Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Najlepszy czołg II wojny światowej. Czy naprawdę był nim niemiecki Tiger?

Pierwszą partię Tygrysów wyprodukowano na 53 urodziny Hitlera. Ale czy naprawdę były to najlepsze istniejące czołgi?

fot.Bundesarchiv Scheck / CC-BY-SA 3.0 Pierwszą partię Tygrysów wyprodukowano na 53 urodziny Hitlera. Ale czy naprawdę były to najlepsze istniejące czołgi?

Hitlerowcy traktowali ten ciężki czołg jak swoją cudowną broń. Z zachwytem rozpisywała się o nim nawet brytyjska prasa. Ile w tym wizerunku Tigera było prawdy, a ile propagandy? I jeśli nie ten, to który czołg walczący w II wojnie należy uznać za najlepszy?

O wadach i zaletach broni pancernej nie decydują konkursy. Istotne jest wiele czynników, takich jak  masa, awaryjność, łatwość obsługi, remontów polowych i transportu oraz potencjał modernizacyjny. Znaczenie ma także oczywiście teren bitwy, taktyka, wyszkolenie załóg i zaplecze przemysłowe.

Wziąwszy wszystkie te kryteria, śmiało można stwierdzić, że lepiej przysłużył się hitlerowcom lżejszy od Tigera, czyli PzKpf VI, czołg Panzerkampfwagen IV. Podobnie jak amerykański M4 Sherman i radziecki T-34, służył on jeszcze wiele lat po wojnie. Został użyty w Bułgarii, Jugosławii, Finlandii, Egipcie, Hiszpanii, Jordanii i Turcji. 17 egzemplarzy wzięło też udział w wojnie sześciodniowej w 1967 roku, walcząc po stronie syryjskiej. Natomiast historia Tigera skończyła się 8 maja 1945 roku.

Skąd zatem jego legenda? Zadbał o to aparat propagandowy III Rzeszy, który komunikaty o Wunderwaffe tworzył zarówno dla pokrzepienia niemieckich serc, jak i w celu zastraszenia wrogów. Niemieckim czołgiem zachwycała się też wojenna prasa brytyjska. Może dlatego Tiger zawładnął masową wyobraźnią i kulturą popularną. Urósł do rangi mitu.

Mania wielkości

„Najlepszy” czołg II wojny światowej zadebiutował 20 kwietnia 1942 roku, czyli w 53. urodziny Adolfa Hitlera. By zdążyć w wyznaczonym terminie, prace nad czołgiem przyspieszono, dlatego pierwsza partia spośród 1 355 wyprodukowanych egzemplarzy była niezwykle awaryjna. I cięższa, niż planowano. Choć pierwotne zamówienie mówiło o maszynie około 45 ton, Führer dostał prezent ważący o 10 ton więcej. Jego następca, Panzerkampfwagen VI B Tiger II, tak zwany Königstiger (dosłownie „tygrys bengalski”), sięgał zaś prawie 70 ton! Od stycznia 1944 do marca 1945 roku powstało 487 tych czołgów.

Pierwszą partię Tygrysów wyprodukowano w pośpiechu, by tylko zdążyć na urodziny przywódcy III Rzeszy.

fot.Bundesarchiv, Hebenstreit / CC-BY-SA 3.0 Pierwszą partię Tygrysów wyprodukowano w pośpiechu, by tylko zdążyć na urodziny przywódcy III Rzeszy.

Tiger kosztował prawie 300 tysięcy marek. Za tę sumę niemieckie wojska pancerne mogły kupić aż trzy czołgi Panzer IV. Jeszcze gorszy od wysokiej ceny był jednak towarzyszący produkcji chaos. Decyzje o nowych rozwiązaniach zapadały pod naciskiem wpływowych przemysłowców, wspieranych przez niekompetentnych nazistów.

Bez trudu znajdowali oni sojusznika w opętanym manią wielkości przywódcy III Rzeszy, który chętnie wypowiadał się na temat grubości pancerza i kalibru armaty. 9 lipca 1942 roku zapowiedział stworzenie ogromnego czołgu uzbrojonego w… działo 150-milimetrowe!

Komentarze (22)

  1. Anonim :) Odpowiedz

    Historia „Tigera” nie skończyła się 8 maja 1945 roku. Chociażby Francuzi mieli jednostki złożone z tego czołgu po wojnie.

  2. ZQW Odpowiedz

    Mówienie o gigantomanii w stosunku do czołgu o armacie 150mm to znaczna przesada. Rosjanie produkowali takie czołgi, a w zasadzie działa samobieżne na masową skalę, Mam na myśli SU-152 i ISU-152.

    • AUTOR Odpowiedz

      W powyższym tekście zajęliśmy się tylko czołgami, a i tak artykuł musiał pogodzić się ze skrótami. Działa samobieżne, szturmowe oraz niszczyciele czołgów to rzeczywiście temat na osobną rozprawę. Nie mogę się jednak zgodzić, że konstruowanie czołgów o masie przekraczającej 100 ton nie było gigantomanią. Już TIGERY musiały się pogodzić z faktem, że wiele mostów jest dla nich niedostępnych. Tak, miały same pokonywać rzeki. Nie zastanawiano się jednak, jak dojadą do brzegu po często podmogłych łąkach i grzęzawiskach.

  3. Anonim Odpowiedz

    Wystarczy poczytac wspomnienia Ottona Cariusa,niemieckiego czołgisty,a nie pisać glupoty,alianci zasypali wręcz Niemców iloscia, Rosjanie jak i Amerykanie

  4. tommies Odpowiedz

    Tiger z pewnością nie był czołgiem idealnym, ale ten artykuł zbyt mocno go demonizuje. Stworzony był z myślą o rozległych przestrzeniach Rosji i właściwie użyty przez wyszkoloną załogę siał tam istne spustoszenie.
    Jego legenda, to nie tylko propaganda, ale przede wszystkim bojowe zastosowanie.

    Generalnie jak spojrzy się na niemiecką technikę z czasów II WŚ, to widać duży stopień zaawansowania, ale też dobre parametry. Myślę, że po prostu zdawano sobie sprawę z ograniczonych zasobów przede wszystkim ludzkich oraz także surowcowych i starano się to nadrobić „przewagą dzięki technice” ;)
    Wystarczy spojrzeć na statystyki – stosunek zniszczonych wozów wroga do własnych.
    Zależnie od źródła podaje się, że do zniszczenia jednego Tigera potrzeba było 5 Shermanów lub 8 T-34
    Nie bez powodu też alianci zachodni gdy tylko mogli korzystali ze wsparcia lotnictwa po wykryciu Tigerów lub właśnie stosując specjalne taktyki walki, gdyż wiedzieli czym grozi spotkanie z tym czołgiem.
    Pozostaje tylko się cieszyć, że przemysł III Rzeszy nie był w stanie wyprodukować większych ilości tego czołgu i zapewnić odpowiedniego zaplecza technicznego.

    I właściwszym wydaje się być porównywanie Shermana z Pantherą czyli czołgów średnich.

      • MYT Odpowiedz

        Dokładnie, Sherman: 30t ; Pantera: 45t. To, że ktoś napisał że to średni to wcale nie musi być prawda. Pantera waży tyle samo co IS’y, a nikt nie powie że to czołgi średnie.

        • tommies

          Wagowo może i tak w porównaniu do czołgów alianckich. Niemcy określali go go jako średni gdyż w odniesieniu do Tygrysa (56 ton) czy Tiger II (ok. 70 ton) takim był.

    • AUTOR Odpowiedz

      Jego legenda, to nie tylko propaganda, ale przede wszystkim bojowe zastosowanie.

      Zgoda, ale rewelacyjna propaganda doktora Goebelsa, pozwoliła także wygrać wiele bitew Zarówno na froncie wschodnim, jak i zachodnim, nie należały do rzadkości przypadki, kiedy przeciwnicy, na widok TIGERóW porzucali swe maszyny i na piechotę uciekali do lasu.

      A to wcale nie musiały być TYGRYSY! Pod koniec wojny alianci zwykli nazywać tak wszystkie niemieckie czołgi. Widać to dobrze w Powstaniu Warszawskim. Choć na Tygrysy mają wisy… Tygrysy spacerują w Alejach… Tymczasem były to zbyt drogie maszyny, by angażować je do walk miejskich. TYGRYSÓW było w Warszawie tylko 5 i niczym szczególnym się nie wyróżniły. 31 lipca 1944 zostały wyładowane na dworcu towarowym na Bródnie. Przejechały Most Poniatowskiego i dotarły do koszar na Rakowieckiej. Po wybuchu Powstania prowadziły ostrzał oddziałów powstańczych na Mokotowie.

      • tommies Odpowiedz

        Propaganda na pewno miała w tym swój niemały udział.
        Niemniej jednak w momencie pojawienia się go na froncie po prostu budził strach.
        Tygrysy mogły z bezpiecznej odległości zdziesiątkować oddziały wyposażone w T-34/76 zanim te były w stanie zbliżyć się na odległość skutecznego strzału.
        Znana jest historia czołgu z 503 batalionu Kampfgruppe „Sander” podporucznika Zabela – podczas bitwy na przedpolach Rostowa otrzymał 227 trafień pociskami rusznic przeciwpancernych kalibru 14,5mm, 14 pociskami armat przeciwpancernych kalibru 45 i 57
        mm oraz 11 kalibru 76,2 mm.
        W trakcie walki zniszczył 6 czolgów , dziesieć armat przeciwpancernych, kilka moździerzy, i liczne gniazda karabinów maszynowych.
        Po wszystkim był w stanie wycofać się z walki a załoga nie odniosła obrażeń. Co prawda doznał takich uszkodzeń, że nie nadawał się do dalszych akcji bojowych i został po remoncie przesłany do jednostki szkolnej, gdzie oczywiście miał oprócz funkcji szkolnej także propagandową ukazując jak bardzo załoga może zaufać opancerzeniu Tygrysa.

        A teraz postawmy się w roli sowieckiego tankisty czy piechura któremu dane było przeżyć podobną potyczkę.

        Swojego czasu czytałem sporo wspomnień żołnierzy i to z rożnych armii. Pomimo, ze wspomnienia były napisane często wiele lat po wojnie to w opisach spotkania z Tygrysem nadal dawało się odczuć mieszaninę strachu i podziwu.

    • AUTOR Odpowiedz

      Nie bez powodu też alianci zachodni gdy tylko mogli korzystali ze wsparcia lotnictwa po wykryciu Tigerów lub właśnie stosując specjalne taktyki walki, gdyż wiedzieli czym grozi spotkanie z tym czołgiem.

      *

      Zgoda. Nie można przecież alienować walki czołgowej od innych czynników oddziałujących na teatr wojny. Blitzkrieg wrześniowy w Polsce (potem we Francji i Rosji) nie byłby możliwy bez panowania Luftwaffe w powietrzu! Kiedy się skończyło, w ograniczonym zakresie stosował go tylko von Manstein, prowadząc elastyczną obronę. Przecież lotnictwo amerykańskie rozbiłoby TIGERY w Ardenach, gdyby nie chmury i mgła.

      Rosjanie, jak wiadomo, nie liczyli się ze stratami. TYGRYSY paliły czołgi, które miały jeszcze w bakach fabryczne paliwo. Dlatego Amerykanie nie wysyłali Shermanów na czołgowe pojedynki, tylko opracowali odpowiednią taktykę.

      Leibstandarte, Das Reich, Hitlerjugend, Hohenstaufen, Frundsberg i Panzer Lehr nie mogły wychylić nosa w ciągu dnia w Normandii gdyż były natychmiast rozstrzeliwane przez samoloty szturmowe. Nie zdążyli na plaże, bo mogli poruszać się tylko w nocy.

      Tymczasem Hermann Göring oraz Wiking podczas bitwy pod Wołominem (sierpień 1944: to właśnie tam były TYGRYSY) unicestwiła 3 Korpus Pancerny, ponieważ mogła liczyć na jakiekolwiek wsparcie lotnicze z Okęcia.

  5. AUTOR Odpowiedz

    Żeby przewieźć TIGERA koleją trzeba było zdejmować błotniki i zewnętrzne koła jezdne. Gąsienice TIGER I (o szerokości 725 mm) wymieniano na czas transportu na węższe (520 mm). Natomiast w TIGER II szerszą trakcję bojową (800 mm) zamieniano na mierzące 660 mm Verladeketten (gąsienice załadowcze). W rezultacie, na każdej platformie typu SSyms, powinny leżeć dwa rodzaje gąsienic: zielone dla TIGER I oraz czerwone dla TIGER II.

    TYGRYSY wymagały również specjalnych ramp Sonderverlade Kopframpe (zwanych po prostu Tigerrampe), których zawsze brakowało.

    Moim zdaniem to dowód, że sam czołg (choćby najdoskonalszy) nie zrobi przewagi bez sensowanie przemyślanej infrastruktury i logistyki. Przebazowanie dwóch batalionów LEOPARDÓW z Żagania do Wesołej dowodzi, że nie wszyscy odrobili lekcję.

  6. Anonim Odpowiedz

    Nie mogę się powstrzymać. Skąd pomysł, że w Panzer IV nie można było zamontować działa 75 mm? Przecież było montowane. W Firefly trzeba było przebudować wieżę żeby zamontować większe dzialo. Widać, że autor wiedzę ma. Tym bardziej dziwi pojawienie się w tekście takich podstawowych błędów. Trąci z artykułu gloryfikacją Sherman. W tym temacie wypowiadało się już wiele mądrych głów. Consensusu nie ma i nie będzie. Trzeba poczytać wspomnienia czołgistów walczących stron, a nie opinii pseudo specjalistów. Pisać, żeby coś napisać? Artykuł dla kompletnych laików broni pancernej II WŚ.

    • AUTOR Odpowiedz

      Skąd pomysł, że w Panzer IV nie można było zamontować działa 75 mm? Przecież było montowane.

      *

      Powiem więcej: w PzKpfw IV od początku jego produkcji montowane były tylko i wyłącznie armaty kalibru 75 mm. Najpierw krótkie, a potem długolufowe. Dzięki temu ostatniemu PzKpfw IV Ausf. F2 mógł nawiązać walkę z T-34 i KW1.

      Ale opisanie armaty podając tylko jego kaliber to… powiedzmy błąd. W „czwórce” montowano trzy rodzaje armat: najpierw 75 mm Kampfwagenkanone 37 L/24, a następnie 75 mm KwK 40 L/43 oraz 75 mm KwK 40 L/48. Dwa ostatnie różniły się tylko długością lufy.

      Natomiast armata czołgowa KwK 42 L/70 w którą uzbrojone były PANZER V czyli PANTERY to już zupełnie inna bajka. To była jedna z najlepszym armat II wojny światowej o świetnej celności i zwiększonej w stosunku do poprzedniczek prędkości wylotowej pocisku. Mówimy zatem o zupełnie różnych konstrukcjach.

      Ciekawostka: powstał jeden prototyp czołgu PANTHER II wyposażony w armatę 88 mm KwK 43 L/71.

      ***

      W Firefly trzeba było przebudować wieżę żeby zamontować większe dzialo. Widać, że autor wiedzę ma. Tym bardziej dziwi pojawienie się w tekście takich podstawowych błędów. Trąci z artykułu gloryfikacją Sherman.

      *

      Nawet o tym napisałem, że w SHERMANIE stosowano różne wieże z dobrym skutkiem. Dlaczego zatem wieży PANTERY nie zamontowano na podwoziu PzKpfw IV? Ano, nie dało się i stąd cała nasza dyskusja.

      Zapomniałem dodać, że oczywiście w moim tekście było lokowanie produktu. Otóż MON nosi się z zamiarem wykupienia SHERMANÓW z muzeów w ramach modernizacji technicznej WP. :))

  7. AUTOR Odpowiedz

    Beznadziejny komentarz.

    Dla odsunięcia od siebie miana maniaka amerykańskiej myśli technicznej, celowo pomijałem zdumiewające sukcesy Shermanów. Jak choćby taki z końca grudnia 1944 roku.

    Skromne siły amerykańskie bronią grzbietu górskiego Elsenborn, podczas niemieckiej operacji Wacht am Rhein. Shermany nie podejmują walki w polu, lecz wabią Tygrysy i Pantery na uliczki dwóch bliźniaczych miasteczek Rocherath i Krinkelt. Cześć Shermanów kluczy, pozorując ucieczkę, a część kryje się za murami i płotami, bramami i budynkami. I otwiera ogień z kilkunastu metrów.

    Stosując taką taktykę 741 Batalion Czołgów zniszczył 27 niemieckich wozów, a 644 Batalion Niszczycieli Czołgów – 17. Amerykanie stracili 11 czołgów i 2 niszczyciele. Wynik 44 :11 czyli cztery do jednego. Niewiarygodne, nieprawdaż? Zaiste, wystarczy popatrzeć w statystyki.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.