Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Przebraże. Polski bastion na Wołyniu, który zdołał obronić się przed UPA i zadać banderowcom dotkliwe straty

Fragment mapy Wojskowego Instytutu Geograficznego z zaznaczonym Przebrażem.

fot.WIG Fragment mapy Wojskowego Instytutu Geograficznego z zaznaczonym Przebrażem.

Gdy wokół szalał obłęd, a Polacy każdej nocy drżeli z przerażenia, ta wieś nie zamierzała się poddawać. Zamiast czekać, aż po nich przyjdą z siekierami i pistoletami, mieszkańcy sami chwycili za broń, zmieniając swoją osadę w najprawdziwszą twierdzę.

Pierwsze informacje o tym, że ukraińscy nacjonaliści organizują brutalne ataki na Polaków zaczęły docierać do położonego 25 kilometrów od Łucka Przebraża już jesienią 1942 roku. Wieś liczyła 200 zagród, w których – wedle danych z końca lat 30. – zamieszkiwało 1150 mieszkańców narodowości polskiej. Razem z położonymi w pobliżu kilkoma koloniami sołectwo Przebraże liczyło około 2000 mieszkańców. Była to polska wysepka pośród miejscowości z ogromną przewagą ludności ukraińskiej (w będącym siedzibą urzędu gminy Trościańcu Ukraińcy stanowili 85% mieszkańców).

Mieszkańcami Przebraża szczególnie wstrząsnęła wieść o tragedii Parośli. Kolonii, w której z zimną krwią zamordowano od 149 do 173 mieszkańców. Także narastające nastroje antypolskie wśród żyjących w sąsiednich wsiach Ukraińców nakręcały spiralę strachu.

Pod koniec lutego 1943 roku w Przebrażu odbyła się narada, która zaważyła na dalszym losie Polaków z całej okolicy. Spotkali się wówczas Marian Sinicki, Franciszek Ludwikowski, Dominik Konefał, Albert Wasilewski, Stanisław Olszewski, Stanisław Bochniewicz, Ludwik Malinowski i Władysław Cybulski, którzy postanowili o powołaniu  we wsi samoobrony. Dowódcą tej naprędce stworzonej formacji najpierw został Zygmunt Nestorowicz, ale szybko, bo w kwietniu 1943 roku, ustąpił on miejsca Henrykowi Cybulskiemu.

Tablica nagrobna Ludwika Malinowskiego (fot. IMnext, lic. CC BY-SA 4.0)

fot.IMnext, lic. CC BY-SA 4.0 Tablica nagrobna Ludwika Malinowskiego (fot. IMnext, lic. CC BY-SA 4.0)

Kandydatura Cybulskiego wydawała się naturalna – był podoficerem rezerwy Wojska Polskiego, któremu udało się uciec z sowieckiego łagru. Poza tym był miejscowym, leśnikiem doskonale znającym okoliczne tereny, a od 1942 roku również członkiem Armii Krajowej. Mężczyzna wspominał po latach, że godząc się na przyjęcie funkcji nie miał pojęcia, jaką odpowiedzialność na siebie bierze. Był wówczas o krok od utworzenia własnego oddziału partyzanckiego, jednak musiał zrezygnować z tego pomysłu.

Dowódcą odcinka cywilnego mianowano Ludwika Malinowskiego, byłego podoficera armii carskiej i legionistę, który miał tę dodatkową zaletę, że doskonale znał język niemiecki, co czyniło go jednocześnie najodpowiedniejszą osobą do kontaktów z niemieckimi władzami.

Od kilku wiejskich chłopaków do małej armii

Początkowo samoobrona liczyła zaledwie około 25-30 ludzi. Zostali oni skoszarowani w szkole, którą mieszkańcy wsi wybudowali wspólnymi siłami przed wojną. Niestety mężczyźni, którzy mieli bronić swoich ziomków w razie napadu Ukraińskiej Powstańczej Armii, nie przedstawiali żadnej poważnej siły bojowej. Brakowało im nie tylko przeszkolenia, ale też broni. Z podobnymi problemami borykały się inne kolonie. W nich także się organizowano, stawiając na system wczesnego ostrzegania o niebezpieczeństwie dzięki wystawianiu wart.

Z czasem miejscowi zrozumieli, że działanie niewielkich, rozproszonych samoobron nie zapewni im bezpieczeństwa. Zaczęto się konsolidować.

Niezwykłe historie o kobietach, które przetrwały tragedię opowiedziała w swojej najnowszej książce "Dziewczyny z Wołynia" Anna Herbich (Znak Horyzont 2018)

Niezwykłe historie o kobietach, które przetrwały tragedię opowiedziała w swojej najnowszej książce „Dziewczyny z Wołynia” Anna Herbich (Znak Horyzont 2018)

W samym Przebrażu organizowano konkretne struktury, mające zapewnić dyscyplinę i porządek. Stworzono między innymi sąd wiejski, sztab (którego dowódcą mianowano osobę powszechnie znaną niezachwianego poczucia sprawiedliwości) oraz oddelegowano człowieka, którego zadaniem były kontakty z partyzantami radzieckimi. Powołano także szpital i przychodnię oraz otwarto warsztat rusznikarski.

Komentarze (2)

  1. Sekozu Odpowiedz

    Przynajmniej im się udało. I to dzięki sobie i swojemu zorganizowaniu. Szkoda że w innych rejonach tak nie postąpili …. Dobry przykład jak warto próbować i się nie poddawać ….

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.