Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Żelazna Dama płacze… Kulisy dymisji Margaret Thatcher

W 1990 roku Margaret Thatcher straciła władzę.

fot.domena publiczna W 1990 roku Margaret Thatcher straciła władzę.

Był 28 listopada 1990 roku. Margaret Thatcher ze łzami w oczach opuszczała dom pod jednym z najsłynniejszych adresów na świecie, Downing Street 10. Mieszkała tam od 1979 roku. Rządziła krajem 11 lat. Władzy pozbawiło ją najbliższe otoczenie – zawsze już uważała to za zdradę.

Była jedną z najbardziej charakterystycznych postaci epoki. Trzykrotnie poprowadziła swoją partię do zwycięstwa, wygrała wojnę o Falklandy, złamała opór górników i związków zawodowych, uzdrowiła brytyjską gospodarkę, przyłożyła rękę do upadku komunizmu…

Można się spierać o bilans rządów Margaret Thatcher – dziś lewica nie zostawia na niej suchej nitki, ale nie da się zaprzeczyć, że pod koniec XX wieku była ona ikoną nowoczesnego konserwatyzmu. Partia Konserwatywna skupiała wówczas przede wszystkim dobrze urodzonych dżentelmenów – Thatcher, córka sklepikarza, przebiła niejeden szklany sufit.

W 1975 roku to ona rzuciła rękawicę dotychczasowemu liderowi partii, Edwardowi Heathowi, którego osłabiła utrata władzy na rzecz Partii Pracy. Jej biograf, Charles Moore, pisał: „najstarsza, najdostojniejsza, a w oczach wielu ludzi, najbardziej zaskorupiała partia na świecie wybrała na przywódcę osobę, którą przedtem wykluczyłoby pochodzenie, brak doświadczenia i płeć”.

Cztery lata później Thatcher poprowadziła konserwatystów do zwycięstwa, a sama została pierwszą w dziejach Imperium kobietą-premierem. Ponad dekadę później, w roku 1990, miała wszelkie podstawy, by czuć satysfakcję. Po 11 latach na Downing Street była najdłużej urzędującym szefem rządu od czasu lorda Liverpoola, który był premierem w pierwszej połowie XIX wieku.

Miała za sobą niejedno zawirowanie, a jej upór i silna wolna sprawiły, że nazwano ją zgryźliwie Iron Lady – Żelazną Damą – ale szybko zaczęła nosić ten przydomek z dumą. Co ciekawe, przezwisko Thatcher zawdzięczała radzieckiej gazecie „Krasnaja Zwiezda”, która określiła ją tak jeszcze w 1975 roku. „Tak, jestem żelazną damą, (…) proszę bardzo, jeśli oni tak chcą interpretować moją obronę wartości i wolności fundamentalnych dla naszego stylu życia” – odpowiedziała na oskarżenie.

Sygnały ostrzegawcze

A jednak coś się psuło. Być może nastąpiło pewne „zmęczenie materiału”, ludzie chcieli nowych twarzy w polityce, a Thatcher kojarzyła się niezawodnie z epoką zimnej wojny, która właśnie się skończyła. Już w 1989 roku dało się odczuć niezadowolenie społeczne z powodu wysokich stóp procentowych wprowadzonych, by powstrzymać inflację, a jeszcze się ono nasiliło po ujednoliceniu podatku od nieruchomości.

Nieoczekiwanie dla samej siebie Thatcher musiała wówczas bronić swego fotela szefowej partii – gdy mało znany polityk sir Anthony Meyer chciał ją pozbawić przywództwa. Wybory w partii wygrała, ale mnożyły się sygnały świadczące, że jej pozycja nie jest już niepodważalna. Z różnych ust zaczęła słyszeć, że czas odejść z godnością.

Na swojego następcę Thatcher wytypowała Johna Majora.

fot.domena publiczna Na swojego następcę Thatcher wytypowała Johna Majora.

„Wierzyłam, że jesteśmy w stanie pokonać trudności i wygrać następne wybory” – pisała o tamtym okresie. Jak twierdziła, wcale nie była przyspawana do fotela premiera i szefowej partii, ale po prostu nie bardzo komu miała przekazać pałeczkę. Uważała, że jej polityczny faworyt, John Major, były szef dyplomacji, a teraz kanclerz skarbu, jest jeszcze niegotowy.

Władzę planowała oddać rok-dwa po kolejny wyborach (w roku 1992). „Czułam się w pełni sił” – wspominała po latach. Przed nią stały światowe wyzwania – rozprawa z Saddamem Husajnem i walka o kształt Europy oraz miejsce w niej Wielkiej Brytanii. W tym czasie toczyła się gorąca debata na temat wspólnej waluty. Pani premier była jej przeciwna, uważała, że Brytyjczycy są zbyt przywiązani do funta.

Przedtem jednak nastąpiła recesja. Być może był to skutek naturalnej zmiany koniunktury, ale gdy Thatcher, wbrew wielu doradcom, postanowiła dokonać jeszcze jednej reformy „odchudzającej” państwo, Konserwatyści zaczęli szybko tracić popularność. Jeśli spadek poparcia w sondażach można było uznać za ostrzeżenie, to prawdziwym powodem do zmartwień stała się porażka w wyborach uzupełniających w Eastbourne w październiku 1990 roku. Kandydat konserwatystów przegrał z kretesem.

Mniej więcej w tym samym czasie jeden z najbliższych współpracowników Thatcher, Geoffrey How, do niedawna szef brytyjskiej dyplomacji, a teraz wicepremier i przewodniczący Izby Gmin, publicznie powiedział, że Londyn nie sprzeciwia się tak kategorycznie wspólnej walucie. Doszło z tego powodu do tarć w rządzie. Thatcher była zaskoczona nagłą miłością Howa do jednoczącej się Europy.

W efekcie Geoffrey How ustąpił z zajmowanych funkcji i następnego dnia ogłosił to publicznie. Był, poza samą premier, jedynym politykiem, który współtworzył jej rządy nieprzerwanie do 1979 roku. Nie była to więc zwykła dymisja. Dekompozycja obozu thatcherowskiego nabierała dopiero rozpędu… Pani premier musiała szybko zacząć łatać dziury, jeśli chciała, by sterowana przez nią łódź mogła dalej płynąć.

„Nie ciągnij tego dalej, kochanie”

Gdy tylko udało jej się zastąpić Geoffreya Howa, nadeszły kolejne złe wiadomości. Po pierwsze, 4 listopada media podały wyniki sondaży poparcia dla partii: Labour Party prowadziła, mając ponad 20 proc. przewagi nad Konserwatystami. Po drugie, jeden z polityków z partii Thatcher, Michael Heseltine, napisał otwarty list będący jawną krytyką kierownictwa. Tym samym, w ocenie dziennikarzy, zgłosił chęć rywalizacji z Żelazną Damą.

Heseltine był przed laty ministrem obrony w rządzie Thatcher, ale odszedł po konflikcie z panią premier – teraz należał do jej wewnątrzpartyjnych krytyków. List otwarty faktycznie był już przekroczeniem progu lojalności.

13 listopada Geoffrey How występował w parlamencie, uzasadniając swoją dymisję. Była to mowa mocno przyprawiona oskarżeniami pod adresem szefowej brytyjskiego rządu. „W głębi ducha czułam się zraniona i wstrząśnięta” – opisała swoją reakcję główna zainteresowana. Thatcher nie rozumiała, że odejście How’a nie było tylko zwykłą dymisją jednego polityka. Jego krytyczne wystąpienie oddawało nastroje wśród wielu ministrów i posłów, którzy mieli dość apodyktyczności pani premier i jej nieliczenia się ze zdaniem współpracowników. NIektórzy czuli się po prostu lekceważeni. Media miały pożywkę – Iron Lady jest krytykowana przez swoje otoczenie! Nazajutrz Michael Heseltine oficjalnie zgłosił swoją kandydaturę. Przypadek?

W 1990 roku Margaret Thatcher jeszcze nie wiedziała, że jej dni na stanowisku premiera są policzone.

fot.domena publiczna W 1990 roku Margaret Thatcher jeszcze nie wiedziała, że jej dni na stanowisku premiera są policzone.

Rozpoczęła się wewnątrzpartyjna kampania i liczenie głosów. Doradcy Thatcher obliczyli, że zwycięstwo jest pewne, ale ona nie była aż taką optymistką: brała pod uwagę „współczynnik kłamstwa” – wielu głosujących zapewnia o swym poparciu dla szefa, ale po cichu wspiera już drugą stronę. Później pisała, że wówczas już nawet jej ministrowie „przygotowywali się, by porzucić moją sprawę”.

Ale w 1990 roku tego jeszcze nie wiedziała. A może nie chciała widzieć, że koledzy partyjni chcą się jej pozbyć? Czy dymisja Howa i akcja Heseltine’a były zsynchronizowane? Thatcher także była przebiegłym i wytrawnym politycznym graczem – to przecież po doświadczeniach z nią Micheal Dobbs w 1989 roku napisał książkę House of Cards, na podstawie której powstał telewizyjny serial, a potem jego słynna amerykańska wersja z Kevinem Spacey’em jako prezydentem USA. A jednak wówczas Żelazna Dama dała się zaskoczyć.

Pierwszą turę głosowania, 20 listopada, wygrała z Heseltinem stosunkiem 204 do 152. Nie było to miażdżące zwycięstwo – brakło jej dwóch głosów, by od razu rozstrzygnąć starcie na swoją korzyść. „Mieliśmy nadzieję, że będzie lepiej” – powiedział jeden z doradców Iron Lady. Potrzebna była dogrywka – w której, zgodnie z tamtejszym obyczajem, mogli pojawić się nowi kandydaci. Widać było, że Partia Konserwatywna chce zmian. Zwątpienie wkradło się w szeregi zwolenników Thatcher.

Nawet mąż, Denis, radził jej, by odpuściła. Mówił: „nie ciągnij tego dalej, kochanie” oraz „zrobiłaś już, co miałaś zrobić. Na litość boską, nie brnij dalej”. Thatcher czuła, że powinna walczyć do końca, jednak wkrótce otrzymała raport, wedle którego poparcie dla niej w szeregach partii wciąż malało i druga tura mogła zakończyć się upokorzeniem.

Mimo wszystko, gdy opuściła siedzibę przy Downing Street, by w Izbie Gmin wygłosić przemówienie na temat niedawnego szczytu w Rzymie, krzyknęła do dziennikarzy: „Będę walczyć dalej, walczyć aż do zwycięstwa!”. Także królową zapewniła, że weźmie udział w drugiej turze. Zimnym prysznicem okazało się dla niej spotkanie w bufecie parlamentu (miejscu, do którego raczej rzadko zaglądała) i rozmowa z szeregowymi posłami – wyznali jej, że Heseltine już kilkakrotnie zabiegał o ich poparcie, a ona kontaktuje się z nimi dopiero pierwszy raz.

Konserwatyści to nie polscy kawalerzyści

Pani premier zależało, by poparł ją cały gabinet – i aby ministrowie zwrócili się do swoich zwolenników w partii o pomoc. Ministrowie podczas rozmów, każdy na osobności, robili jednak uniki – sami deklarowali, patrząc jej w oczy, że, owszem, zagłosują za nią, lecz potem dodawali, że wątpią w jej zwycięstwo. Wspominali, że „inni” są zdania, iż powinna ustąpić i wskazać na następcę kogoś, kto wygra z Heseltine’m – najlepiej Johna Majora.

W brytyjskiej polityce, gdzie nie wszystko mówi się wprost, takie słowa oznaczały oczywistą sugestię, by ustąpiła. Żelazna Dama wyczuła, że w jej obozie nie ma ducha walki do końca – „zdążyłam już zdać sobie sprawę, że nie mam do czynienia z polskimi kawalerzystami” – wspominała. „Ogarnął mnie smutek”.

Prawda była taka, że jej koledzy z partii uznali, iż to ona jest największym obciążeniem dla Konserwatystów i trzeba się jej pozbyć, jeśli chce się powstrzymać Partię Pracy. Historyk Paul Johnson, nie kryjący swych poglądów, nazwał to, co wydarzyło się w listopadzie 1990 roku w Partii Konserwatywnej, „wewnętrznym puczem”. Sam John Major jednak nie należał do spiskowców.

Kładąc się spać w poniedziałkowy wieczór 21 listopada, Thatcher była już bliska podjęcia decyzji o dymisji. Poinformowała o tym szefa swojej kancelarii o 7.30 następnego dnia. Wkrótce na posiedzeniu rządu premier powiadomiła wszystkich ministrów o swoich planach. Kandydatem na szefa partii, a tym samym na premiera, został John Major.

Margaret Thatcher przed domem przy Downing Street 10.

fot.domena publiczna Margaret Thatcher przed domem przy Downing Street 10.

Nadszedł czas pożegnań – Thatcher napisała listy m.in. do Georga Busha i Michaiła Gorbaczowa. Świat był w szoku – według gazety „The Guardian” Henry Kissinger na wieść o dymisji Thatcher powiedział: „to gorsze niż śmierć w rodzinie”.

Później zrobiła to, co zaniedbała, gdy sama kandydowała – zaczęła obdzwaniać szeregowych posłów, by zapewnić Majorowi zwycięstwo. Wygrał, ale jego wynik – 185 głosów był gorszy od tego, który sama uzyskała w pierwszej turze. Ale to właśnie niezbyt charyzmatyczny Major zdołał nadrobić straty i pokonać opozycję w 1992 roku. W pewnym sensie więc było prawdą, że czas Thatcher się skończył, a ludzie chcieli zmiany – jakiejkolwiek.

Nadszedł 28 listopada 1990 roku. Ostatni dzień pracy przy Downing Street 10. Thatcher spakowała swoje rzeczy już wcześniej, ale gdy jeszcze raz chciała zajrzeć do gabinetu, ze dziwieniem stwierdziła, że już… odebrano jej klucz do pomieszczenia. Pozostała więc tylko rozmowa z królową w pałacu Buckingham. Gdy, była już, premier opuszczała budynek, by udać się na audiencję u Elżbiety II, niektórzy jej podwładnie płakali. Ona sama próbowała powstrzymać łzy. Bezskutecznie.

Bibliografia:

  1. P. Johnson, Historia Anglików, Gdańsk 1995.
  2. J. Landale, Ten days that toppled Margaret Thatcher, BBC News (dostęp: 25.11.2020).
  3. Ch. Moore, Margaret Thatcher. Autoryzowana biografia, t. 1., Warszawa 2019.
  4. M. Thatcher, Moje lata na Downing Street, Warszawa 2012.
  5. A. Travis, Margaret Thatcher’s resignation shocked politicians in US and USSR, files show, The Guardian (dostęp: 25.11.2020).

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.