Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Ile kosztowało pójście do knajpy w przedwojennej Polsce? Ceny w barach w II Rzeczpospolitej

Przedwojenny kelner (fot. domena publiczna)

fot.domena publiczna Przedwojenny kelner (fot. domena publiczna)

Ile w przedwojennym barze trzeba było zapłacić za kieliszek wódki? Ile w II Rzeczpospolitej kosztowała filiżanka kawy, a ile – lemoniada lub woda sodowa? Czy na wizytę w knajpie lub kawiarni było stać zwyczajnego Polaka?

Zacznijmy z wysokiej noty. Jednym z najbardziej znanych i poważanych, a przy okazji najdroższych krakowskich lokali była restauracja hotelu „Grand”, którą w 1923 roku wydzierżawił przedsiębiorą Jan Bisanz. To miejsce zostało w 1936 roku sportretowane na kartach powieści „Zaklęte rewiry”, a stali bywalcy ekspresowo rozszyfrowali, kto kryje się za konkretnymi postaciami literackimi i wykupili cały nakład, niemal wyrywając sobie z rąk lekturę.

W tym doskonałym przybytku ceny były jednak delikatnie mówiąc kosmiczne, przynajmniej z perspektywy prostego robotnika czy zbiedniałego inteligenta. Sama filiżanka kawy kosztowała nawet ponad dwa razy więcej niż w innych miejscach. W zwyczajnym lokalu płaciło się za nią 35-50 groszy, natomiast w „Grandzie” kosztowała 80 groszy, tymczasem kilogram kawy w tym samym okresie kosztował nieco ponad 2 złote. Klientów przyciągały do restauracji i kawiarni Bisanza też gazety, które dostępne były na miejscu (około 200 tytułów!).

Nabrawszy apetytu przy kawie i lekturze, należało się jeszcze posilić. Befsztyk z jajem kosztował 3,5 złotego, a schabowy z kapustą 2,5 złotego. Kelnerzy, obsługujący salę dostawali w przybliżeniu 10 procent od rachunku gościa, co dawało miesięcznie w Grandzie w 1936 roku jakieś 300-400 złotych. W innych restauracjach pensje były niższe.

Przedwojenny aktor Józef Leliwa spożywająy posiłek w restauracji (fot. domena publiczna)

fot.domena publiczna Przedwojenny aktor Józef Leliwa spożywający posiłek w restauracji (fot. domena publiczna)

Czy kelnera było stać na obiad w knajpie?

Gdyby kelner z „Granda” wsiadł do pociągu i wybrał się do Warszawy na „gościnne występy” mógłby zabalować na przykład w tamtejszym „Barze pod Wiechą”. Za swoją pensję mógłby upić się do nieprzytomności i jeszcze by mu zostało.

Za butelkę półlitrową „Żytniówki” musiałby zapłacić 10 złotych, a za pół litra whisky 16 złotych. Tymczasem, gdyby naszła go ochota na zagraniczny koniak, po przepracowaniu miesiąca, przy założeniu, że nie płaciłby komornego, ani nie jadł, mógłby sobie kupić… zaledwie dwie butelki koniaku Napoleon o pojemności ¾ litra (120 złotych za butelkę, 4 złote za mały kielonek). Dla jego budżetu najlepiej byłoby jednak gdyby pozostał przy lemoniadzie (60 groszy), kawie (50 groszy) lub wodzie sodowej (40 groszy).

Ten sam kelner mógłby zamarzyć o wzięciu swojej panny do warszawskiej „Cafè George”. Choć ceny w tej kawiarni przedstawiały się równie zbójecko, co w „Grandzie”, kelner mógł sobie na nią pozwolić, choć pod warunkiem solidnego zaciskania pasa. Ale czego się nie robi, by rozgrzać serce wybranki? Na pewno można osłodzić jej popołudnie gorącą czekoladą z kremem z 1,75 złotego, lub tortem z kremem za 1,2 złotego, samemu przekąszając kanapki za 60 groszy.

Jedna z najsłynniejszych przedwojennych knajp - Oaza.

fot.domena publiczna Jedna z najsłynniejszych przedwojennych knajp – Oaza.

Kosztowne przekąski

Gorzej, jeśli panna życzyła sobie jeszcze kilku innych przekąsek, jak na przykład porcji sera szwajcarskiego za złotówkę, kakao za 1,75 złotego i na koniec porcji szynki za 1,5 złotego. Wtedy kelner musiał przemyśleć przyszłość takiego związku, bo zwyczajnie nie było go stać na rzeczone ekstrawagancje.

Nasz teoretyczny kelner i tak był w całkiem dobrej sytuacji finansowej, a jego pensja zapewniała godne życie. Tymczasem służąca zarabiała na przykład 25 złotych za miesiąc ciężkiej pracy fizycznej, a niewykwalifikowany robotnik poniżej 100 złotych, mają przy tym na utrzymaniu rodzinę. W dużym przybliżeniu te kwoty można przeliczać na dzisiejsze, mnożąc je razy dziesięć bądź piętnaście. Tak więc pensja służącej wynosiła 250-375 dzisiejszych złotych, a jedna butelka koniaku Napoleon kosztowała… nawet 1800 obecnych złotych! Dla ludzi, którzy w luksusy nie opływali zostawały tylko jadłodajnie pod chmurką. Tam za coś do zjedzenia płaciło się dosłownie grosze.

***

Niesamowita zaradność, wyśmienite potrawy, jedyny w swoim rodzaju smak. Poznaj kobiece oblicze II Rzeczpospolitej. Od strony kulinariów i nie tylko! Już dzisiaj kup własny egzemplarz naszej najnowszej książki: „Dwudziestolecie od kuchni. Kulinarna historia przedwojennej Polski” Aleksandry Zaprutko-Janickiej. Zamów swój egzemplarz w naszej księgarni 35% taniej.

Źródła:

Artykuł powstał na podstawie materiałów zebranych do książki „Dwudziestolecie od kuchni. Kulinarna historia przedwojennej Polski”.

Kobieca historia przedwojennej Polski w książce:

Komentarze (2)

  1. Paweł Grotowski Odpowiedz

    Artykuł nie odzwierciedla tytułu. Dowiadujemy się ile kosztowały posiłki w najdroższej restauracji w Kraju a nie ile kosztował przeciętny obiad lub kolacja w przeciętnej knajpie w Warszawie lub na przykład w Lublinie.

    • Anonim Odpowiedz

      Z tego co pisze Grzesiuk w „Boso ale w ostrogach” w drugiej połowie lat 30-tych ćwiartka wódki z zagrychą w sklepiku na Czerniakowie kosztowała ok 1.5 złotego
      Majster w państwowej fabryce przyrządów elektrotechnicznytch, szef Grzesiuka zarabiał ponad 400 złotych miesięcznie, co było uznawane za dobrą pensję. Ale to był fachowiec wysokiej klasy.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.