Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

„Do końca chciała być ze swoimi rannymi pacjentami”. Powstaniec wspomina doktor „Ranę”

Halina Petrynowska zginęła podczas walk w siedzibie Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

fot.Zu/CC BY-SA 3.0 Halina Petrynowska zginęła podczas walk w siedzibie Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Dla załogi walczącej w gmachu Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych była „ukochaną panią doktor”. Jej poświęcenie dla rannych nie miało granic – ale i tych zdrowych na ciele potrafiła podnieść na duchu. Działalność doktor „Rany” podczas powstania i jej bohaterską śmierć wspomina Juliusz Kulesza „Julek”.

[Opowiada Juliusz Kulesza, pseudonim „Julek”:]

Dwudziestego czwartego sierpnia niemiecka piechota szczególnie zawzięcie nas atakowała – co chwila ogień, co chwila musieliśmy być na posterunku. Po kilku godzinach dołączyli do tego działo szturmowe. To był ten sam dzień, gdy rzuciłem się po broń zmarłego niemieckiego żołnierza. Rozochociłem się tą sytuacją, pomyślałem sobie, jaki to ze mnie jest bohater i że naokoło leży przecież wielu zabitych i każdy miał broń, którą mógłbym zdobyć.

Wiedziałem, że w piwnicy są różnego rodzaju rury, kije, kable, i uznałem, że nie będę się bardzo narażał, jak stworzę coś w rodzaju bosaka. Nie sprawdziłem jednak, czy byłoby to skuteczne, bo gdy mocowałem się z jakąś rurką, usłyszałem wybuch, a zaraz potem jęki. Działo trafiło w nasz budynek i to tak paskudnie, że od razu w pomieszczenie, w którym byli nasi żołnierze. Przypominam, że wszyscy byliśmy w suterenach i brodziliśmy w wodzie.

„Pani doktor, my go upuściliśmy do wody!!!”

Po uderzeniu od razu rzuciłem się na pomoc kolegom. Pierwszego spotkałem dowódcę – kaprala „Roma”, człowieka, który był dla nas jak Napoleon dla swojej armii. Myśleliśmy, że jemu nic nie może się stać! Patrzę, a on się zatacza i jedną ręką maca ścianę, a po drugiej, którą zasłania twarz, cieknie mu krew.

Ten mój dzielny, odważny, niezniszczalny dowódca nagle ledwo żyje. Został trafiony w oczodół. Byłem przerażony. Skoczyłem do niego, by mu pomóc, a on, choć był ranny, w szoku i nic niewidzący, krzyknął: „Mną się nie przejmuj! Ratuj Bacika!”. Był ranny, mógł przecież myśleć tylko o sobie, ale pamiętał o swoich podwładnych!

Jednym z rannych tego dnia był "Rom", czyli kapral Roman Marchel. Zdjęcie z książki "Powstańcy".

fot.materiały prasowe Jednym z rannych tego dnia był „Rom”, czyli kapral Roman Marchel. Zdjęcie z książki „Powstańcy”.

Zorientowałem się, że dalej musi być jeszcze gorzej. I było. Patrzę, a dwaj koledzy wyciągają z wody „Bacika”, czyli Kazimierza Berezieckiego. Dostał odłamkami tego samego pocisku co „Rom”. Miał poranione całe uda, ale co najgorsze, dostał też w okolicę serca. Trzymali go Boguś Kaufmann ps. „Bogiel” i Leszek Grodecki ps. „Lis”.

„Bacik” był wielkim chłopem, sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu, umięśniony i wyjątkowo ciężki. Do tego jego ciało było mokre i śliskie. Pomogłem chłopakom, ale i tak nie daliśmy rady – chlupnął nam znowu do wody. Byliśmy już wtedy potwornie zmęczeni, niewyspani, wiecznie niedożywieni. Zapał mieliśmy ogromny, ale sił nam brakowało.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu (61-885), ul. Półwiejska 17/15 oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.