Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

„Spróchniała budowla”. Jak bardzo słaba była armia radziecka w momencie niemieckiego ataku?

W ciągu pierwszych kilku tygodni walk Armia Czerwona straciła dwa miliony ludzi.

fot.Bundesarchiv / Plenik, Bruno / CC-BY-SA 3.0 W ciągu pierwszych kilku tygodni walk Armia Czerwona straciła dwa miliony ludzi.

Gdy 22 czerwca 1941 roku wojska niemieckie uderzyły na ZSRR, oficerowie III Rzeszy optymistycznie patrzyli w przyszłość. Niektórzy twierdzili nawet, że wojna z sowiecką Rosją potrwa zaledwie cztery tygodnie. Czy Armia Czerwona rzeczywiście była w aż tak opłakanym stanie?

Rzadko kiedy atakujący miał tak wielką przewagę jak Wehrmacht w czerwcu 1941 roku. Większość frontowych jednostek Armii Czerwonej i oddziałów obrony pogranicza, otrzymawszy rozkaz nieodpo­wiadania na „prowokacje”, nie wiedziała, jak reagować. Nawet po upływie dwunastu godzin Stalin wciąż jeszcze miał rozpaczliwą nadzieję na dojście w ostatniej chwili do porozumienia i nie kwapił się z wydaniem rozkazu swoim wojskom, aby przystąpiły do kontrataku.

Pewien oficer, wszedłszy do biura generała D[mitrija] G[rigorijewicza] Pawłowa, dowódcy środkowego odcinka frontu, usłyszał, jak w nerwowym rozdrażnieniu krzyczał on do telefonu, odpowiadając kolejnemu dowódcy, który donosił z linii frontu o działaniach Niemców na granicy: „Wiem! Dostałem już o tym raport! Ci na górze wiedzą lepiej od nas!”.

„Nasi piloci już w momencie startu czują się jak trupy”

Trzy sowieckie armie, rozmieszczone na rozkaz Stalina wzdłuż granicy, nigdy nie miały żadnych szans na wejście do walki, a znajdujące się za nimi brygady pancerne zostały zniszczone atakami z powietrza, zanim zdołały rozwinąć szyki. Wielka osiemnastowieczna twierdza, jaką był Brześć, miasto, w którym sztab generałów kajzera narzucił tak poniżający Diktat Leninowi i Trockiemu w 1918 roku, została otoczo­na w ciągu kilku pierwszych godzin wojny.

Większość frontowych jednostek Armii Czerwonej i oddziałów obrony pogranicza, otrzymawszy rozkaz nieodpo­wiadania na „prowokacje”, nie wiedziała, jak reagować na atak niemieckich wojsk.

fot.Bundesarchiv/ Hähle, Johannes / CC-BY-SA 3.0 Większość frontowych jednostek Armii Czerwonej i oddziałów obrony pogranicza, otrzymawszy rozkaz nieodpo­wiadania na „prowokacje”, nie wiedziała, jak reagować na atak niemieckich wojsk.

Dwa zgrupowania pancerne Grupy Armii „Środek”, dowodzone przez generałów Hotha i Guderiana, okrążyły znaczne siły sowieckie w dwóch szybkich akcjach. W ciągu pięciu dni ich wojska spotkały się pod Mińskiem, jakieś trzysta dwadzieścia kilometrów od granicy. W pułapce znalazło się przeszło 300 000 żołnierzy Armii Czerwonej, a zniszczono lub zdobyto 2500 czołgów.

Na północy, uderzając z Prus Wschodnich poprzez rzekę Niemen, 4. Grupa Pancerna z łatwością przełamała rosyjską linię obrony. Pięć dni później LVI Korpus Pancerny generała von Mansteina, pokonując niemal 80 kilometrów dziennie, znalazł się prawie w połowie drogi do Leningradu i zabezpieczył przeprawę przez rzekę Dźwinę. „Ten gwałtowny atak – napisał później Manstein – był spełnieniem marzeń dowódcy czołgów”.

Tymczasem Luftwaffe kontynuowała unicestwianie lotnictwa Armii Czerwonej. Pod koniec drugiego dnia walk powiększyła swój rezultat do 2000 zniszczonych maszyn. Związek Sowiecki był w stanie zbudować nowe samoloty i wytrenować nowych pilotów, jednak ta natychmiastowa „rzeź niewiniątek” na długi czas zdruzgotała morale załóg lotniczych. „Nasi piloci już w momencie startu czują się jak trupy” – przyznał przed komisarzem piętnaście miesięcy później oficer dywizjonu w okresie największego nasilenia bitwy pod Stalingradem. – „Z tego się biorą nasze porażki”.

Walka bez brania jeńców

Na południu, gdzie siły sowieckie były najsilniejsze, Niemcy postępowali znacznie wolniej. Generał Kirponos zdołał zorganizować obronę w głębi frontu, zamiast rozmieścić swoje armie wzdłuż granicy. I chociaż jego dywizje zadały Niemcom dość ciężkie straty, to jednak same straciły nieporównanie więcej. W pośpiechu Kirponos wprowadził swoje formacje czołgów do walki, chociaż nie były one w pełni gotowe do rozwinięcia szyków.

W drugim dniu zmagań, 23 czerwca, 1. Grupa Pancerna generała Ewalda von Kleista napotkała sowieckie dywizje wyposażone w monstrualnie wielkie czołgi KW. Po raz pierwszy niemieckie załogi ujrzały też czołg T-34, najlepszy czołg uniwersalny wyprodukowany podczas II wojny światowej.

Ograniczenie południowego frontu do terenu pomiędzy bagnami Prypeci i Karpatami potrwało dłużej, niż oczekiwano. 6. Armię feldmarszałka von Reichenaua ustawicznie nękały siły rosyjskie, odcięte w po­łożonych z lewej strony zalesionych bagnach. Reichenau chciał, aby jeńców rozstrzeliwać tak jak partyzantów, niezależnie od tego, czy mieli jeszcze na sobie mundury, czy też nie. Jednostki Armii Czerwonej również rozstrzeliwały niemieckich jeńców, zwłaszcza wyskakujących na spadochronach pilotów Luftwaffe. Możliwości odsyłania ich na tyły było niewiele i nie chciano też, aby atakujący wróg ich uwolnił (…).

Na froncie wschodnim niemieckie jednostki po raz pierwszy zetknęły się z czołgiem T-34.

fot.Bundesarchiv/ Koch / CC-BY-SA 3.0 Na froncie wschodnim niemieckie jednostki po raz pierwszy zetknęły się z czołgiem T-34.

Przeświadczenie Hitlera, że Związek Sowiecki jest „spróchniałą budowlą”, która „runie”, podzielało wielu zagranicznych obserwatorów oraz służby wywiadowcze. Stalinowską czystkę w Armii Czerwonej, rozpo­czętą w 1937 roku, napędzały bezprzykładna paranoja, sadystyczna megalomania oraz chęć zemsty za zastarzałe urazy doznane w okresie ro­syjskiej wojny domowej, a także wojny polsko-bolszewickiej.

Kryzys dowództwa

W sumie rozstrzelano, uwięziono lub usunięto 36 671 oficerów, a spośród 706 wyższych oficerów, w randze od dowódcy brygady wzwyż, uniknęło czystki tylko 303. Zarzuty stawiane aresztowanym były zazwyczaj groteskowymi wymysłami. Dowodów przeciwko pułkownikowi Konstantinowi Konstantinowiczowi Rokossowskiemu, w późniejszym okresie dowódcy, który zadał coup de grâce pod Stalingradem, miał dostarczyć człowiek nieżyjący już od dwudziestu lat.

Najbardziej znaną ofiarą czystki był marszałek Michaił Tuchaczewski, czołowy zwolennik prowadzenia zmotoryzowanych działań wojennych. Jego aresztowanie i egzekucja okazały się również rozmyślnym zniszczeniem w Armii Czerwonej myśli operacyjnej, która niebezpiecznie wkroczyła na teren zarezerwowanej dla Stalina dziedziny strategii.

Oficerowie z dawnej armii carskiej rozwijali pod Tuchaczewskim wyrafinowaną teorię „sztuki operacyjnej” na podstawie „studiów nad związkiem pomiędzy zmasowaną siłą ogniową a mobilnością”. W roku 1941 była to herezja na miarę zdrady stanu, co wyjaśnia, dla­czego tak niewielu generałów Armii Czerwonej odważało się koncentrować czołgi, aby skutecznie przeciwdziałać zagrożeniu ze strony Niemców. I chociaż większości objętych czystką oficerów przywrócono stanowiska, to jednak jej efekt psychologiczny okazał się katastrofalny.

Michaił Tuchaczewski był jedną z najbardziej znanych ofiar czystki, która przetrzebiła korpus oficerski Armii Czerwonej i znacząco ją osłabiła.

fot.domena publiczna Michaił Tuchaczewski był jedną z najbardziej znanych ofiar czystki, która przetrzebiła korpus oficerski Armii Czerwonej i znacząco ją osłabiła.

Dwa i pół roku po rozpoczęciu czystki Armia Czerwona zaprezentowała tragiczny spektakl w wojnie zimowej z Finlandią. Marszałek Wo­roszyłow, stary dobry kolega Stalina z 1. Armii Konnej, wykazał zdumiewający brak wyobraźni. Finowie raz za razem wyprowadzali w pole swojego przeciwnika. Ich karabiny maszynowe kosiły masy sowieckiej piechoty, brnącej do ataku po zaśnieżonych polach. Dopiero po wysła­niu na front pięciokrotnie większej liczby żołnierzy niż siły wroga oraz przy olbrzymiej koncentracji artylerii Armia Czerwona zaczęła przeważać. Hitler obserwował te żałosne działania z podnieceniem.

Japoński wywiad wojskowy miał raczej inny punkt widzenia. Był to jedyny obcy wywiad nielekceważący w tym czasie Armii Czerwonej. Seria nadgranicznych potyczek w Mandżurii, których kulminację stanowiła bitwa nad Chalchyn gol w sierpniu 1939 roku, pokazała, co potrafił osiągnąć agresywny młody dowódca, w tym wypadku czterdziestotrzyletni generał Gieorgij Żukow.

Próby reform

W styczniu 1941 roku Stalin dał się przekonać do awansowania go na stanowisko szefa Sztabu Generalnego. Żukow znajdował się zatem w samym centrum wydarzeń, kiedy nazajutrz po inwazji Stalin powołał Kwaterę Główną Naczelnego Dowództwa pod dawną carską nazwą Stawka. Wielki przywódca mianował z kolei siebie komisarzem obrony oraz najwyższym dowódcą sowieckich sił zbrojnych.

Szefem Sztabu Generalnego Armii Czerwonej od stycznia 1941 roku był generał Gieorgij Żukow.

fot.RIA Novosti archive / P. Bernstein / CC-BY-SA 3.0 Szefem Sztabu Generalnego Armii Czerwonej od stycznia 1941 roku był generał Gieorgij Żukow.

W pierwszych dniach operacji „Barbarossa” niemieccy generałowie mieli mało powodów, aby zmienić swoje marne zdanie o sowieckich dowódcach, szczególnie na środkowym odcinku frontu. Generała Heinza Guderiana, jak i większość jego kolegów, zaskoczyła łatwość, z jaką dowódcy Armii Czerwonej godzili się z kolosalnymi stratami w ludziach. Zapisał on w swojej notatce służbowej, że w poważnym stopniu ograniczały ich „polityczne naciski przywództwa państwowego” oraz że ogarniał ich „elementarny strach przed podejmowaniem odpowiedzialności”.

W połączeniu z brakiem współdziałania doprowadzało to do tego, że „rozkazy w sprawie podjęcia niezbędnych kroków, a szczególnie wprowadzenia zakazów, wydawano zbyt późno”. Sowieckie siły pancerne były „niedostatecznie wyszkolone, a w działaniach ofensywnych brakowało im inteligencji i inicjatywy”. Taka była prawda, jednak Guderian i jego koledzy zbyt nisko oceniali istniejące w łonie Armii Czerwonej pragnienie uczenia się na własnych błędach.

Proces wprowadzania reform nie był oczywiście łatwy i szybki. Stalin oraz mianowana przezeń kadra, a zwłaszcza wyżsi rangą komi­sarze, nie chcieli uznać, że do tak olbrzymich porażek doprowadzały ich własne polityczne interwencje oraz maniakalne zaślepienie. Fron­towych i armijnych dowódców paraliżowały nielogiczne pod wzglę­dem wojskowym instrukcje Kremla.

Artykuł stanowi fragment książki Antony'ego Beevora "Stalingrad", wydanej nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Artykuł stanowi fragment książki Antony’ego Beevora „Stalingrad”, wydanej nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Na domiar złego 16 lipca został przywrócony system „podwójnego dowodzenia” w postaci zatwier­dzania rozkazów przez komisarzy. Polityczni nadzorcy Armii Czerwo­nej, starając się uniknąć odpowiedzialności, oskarżali dowódców fron­towych i ich oficerów sztabowych o zdradę, sabotaż lub tchórzostwo.

Generała Pawłowa, kierującego środkowym odcinkiem frontu, tego samego generała, który krzyczał do słuchawki telefonicznej, że ci na górze wiedzą lepiej, co się dzieje, nie uratowało tłumaczenie, iż wykonywał rozkazy. Oskarżony o zdradę, stał się najznaczniejszą osobą rozstrzelaną w drugiej rundzie czystek w Armii Czerwonej.

„Tak wielu młodych i niedoświadczonych oficerów”

Można sobie wyobrazić paraliżująca atmosferę, jaka zapanowała w Kwaterze Głównej. Saperskiego eksperta od min, który przybył do pewnego dowództwa w towarzystwie znających teren strażników granicznych NKWD, powitały przerażone twarze. Dowodzący generał wymamrotał żałośnie: „Byłem razem z żołnierzami i wszystko wykonaliśmy. Nie jestem niczemu winny”. Dopiero w tym momencie, spojrzawszy na zielone naramienniki eskortujących go żołnierzy, saper uświadomił sobie, że sztabowcy pomyśleli, iż przyszedł ich aresztować.

W czasie takiego histerycznego szukania winnych rozpoczęła się fundamentalna praca nad reorganizacją. Rozkaz Żukowa z 15 lipca 1941 roku, wydany w Stawce, przedstawił „kilka wniosków” wyciągniętych „z przebiegu trzech tygodni wojny z niemieckim faszyzmem”. Jego główna teza dowodziła, że Armia Czerwona ponosiła porażki z powodu złej łączności oraz zbyt wielkich i niemrawie przemieszczających się formacji, które czyniły je po prostu „łatwym celem dla ataków z powietrza”.

Zdaniem Żukowa porażki Armii Czerwonej wynikały ze złej łączności oraz... opieszałości "niemrawie przemieszczających się wielkich formacji".

fot.Bundesarchiv/ Kipper / CC-BY-SA 3.0 Zdaniem Żukowa porażki Armii Czerwonej wynikały ze złej łączności oraz… opieszałości „niemrawie przemieszczających się wielkich formacji”.

Ogromne armie, złożone z kilku korpusów, „utrudniają organizację dowodzenia i kontrolę przebiegu bitwy, zwłaszcza że mamy tak wielu młodych i niedoświadczonych oficerów”. (Chociaż nie wspomniał ani słowem o czystkach, to nie sposób było nie pa­miętać o ich skutkach). „Dlatego właśnie Stawka – pisał Żukow – jest przekonana o konieczności przygotowania przejścia na system małych armii, złożonych maksymalnie z pięciu do sześciu dywizji”. Ten podjęty w końcu krok ogromnie poprawił szybkość reakcji, głównie przez usunięcie dowodzenia na szczeblu korpusu, będącego pośrednim ogniwem pomiędzy dywizją i armią.

Jak walczy „Iwan”?

Największym błędem popełnianym przez niemieckich dowódców było niedocenianie „Iwana”, szeregowego żołnierza Armii Czerwo­nej. Szybko jednak przekonali się, iż żołnierze sowieccy, znalazłszy się w okrążeniu albo mający przed sobą przeważające siły wroga, kontynuowali walkę, podczas gdy ich koledzy z armii zachodnich dawno by się poddali. Już od pierwszego ranka operacji „Barbarossa” wystąpiły niezliczone przypadki nadzwyczajnego bohaterstwa i poświęcenia, chociaż może nie tak liczne, jak wybuchy zbiorowej paniki, która przeważnie wynikała z chaosu.

Najlepszym przykładem była obrona cytadeli w Brześciu. Niemiecka piechota zajęła ten kompleks po tygodniu ciężkich walk, jednak kilku żołnierzy Armii Czerwonej stawiało w niej opór przez prawie miesiąc, licząc od pierwszego ataku, bez żadnych uzupełnień amunicji i żywności. Jeden z obrońców wyrył na murze: „Umieram, ale nie poddaję się. Żegnaj Ojczyzno. 20/VII-41” (…).

Niemieccy przywódcy, decydując się na atak na ZSRR, nie docenili zaangażowania i waleczności żołnierzy radzieckich.

fot.RIA Novosti archive / Ozersky / CC-BY-SA 3.0 Niemieccy przywódcy, decydując się na atak na ZSRR, nie docenili zaangażowania i waleczności żołnierzy radzieckich.

W miarę jak w ciągu lata malał chaos po rosyjskiej stronie, stawiany opór rósł coraz bardziej nieustępliwie. Generał Halder, który na początku lipca uważał, że zwycięstwo jest w zasięgu ręki, wkrótce nie był już tego taki pewny. „Rosjanie wszędzie walczą do ostatniego człowieka – napisał w swoim dzienniku. – Kapitulują jedynie wyjątkowo”.

Również Guderian przyznał, że rosyjska piechota „niemal zawsze broni się nieugięcie”, dodając, iż żołnierze umiejętnie prowadzą walki w nocy oraz na terenach zalesionych. Przewaga w tych dwóch dziedzinach, a przede wszystkim w walkach w nocy, miała okazać się daleko ważniejsza, niż Niemcy sobie wyobrażali.

Źródło:

Powyższy tekst stanowi fragment książki Antony’ego Beevora pt. Stalingrad, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Tytuł, lead, ilustracje wraz z podpisami, informacje i wyjaśnienia w nawiasach kwadratowych, wytłuszczenia oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia częstszego podziału akapitów. By zachować integralność tekstu, usunięto z niego przypisy znajdujące się w wersji książkowej.

Tę książkę o przełomowej bitwie II wojny światowej musisz mieć na swojej półce:

Komentarze (10)

  1. alus Odpowiedz

    Niemcy nie docenili przeciwnika. Oraz pogody. A Stalin był wyjątkowo naiwny i głupi. Zrobił podobno to samo co Piłsudski, kiedy realia pokazały – uciekł ze stolicy i zaszył się w panice w miejscu jak najdalszym. Dopiero jak Żukow/ Rozwadowski się wykazał, to przypisali sobie zasługi…

  2. Anonim Odpowiedz

    Bzdura. W czym Niemcy mieli przewagę? W czołgach, armatach, samolotach?
    Sam 4 Korpus Zmechanizowany generała Własowa miał pod Lwowem 1000 czołgów, w tym 400 nowoczesnych T-34 i KW-1.Łącznie w okręgach nadgranicznych Sowieci mieli ok. 13 tys czołgów przeciwko ok. 3 500 czołgów niemieckich. Przyczyną porażki było to że sowiecka armia była szkolona do ataku, a nie do obrony.

  3. Anonim Odpowiedz

    No cóż Nie wiem, czy nie wypomnicie mi spiskowej teorii dziejów…
    … ale ZSRR nie był gotów do walki OBRONNEJ.
    Do czego był gotów? Skąd tyle czołgów i samolotów rozwalonych w 2 dni?
    A do tego, żeby zaatakować. I ruszyć do przodu.
    A do ruszania do przodu nie bierze się ze sobą bunkrów, okopów, pól minowych, podziemnych cystern, fabryk i warsztatów, lotnisk 100km za frontem. I dlatego nie było ani bunkrów, ani okopów ani pól minowych.
    Za to wszystko było na kółkach, spakowane, zatankowane – i czołgi (zamiast bunkrów) i artyleria (zamiast pól minowych) i samoloty na pasach, kilometr od granicy (zamiast armat przeciwlotniczych) i cysterny na kółkach zamiast podziemnych zbiorników … czekało na rozkaz ‚naprzód’.
    Dziwi Was to? Naprawdę, tak trudno spojrzeć nie od lewej strony, a od prawej?

  4. Anonim Odpowiedz

    W artykule wciąż slychac echa propagandy kremlowskiej o ‚nieprzygotowaniu’. Rozprawil sie z nimi Suworow, ale i jego koncepcja o ‚armii gotowej jedynie do ataku’ nie jest w pelni poprawna. Polecam prace Marka Solonina, ’23 Czerwca 1941′ (i inne). Dla mnie był on pierwszym, który wskazał szerokiemu odbiorcy prawdziwe przyczyny klęski. Statystyki ilosci czolgow, samolotow, artylerii, wskazują niezbicie, ze Sowiety szykowaly sie do wojny i to takiej, ktora miala sie skonczyc czerwonym sztandarem w Madrycie, Neapolu, Atenach… Dlatego wymeczonego ogromnym wysilkiem zwyciestwa nad Niemcami Stalin swietowac nie chcial, a 9 Maja w ZSRR swietowac zaczeto kilkadziesiat lat po wojnie! Prawda jest taka, ze za komunizm nikt umierac nie chcial

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu (61-885), ul. Półwiejska 17/15 oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.