Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

„Wybranki fortuny. Niezwykłe Polki, które podbiły świat” (Irena i Andrzej Fedorowiczowie)

Dziesięć kobiet. Silnych, zdeterminowanych, najczęściej zbuntowanych wobec otaczającej rzeczywistości. Mistrzynie kreacji i autokreacji. Artystki, naukowcy, kobiety wpływowe. Swoją pozycję niektóre z nich zdobyły przypadkiem, inne – konsekwentnie realizując przygotowany wcześniej plan.

Ich życie, zarówno prywatne, jak i zawodowe, w większości przypadków nie było usłane różami. Trudno zatem nazwać je dosłownie „wybrankami fortuny”. Tytuł sugeruje niejaką bierność bohaterek książki wobec zakusów losu. A przecież kobiety takie, jak Helena Rubinstein, Hanka Ordonówna czy Maria Skłodowska-Curie swoją pozycję zdobyły ciężką pracą.

Nie jestem przekonana czy na zestawienie polskich „wybranek fortuny” wybrałabym dokładnie te kobiety, na które zdecydowali się Irena i Andrzej Fedorowiczowie. W moim przeglądzie znalazłaby się prawdopodobnie Jadwiga Andegaweńska, na pewno Maria Skłodowska-Curie, ze współczesnych może Wanda Rutkiewicz?

Zaletą książki jest jednak zdecydowanie fakt, że ujęto w niej kobiety, które kojarzymy słabiej lub zgoła mgliście, jak na przykład protektorkę artystów Misię Sert czy światowej sławy skrzypaczkę, Idę Haendel. Odkrywanie historii wielkich Polek to nie postulat, ale konieczność. Często niektóre z nich są bowiem lepiej znane za granicą niż w rodzimym kraju… 

Marii Skłodowskiej-Curie nie trzeba nikomu przedstawiać. Pisząc książkę o niezwykłych Polkach nie można jej nie uwzględnić. Na zdjęciu Władysław Skłodowski oraz, od lewej - Maria, Bronisława i Helena ok. 1890 roku.

fot.autor nieznany/ domena publiczna Marii Skłodowskiej-Curie nie trzeba nikomu przedstawiać. Pisząc książkę o niezwykłych Polkach nie można jej nie uwzględnić. Na zdjęciu Władysław Skłodowski oraz, od lewej – Maria, Bronisława i Helena ok. 1890 roku.

Dobrym tego przykładem może być Maria Leszczyńska, która cieszy się nieustającą „popularnością” we Francji. Mówi się o niej z przekazywanym z pokolenia na pokolenie szacunkiem, spowodowanym głównie jej charytatywną działalnością. Misia Sert zdominowała ruch artystyczny Paryża doby belle epoque – była muzą, inicjatorką, mecenasem i nauczycielką jednocześnie. A czy o Ordonce wiemy coś więcej niż to, że śpiewała „Miłość ci wszystko wybaczy”? No właśnie. A przecież ta niesamowita artystka przeżyła pobyt w sowieckim łagrze i uratowała setki polskich sierot po II wojnie światowej.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.