Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Podróże z historią. Wilkowo – ukraińska Wenecja

Wilkowo, fotografia z 1962 roku

fot.domena publiczna Wilkowo, fotografia z 1962 roku

W powiecie kilijskim obwodu odeskiego, tuż przy granicy z Rumunią, znajduje się 10-tysięczne miasteczko Wilkowo, zwane ukraińską Wenecją. Podobnie jak jej włoska odpowiedniczka, ta miejscowość jest poprzecinana kanałami. Ich łączna długość wynosi 46 kilometrów. Poruszanie się po miasteczku jest możliwe tylko łódką lub, biegnącymi wzdłuż kanałów, wąskimi uliczkami.

Droga lądowa kończy się przy wjeździe do Wilkowa. Swoją unikatowość miasteczko zawdzięcza usytuowaniu na rozlewiskach w delcie Dunaju, 18 km od miejsca, w którym rzeka wpada do Morza Czarnego (ten punkt określa się jako nulewoj kilomietr, tj. zerowy kilometr, i jest on lokalną atrakcją turystyczną) . Wilkowo otaczają największe mokradła Europy, mające powierzchnię 3 tys. km2. Także nazwa miasta wywodzi się od położenia geograficznego – przy rozwidleniu rzeki – co w języku rosyjskim brzmi jako „wiłka” lub „razwiłka”.

Czytaj też: Podróże z historią. Râșnov – chłopski sen o potędze

Krótka historia miasta

Na założenie miasta w tak niezwykłych warunkach odważyli się rosyjscy staroobrzędowcy – wyznawcy prawosławia, którzy nie zaakceptowali reformy patriarchy Nikona, mającej miejsce w latach 1852-1856. Wprowadzone przez hierarchę zmiany polegały na upodobnieniu obrzędów rosyjskiej cerkwi prawosławnej do greckich. Część wiernych sprzeciwiła się temu i uznała reformę za zdradę tradycji przodków. Na przełomie lat 1750-1760 państwo rosyjskie zaczęło prześladowanie staroobrzędowców.  Aby w spokoju praktykować swoją wiarę, wierni zaczęli uciekać w trudno dostępne miejsca lub za granicę. Część z nich osiedliła się  w delcie Dunaju, wówczas należącej do Imperium Osmańskiego, z którym Rosja  prowadziła niekończące się wojny.

Wilkowo na początku XX wieku

fot.domena publiczna Wilkowo na początku XX wieku

Ustalenie dokładnej daty założenia miasteczka nie jest możliwe, ale prawdopodobny wydaje się często wymieniany rok 1762 rok (wątpliwości budzi teza, że Wilkowo powstało w 1742 lub 1746 roku, ponieważ reformy patriarchy Nikona zaczęły się w latach 50. XVIII wieku). Wierni, którzy osiedlili się w delcie Dunaju pisali ikony na drewnie lipy, dlatego ten rozłam staroobrzędowców nazwali „lipowańcami”. Pierwotnie założona przez nich wieś nosiła nazwę Lipowanskoje. Nie wiadomo, kiedy władze Imperium Osmańskiego nadały wsi prawa miejskie, ale nastąpiło to przed 1812 rokiem.

Nowa miejscowość przyciągała miłośników wolności. W 1774 roku, po likwidacji Siczy Zaporoskiej przez Katarzynę II, w założonej przez staroobrzędowców wsi osiedlili się Kozacy, którzy nie chcieli funkcjonować w strukturach państwowych.

Czytaj też: Podróże z historią. Kamieniec Podolski

Krowie przeprawy i inne rozwiązania

Oczywiście tuż po przybyciu w nowe miejsce staroobrzędowcy musieli zbudować sobie domy. Przede wszystkim osuszyli bagna. Potem doszli do wniosku, że należy umiejscowić domostwa na sztucznej wyspie, którą utworzono, budując kanał wokół niej. Uzyskaną w trakcie tego procesu ziemię wykorzystywano jako materiał budowlany. ”Opatentowano” także – wykorzystywaną do dnia dzisiejszego – metodę wznoszenia domów. W drewniany szkielet wkłada się snopy trzcin. Wewnątrz i na zewnątrz dom jest pokrywany najpierw mułem Dunaju zmieszanym z posiekaną trzciną lub słomą, a potem trocinami. Lokalni mieszkańcy nazywają swoje domy ”termosami”, bo utrzymują one ciepło zimą i chłód latem.

Pomnik staroobrzędowca Lipovana, założyciela wsi

fot.Digr/CC BY SA 4.0 Pomnik staroobrzędowca Lipovana, założyciela wsi

Mając dach nad głową, osiedleńcy zadbali o swoje potrzeby duchowe, budując cerkiew św. Piotra i Pawła. Założyli przydomowe ogródki, a nawet kupili krowy. Jako że w miasteczku nie było pastwisk, właściciele zaczęli pasać je na stałym lądzie, dokąd od ponad 200 lat dowożą zwierzęta drogą wodną. To właśnie dlatego mieszkańcy nazywają swoje krowy „morskimi”. Zwiedzający Wilkowo turyści dosłownie zastygają w miejscu, widząc dumnie siedzące w łódkach bydło, podczas gdy ich właściciele – niczym weneccy gondolierzy – stoją i odpychają się wiosłem o długości 4 metrów.

Mieszkańcy poruszają się po Wilkowie kanałami, każda rodzina posiada średnio dwie łódki. Kierujący przestrzegają przepisów ruchu… wodnego, które w dużym stopniu przypominają te na drogach. Także młode pary łódką docierają do Urzędu Stanu Cywilnego lub cerkwi.

Czytaj też: Podróże z historią. Chorwacki szlak głagolicki w Bašce

Raz w Rosji, raz w Turcji

Wracając do historii Wilkowa. W 1812 roku Besarabia, na terenie której mieści się Wilkowo, znalazła się we władaniu Rosji. Stało się tak w wyniku kolejnej wojny pomiędzy Imperium Rosyjskim a Turcją. Ale tym razem staroobrzędowcy nie musieli obawiać się prześladowań ze strony carskich władz, bo Katarzyna II (panowała w latach 1762-1796) zliberalizowała politykę wobec staroobrzędowców. Mieszkańcy Wilkowa kontynuowali swoją dotychczasową, spokojną egzystencję. Żyli z połowu śledzia naddunajskiego, słynącego ze swojego wyjątkowego smaku.

Kościół św. Mikołaja staroobrzędowców

fot.Roman Naumov/CC BY SA 4.0 Kościół św. Mikołaja staroobrzędowców

W kolejnych dekadach Wilkowo wielokrotnie zmieniało przynależność państwową. W 1856 roku, po przegranej przez Rosję wojnie krymskiej, miasteczko wróciło do Imperium Osmańskiego. W 1878, wskutek wojny rosyjsko-tureckiej, ponownie znalazło się na terenie Rosji. W 1918 roku Rosja bolszewicka straciła Besarabię na rzecz Rumunii. W czerwcu 1940 roku Związek Radziecki zaanektował ten obszar na mocy tajnego protokołu paktu Ribbentrop-Mołotow. W lipcu 1941 roku zajęły go oddziały Wehrmachtu, a w 1944 roku wyzwoliła ją Armia Czerwona i Wilkowo znalazło się w granicach ZSRR. Od 1991 roku, tj. po rozpadzie Związku Radzieckiego, miasteczko mieści się na Ukrainie.

Czytaj też: Podróże z historią. Wrocław dla miłośników grozy

Czas jakby się zatrzymał

Paradoksalnie zmiany geopolityczne nie wpłynęły na tryb życia wilkowian. Chociaż w ZSRR trwała zaciekła walka z kościołami wszystkich wyznań, w mieście zniszczono tylko jedną cerkiew. Wielu mieszkańcom wciąż wydaje się, że żyją Związku Radzieckim – przed siedzibą miejskiej administracji stoi pomnik Włodzimierza Iljicza Lenina, a pewna starsza pani jeszcze wiele lat po rozpadzie ZSRR sprzedawała wino własnej roboty tylko za ruble. Niektórzy starsi mieszkańcy uważają, że wciąż znajdują się… „pod Rumunią”. Jakie czynniki ukształtowały takie postrzeganie świata? Przede wszystkim są to duże odległości od wielkich ośrodków administracyjnych: od Odessy Wilkowo dzieli ponad 250 km, a od Kijowa – około 750. „Naczalstwo (dosł. przełożeni lub szefowie, tutaj przedstawiciele władzy) do nas nie jeździ” – z dumą mówią wilkowianie.

Kijów jest dla naszych mieszkańców pojęciem abstrakcyjnym – komentuje Iwan Fedoryszyn, były burmistrz Wilkowa – Zresztą tutejsi władzy nie ufają i nie rozumieją, jak ktoś może dobrowolnie wstąpić w szeregi policji i pracować na rzecz państwa.

Jedna z głównych "ulic" miasta

fot.domena publiczna Jedna z głównych „ulic” miasta

Podobnie jak kilkaset lat temu, ponad 70% mieszkańców Wilkowa stanowią staroobrzędowcy, pozostali to wierni Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Kijowskiego i protestanci. Ponad 85% wilkowian na co dzień posługuje się językiem rosyjskim, ponad 15% – ukraińskim; pozostałe używane tam języki to m.in. bułgarski, mołdawski, białoruski. Miasto żyje z połowu naddunajskiego śledzia (podobno współczesne kobiety miasteczka zawdzięczają mu swoją wyjątkową urodę), hodowli truskawek i winogron; w ostatnich latach mieszkańcy eksportują trzcinę do Europy Zachodniej, gdzie ten surowiec jest wykorzystywany w budownictwie ekologicznym.

Bibliografia:

  1. Bazylow L., Historia Rosji. Warszawa, 1988,
  2. Wiernicka V., Sekrety Ukrainy. Łódź, 2021

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.