Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Prowokatorka, celebrytka czy kobieta wyzwolona? („Gattora. Życie Leonor Fini” Dorota Hartwich)

Dla jednych kobieta wyzwolona. Dla innych prawdziwy demon. Nikt jednak nie przeczył jej niezwykłej piękności, która inspirowała artystów. Opowieść o Leonor Fini to historia życia, które przepełnione artyzmem, samo stało się dziełem sztuki.

Są ludzie, których po prostu nie da się opisać; zamknąć w ciasnych ramach definicji i schematów. Życie takich osób (podobnie jak one same) wymyka się wszelkim uogólnieniom, stając się kanwą barwnych, wielowątkowych opowieści. W ten sposób Dorota Hartwich pisze o Leonor Fini, a „Gattoręczyta się niczym baśń o egzotycznej czarodziejce w świecie pełnym magii, przygód i fantastycznych stworzeń.

Kocica czy kociara?

Postać Leonor Fini wymyka się wszelkim próbom określenia – zarówno w sztuce, jak i w życiu. W wielu kręgach komplementowano jej niezwykłą urodę: pociągającą dla jednych, przerażającą dla drugich. Rozpisywano się o osobowości będącej unikalną mieszanką słowiańskiego umiłowania wolności, południowej namiętności i niemieckiego uporu. Urodzona w Buenos Aires w 1908 roku, uciekła z matką od despotycznego ojca do Triestu, gdzie spędziła dzieciństwo i wczesną młodość. Wolała być nazywana triestenką niż Włoszką, podkreślając pochodzenie „najbardziej kosmopolitycznego miasta najbardziej kosmopolitycznego cesarstwa świata”.

Do legendy przeszły przede wszystkim złożona osobowość i trudny charakter artystki, która sama siebie uważała za aspołeczną, a jej zmienne nastroje i wybuchy wściekłości były na porządku dziennym. Mimo to udało się Leonor Fini stworzyć wiele długotrwałych relacji i przyjaźni z ówczesnym środowiskiem artystycznym. W jej domu gościli między innymi Federico Fellini, Antonioni, Monica Vitti, Brigitte Bardot, Luccino Visconti, Federico Fellini, Czesław Miłosz, Józef Czapski, Gustaw Herling-Grudziński.

Leonor Fini (na zdjęciu po lewej) była argentyńską malarką surrealistyczną pochodzenia włoskiego. Jej kochanek Max Ernst (na zdjęciu po prawej) nazwał ją "Furia Italiana" tak ze względu na jej temperament, jak i oryginalną twórczość.

fot.Biblioteka Kongresu Stanów Zjednoczonych/ domena publiczna Leonor Fini (na zdjęciu po lewej) była argentyńską malarką surrealistyczną pochodzenia włoskiego. Jej kochanek Max Ernst (na zdjęciu po prawej) nazwał ją „Furia Italiana” tak ze względu na jej temperament, jak i oryginalną twórczość.

Przyjaźniła się z Paulem Eluardem, Jeanem Genetem czy Georgesem Bataille’em. Miała romans z Maxem Ernstem, który porównał jej obrazy do „otchłani niosącej zgubę”, a ją samą nazywał nieco pieszczotliwie Furia italiana. Przyjaciół dobierała pod kątem ich stosunku do kotów. W jej domu zwierzęta te panowały niepodzielnie, robiąc wszystko: jedząc gościom z talerzy i spacerując po stole. Jeśli ktoś zareagował nerwowo, był w oczach Fini stracony. Nazywała się Gattorą i nie dziwi mnie, że właśnie to słowo, które nie oznacza tak naprawdę ani kocicy, ani kociary, Hartwich umieściła w tytule.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.