad. Inne większe miasta to m.in. Sowieck, Czerniachowsk czy Bałtijsk.

Czytaj też: Bitwa pod Grunwaldem. Jak przebiegało legendarne starcie polsko-krzyżackie?

Granica, jak od linijki

Co ciekawe Polacy już w czasie II wojny światowej chcieli otrzymać te tereny. W listopadzie 1943 roku Edward Raczyński, ambasador Polski w Wielkiej Brytanii, przedstawił roszczenia terytorialne, wedle których po wojnie Polska miałaby przejąć kontrolę nad całymi Prusami Wschodnimi. I początkowo nawet Stalin popierał ten pomysł. Z biegiem czasu, kiedy rósł w siłę, a jego wojska posuwały się w kierunku Berlina, nagle zreflektował się.

W lutym 1944 roku w liście do Churchilla dyktator poruszył temat północno-wschodniej części Prus Wschodnich. Chciał, by po zakończeniu działań wojennych ziemie te trafiły pod administrację radziecką. Przywódca ZSRR rozumiał, że „zgarnięcie” tej części Europy pozwoli mu zyskać obszar ważny z geopolitycznego punktu widzenia, a przy okazji odbierze wrogowi – Niemcom – historyczne ziemie. Ot, taki policzek za „operację Barbarossa”. Znalazł nawet sprytny sposób, jak przekonać Churchilla i Roosevelta do swoich racji. Otóż domagał się niezamarzających portów dla swojego kraju:

– Rosjanie nie posiadają niezamarzających portów na Morzu Bałtyckim. Dlatego Rosjanom byłyby potrzebne niezamarzające porty Królewiec i Kłajpeda oraz odpowiednia część obszaru Prus Wschodnich.

fot.domena publiczna Swoją obecną nazwę miasto otrzymało w lipcu 1946 roku, na cześć zmarłego miesiąc wcześniej Michaiła Kalinina, radzieckiego polityka, tego samego, którego podpis widniał pod decyzją o zamordowaniu polskich oficerów w Katyniu, w 1940 roku

Obszar dzisiejszego obwodu został wyzwolony przez Armię Czerwoną, początkiem kwietnia 1945 roku. W tym samym czasie w Królewcu swoje działania rozpoczęli Polacy.

„Kilkutysięczna ludność polska, rekrutująca się głównie z byłych robotników przymusowych, sądząc, że Królewiec będzie należał do Polski, spontanicznie już w kwietniu 1945 roku utworzyła Radę Miejską i zorganizowała Straż Obywatelską. Wkrótce potem Polacy zaczęli wyjeżdżać do kraju. Wspomina Józef Weltrowski, dzisiaj mieszkający w Gdańsku, że służąc w 14. Dywizji Piechoty w Bydgoszczy, w czerwcu 1945 roku wraz z całym batalionem maszerował przez Grudziądz, Brodnicę, Ostródę i Braniewo do Królewca, ale nieoczekiwanie na jego przedmieściach zostali zatrzymani i po dwóch dniach musieli cofnąć się do Polski.” – pisał Janusz Jasiński w „Historii Królewca. Szkice z XIII-XX stulecia”.

Ostatecznie w wyniku II wojny światowej ZSRR powiększył terytorium o 678 tysięcy km², zamieszkanych przez około 20 mln osób, w tym o 1/3 Prus Wschodnich wraz z Królewcem. 7 kwietnia 1946 roku Prezydium Rady Najwyższej ZSRR powołało Obwód Königsberski, przemianowany w lipcu 1946 roku na Obwód Kaliningradzki. W tym samym roku Stalin, razem z przychylnymi sobie polskim władzami, nakreślił – niemal jak od linijki – nową granicę, powiększając tym samym obszar obwodu z 10 do 15 tysięcy km².

Czytaj też: Spirytus a sprawa polska – czyli o tym, jakie granice zachodnie marzyły się Polakom po II wojnie światowej, a jak ostatecznie je uzgodniono i wytyczono?

Powojnie: wysiedlenia i izolacja

W drugiej połowie lat 40. rozpoczęła się akcja wysiedlenia dotychczasowej ludności, głównie niemieckiej. W jej miejsce przybywali ludzie z różnych terenów ZSRR, albo powracający z frontu żołnierze, którzy ściągali na miejsce swoje rodziny. Najczęściej były to osoby narodowości rosyjskiej. Zmieniano też  nazwy miejscowości, a także starano się zniszczyć jak najwięcej śladów kultury innej niż radziecka.

W 1953 roku 82-metrowa wieża zamku krzyżackiego, stojąca jeszcze wtedy w Kalingradzie, będąca jednym z najważniejszych zabytków dawnego Królewca i Königsberga, została wysadzona w powietrze. W 1968 roku, pomimo protestów kaliningradzkich studentów i intelektualistów, Leonid Breżniew kazał wyburzyć i całkowicie uprzątnąć pozostałe ruiny zamku, które określano w sowieckich kręgach rządowych jako „zgniły ząb pruskiego militaryzmu”.

Po przesiedleniach, w czasie zimnej wojny, z racji położenia obwód stał się jednym z najbardziej zmilitaryzowanych obszarów Europy. Nieprzypadkowo. Po pierwsze, jego znaczenie geopolityczne należy rozpatrywać przez pryzmat Floty Bałtyckiej ZSRR, dla której obwód był główną bazą. Po II wojnie światowej obmywające obwód od zachodu Morze Bałtyckie było języczkiem u wagi zarówno dla wojsk Układu Warszawskiego, jak i NATO. Obie strony nie mogły sobie pozwolić, by przeciwnik przejął kontrolę nad tymi strategicznymi wodami.

fot.Kremlin.ru/CC BY 4.0 Rok 2000. Prezydent Putin z admirałem Władimirem Jegorowem, dowódcą Floty Bałtyckiej, na pokładzie niszczyciela Nastoichivy.

Po drugie obwód kaliningradzki był najdalej na zachód wysuniętym obszarem ZSRR, nazywanym niekiedy „zamkniętą bazą wojskową”. W związku z tym rozlokowano w nim wiele jednostek, otwarto szkoły kształcące zaplecze armii, a także zainstalowano głowice jądrowe. Według różnych źródeł w tym miejscu stacjonowało od 100 do 200 tysięcy żołnierzy, a w latach 90. liczba ta – z powodu wycofywania się radzieckich żołnierzy z krajów nadbałtyckich czy Polski – wzrosła nawet do 300 tysięcy.

Do 1969 roku teren obwodu był zamknięty dla obywateli ZSRR i można go było zwiedzać tylko za specjalnym zezwoleniem. Rozwijał się bardzo powoli. Gospodarka opierała się chociażby na wydobyciu bursztynu i rybołówstwie.

Czytaj też: Zimna wojna. Kto ponosi winę za rozpoczęcie nuklearnego wyścigu zbrojeń między USA a ZSRR?

Nowa, poradziecka rzeczywistość

Na początku lat 90. wraz z rozpadem Związku Radzieckiego i odzyskaniem niepodległości przez kraje bałtyckie powstała nowa sytuacja, w której obwód stał się odrębną od Rosji pół-eksklawą, połączoną z resztą kraju tylko drogą morską i uzależnioną od importu. Władze nie miały spójnej polityki dotyczącej Kaliningradu i okolic. W celu poprawy sytuacji mieszkańców powołano Specjalną Strefę Ekonomiczną Jantar, która miała pomóc w rozwoju regionu. Obwód zyskał nawet pewną swobodę. Po czasie Moskwa, obawiając się ruchów separatystycznych, ograniczyła te działania. Obawy te nie były zresztą bezpodstawne, gdyż pojawiły się głosy, popierające utworzenie czwartej republiki bałtyckiej.

Po odejściu Borysa Jelcyna, na początku XXI wieku, wprowadzono reformę, która pozbawiła lokalne władze wpływów z podatków na rzecz władz centralnych i tym samym uniezależniły je od Kremla. Odtąd to stolica regulowała wysokość dotacji i subwencji, zasilających lokalną kasę.

fot.Alexandr Podgorchuk/CC-BY-SA 4.0 Defilada wojskowa w Kaliningradzie w 2017 roku

Od ponad 30 lat ziemie obwodu nie mają lądowego połączenia z Rosją. Otoczone państwami należącymi do NATO i Unii Europejskiej stały się regionem specyficznym, nadal systematycznie dozbrajanym i ważnym dla władz z wojskowego punktu widzenia.

Istnieje stereotyp, że mieszkańcy obwodu są bardziej prozachodni niż ich rodacy w Moskwie czy Petersburgu. Częściej niż przeciętni Rosjanie przekraczają granice swojego państwa. Niekiedy głosują inaczej. W 2012 roku w wyborach Prezydenckich Władimir Putin uzyskał tu 52% głosów, wobec 63%, które uzyskał w ogóle. W 2015 roku w wyborach do rady Bałtijska partia Putina, Jedna Rosja, nie zdobyła żadnego mandatu. Kreml właściwie odczytał te sygnały i wysłał do obwodu swojego człowieka, Antona Alikhanova. W październiku 2016 został on mianowany gubernatorem obwodu kaliningradzkiego. Niespełna dwa lata później Władimir Putin uzyskał tu 76% głosów. Paulina Siegień, znawczyni Rosji, w jednym z wywiadów mówiła:

„Alichanow, podobnie jak inni gubernatorzy, mają zapewnić Kremlowi spokój. Spokój zaś rozumie się jako brak protestów i dobre wyniki wyborcze Putina i jego partii władzy. (…)„Młody gubernator” (Anton Alichanow ma dziś 35 lat – red.) zaczął pełnić urząd w duchu dialogu i porozumienia z lokalną społecznością, ale szybko okazało się, że nie ma wolnej ręki w prowadzeniu miejscowej polityki. Powinien reprezentować interesy mieszkańców regionu, ale nie może ani na chwilę zapominać o interesach swoich mocodawców na Kremlu.”

fot.Kremlin.ru/CC BY 4.0 Anton Alikhanov w październiku 2016 roku został mianowany gubernatorem obwodu kaliningradzkiego

Wojna w Ukrainie, zamknięcie małego ruchu granicznego, sankcje gospodarcze, manewry wojskowe czy Iskandery sprawiają, że na ten niewielki skrawek Europy co raz częściej spoglądają nie tylko Polacy, ale i Europejczycy. Przecież ostatnie z wymienionych, słynne już pociski, mające zasięg 500 kilometrów i możliwość przenoszenia ładunków jądrowych mogą uderzyć w pięć europejskich stolic: Berlin, Wilno, Rygę, Kopenhagę i Warszawę…

Bibliografia:

  1. Patka, J. Rydel, J.J. Węc, Najnowsza historia świata tom 1, Kraków 2000.
  2. Chełmiak, Obwód kaliningradzki Federacji Rosyjskiej w rosyjskich koncepcjach geopolitycznych, [w:] Przegląd Geopolityczny, 2010.
  3. Palmowski, Struktura władzy i podziały administracyjne obwodu kaliningradzkiego [w:] Studia z Geografii Politycznej i Historycznej tom 3, 2014.
  4. Jasiński, Historia Królewca. Szkice z XIII-XX stulecia, Olsztyn 1994.
  5. Globalista – Oskar Bednarski, Film: Kaliningrad – Rosyjska Twierdza
  6. https://www.historia-wyzynaelblaska.pl/granica-polsko-radziecka-w-b.-prusach-wschodnich.php [dostęp: 15.04.2022 r.]
  7. https://www.gazetaprawna.pl/magazyn-na-weekend/artykuly/8272269,paulina-siegien-po-co-rosji-kaliningrad-historia.html [dostęp: 15.04.2022 r.]
  8. https://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/491511,kaliningrad-pokazal-czerwona-kartke-putinowi-jedna-rosja-bez-mandatu-w-baltijsku.html [dostęp: 15.04.2022 r.]
  9. https://historia.wprost.pl/ciekawostki-historyczne/10682059/kaliningrad-czyli-krolewiec-przylaczony-do-zssr-nadano-mu-nazwe-na-czesc-wojennego-zbrodniarza.html [dostęp: 15.04.2022 r.]

 

Komentarze (4)

  1. niepoprawny politycznie Odpowiedz

    Warto – od strony historycznej dodać, że już po pierwszej wojnie Polska chciała całych Prus Wschodnich, nie tylko obszarów plebiscytowych.
    Np. w swym raporcie znany geograf S. Srokowski, do tego generalny konsul Rzeczypospolitej w Królewcu, zawarł np. takie wnioski: „Niemieckie Prusy Wschodnie są prawdziwie obcym ciałem wśród otaczającego żywiołu i głównym naszym zadaniem na długie lata powinno być dążenie do UNICESTWIENIA tego INTRUZA, który wywołuje tysiączne objawy jątrzenia i gangreny politycznej.” Dodawał: „NIE MA ANI JEDNEGO ARGUMENTU ZA UTRZYMANIEM PRUS WSCHODNICH…” Inni polscy międzywojenni geografowie i historycy, np.: W. Wakar, A. Uziębło, S. Grabski, J. Kurnatowski, S. Sławski, B. Limanowski, J. Giertych, K. Buczek czy pisarz M. Wańkowicz („Na tropach Smętka”, 1936.) „…wyrażali poglądy, że tak długo jak Prusy Wschodnie będą integralną częścią Niemiec, tak długo będzie zagrożona niepodległość Polski. Wynikało z tego przekonanie o konieczności CAŁKOWITEJ LIKWIDACJI tej prowincji niemieckiej.” „Dlatego trzeba sobie jasno powiedzieć: ALBO POLSKA WCHŁONIE PRUSY WSCHODNIE, ALBO PRUSY WSCHODNIE ZNISZCZĄ POLSKĘ.” (Głogowiecki, 1925.).”
    Poglądy te zawarł w swych dezyderatach w czasie negocjacji pokojowych także R. Dmowski, gdzie co ciekawe jako pierwszy rozważał podzielenie się „pruskim tortem” nie tylko z Litwą ale i Rosją (!).

    Zaraz po klęsce wrześniowej 2 kwietnia 1940 r. w Paryżu powstało opracowanie Oddziału III Sztabu Naczelnego Wodza. PUNKT PIERWSZY [!] konstatował: „Aby uniemożliwić Niemcom próbę powtórzenia na północy manewru z roku 1939, konieczne jest: zlikwidowanie Prus Wschodnich jako prowincji Rzeszy Niemieckiej.” (…)
    Także w dowództwie Armii Krajowej postulat włączenia Prus Wschodnich był traktowany jako nadrzędny cel polityczny. Szczególnie uzasadniony historycznie: „…ziemie te są historycznie polskie, ale znalazły się pod panowaniem niemieckim w wyniku różnorodnych wydarzeń, których skutki wymagają odwrócenia” – bardzo radykalnie ale i słusznie twierdzono.

    Tą konstatacją manipulował dość nieudolnie w 1944 r. Stalin argumentując: „Tym bardziej, że historycznie – są to odwieczne ziemie słowiańskie.”
    Co było i jest typowe dla Rosjan – już bowiem wtedy chciał przekazać część sowiecką sowieckiej bałtyjskiej a nie słowiańskiej Litwie (nie przywidywał, że ta w dającej się przewidzieć perspektywie czasu, znowu odzyska niepodległość). Władze komunistyczne Litwy jednak zbyt pochopnie chyba ODMÓWIŁY KATEGORYCZNIE przyjęcia tej cesji, bojąc się ze swym nikłym potencjałem ludnościowym, trudności w zagospodarowaniu tak dużego obszaru – konieczności w związku z tym tolerowania długi czas różnych mniejszości, zwłaszcza niemieckiej.

    „Emigracyjny rząd Polski wystosował w listopadzie 1942 r. „aide – memoire” rządom Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych [i najprawdopodobniej w trybie tajnym Stalinowi], w tym: „…że z militarnego punktu widzenia Prusy Wschodnie z Gdańskiem stały się klasyczną place d’armes, czyli punktem wyjścia dla operacji flankowych, mających na celu: odcięcie Polski od Morza Bałtyckiego i przerwanie w ten sposób jej morskiej komunikacji z Zachodem; zagrożenie stolicy kraju Warszawy, odległej od granicy Prus Wschodnich w prostej linii zaledwie o 75 mil…” (…) „Zatem z punktu widzenia militarnego Prusy Wschodnie i Gdańsk, które w ręku niemieckim, są stałą groźbą dla niepodległości Polski i podboju Europy, winny być przyłączone do Polski.” W następnych latach wojny wielokrotnie powtarzano te postulaty – przy każdej okazji rozmów o polskich granicach.

    Na koniec trzeba dodać, że władze polskie komunistyczne jak na swój wasalny status, bardzo długo prowadziły czasami nawet bardzo ostry spór graniczny z sowietami, dokonując prób rewizji przebiegu granicy jeszcze w 1946 r. metodą faktów dokonanych – ustanawiając polskie władze miejscowości, gmin i powiatów po sowieckiej stronie, jeśli sowieci nie zdążyli jeszcze takowych tam powołać. Dochodziło wówczas nawet do przepychanek, regularnych bójek, wzajemnego wyrzucania nieswojego sprzętu i mebli z urzędów… Granice przesuwano więc z południa na północ i z powrotem, kilkudziesięciokrotnie jeszcze do początku lat 50. …

    (większość informacji i cytatów pochodzi z: Kwestia podziału Prus Wschodnich w okresie II wojny światowej, P. Eberhardt, 2018.)

  2. Anonim Odpowiedz

    Dobrze to ujął niepoprawny politycznie Polaka CHCIAŁA. O ile całkowicie się zgadzam z tym że cały okręg Krolewca powinien należeć do Polski, bo tego wymaga nasze interes narodowy, to jest niezaprzeczalnym faktem że tereny te straciliśmy właściwie 4 razy. Po tym jak król Kazimierz Jagiellończyk w 1466 roku przyłączył do Korony/Polski – Warmie i Powiśle, a Zygmunt Stary uczynił Prusy Książęce swoim lennem w 1525 roku, wszystkim późniejszym władcom zabrakło chęci likwidacji tego lenna i wcielenia go do Korony. A już postępowanie nieudolnej dynastii Wazów, którzy nie tylko zamiast włączyć Prusy Książęce do Korony, po wymarciu linii pruskiej Hohenzollernów pozwolili po nich dziedziczyć Hohenzolernom. brandemburskim w 1618 roku, ale jeszcze w 1657, zrzekli się Wazowie lenna Pruskiego i pozwolili na powstanie państwa Pruskiego, można uznać za zdradę interesów Polski.. Kolejna szansę zmarnowała Polska w Wersalu 1919, gdzie nie odzyskała nie tylko granic sprzed roku 1772-1793, 1 i 2 rozbiór Pruski, ale co gorsze straciła też Gdańsk. Oczywiście w Wersalu 1919, Polska mogła tylko CHCIEĆ, bo żadnej realnej siły nie posiadała, poza przychylnym Polsce stanowiskiem Francji ( oczywiście Francja miała swój interes w osłabieniu Niemiec, ale też gospodarczy i militarny, w stosunku do powstającej Polski ), niestety pomimo korzystnych dla Polski propozycji z marca 1919 roku, ostatecznie skończyło się na decyzji z 28 czerwca 1919, gdzie straciliśmy nie tylko fragment Mazur, Górny Śląsk, ale nawet Gdańsk. Oczywiście zawdzięczamy to antypolskiej i proniemieckiej postawię Anglii, oraz chwiejnej postawie USA. Ostatecznie plebiscyt na Warmi i Mazurach, przeprowadzony w najgorszym możliwym momencie ( wojna polsko-bolszewicka ) został przegrany, natomiast plebiscyt na Górnym Śląsku skończył się częściowym sukcesem. Kolejna zmarnowana szansa miała miejsce w latach 1943-45, kiedy w Teheranie i Jałcie, oraz Poczdamie, ponownie Anglia i USA oddały Rosji nie tylko Lwów, który nigdy w historii do żadnej Rosji nie należał, ale również podzielono Prusy, które początkowo miały w całości należeć do Polski. I znowu Polska mogła tylko CHCIEĆ, bo za naszym krajem nie stała żadna siła militarna ani polityczna czy gospodarcza. To smutne ale prawdziwe, że rozbiory RON – Korony/Polski i Litwy, gdyby nie powstanie Prus jako państwa, nigdy by nie nastąpiły. Sama Rosja żeby dokonać rozbiorów była za słabą, Austria, zagrożona wojną na dwa fronty też się nie liczyla. To właśnie Prusy nie mające silnych wrogów, były motorem wszystkich rozbiorów 1772-1793-1795, w każdym kolejnym rozbiorze zagarniały, ziemie Korony. Natomiast Rosja dopiero w 1815/(1807)roku zajęła ziemie Korony, zresztą kosztem Prus właśnie, oraz Austrii. Ogółem zagarnęła Rosja po roku 1815, aż 80% RON, podczas kiedy Prusy i Austria po 10%. Utratę Prus zawdzięcza Polska……Sama Sobie.

    • niepoprawny politycznie Odpowiedz

      Widzę, że jest Pan pod przemożnym wpływem koncepcji jednego autora.
      „Jasienica napisał kilka książek o tematyce historycznej… …zgodnie z doktryną historyczną wytyczoną w PRL. Że np. błąd Jagiellonów polegał na tym, iż parli na wschód, przeciw Moskwie, zamiast zwrócić się na zachód, przeciw Niemcom.” (J. Mackiewicz):
      ………………….
      Oskarża Pan naszych antenatów o brak przywidywania tego co w wyniku ich decyzji „tu i teraz”, będzie za 200-300 lat, poklepując ich przy tym z politowaniem…
      A to, że ten ahistoryczny nonsens powiela wielu zawodowych historyków, nikogo jednak nie może usprawiedliwiać.

      „W polskiej historiografii elektor brandenburski Fryderyk Wilhelm przedstawiany jest najczęściej jako cyniczny zdrajca, który nie wywiązał się z obowiązków lennych wobec Rzeczypospolitej…” „…jest to zbyt duże uproszczenie. Elektor brandenburski był bowiem mężem stanu, który wiedział, co to jest brandenburska racja stanu i racja jego dynastii.”
      „Elektor brandenburski nie mógł więc liczyć w swym ewentualnym wystąpieniu przeciw Szwecji na
      pomoc suzerena. Pamiętać należy także o tym, że państwo brandenbursko-pruskie BYŁO WÓWCZAS JESZCZE KRAJEM SŁABYM, O DRUGORZĘDNYM ZNACZENIU na arenie politycznej i w samotnej walce przeciw potężnej Szwecji NIE MIAŁO NAJMNIEJSZYCH SZANS na zwycięstwo.”
      „POZA TYM, O CZYM SIĘ CIĄGLE U NAS ZAPOMINA, W POLITYCE NIE MA MIEJSCA NA POBOŻNE ŻYCZENIA, LICZĄ SIĘ REALIA.”
      (J. Wijaczka, 2006.)
      ……………………..
      Zapominamy też, że gdyby nie zdolności wodzowskie elektora i jego armia, to tak szybko nie wyparlibyśmy z naszych ziem Karola Gustawa.

      Elektor przy tym: „…zmuszony był sięgnąć po subsydia francuskie, cesarskie, hiszpańskie czy holenderskie.” „…był wręcz postrzegany jako swego rodzaju najemnik wielkich mocarstw.” (za P. Skworoda, 2014.) A jego bezpośredni następca tak się do tego „przyzwyczaił”, że „wziął” już aż 6,5 miliona talarów subsydiów na utrzymanie „przerośniętej” nad miarę wszelką, pruskiej armii!
      „Brandenburska piaskownica” niewydolna rolniczo, słabo zaludniona + niewielkie Prusy Wschodnie, stały się jako jedno państwo, tzw. „krajem subsydialnym”, skazanym na prowadzenie zaborczej polityki poza granicami cesarstwa (dotyczyło to – ta zaborczość Prus, zwłaszcza największej, a przeżywającej kryzys RON). Niewielkie Prusy książęce nie miały tutaj – dla agresywnej polityki, tak Prus ale i Saksonii (!), wobec Polski, praktycznie żadnego znaczenia, tak jak i tytuł króla w Prusach z którego wręcz śmiano się dosłownie w całej Europie!
      Wówczas absolutnie nie miały Prusy Wschodnie takiego znaczenia jak w XX wieku, i żadne przesłanki za tym wyraźnie nie przemawiały że kiedykolwiek tak – to się stanie!

      Zarówno Saksonia jak i Prusy dążyły albo do sojuszu lub unii z Polską – w sensie RON, lub do oderwania od niej możliwie dużej ilości ziem, gdzie można było przy okazji uzyskać niezależność od cesarza i tytuł królewski, lub jak to się stało w Prusach Wschodnich, „quasi” królewski.
      To była główna racja stanu tych państw, najistotniejsza dla ich niezależnego przyszłego bytu!

      Zapomina Pan w tym właśnie kontekście, że przed drugim rozbiorem Prusy zaproponowały Polsce tzw. plan zamienny – za Gdańsk i skrawki Wielkopolski, chcieli pomóc nam w odzyskaniu najpierw ziem zaboru austriackiego (nawet rzekomo mieli w tym celu stworzyć blisko 300tys. armię!), a następnie – razem jeszcze z Turcją, większości zaboru rosyjskiego.
      Prusy dobrze bowiem pamiętały kozaków w Berlinie w czasie wojny 7-letniej!, …że przegrały z kretesem tę wojnę z Austrią i Rosją głównie, która dokonała faktycznego rozbioru ich państwa, zajmując całe Prusy Wschodnie i bezpośrednio włączając je, na krótki co prawda okres, do Rosji!
      Dlaczego Prusy odeszły od tego planu zamiennego?
      Bo były wtedy akurat głównie subsydiowane przez Wielką Brytanię, zresztą już od czasu z przed wojny 7-letniej, a UK, montowało wówczas koalicję antyjakobińską, a Polska była przecież wtedy jakobińska i mimo, że szybko się rozwijała, to słabsza jednak od Rosji, co za tym idzie wyraźnie gorsza jako sojusznik Brytoli.

      Czy to Polska zatem, wobec powyższego, sama sobie była winna, a Prusy czy były rzeczywiście głównym motorem akcji zaborczej?

      Pamiętajmy tutaj bowiem ponadto o tym fakcie, że życie w Warszawie w czasach zaboru pruskiego było pełne patriotycznych uniesień, wolności, swobód i przyjaznych gestów Prus, Prusaków wobec Polaków!
      „Patrząc z punktu widzenia tegoż zaborcy, sytuacja była dość niezwykła, bo Polacy stanowili teraz większość mieszkańców państwa Hohenzollernów. To jeden z powodów, dla których brzemię zaborów NIE BYŁO ZBYT CIĘŻKIE dla byłych obywateli Rzeczypospolitej na tym terenie.” (…)
      (za: Platforma edukacyjna Ministerstwa Edukacji i Nauki).

      • Anonim Odpowiedz

        Prusy w zamian za Gdańsk i skrawki Wielkopolski miały pomóc w odzyskaniu przez RON ziem zaboru austriackiego ,a potem w sojuszu z ….Turcją, większości zaboru rosyjskiego. Brzmi to całkowicie niedorzeczne, jaki interes miały Prusy w istnieniu RON ? Natomiast, gdyby RON się zreformował i utworzył silną armię, to pierwszym państwem które zaczął by zwalczać były by …Prusy, okupiające Polskie – Pomorze i blokujący nasz handel. Nie, Prusy, a od 1871 roku Niemcy nigdy nie miały żadnego interesu w istnieniu Polski, natomiast miały interes w okupowaniu ziem należących do Polski. Zawsze mówimy o rosyjskich rozbiorach, problem w tym że Rosja żadnych polskich ziem w latach 1772-1793-1795, nie zajęła. Natomiast Prusy zajęły tylko rdzenni Polskie ziemie takie jak – Pomorze, Wielkopolska, Krajna, Kujawy, ziemię Wieluńską, Sieradzko-Leczycką, część Mazowsza i Podlasia, fragment Małopolski z Siewierzem, a nawet fragment Żmudzi z Kownem. Tak więc w naborach rosyjskich straciła tylko Polska te ziemie, które przyłączył do Korony WKL – Zygmunt August w 1569 roku – czyli dawne ziemię Ruskie-Litwy. Bez 3 rozbiorów wspólnie z Rosją i 2 z Austria, nigdy nie powstały by silne Prusy i w 1871 roku – Niemcy. Natomiast jeśli królowie Polski nie potrafili myśleć o przyszłości, a tylko o tym co tu i teraz to nic dziwnego że RON, w tym Koroną przestały w latach 1772-1793-1795 istnieć. Zamiast dawać się rozgrywać Prusom i tworzyć nikomu niepotrzebną Konstytucję 3 mają, należało się dogadać z najsilniejszym czyli Rosja, choćby nawet kosztem ziem planowanego w 1658 roku Księstwa Ruskiego. Co dało by Rosji dłuższa granicę z Turcją i wciągnęło ją w kolejne wojny. Natomiast RON miałby czas na stopniowe reformy. Ale nie podpuszczeni przez Prusy – Polacy uchwalania Konstytucję 3 mają, a w tym czasie Prusy namawiają Rosję do kolejnego rozbioru, w czym pomaga im argument …..z uchwaleniem Konstytucji 3 mają przez RON. Wybuch wojny kościuszkowskiej z Rosją w 1794, roku to kolejny, przykład szczucia RON, przez Prusy na Rosję. Tej wojny nie mogliśmy wygrać, a głównym wygranym były znowu Prusy. Dopiero wojny napoleońskie, odwróciła ten proces i ziemie 3, 2 i części 1 rozbiorów Pruskich stały się podstawą Księstwa Warszawskiego w 1807 roku, od 1809 roku doszły ziemie 3 zaboru Austriackiego. Gdyby nie wrogie działania Rosji w 1807, być może KW odzyskalo by również ziemie 1 zaboru Austriackiego. Niestety w wyniku klęski Napoleona w Rosji oraz traktatu w Wiedniu 1815, nie powstała niepodległa Polska, tylko rosyjski protektorat – Królestwo Polskie, ale już bez ziem części 1 i 2 zaboru Pruskiego. Polska w 1815 wróciła do stanu jaki istniał już przed rokiem 1772, kiedy cały RON był Rosyjskim protektoratem. Bez wojny kościuszkowskiej z Rosją – nie było by 3 rozbioru, a co za tym idzie w 1807 roku RON byłby w stanie odebrać wszystkie ziemie zaborów Pruskich w 1807 i Austriackich w 1809. Ale niestety nikt w Polsce nie potrafił przewidywać nie na 200, czy 300 lat, ale nawet na 20, 30 czy 50 lat, co kosztowało RON upadek i utratę niepodległości, do której przyczyniły się w dużym stopniu Prusy, którym pomagali politycy…RON, swoimi fałszywymi sojusznikami i głupimi pomysłami w rodzaju Konstytucji 3 maja.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.