Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Polskie marki. Pracownie Konserwacji Zabytków

fot.Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl Siedziba przedsiębiorstwa w oficynie kamienicy przy ul. Solec 103 w Warszawie

Od drugiej wojny światowej Polacy stali się światowymi ekspertami w dziedzinie konserwacji zabytków. Choć potencjał ten w dużej części zniszczyły „reformy” lat dziewięćdziesiątych, Polska Szkoła Konserwacji Zabytków nie zaniknęła.

Przez kilka lat w lwowskim barokowym kościele św. Piotr i Pawła toczyła się prawdziwa walka o uratowanie wnętrz, najbardziej zagrożone były freski. Na początku renowację prowadzono siłami miasta Lwowa, ale pełną parą ruszyła, gdy włączyli się do niej Polacy. Nie tylko o pieniądze tu chodziło, lecz także o umiejętności. Dzięki fachowemu i materialnemu wsparciu z Polski restauracja zabytku zakończyła się niedawno pełnym sukcesem.

Restauracja zabytków to polska specjalność już od lat czterdziestych XX w. Polacy ratowali zabytki nie tylko u siebie, ale też w Ukrainie, krajach nadbałtyckich, Egipcie i w wielu innych państwach. Wykształciła się polska szkoła konserwacji zabytków, zdobywając uznanie na świecie.

fot.Богдан Репетило/CC BY-SA 3.0 Przez kilka lat w lwowskim barokowym kościele św. Piotr i Pawła toczyła się prawdziwa walka o uratowanie wnętrz

Wszystko zaczęło się tuż po wojnie, kiedy sprawą pilną było powstrzymanie degradacji uszkodzonych – w wyniku wojny – zabytków i ratowanie ocalałych obiektów. Potrzeby były ogromne, bo rozmiar strat olbrzymi. Potrzebne było powołanie centralnego podmiotu z odpowiednim potencjałem, zdolnego do prowadzenia kompleksowych prac restauratorskich. Tak narodziło się w 1951 r. Przedsiębiorstwo Państwowe Pracownie Konserwacji Zabytków.

Czytaj też: Skandaliczne wyniki kontroli NIK. Czy zabytki odkryte w trakcie inwestycji budowlanych w ogóle trafiają do muzeów?  

Naukowcy, rzemieślnicy, budowlańcy i ogrodnicy

W jednej instytucji należało skupić specjalistów z bardzo wielu różnych dziedzin. Takich, którzy wykonywali dokumentacje konserwatorskie, następnie zespoły wykonujące już konserwacje bezpośrednio, historyków sztuki, historyków, archeologów, ekspertów budowlanych, urbanistów. Ponadto rzemieślników, często bardzo nietypowych specjalności. W tym celu odtworzono wiele zawodów, w tym o specjalności rzemiosła artystycznego, konserwatorów – w tym rzeźbiarzy, sztukatorów, snycerzy, konserwatorów mebli artystycznych i innych specjalistów. PP PKZ zaczęły odtwarzać nieistniejące zawody rzemieślnicze. Firmie udało się zebrać rzesze wybitnych fachowców.

fot.Jan Bogusławski/Domena publiczna Projekt odbudowy Zamku Królewskiego w Warszawie z lat 70. XX wieku

Pracownie z ogromnym sukcesem pracowały przy odbudowie Warszawy, Wrocławia, czy Gdańska. PP PKZ były wówczas instytucją unikatową na skalę światową. Potrafiły podjąć się każdego zadania, kompleksowo wykonać prace konserwatorskie, od dokumentacji począwszy, poprzez m.in. prace budowlane, po wyposażenie wnętrz, np. poprzez dostarczenie odpowiednich mebli. W skład Przedsiębiorstwa wchodziły też specjalistyczne zakłady meblarskie.

PKZ-y zdobyły sobie najwyższą markę na światowym rynku konserwatorskim. Posypały się zamówienia z różnych stron świata. Realizowano prace konserwatorskie m.in. w USA, Niemczech, Egipcie, Estonii, Wietnamie, Kambodży Kubie, Mongolii, Białorusi, Algierii, Macedonii, Łotwie, Czechosłowacji.

Czytaj też: Podróże z historią. Dworzec Główny we Lwowie – dostojny świadek barbarzyńskich czasów

Państwowe? Trzeba zniszczyć

Pod koniec lat siedemdziesiątych XX w. firma zatrudniała blisko 10 tys. pracowników, w większości wysokiej klasy specjalistów  z różnych dziedzin nauki, sztuki, rzemiosła. Przedsiębiorstwo z powodzeniem funkcjonowało do drugiej połowy lat osiemdziesiątych. Od tego czasu sytuacja firmy zaczęła się pogarszać głównie na skutek biernej postawy resortu kultury, braku koncepcji wykorzystania potencjału przedsiębiorstwa, głównie kadrowego. Do upadku PP PKZ wprost przyczyniły się jednak konkretne działania związane z budowaniem polskiego modelu kapitalizmu, począwszy od 1990 r. Prowadziły one faktycznie do likwidacji Przedsiębiorstwa. Dokonano tego przez podział na spółki, a następnie ich prywatyzację. Spółki nie miały odpowiedniego potencjału, aby samodzielnie funkcjonować na rynku, a rządy – zwłaszcza ich resorty kultury – nie miały pomysłu, jak je wykorzystać. Poszczególne firmy żyły więc z wyprzedaży majątku, specjaliści szukali sobie pracy gdzie indziej. Roztrwoniono nie tylko materialny majątek firmy, ale przede wszystkim jej największą wartość, jaką były kadry.

„Zamierzenie wolnorynkowe zamieniło się w niekontrolowaną lub kontrolowaną „szczególnie”, w tym i wielu innych przypadkach w drastyczną karykaturalną prywatyzację, pozbywanie się majątku bezmyślnie i za bezcen. Nowo powstałe na bazie PP PKZ spółki Skarbu Państwa i prywatne były słabe i z biegiem czasu upadały. Nie ominęło to też takiego zakładu PP PKZ, jak znana i ceniona w świecie nowoczesna Fabryka Mebli Artystycznych w Henrykowie, po której pozostały jedynie wspomnienia kronikarskie.” – pisał Leszek Czapski, związany z PP PKZ, były dyrektor Zamku Królewskiego w Warszawie.

fot.Paterm/CC BY-SA 3.0 Konserwacja zabytków w pracowni Muzeum Narodowego w Warszawie

„(…) komisarze i dyrekcje przez następne lata dokonali wyprzedaży prawie całego majątku włącznie z unikalnym wyposażeniem pracowni konserwatorskich, będącym podstawowym narzędziem pracy. Wszystko to trwało latami pod „troskliwą” opieką Skarbu Państwa, który biernie przyglądał się, jak ginie stworzony ogromnym wysiłkiem własnym, przedstawiciel Polskiej Szkoły Konserwatorskiej, jakim były PKZ-ety, przedsiębiorstwo o najwyższej renomie światowej, którego nam zazdroszczono” – uważa Czapski.

Polska szkoła konserwacji zabytków na szczęście nie zniknęła. Poziom prac konserwatorskich stale jest nadal bardzo wysoki. Jest to zasługa ośrodków akademickich  w Krakowie, Wrocławiu, Toruniu i Warszawie, prowadzących studia konserwatorskie. Dzięki temu polscy konserwatorzy wciąż podejmują się wyjątkowych wyzwań, jak wspomniane ratowanie kościoła we Lwowie.

Bibliografia:

  1. Leszek Czapski, Przedsiębiorstwo Państwowe Pracownie Konserwacji Zabytków (PP PKZ)
  2. Wiadomości Konserwatorskie, 57/2019

Komentarze (1)

  1. niepoprawny politycznie Odpowiedz

    „…Polskie marki…”
    Jako obecne formalnie bezrobotny, pisząc swoje c.v., dowiedziałem się, że nie mogę już tego robić… Dlaczego? RODO… odpowiedziano mi krótko. Teraz to mogę sobie napisać jedynie portfolio kariery zawodowej ewentualnie… Czyli w miejsce c.v. takie p.p. – professional portfolio lub p.c. – portfolio of career .
    Co ciekawe – sprawdzając to w necie, przy okazji zobaczyłem jak na zachodzie zmienia się tytulatura kadry zarządzającej – dawny dyrektor ds marketingu i reklamy zamienił się, ni mniej ni więcej a… w: „creative director and brand strategist” (…), czyli dyrektora kreatywnego, hi, hi, i stratega rozwoju marki ;)…

    A moje zdanie o naszych pracowniach konserwacji jest takie, jak np. W. Łysiaka z wykształcenia konserwatora zabytków, tj. nie najlepsze… Otóż zamiast konserwacji za dużo jest tutaj u nas takich pseudo-renowacji polegających na kompletnym wręcz odtwarzaniu w efekcie nawet nieodwracalnym niszczeniu zabytków. Owszem odbudowa naszych zniszczonych starówek, np. warszawskiej, miała sens w postaci usprawiedliwienia faktyczną wielką wojną, ale…
    Jednak ten nawyk renowacji wtedy nabyty przez naszych konserwatorów, pozostał, i stał się istną „kulą u nogi” naszej „konserwacji”.
    Jak zauważył kilkanaście lat temu W. Ł., i jest to aktualne do dzisiaj: to głównie z tego znana jest niestety teraz nasza „konserwacja” – tj. z często „nachalnego i ordynarnego” – jak napisano w jednej z francuskich gazet, „poprawiania dawnych mistrzów.”
    Przykład? A choćby nasz polski, bazylika św. Franciszka z Asyżu w Krakowie: „nowa” twarz „Matki Boskiej w stroju krakowskim”.
    A że mieliśmy dwie niszczycielskie wojny, to ten nawyk wszedł nam na maksa do krwi, w geny niemal: …”od momentu, kiedy Wyspiański namalował swoje dzieło, zachodziły duże zmiany wynikające z prac konserwatorskich wykonanych w różnych momentach przez te 100 lat”.
    Ale obecnie twarz rzeczona to już istna królewna Śnieżka Disneya :) a choć dumny Inż. (nawet „ing” chyba im obecnie piszą po międzynarodowemu) domorosły konserwator nasz, na swe usprawiedliwienie jedynie stwierdził, że Wyspiański „…technologicznie był dość słaby”, ach tak…
    …a Disney? A Disney nie! Disney był technologicznie doskonały! W końcu tak wyborny (inaczej) malarz (jego dzieła są obecnie sprzedawane przecież za iście astronomiczne sumy), jak Hitler skrycie nocami kopiował myszkę i kaczora…
    No cóż, niektóre obecne, dzisiejsze marki polskie są jak te marki po odzyskaniu niepodległości nasze, szalenie szybko się dewaluują….

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.