Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

„Aliancki schemat historii”. Dlaczego na Zachodzie przez dziesiątki lat budowano fałszywy, tendencyjny i antypolski obraz II wojny światowej?

W historii II wojny światowej, którą znają zachodni alianci, wróg jest tylko jeden - nazistowskie Niemcy.

fot.Bundesarchiv, Bild 146-1994-036-09A / CC-BY-SA W historii II wojny światowej, którą znają zachodni alianci, wróg jest tylko jeden – nazistowskie Niemcy.

Z perspektywy zachodnich aliantów II wojna światowa była starciem Dobra i Zła. Jedynym ich wrogiem były hitlerowskie Niemcy. Na zrozumienie, że Stalin – zwycięzca spod Stalingradu – mógł także popełniać wojenne zbrodnie, trzeba było czekać kilkadziesiąt lat. 

Jako historyk przyglądałem się, jak lepiej znane aspekty wojny w Europie Zachodniej coraz bardziej usuwa w cień stale rosnący napływ informacji o niewiarygodnych okropnościach, jakie się działy na froncie wschodnim. Kiedy studiowałem w Oksfordzie, Alan Bullock wydał właśnie swoją monografię Hitler. Studium tyranii, a mój opiekun naukowy A.J.P. Taylor pracował jeszcze nad książką o początkach drugiej wojny światowej (The Origins of the Second World War).

Wydział historii nie oferował studentom żadnych kursów dotyczących wydarzeń z lat 1939– 1945, wychodząc z założenia, że są one zbyt świeże, aby się stać przedmiotem poważnych badań. A o Holokauście mało kto słyszał. W latach sześćdziesiątych zaczęły przeciekać wieści o „20 milionach sowieckich ofiar wojennych”, a także zaczęła się rodzić świadomość – inspirowana w znacznej mierze przez Chruszczowa i Sołżenicyna – że sieć sowieckich gułagów była sceną masowej zbrodni o wcześniej nie spotykanych i niewyobrażalnych rozmiarach.

Kto wierzył w zbrodnie Stalina?

W latach siedemdziesiątych dowiadywano się, czym było w swej istocie niepowtarzalne zjawisko Holokaustu, i zaczęto się zastanawiać, w jaki sposób można by je wpasować w szerszy kontekst. W latach osiemdziesiątych tacy historycy jak Alan Bullock mieli odwagę stawiać Hitlera na równi ze Stalinem. Wreszcie w latach dziewięćdziesiątych upadek ZSRR ostatecznie zamknął usta tym, którzy przeczyli istnieniu gułagów, pokazując, że Robert Conquest i inni krytycy Związku Sowieckiego byli o wiele bliżsi prawdy, niż wielu ludzi byłoby skłonnych przyznać. O istniejących zahamowaniach dużo mówi fakt, że świetne książki Antony’ego Beevora Stalingrad (1998) i Berlin. Upadek 1945 (2002), odsłaniające wreszcie przed czytelnikami z Zachodu cały ogrom i okrucieństwo wydarzeń na froncie wschodnim, miały niewiele poprzedniczek i niewielką konkurencję.

Jednym z niewielu zachodnich historyków, którzy odważyli się krytykować Związek Radziecki i Stalina, był Robert Conquest.

fot.Rob C. Croes (ANEFO)/CC BY-SA 3.0 Jednym z niewielu zachodnich historyków, którzy odważyli się krytykować Związek Radziecki i Stalina, był Robert Conquest.

Moje własne badania dotyczące historii Polski w latach drugiej wojny zrodziły we mnie silne poczucie mocno ugruntowanej tendencyjności. Szybko się dowiedziano, że we wrześniu 1939 roku Związek Sowiecki dokonał inwazji i okupacji połowy Polski – zupełnie tak samo, jak Niemcy dokonały inwazji i okupacji drugiej połowy. Ale zachodni historycy nadal pisali wyłącznie o „hitlerowskiej napaści na Polskę”. Sowieckiej strefy okupacyjnej po prostu nie uważano za strefę okupacyjną. Hitlerowską propagandę w tych sprawach natychmiast odrzucano. Propagandy sowieckiej nie kwestionowano.

Było wiadomo, że sowieccy okupanci przeprowadzali masowe deportacje i dokonywali masowych mordów – równocześnie ze wszystkimi okropieństwami, jakich dopuszczali się Niemcy. Jednak świadomość Zachodu skupiała się w coraz większej mierze wyłącznie na Holokauście. Czytało się o tysiącach równanych z ziemią wsi i o masakrach dokonywanych na ich mieszkańcach. Ale jedyną taką wsią, którą zachodni komentatorzy kiedykolwiek potrafili wymienić z nazwy, były leżące w Czechach Lidice […].

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.