Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Nie dopuścić do drugiej Jałty – czyli dlaczego Tadeusz Mazowiecki bał się zjednoczenia Niemiec?

fot.domena publiczna Tadeusz Mazowiecki walczył o utrzymanie „polskich ziem zachodnich”

„Polacy są mistrzami świata w zyskiwaniu sobie sympatii” – miał powiedzieć kanclerz Helmut Kohl, gdy dowiedział się, że rząd w Warszawie zyskał kolejnego sojusznika w rozgrywce o uznanie polskiej zachodniej granicy przed zjednoczeniem Niemiec. Tym razem Polaków wsparł minister spraw zagranicznych RFN. Wiosną i latem 1990 r. rząd Mazowieckiego wykonał olbrzymią pracę, by przekonać światowe mocarstwa do swych racji.


Zbliżała się chwila rozpoczęcia paryskiej części konferencji „dwa plus cztery” zaplanowanej na 17 lipca 1990 r. Wspomniany już minister spraw zagranicznych RFN, a był nim wówczas Hans Dietrich Genscher, walił pięścią w stół i krzyczał na szefa polskiej dyplomacji, Krzysztofa Skubiszewskiego: „dlaczego pan mi nie wierzy?!” Nawet więc przyjazny Polakom Genscher był już poirytowany ciągłymi wątpliwościami, jakie zgłaszał rząd Mazowieckiego wobec połączenia się RFN i NRD. Polacy mówili, że nie są przeciwni zjednoczeniu Niemiec, ale… domagają się najpierw uznania granicy na Odrze i Nysie. Granicę tę w swoim czasie uznały już obie niemieckie republiki, ale kwestią otwartą było uznanie tej granicy przez nowe, znów potężne, państwo niemieckie.

Wówczas, 17 lipca 1990 r., Polska odniosła jednak sukces. Paryska tura konferencji „dwa plus cztery” (gdzie „dwa” to państwa niemieckie a „cztery” – mocarstwa, które okupowały po wojnie Niemcy: Francja, Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Związek Radziecki) odbyła się z udziałem Polaków. Potwierdzono na niej nienaruszalność zachodniej granicy naszego kraju i zdecydowano, że Polska oraz nowe Niemcy podpiszą traktat graniczny niezwłocznie po zjednoczeniu.

Częściowo zniszczony mur przy Bramie Brandenburskiej; żołnierz pilnujący pozostałości, listopad 1989

Obecność Polski w Paryżu oraz postanowienia konferencji były efektem ponad półrocznych zabiegów rządu w Warszawie, a dokładnie starań tandemu Mazowiecki-Skubiszewski. Obaj politycy dobrze się rozumieli – obaj pamiętali okropieństwo wojny rozpętanej przez Hitlera. Mazowiecki, choć od kilku już dekad zaangażowany był w pojednanie polsko-niemieckie, patrzył trzeźwo na relacje z zachodnim sąsiadem. Skubiszewski pochodził z poznańskiej rodziny o tradycjach endeckich – nieufność do Niemców wyssał z mlekiem matki.

Wind of change

Obaj zarazem wiedzieli, że dobre stosunki z Niemcami leżą w interesie Polski. Mieli też świadomość, że to RFN jest naszym największym wierzycielem. Polska była winna rządowi niemieckiemu i tamtejszym bankom ponad 12 miliardów marek i chciała, by chociaż część tego długu umorzyć. Od postawy Berlina zależało też wsparcie Zachodu dla polskich reform. Trudno w takiej sytuacji stawiać jakieś warunki, Mazowiecki ze Skubiszewskim jednak uważali, że muszą być nieustępliwi.

Gdy 12 września 1989 r. Tadeusz Mazowiecki został premierem, nic jeszcze nie zapowiadało ostrej rozgrywki dyplomatycznej z Bonn – ówczesną stolicą RFN. Rząd w Warszawie był przekonany, że zjednoczenie Niemiec, jeśli już w ogóle mgliście jawiło się na horyzoncie, będzie kwestią kilku lat. Historia jednak przyspieszyła w listopadzie 1989 r.

Helmut Kohl w Krzyżowej w 1989 roku

Akurat 9 dnia tego miesiąca do Polski przyjechał kanclerz Helmut Kohl. Była to ważna wizyta, mająca być przełomem w obustronnych relacjach. Mazowiecki wiązał z nią spore nadzieje. Do Warszawy zjechali także zagraniczni korespondenci – wszak miał to być przełom w relacjach państw, od walk których zaczęła się II wojna światowa.

Tymczasem już w Polsce Kohl z telewizji dowiedział się, że właśnie pada mur berliński. Był wściekły – oto dochodzi do historycznej chwili, a on jest gdzieś w hotelu w Warszawie, z dala od swych rodaków. Ostatecznie wrócił do Berlina na jeden dzień, by potem kontynuować pobyt nad Wisłą. Sytuacja była jednak już zupełnie inna. Świat w sekundzie stracił zainteresowanie relacjami polsko-niemieckimi, bo oto na tapecie pojawiła się kwestia zjednoczenia Niemiec.

Ziemie Zachodnie?

Mazowiecki jeszcze na początku wizyty kanclerza domagał się jasnej deklaracji w sprawie granicy na Odrze i Nysie, ale Kohl nie chciał powiedzieć nic konkretnego, a wręcz stwierdził, że „żaden rząd niemiecki nie może dziś uznać granicy Odra-Nysa w imieniu całych Niemiec, które dopiero powstaną w przyszłości”. Czy Kohl naprawdę myślał, że Niemcy mogą odzyskać dawne ziemie na wschodzie z takimi miastami jak Wrocław czy Szczecin? Oczywiście nie – ale historycy są zgodni, że grał tą kwestią z powodu polityki wewnątrzniemieckiej. „Kanclerzowi chodziło – zwłaszcza w kontekście przypadających w 1990 r. kolejnych wyborów parlamentarnych – o tych 20 % obywateli RFN, wciąż mających nadzieję na odwrócenie rezultatów wojny” – pisze w jednej ze swych książek prof. Antoni Dudek.

Mazowiecki jednak nie mógł mieć pewności, że to tylko gra polityczna. Z dzisiejszej perspektywy obawy Mazowieckiego mogą wydawać się przesadzone, ale wówczas – wychodził on z założenia – lepiej było dmuchać na zimne. Miał prawo obawiać się, że rozbudzone nastroje w Niemczech mogą wymknąć się Kohlowi spod kontroli. Zresztą ziomkostwa wchodzące w skład Związku Wypędzonych jeszcze długo potem potrafiły szkodzić stosunkom polsko-niemieckim, a niektórzy liderzy Związku twierdzili jeszcze w latach 90. XX wieku, że wciąż prawnie możliwe byłoby przyłączenie polskich zachodnich ziem do Niemiec. Ziomkostwa, liczące dwa miliony członków, były silne w rządzącej CDU. Sam Mazowiecki wspominał po latach: „dręczyło mnie, że nie mamy uregulowanej granicy zachodniej. Nasz układ w 1970 roku z Willym Brandtem został przegłosowany w Bundestagu głosami SPD [socjalistów – przyp. red]. CDU wstrzymała się wtedy od głosu”.

Wróćmy jednak do przerwanej wizyty Kohla w Polsce. 12 listopada 1990 r. odbyła się w Krzyżowej msza, podczas której Mazowiecki i Kohl objęli się na znak pojednania. Ten piękny gest uchwycili wszyscy reporterzy i zdjęcia to przeszły do historii, ale gdyby fotografowie skierowali swe obiektywy w tłum uczestników mszy, mogliby zrobić zdjęcia wielu Ślązakom trzymającym transparenty z napisami adresowany do Kohla: „Jesteś naszym kanclerzem”. Polskie media przytaczały wypowiedzi mieszkańców Dolnego Śląska, którzy bez ogródek mówili, że gdy Niemcy się zjednoczą, to oni też chcieliby się znaleźć w tym państwie.

Wkrótce zresztą sam Kohl dostarczył powodów do obaw, gdy kilkanaście dni po upadku muru berlińskiego i po wizycie w Polsce ogłosił słynny 10-punktowy program zjednoczenia Niemiec i nie zająknął się w nim nawet na temat granicy z Polską. „To mnie postawiło do pionu” – wspominał potem Mazowiecki. „Zwołałem konferencję prasową – opowiadał dalej – i oświadczyłem, że Polska na tej konferencji [dwa plus cztery – przyp. red] musi być obecna. Zrobił się wielki hałas, no jak to! Polska chce aspirować do roli piątego mocarstwa? Nie. Ale Polska została pierwsza zaatakowana w czasie drugiej wojny światowej i ma nieuregulowaną sprawę granicy”.

Ofensywa dyplomatyczna

Mazowiecki, który miał przecież na głowie reformowanie całego państwa, przystąpił do ofensywy dyplomatycznej, mającej Polsce zagwarantować przynajmniej częściowy udział w negocjacjach na temat zjednoczenia Niemiec. Szybko zyskał poparcie premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, która także żywiła obawy wobec zbyt wielkich zjednoczonych Niemiec. Powiedziała polskiemu premierowi: „Jestem patriotką i robię co mogę, by ten proces opóźnić”. Polska mogła liczyć też na wsparcie Moskwy.

Związek Radziecki był w defensywie, jego imperium kruszało i na Kremlu obawiano się przesunięcia się NATO na wschód. Michaił Gorbaczow deklarował wsparcie dla Mazowieckiego, a ten w zamian opóźnił podjęcie kwestii wycofania wojsk radzieckich z Polski – o co do dziś wielu ma do niego pretensje. Warto jednak dodać, że wówczas także większość Polaków uważała, że wojska te mogą być zabezpieczeniem przed zbyt silnymi Niemcami.

Margaret Thatcher

Gorzej szło z Francją. Prezydent tego kraju François Mitterand początkowo, mając na uwadze dobre relacje z RFN, nie chciał się deklarować, ostatecznie jednak po rozmowach z Mazowieckim opowiedział się za udziałem Polaków w dotyczącej granicy części konferencji „dwa plus cztery” oraz za zagwarantowaniem polskiej granicy jeszcze przed zjednoczeniem RFN i NRD. Kohl był tym bardzo rozczarowany. Najważniejsze było oczywiście stanowisko Waszyngtonu. Premier Polski wybrał się tam w marcu 1990 r., by rozmawiać z prezydentem George’m Bushem. Mazowiecki mówił potem: „przekonałem go, że nie jest to podstawianie nogi zjednoczeniu Niemiec, tylko kwestia uregulowania podstawy do dobrych stosunków polsko-niemieckich. Wtedy Bush wpłynął na Kohla”.

Wcześniej jeszcze, 23 lutego 1990 r., Mazowiecki odbył długą rozmowę telefoniczną z Kohlem. Po latach opublikował jej zapis. Dziś jest rewelacyjnym wejrzeniem do kuchni międzynarodowej polityki. Kohl kluczył i unikał jakichkolwiek deklaracji. Twierdził, że sprawę granicy rozwiąże się po zjednoczeniu oraz zasłaniał się stanowiskiem trybunału konstytucyjnego RFN w Karlsruhe, który stwierdził, że kanclerz nie może obecnie gwarantować granicy przyszłych Niemiec. Nie podobał mu się pomysł udziału Polaków w rozmowach „dwa plus cztery”. Twierdził, że wielu jest chętnych, by być obecnymi. Według Kohla taka międzynarodowa konferencja mogłaby się przerodzić w jakiś sąd nad Niemcami. „Nie wezmę udziału w rokowaniach, na których Niemcy będą siedzieć, a pokojowy kongres będzie ich sądzić. To nie jest ani rok 1945, ani rok 1950” – mówił bez ogródek. Obok kwestii granicy w powietrzu wisiała też sprawa reparacji wojennych, której RFN bardzo się bał.

Jednak Mazowiecki także stawiał sprawę udziału Polaków w rozmowach o zjednoczeniu twardo:

My musimy w tym brać udział. To nie może być powtórzenie Jałty, nie możemy być obecni per procura. Musimy być obecni sami.

Kilka minut później znów nawiązał do Jałty domagając się zgody na obecność Polaków podczas rozmów o zjednoczeniu. „Chodzi o tysiąckilometrową granicę, która ciągle jeszcze bywa kwestionowana” – tłumaczył swój upór szef polskiego rządu.

Rozmowa nie przyniosła rozstrzygnięcia. „Przemyślmy to, cośmy do siebie powiedzieli, i pozostaniemy w kontakcie” – kończył Mazowiecki. Kohl kilkukrotnie bardzo prosił, aby nie podawać do publicznej wiadomości szczegółów rozmowy.

Helmut Kohl

Skubiszewski także nie próżnował. 3 lipca 1990 wysłał do stolic czterech mocarstw oraz do Berlina i Bonn pismo postulujące skoordynowanie zjednoczenia Niemiec z podpisaniem traktatu polsko-niemieckiego. Upór Polaków denerwował Niemców – tym bardziej, że zachodnioniemiecki Bundestag zdecydowaną większością (15 głosów było jednak przeciw) i Izba Ludowa NRD przyjęły rezolucje deklarujące uszanowanie polskiej granicy w przyszłości. Dla Mazowieckiego to było wciąż za mało. „Ta nacechowana nieufnością postawa władz polskich rozczarowała mnie, mimo to uszanowałem ją” – wspominał potem Kohl, który rozmowy z Mazowieckim nazwał „ping-pongiem”. Nie dodawał jednak, że musiał zdanie Polaków uszanować w wyniku ich skutecznej akcji międzynarodowej, która zaowocowała naciskami z najważniejszych światowych stolic.

Jak już wiemy, paryska część konferencji „dwa plus cztery” przebiegła, z udziałem polskiej delegacji, zgodnie z planem: potwierdzono trwałość granicy polsko-niemieckiej. Odpowiednie dokumenty zostały podpisane 12 września na kolejnej części konferencji – już w Moskwie. Trzy tygodnie później, 3 października 1990 r., Niemcy znów były zjednoczone i 14 listopada podpisały z Polską traktat, który potwierdzał wspólną granicę na Odrze i Nysie. „Byłem w tej sprawie twardy – wspominał sam Mazowiecki – i myślę, że miałem historyczne powody i historyczną rację, ażeby tak postępować”.

Bibliografia:

  1. A. Dudek, Od Mazowieckiego do Suchockiej. Pierwsze rządy wolnej Polski, Kraków 2019
  2. H. Kohl, Pragnąłem jedności Niemiec, Warszawa 1999,
  3. T. Mazowiecki, Rok 1989 i lata następne, Warszawa 2001

Komentarze (2)

  1. LCHEMIK Odpowiedz

    Miał powody Mazowiecki, oj miał. Zresztą 1000 lat historii nauczyło nas aby nie ufać „Grekom gdy przynoszą dary”.

  2. marek Odpowiedz

    I tu trzeba dodać, że jeżeli Jaruzelski coś zrobił dla Polski, to właśnie wtedy. Użył swoich wpływów w Moskwie.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.