Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Nie tylko Kasztanka. Wszystkie zwierzęta Piłsudskiego

Piłsudski z Kasztanką

fot.domena publiczna fot.domena publiczna Piłsudski z Kasztanką

Zapalony myśliwy, a może miłośnik zwierząt i natury? Czy Józef Piłsudski poparłby „piątkę dla zwierząt”?

„Ja, jako człowiek drapieżca, biegnący ze strzelbą, która prześciga lotnego ptaka swym pociskiem, a chyżością swego pocisku prześciga chyżość zwierząt – jako drapieżca wśród innych drapieżców siadałem nieraz zadumany nad wielką prawdą zórz wieczornych i zórz porannych” – Rozmyślał po latach o swoich syberyjskich doświadczeniach Józef Piłsudski.

Gdy wyruszał na pięcioletnią zsyłkę był tak naprawdę chłopcem miastowym. Wczesne dzieciństwo spędził co prawda w rodzinnym majątku w Zułowie, ale jako siedmiolatek przeprowadził się do Wilna i wieś była dla niego jedynie wakacyjnym doświadczeniem. Dopiero gdy, zamieszany w przygotowania do zamachu na cara Aleksandra III, skazany został na Sybir, musiał skonfrontować się z dziką naturą.

Strzelanie do kaczek

Szczególnie urzekające i skłaniające do refleksji były poranki i zachody słońca: „Dla myśliwego ważna jest pora zórz. (…) Szepce przyroda o nowych rzeczach, które nastąpią. Ileż tych zórz porannych i zórz wieczornych przeżyła również i ludzkość cała i nasza ojczyzna”.

Obcowanie z przyrodą Syberii nie zawsze było jednak łagodne. Na Syberii polowanie na grubego zwierza – niedźwiedzie lub łosie – prowadziło się w sposób okrutny i prymitywny. Ofiarę łatwo było zagonić na zamarzniętą i kruchą pokrywę śnieżną. Poruszający się na nartach człowiek mógł bez obaw po niej stąpać, natomiast ciężkie zwierzęta zapadały się i kaleczyły o ostre kanty zlodowaciałego śniegu.

Tekst powstał w oparciu o najnowszą książkę Macieja Gablankowskiego,”Piłsudski. Portret przewrotny. Biografia”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Znak.

Myśliwy podążał krwawym śladem, a walczące z grząskim śniegiem i lodowymi ranami zwierzę coraz bardziej słabło. Piłsudski wspominał: „Ja nigdy nie zdobyłbym się na wzięcie udziału w takim barbarzyństwie i dlatego na Syberii nigdy na grubego zwierza nie polowałem”. Nie dodawał jednak, że polowanie na „kozule”, czyli sarny, także rzadko kończyło się po pierwszym strzale. Zwierzyna wykrwawiała się i padała. Zwykle już nigdy więcej nie wstawała.

Jeszcze częściej Piłsudski polował na kaczki. Sezon na nie był krótki, ale łowy obfite. Trudno jednak nie rozumieć okoliczności tych eskapad. W dzikich, syberyjskich warunkach upolowana zwierzyna mogła być wartościowym uzupełnieniem diety i niewielkim, ale pewnym źródłem przychodu, które było tak potrzebne żyjącym w nędzy zesłańcom. I nie raz decydowało o przetrwaniu.

Czytaj też: Jaką rolę Józef Piłsudski odegrał w zamachu na cara Aleksandra III i za co naprawdę zesłano go na Syberię?

Smutny koniec

„Poznaję to bydle, już raz mnie kopnęło i nie ma potrzeby tych szczątków przechowywać” – powiedział marszałek. Patrzył na wyliniałą klacz. Niewiele zostało z jej pięknej niegdyś złocisto-brązowej sierści. Lata okupacji zrobiły swoje. Polskich muzealnych zbiorów Niemcy nie pielęgnowali i wypchany, osiodłany koń wyglądał jak obraz nędzy i rozpaczy.

Widać było wciąż białe „skarpetki”, ale do charakterystycznej łysiny na łbie dołączyły pozbawione sierści placki na grzbiecie i bokach. Zgodnie z wolą marszałka eksponat powędrował na śmietnik. Klacz nazywała się Kasztanka, a marszałek: Michał Rola-Żymierski. Trudno zliczyć, ile razy widział na niej znienawidzonego Piłsudskiego.

Kasztankę Piłsudski, a właściwie oddział kawalerii Beliny-Prażmowskiego, otrzymał 9 sierpnia 1914 roku od hr. Eustachego Romera. Była to klacz jego córki – Marii. Od tej pory Kasztanka towarzyszyła Piłsudskiemu przez cały szlak bojowy legionów. Piłsudski opowiedział setki anegdot na temat jej uporu, inteligencji i niezależności. Nie da się stwierdzić, dlaczego otrzymał właśnie tego konia. Może trafiła do komendanta, bo wybitnie nie nadawała się na wierzchowca kawaleryjskiego? Płochliwa, nie znosiła wystrzałów, zamierała na widok tłumów, a w trudnym terenie często się potykała. Nie raz to jeździec musiał prowadzić (a nawet ciągnąć) klacz, zamiast jechać wygodnie na jej grzbiecie. Ale nie ma wątpliwości, że to była przyjaźń na całe życie.

Tym boleśniej przeżył Piłsudski jej śmierć. Kasztanka nie była już młoda, ale jeszcze 11 listopada 1927 roku cieszyła się zdrowiem. Siedział na niej Marszałek – jak opisał to naoczny świadek – w pozycji „bez żadnej ambicji kawaleryjskiej” z nogami wysuniętymi w przód i zgarbiony. Kontrastował z wielkim konnym pomnikiem Księcia Józefa stojącym za jego plecami.

Piłsudski na Kasztance

fot.Wojciech Kossak/domena publiczna Piłsudski na Kasztance

Ponieważ Piłsudski nie dorobił się nigdy własnej stajni, Kasztanka mieszkała w pułku kawalerii w Mińsku Mazowieckim. Łatwo było ją stamtąd przyprowadzić do Sulejówka na spotkanie ze swoim „szarym chłopcem”. Tym razem powrót do Mińska okazał się fatalny. Płochliwe zwierzę musiało przeżywać w ciemnym wagonie katusze. Gdyby towarzyszył jej człowiek, pewnie udałoby się ją uspokoić. Ale załadowano ją samą.

Czy ze strachu, czy podczas jakiegoś bardziej gwałtownego hamowania, klacz upadła. Gdy w Mińsku otwarto wagon, leżała na podłodze. Już nigdy nie wstała. Weterynarze stwierdzili złamanie dwóch kręgów. Piłsudski ponoć nie mógł nawet patrzeć na dowódcę pułku w Mińsku Mazowieckim bez napadu wściekłości.

Wyprawiona i wypchana skóra (koszty pokryła w części Aleksandra Piłsudska) trafiła po różnych perypetiach do Muzeum Wojska Polskiego. Tam, bardzo zaniedbana, przetrwała drugą wojnę światową, by trafić na dawnego podkomendnego Michała Rolę-Żymierskiego, który jeszcze przed wojną został skazany za korupcję i zdegradowany. Zwrócił się w stronę ZSRR i został – co tu dużo mówić – po prostu zdrajcą, współpracującym z NKWD. Nakazując pozbycie się Kasztanki, mógł choć odrobinę zemścić się swoim dawnym komendancie. Jeśli to prawda, że Kasztanka kiedyś go kopnęła, to dała tym niewątpliwie wyraz swojej legendarnej inteligencji…

Dowiedz się więcej: Masowe aresztowania, nadużycia władzy i przemoc. Jak Piłsudski rozprawił się z opozycją?

Wiejskie życie

W Sulejówku czy Pikieliszkach (wiejskich posesjach Piłsudskich) najlepszymi towarzyszami życia rodzinnego okazały się zwierzęta. W obu tych miejscach hodowano gołębie pocztowe. Pasja dziś rzadka, ale w okresie międzywojennym bardzo popularna. Przede wszystkim był jednak Pies. Wielką literą – bo tak nazwano wyszkolonego policyjnego owczarka, który był kolejnym z ulubieńców Piłsudskiego. Poprzedni pies – Dorek – przetrwał w pamięci jako „mądry” i wielki. Tresowany policyjny Pies miał pełnić głównie „funkcje” użytkowe. Był stróżem posesji i prawie nigdy nie określano go inaczej niż wierny. Szybko jednak stał się rozpieszczanym ulubieńcem rodziny.

Zaskakujące było też zainteresowanie Piłsudskiego pszczołami. Często obserwował pasiekę i był bardzo dumny ze swoich „stosunków” z pszczołami, w szczególności zaś z tego, że go nie żądlą. Po wielogodzinnych obserwacjach stworzył też na temat ich życia swoistą teorię: uważał, że to nie królowa rządzi – jest ona w ulu tylko od rodzenia dzieci. Prawdziwe rządy – twierdził – sprawują trutnie. To im przypadła rola dyscyplinowania robotnic.

Obchody imienin Piłsudskiego w Sulejówku

fot.domena publiczna Obchody imienin Piłsudskiego w Sulejówku

Jednak najbardziej charakterystyczny przypadek – obrazujący cały stosunek Marszałka do zwierząt – dotyczy… kaczek. Piłsudski uwielbiał niezakłócony spokój odpoczynku nad jeziorem w Pikieliszkach. Dlatego wykupił prawa do polowania na ptactwo wokół całego akwenu. Wydawałoby się, że nic dziwnego. Na Syberii utłukł ich setki, lecz w Pikieliszkach na kaczki… nie polował ogóle.

Jego żona wspomniała potem, że krzywdzenie zwierząt uważał za barbarzyństwo, a polował tylko dla uzupełnienia diety w mięso. (Jest w tym pewnie sporo idealizacji, bo nie potępiał pasji do polowań na przykład u Gabriela Narutowicza). I tak trochę dla własnej wygody, trochę dla świętego spokoju, a może i po trosze ze względów bezpieczeństwa – zagrożenie zamachem terrorystycznym było jak najbardziej realne – stworzył rezerwat dla wszelkiego rodzaju ptactwa wodnego, które mógł potem bez obaw obserwować. Pobudki, które nim kierowały, można pewnie uznać za egoistyczne, ale przecież kaczki wyszły na tym niezgorzej.

Tekst powstał w oparciu o najnowszą książkę Macieja Gablankowskiego,”Piłsudski. Portret przewrotny. Biografia„, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa Znak. 

Bibliografia:

  1. Wacław Jędrzejewicz, Kronika Życia Józefa Piłsudskiego 1867-1937, t. 1-3, Warszawa 1989.
  2. Aleksandra Piłsudska, Wspomnienia, Warszawa 1989.
  3. Mieczysław Lepecki, Piłsudski na Syberii, Warszawa 1936.
  4. Maria Jehanne Wielopolska, Józef Piłsudski w życiu codziennym, Warszawa 1937

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.