Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

To był jeden z najbardziej tragicznych epizodów powstania warszawskiego. Jak wyglądała eksplozja czołgu na Kilińskiego?

Jak doszło do wybuchu czołgu, który zabił kilkaset osób? Na zdjęciu ulica Jana Kilińskiego w Warszawie obecnie.

fot.Adrian Grycuk/ domena puliczna Jak doszło do wybuchu czołgu, który zabił kilkaset osób? Na zdjęciu ulica Jana Kilińskiego w Warszawie współcześnie.

Teresa, jedna z sanitariuszek Armii Krajowej, do dziś ma to wydarzenie przed oczami. Od wybuchu powstania nie minęły jeszcze dwa tygodnie, gdy z domu wywabił ją radosny harmider. Na ulicy Kilińskiego pojawił się czołg, który warszawiacy uznali za „zdobyczny”. Skutki tej pomyłki okazały się katastrofalne. 

[O tragicznym wydarzeniu opowiada Teresa Potulicka-Łatyńska:]

Najgorszym dniem mojego życia był 13 sierpnia 1944 roku. Niedziela. Przebywałam wówczas na kwaterze przy ulicy Kilińskiego na Starówce. W pewnej chwili, to było późnym popołudniem, usłyszałam przez okno jakiś harmider. Krzyki, wiwaty. Jakby grała muzyka. Wyszłam na balkon i moim oczom ukazał się nieprawdopodobny widok. Środkiem ulicy jechał mały czołg otoczony tłumem żołnierzy i cywilów. Wszyscy byli zachwyceni, podnieceni, poklepywali pancerz. – Zdobyczny czołg! Zdobyczny czołg! – dolatywało z ulicy.

Wielka nadzieja…

Mnie też udzielił się ten entuzjazm. To było po prostu wspaniałe, nie mogłam w to uwierzyć. Sytuacja coraz trudniejsza, Niemcy w natarciu, po naszej stronie pada coraz więcej rannych i zabitych, dramat. A tu nagle taki sukces. Wszystko to wyglądało jak sen. Jak jakaś defilada zwycięstwa. A może, pojawiła się myśl, to naprawdę koniec? Może Niemcy skapitulowali? Może wygraliśmy?

Gdy czołg skręcił w Kilińskiego, tłum zgęstniał i zaczął coraz bardziej na niego napierać, każdy chciał go dotknąć. Ludzie wylegli z mieszkań, z piwnic. Maszyna posuwała się powoli, wszystko działo się jakby w zwolnionym tempie. A jednocześnie było takie wyraźne. Pamiętam najdrobniejsze detale. Jakiś mężczyzna wręczył idącej obok pojazdu młodziutkiej sanitariuszce bukiet kwiatów. Uśmiechnęła się szeroko, poprawiła odruchowo włosy.

Wrak pojazdu- miny na ulicy Kilińskiego.

fot.domena publiczna Wrak pojazdu – miny na ulicy Kilińskiego.

Wtedy coś mnie tknęło. Spojrzałam na czołg. Chyba zaczęło się coś w nim psuć, jakiś element powoli zsuwał się z pancerza. Z góry wszystko było widać jak na dłoni. To coś odłączyło się od konstrukcji maszyny i zaczęło spadać na ziemię… Zamarłam, ale ludzie wokół niczego nie zauważyli. Euforia była zbyt wielka. Jakiś mały chłopczyk, na oko czteroletni, podbiegł do samej gąsienicy, otworzył szeroko buzię, żeby krzyknąć z radości…

…i ogrom śmierci

W tej samej sekundzie nastąpiła eksplozja. Największa z eksplozji, jaką kiedykolwiek widziałam. Głucha detonacja, oślepiający błysk i fala uderzeniowa, która zatrzęsła ziemią. W promieniu dobrego kilometra wszystkie szyby wyleciały z okien, ludzi zwaliło zaś z nóg. Jakieś martwe ciało – najprawdopodobniej kierowcy – wleciało z impetem na nasz balkon. To był sam korpus – bez głowy, rąk i nóg – który odbił się od ściany budynku i potężnie uderzył mnie w plecy. Przewróciłam się, byłam cała we krwi i kawałkach wnętrzności.

Komentarze (9)

  1. Totenkopf Odpowiedz

    Geniusz Niemców przez duże „N” i głupota polaków nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Also, one of my proudest fap

    • Poldek Odpowiedz

      „Geniusz Niemców” , zapewne ,jakim trzeba być geniuszem by wymyślić komory gazowe i jakim jest się geniuszem by tym się zachwycać .

      • ola22 Odpowiedz

        geniusz Anglików…urządzali najlepsze pokazy światło – dźwięk…tylko po co przy tym mordowali dzieci? ale faszyzm należy zwalczać – tu zgoda.

  2. mietek Odpowiedz

    I znowu powielanie mitu o „czołgu pułapce”, gdy tymczasem wybuch był spowodowany nieostrożnością i wręcz głupotą jednej z grup powstańców. Pojazd nie był czołgiem tylko transporterem ładunków i w momencie przejęcia przez powstańców przewoził ładunek wybuchowy o masie kilkuset kilogramów, który miał zniszczyć barykadę na Podwalu. Skrzynia z ładunkiem spadła z pojazdu podczas przejeżdżania przez powstańców przez barykadę na ul. Kilińskiego i wtedy nastąpił jej wybuch.

  3. qazq Odpowiedz

    Z tego co mi wiadomo nie była to żadna pułapka.

    Ten pojazd był przeznaczony do forsowania barykad poprzez dostarczanie ładunku wybuchowego do barykady, zrzucenie go, wycofanie i zdalną detonację.
    Sam pojazd do tego przeznaczenia został frontowymi metodami zaimprowizowany przez Niemców.

    Został przejęty przez powstańców i najprawdopodobniej na skutek błędu obsługi (powstańcy siłą rzeczy nie byli przeszkoleni w obsłudze pojazdów niemieckich), zrzucił tą bombę między ludzi, bądź sama spadła z obejm z jakiejś innej przyczyny (np. dopiero zadziałał dotąd zacięty mechanizm zwalniania, który wcześniej już uruchomiła załoga niemiecka).

    Tak więc nie był to żaden czołg (a jedynie transporter), do tego nie napakowany ładunkami wybuchowymi, a niosący minę na wysięgniku. Mina spadła i wybuchła.

  4. Jacek Odpowiedz

    Nie siejcie kolejnych plotek na takim portalu. Powstańcy nie zdobyli czołgu a przejęli niszczyciel barykad Bogwart B IV. I pewnie w czasie zabawy ktoś w kabinie zwolnił umieszczony przed transporterem ładunek wybuchowy a potem go zdetonował. Co niestety nie umniejsza rozmiaru tragedii i ofiar ;(
    Dla zainteresowanych info o niszczycielu barykad https://pl.wikipedia.org/wiki/Sd.Kfz.301

  5. Anonim Odpowiedz

    Jakim to trzeba być idiotą aby w miejscu upamiętniającym tę tragedię umieścić w tle plakat /reklamę dorodnych warzyw.(pomidory,kapusta włoska )

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.