Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Pracuj jak Wincenty Pstrowski

fot.Pesell/CC BY-SA 4.0 Odznaka „Przodownik Pracy Socjalistycznej”

Kto wyrąbie więcej węgla niż ja? Kto ułoży więcej cegieł? W Związku Radzieckim i w powojennej Polsce władze szukały pomysłu na zwiększenie katastrofalnie niskiej wydajności pracy. Wymyślono swoiste wyścigi, czyli przodownictwo pracy.

W ciągu jednej nocy w sierpniu 1935 r. radziecki górnik Aleksiej Stachanow, wyrąbał aż 102 tony węgla, wykonując 1475% normy. Wydarzenie to przedstawiano jako osobistą inicjatywę Stachanowa, rozpoczynającą rywalizację o tzw. przodownictwo pracy. Rzecz jasna, prawda była inna. Gospodarka Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich cierpiała z powodu bardzo niskiej wydajności pracy, co mogło pokrzyżować plany wielkich inwestycji, zwłaszcza w przemysł ciężki i zbrojeniowy. Tamtejszy model gospodarczy opierał się głównie o tanią siłę roboczą. Szukano więc sposobów, jak zmotywować ludzi do jeszcze cięższej pracy, za te same wynagrodzenia.

Wymyślono współzawodnictwo pracy, czyli wyścig, kto więcej wyrąbie węgla, położy cegieł itd. Eksperyment ze Stachanowem był zaplanowany i wyreżyserowany. Do pomocy Stachanowowi skierowano pięciu górników, on sam skupił się tylko na fedrowaniu. Mimo to cały urobek został zaliczony na jego konto.

fot.Eleazar Langman/domena publiczna W sierpniu 1935 r. radziecki górnik Aleksiej Stachanow, wyrąbał aż 102 tony węgla, wykonując 1475% normy.

Dokonania Stachanowa spotkały się ze zrozumiałą niechęcią ze strony jego kolegów. Cóż z tego jednak, skoro pogratulował mu sam Stalin. W nagrodę za ten czyn dostał od władz kopalni dom i premię. W końcu trafił do Moskwy, gdzie stał się osobą publiczną. Po śmierci Stalina Stachanow popadł jednak w niełaskę, rehabilitował go Breżniew. Ostatecznie górnik popadł w alkoholizm, zmarł w 1977 r. w ośrodku dla nerwowo chorych w Doniecku.

Czytaj też: Reforma przez pracę. Jak powstały obozy Mao Zedonga, do których zesłano miliony ofiar?

Robotnik-celebryta

W Polsce w 1945 r. minister gospodarki Hilary Minc alarmował, że wydajność pracy w gospodarce jest niezwykle niska. Faktycznie, w drugiej połowie lat czterdziestych wydajność pracy robotników sięgała ledwie 45% wskaźnika z 1937 r. Z braku lepszych pomysłów sięgnięto po sowieckie wzory, czyli współzawodnictwo w pracy. Nie bardzo się to udawało. Na początku brakowało chętnych na polskich stachanowców, a sama idea spotkała się z krytyką ze strony niektórych instytucji. Państwowa Inspekcja Pracy wskazywała na niebezpieczeństwo zwiększenia liczby wypadków oraz niepotrzebne narażanie młodych robotników na przeciążenia.

fot.domena publiczna Wincenty Pstrowski

Mimo to w 1947 r. górnik Wincenty Pstrowski na łamach Trybuny Robotniczej pytał innych górników: „Kto wyrąbie więcej niż ja?”. Chwalił się przy tym wykonaniem 270% normy. Pstrowski pochodził z podkieleckiej wsi. We wczesnej młodości, z powodu śmierci ojca, zmuszony został do podjęcia pracy. W dwudziestoleciu międzywojennym pracował w kopalniach Belgii, idealnie nadawał się więc na symbol społecznych i gospodarczych przemian tamtego czasu.

Apel Pstrowskiego poskutkował, choć może nie tyle sam manifest górnika, co naciski władz, partii i dyrekcji przedsiębiorstw. Do rywalizacji w pracy stanęli górnicy, hutnicy, włókniarze. Rywalizowano zwłaszcza w budownictwie, gdzie wprowadzono tzw. trójki murarskie, które udowadniały, że nie ma takiej normy, której nie można byłoby przekroczyć. Jedna z trójek murarskich w Warszawie, podczas jednej zmiany położyła ponad 15 tys. cegieł. Na przodowników pracy czekały premie, niekiedy mieszkania, medialna sława. Stachanowcy stawali się ówczesnymi celebrytami.

Sława i zaszczyty okazały się jednak bardzo ulotne. Wielu z nas pamięta zapewne znakomity polski serial „Dom”, w reżyserii Jana Łomnickiego. Twórcy ukazali w nim postać Bronka Talara, młodego chłopaka, który przyjechał na budowy Warszawy ze wsi. Chłopak został przodownikiem pracy, zyskał chwilową sławę, poczuł, że „złapał pana Boga za nogi” („Wiesz, kto tę rękę ściskał?” – pytał.). Jego sława szybko przeminęła, a na większości otaczających ludzi nie robiła wrażenia. Nie mógł sobie z tym poradzić. Skończyło się to tragicznie.

Zdecydowana większość społeczeństwa pozostała sceptyczna, a nawet wrogo nastawiona do takich metod wymuszania cięższej pracy. Zdarzały się wypadki pobić przodowników. Rekordy spowodowały stopniowe podwyższanie norm, co często oznaczało pracę za niższe wynagrodzenie. Sam Pstrowski w 1948 r. zmarł na białaczkę. Mimo ogromnych starań i nacisków ze strony władz nie zdołano mu pomóc.  Po kraju zaczęły krążyć rymowanki: „Chcesz iść szybko na Sąd Boski? Pracuj jak Wincenty Pstrowski” czy „Wincenty Pstrowski, górnik ubogi/ wykonał normę, wyciągnął nogi”.

fot.Lestat/CC BY-SA 3.0 Pomnik Wincenta Pstrowskiego w Zabrzu.

Współzawodnictwo pracy wkrótce praktycznie upadło. W gospodarce centralnie sterowanej nie potrafiono znaleźć skutecznej motywacji do wzrostu wydajności, choć cały czas próbowano, np. tworząc specjalne, lepiej zaopatrzone sklepy dla górników. Do końca lat osiemdziesiątych królowała raczej filozofia: „czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy”, sportretowana między innymi w filmach Stanisława Barei.

Czytaj też: Pierwszy strajk w PRL. Czy można było zapobiec wybuchowi niezadowolenia Poznaniaków w Czerwcu 1956 r?

Stachanowcy wrócili

Stachanowcy wrócili do Polski po 1990 r. już jako bohaterowie pracy kapitalistycznej, w polskich warunkach również bazującej na taniej sile roboczej. Dziś pracujemy najdłużej w Unii Europejskiej, średnio 1848 godzin rocznie, a np. Niemcy – 1574 godziny. Praca ponad siły, 16 godzin na dobę, stała się częścią polskiego etosu.

Bibliografia:

Hubert Wilk, Od Stachanowa do Pstrowskiego, Polska 1918-89

Komentarze (2)

  1. Anonim Odpowiedz

    Człowiek radziecki jak chcę to potrafi „rekord” Stachanowa 1475% normy robi wrażenie. Podobnie jak 270% normy Pstrowskiego, chociaż Bronek Talar też nie był gorszy 300% normy. Tylko nikt nie mówił jakim kosztem. Sachanow, pomimo tego ze miał 5 pomocników skończył jako alkoholik, Pstrowski tak jak w wierszyki „wyciągnął nogi” po roku, więc był raczej antyreklamą, niż zachętą do przekraczania normy. Komuniści jak coś wymyślą to nie wiadomo śmiać się czy płakać. Dziś też wyznawców idei Stachanowa nie brakuje, przeszkadzają im nawet wolne niedziele, nie mówiąc już o sobotach o które walczyli robotnicy z Solidarności. Polscy wyznawcy Stachanowa są gorsi od tych zagranicznych i co ciekawe sami nie chcą pracować tak długo jak Japończycy,
    niech pracy ja inni. Zresztą ten Stachanowski model pracy, jest jedną z przyczyn niechęci do Polaków w Anglii.

    • Wojtek Odpowiedz

      To historie znane i nie pouczające. Mało co w socjalizmie jest pouczające. Dlatego warto by było dodać kilka słów o historii wyprowadzania wysokiej wydajności tam, gdzie się to udało. Filozofia podziału ról Forda, ciągłego doskonalenia Deminga czy japońska małych kroczków zwanych kaizen lub lean przyniosły olbrzymie rezultaty na długie lata i do tej pory są podstawą sukcesu wielu firm. Mniej znane a starsze są dokonania na polu wydajności ewangelicznych producentów Biblii pod szyldem Gideons International, którzy wydali ponad 2 miliardy egzemplarzy Nowego Testamentu w setkach języków. Wspominam te nazwiska i organizacje, bo opracowali metody podnoszenia wydajności bez większych inwestycji. Najbardziej dziś znane i najszerzej stosowane to 5S, hoshin, SMED, PDCA, muda hunting, FIFO, andon i inne do wygooglowania wpisując powyższe. Przykład Stachana był karykaturą podziału ról Forda z 1915 roku. Niemcy Hitlera organizowały konferencje z udziałem Forda, ucząc swój przemysł wydajności. Podobnie po wojnie Japonia ściągnęła wykładowców z USA (ponad milion godzin wykładów wg Masaaki Imai) by pokornie przyjąć ich mądrość a potem prześcignąć mistrzów. Ich zasadą było: po co wynajdować koło na nowo, skoro wysiłek można skierować na ulepszenie koła, którego wynalezienie zmęczyło Amerykanów. Na przekór Heglowi historia wydajności pracy uczy, że ludzkość odnosząca sukces uczy się na cudzych błędach.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.