Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Nusret – sam przeciwko wszystkim

Niewielki stawiacz min Nusret doprowadził do sromotnej klęski aliantów

fot.NA – Turkish General Staff/domena publiczna Niewielki stawiacz min Nusret doprowadził do sromotnej klęski ententy

Sformułowana na początku XX wieku przez brytyjski Komitet Obrony Imperialnej opinia głosiła, że nawet wspólna akcja okrętów i wojsk lądowych przeciwko umocnieniom na półwyspie Gallipoli niesie za sobą „wielkie ryzyko i nie powinna być podejmowana dopóty, dopóki istnieją inne sposoby wywarcia wpływu na Turcję”. W styczniu 1915 roku tych innych powodów nawet nie szukano. Państwo Osmanów należało jak najszybciej wyrwać z orbity wpływów niemieckich. W grę wchodziło jeszcze coś, co niejednokrotnie doprowadzało do zguby nawet największych tego świata – walka o honor.

Przedarcie się do Konstantynopola kajzerowskich krążowników SMS Goeben i SMS Breslau w sierpniu 1914 roku wzburzyło admiralicję brytyjską. Natychmiast posypały się dymisje nieudolnych dowódców pościgu. Początkowo jednak oprócz decyzji personalnych nie podjęto żadnych innych działań. Badacz tematu Tadeusz Klimczyk zauważa nawet, że szefostwo Royal Navy zareagowało na całe wydarzenie z pewną ulgą. W jego przekonaniu miało to być mniejsze zło – przecież szybki zespół krążowników przestał być zagrożeniem dla floty ententy na Morzu Śródziemnym. Przez jakiś czas starano się ukrywać przed opinią publiczną szczegóły niefortunnej akcji. Do czasu. Wkrótce bowiem okazało się, jak wielkim błędem było wypuszczenie z sideł zespołu Kaiserliche Marine kadm. Souchona.

Wcielenie niemieckich okrętów do osmańskiej floty zmieniło bowiem dotychczasowy układ sił militarnych i politycznych w regionie. Sam potężny i nowoczesny krążownik liniowy SMS Goeben, teraz już jako Yavuz Sultan Selim, był zdolny nawiązać równorzędną walkę nawet z dwoma (co prawda przestarzałymi) rosyjskimi pancernikami jednocześnie. A wraz z nie mniej nowoczesnym i szybkim lekkim krążownikiem SMS Breslau (przemianowanym na Midilli) skutecznie paraliżował wszelkie działania carskiej Floty Czarnomorskiej.

W tej sytuacji strona brytyjska próbowała na drodze dyplomatycznej rozwiązać problem trwającej, choć chwiejnej neutralności Turcji. Wystosowane przez Winstona Churchilla żądanie deklaracji zachowania neutralności Osmanów oraz groźba ataku okrętów ententy na Dardanele i Konstantynopol w sytuacji, gdyby Wysoka Porta zdecydowała się rozpocząć działania zbrojne u boku państw centralnych, pozostało właściwie bez echa. Przemówiły za to działa Selima, które ostrzałem Sewastopola wciągnęły Turcję z początkiem listopada 1914 roku do wielkiej wojny.

Nie takiego jej początku spodziewano się w Whitehallu. Nie tego oczekiwało również społeczeństwo, liczące przecież na zakończenie wojny jeszcze przed Gwiazdką. Dyplomacja się skończyła – przyszedł czas na radykalne działania.

Zmazać plamę na honorze

Pomysł zorganizowania zbrojnej akcji w rejonie Dardaneli zrodził się właściwie z chwilą tureckiej odmowy wydania Mittelmeerdivision w ręce brytyjskie w sierpniu 1914 roku. Skuteczna operacja mogłaby choć częściowo przywrócić Royal Navy reputację, nadszarpniętą po nieudanym pościgu za kadm. Souchonem. Dopiero jednak przystąpienie Turków do wojny po stronie trójprzymierza oraz wniosek Rosji o odciągnięcie części wojsk osmańskich z frontu anatolijskiego spowodowały prawdziwą burzę mózgów w sztabach ententy. Ogromne znaczenie miał też fakt konieczności utrzymania niezagrożonej komunikacji morskiej z państwem carów. A to można było zrobić jedynie poprzez zdecydowaną demonstrację siły. To ona miała wykluczyć Turcję z szeregów państw centralnych.

Początkowo planowano uderzenie na Dardanele z użyciem sił lądowo-morskich. Jednym z pomysłów miała być zakrojona na szeroką skalę akcja, która oprócz wykorzystania okrętów przewidywała użycie sił greckich, bułgarskich, indyjskich oraz ogromnego (ok. 75-tysięcznego) kontyngentu francuskiego ściągniętego z frontu zachodniego. Niestety, mimo swoich operacyjno-strategicznych plusów plan był nie do zrealizowania. Nie uwzględniał ówczesnej rzeczywistości, w której Grecja i Bułgaria były wciąż państwami neutralnymi, a dowództwo aliantów (zwłaszcza francuski generał Joseph Joffre) nie zgodziłoby się na tak poważne uszczuplenie swoich sił na Zachodzie. W tej sytuacji – i wobec zdecydowanej odmowy brytyjskiego sekretarza ds. wojny lorda Kitchenera wysłania jakichkolwiek sił lądowych do otwarcia nowego frontu – do wykorzystania pozostała tylko flota.

Na taki obrót spraw zdawał się tylko czekać Churchill. Pierwszy lord Admiralicji, choćby tylko z racji piastowanego urzędu, był wielkim zwolennikiem wykorzystania samych okrętów w planowanej akcji dardanelskiej.

fot.domena publiczna Na taki obrót spraw zdawał się tylko czekać Churchill. Pierwszy lord Admiralicji, choćby tylko z racji piastowanego urzędu, był wielkim zwolennikiem wykorzystania samych okrętów w planowanej akcji dardanelskiej.

Na taki obrót spraw zdawał się tylko czekać Churchill. Pierwszy lord Admiralicji, choćby tylko z racji piastowanego urzędu, był wielkim zwolennikiem wykorzystania samych okrętów w planowanej akcji dardanelskiej. Zafascynowany częścią przedstawionego planu, mówiącą o szerokim użyciu sił morskich, z wielkim zadowoleniem przyjął do wiadomości opinię dowódcy Floty Śródziemnomorskiej wiceadm. Cardena, który stwierdził: „Nie sądzę, aby w sprawie Dardaneli należało się śpieszyć. Mogą one jednak być sforsowane w ciągu rozłożonych w czasie operacji, przy użyciu wielkiej liczby okrętów”.

W tej sytuacji inne opinie, sugerujące jednak zdecydowane współdziałanie z siłami lądowymi, nie miały dla pierwszego lorda Admiralicji większego znaczenia. Klamka zapadła. Z końcem stycznia 1915 roku podjęto ostateczną decyzję – aby zmazać plamę na honorze, flota dowodzona przez Cardena miała 19 lutego zaatakować samotnie, by swoimi działami w ciągu miesiąca wyrąbać wolną drogę na Morze Czarne. Tym samym sprzeniewierzono się słowom samego adm. Nelsona, który przeszło 100 lat wcześniej mawiał: „Każdy żeglarz, który atakuje fort, jest głupcem”.

Czytaj też: Dawid kontra Goliat. Jak okręt podwodny USS Archerfish zdołał zatopić kolosalny lotniskowiec?

Armada dardanelska

Tymczasem Turcy już od chwili pojawienia się w sierpniu 1914 roku u wrót Dardaneli okrętów ententy, ścigających zespół kadm. Souchona, rozpoczęli przygotowania do obrony cieśniny. Ich intensyfikacja nastąpiła po 3 listopada, kiedy to Royal Navy swym, jak podkreśla wybitny znawca tematu Piotr Nykiel, „jednorazowym, nieprzemyślanym bombardowaniem umocnień w Seddülbahir i Kumkale pozbawiła osmański Sztab Generalny wątpliwości co do swoich intencji”. Ponadto o wszelkich przygotowaniach planu Churchilla Turcy oraz Niemcy byli na bieżąco informowani dzięki sprawnie działającemu wywiadowi. A im bliższy był dzień ataku, tym osmańskie przygotowania do obrony przybierały na sile.

Tych starań zdawali się nie doceniać dowódcy ententy, którzy generalnie nie mieli dobrej opinii o armii tureckiej. Pocieszano się donoszonym przez aliancki wywiad złym stanem osmańskich fortyfikacji w cieśninie, fatalnie wyposażonym parkiem artyleryjskim oraz wyolbrzymionymi wieściami o poważnym uszkodzeniu Selima w bitwie z rosyjskimi pancernikami. Sukces ententy wydawał się na wyciągnięcie ręki.

19 lutego najeżona ponad 200 działami flota brytyjsko-francuska rozpoczęła atak na Dardanele. Aby wytrącić Turcję z orbity wpływów II Rzeszy, oddelegowano imponujące siły. U wrót cieśniny stanęła bowiem licząca blisko 100 jednostek armada, której trzon stanowiło 18 pancerników. To głównie ich potężne działa miały zadecydować o wszystkim.

Bitwa o Gallipoli w założeniu ententy miała być początkiem większej operacji mającej za zadanie zdobycie Stambułu

fot.Ernest Brooks/domena publiczna Bitwa o Gallipoli w założeniu ententy miała być początkiem większej operacji mającej za zadanie zdobycie Stambułu

Szybko jednak okazało się, że ostrzał ukrytych fortów i ruchomych baterii nie jest prostym zadaniem. Ogień prowadzony na dużym dystansie był mało skuteczny. Alianccy artylerzyści nie mieli doświadczenia w eliminowaniu ukrytych lądowych umocnień. Ponadto wyśmiewana przez sztabowców Churchilla archaiczność tureckich umocnień stała się ich atutem. Piotr Nykiel w książce Wyprawa do Złotego Rogu podkreśla bowiem, że „forty, chronione od czoła przez wały ziemne, stanowiły zbyt »miękkie« cele dla artylerii okrętowej”. Pociski zwyczajnie grzęzły, nie eksplodując.

Co gorsza, również lekceważone osmańskie działa oraz ich podobno niewyszkolona obsługa potrafiły boleśnie kąsać. Choć rzadki (z powodu niedostatków amunicji), turecki ogień zmuszał do energicznych manewrów pancerne kolosy. A niektóre z powodu groźnych trafień musiały się nawet wycofać. Także działania trałowe pól minowych pod obstrzałem z lądu oraz przy niesprzyjającym prądzie w cieśninie były mocno utrudnione.

Skala kłopotów w forsowaniu cieśniny była tak wielka, że w połowie marca powodzenie zaplanowanej przecież na miesiąc operacji stanęło pod znakiem zapytania. Sam wiceadm. Carden, nie widząc sensu w dalszych działaniach pozbawionych wsparcia ze strony sił lądowych, złożył dymisję i przekazał dowództwo swemu zastępcy, kontradm. de Robeckowi. Ten nie miał wątpliwości swojego poprzednika – Dardanele muszą zostać zdobyte przez okręty.

Czytaj też: Wojna motorem postępu? Najdziwniejsze w dziejach maszyny do zabijania

Nusret – turecki Dawid

Pełny determinacji de Robeck nie zdawał sobie jednak sprawy, że o wyniku alianckiej operacji zadecydują wydarzenia, które rozegrały się jeszcze przed objęciem przez niego dowództwa. Nocą z 7 na 8 marca na wody Dardaneli wyszedł mały stawiacz min Nusret. Dowodzący nim kpt. Tophaneli Hakki zaledwie parę dni wcześniej wyszedł ze szpitala po przebytym ataku serca, ale absolutnie nie zgodził się na sugerowane przez turecką admiralicję zastąpienie go kimś innym. Turecki historyk İsmail Kayabali pisze nawet, że Hakki „przyjął obowiązek, czując odpowiedzialność za wojnę i kraj na swoich barkach”.

Dzielny kapitan skierował swoją jednostkę do zatoki Erenköy znajdującej się przy azjatyckim brzegu cieśniny. Wypierający tylko 365 ton i uzbrojony w zaledwie dwa 47-milimetrowe karabiny Nusret nie mógł rzecz jasna mierzyć się w walce ogniowej z okrętami ententy. Jednak tym, co czyniło go groźnym, były miny morskie. Tej nocy Nusret miał na swym pokładzie 26 śmiercionośnych ładunków – ostatnich, jakie zostały w portowych magazynach.

Replika Nusreta

fot.Cec-clp /CC BY-SA 3.0 Replika Nusreta

Tym razem zadecydowano o postawieniu zapory minowej wzdłuż brzegu, a nie jak dotychczas w poprzek cieśniny. Osmańskie dowództwo zauważyło bowiem, że wrogie jednostki wpływają do ​​Dardaneli następującymi po sobie grupami. Okręty, które zakończyły misję lub były zmuszone do wycofania się, manewrowały właśnie w zatoce Erenköy – jednej z najszerszych części cieśniny. Wszystko po to, by nie przecinać kursu nadpływającym kolejnym grupom. Alianci doskonale wiedzieli o pozostałych minach zabezpieczających Dardanele – przecież ich trałowce z mozołem zmagały się z nimi każdego dnia – ale okolice zatoki Erenköy uznawane były za bezpieczne dla manewrów.

Mimo panujących ciemności misja była niezwykle niebezpieczna i tureccy marynarze co chwila wstrzymywali oddech, gdy w pobliżu przepływały jednostki alianckie, oświetlając powierzchnię wody snopami światła z pokładowych reflektorów. Otuchy ludziom Hakkiego dodawał zapewne fakt, że operowali blisko brzegu i w razie odkrycia przez nieprzyjaciela mogli liczyć na wsparcie ukrytych w pobliżu własnych baterii dział.

Przed świtem zadanie zostało wykonane i Nusret, manewrując między wrogimi okrętami i rozstawionymi przez siebie minami, powrócił do bazy. Pułapka na okręty ententy została zastawiona.

Goliat na dnie

18 marca przed godz. 11.00 pierwsza grupa okrętów kadm. de Robecka wtargnęła do cieśniny, a chwilę później otworzyła ogień w stronę tureckich umocnień. Te natychmiast odpowiedziały silnym i – co najważniejsze – skutecznym ostrzałem. Do wczesnego popołudnia baterie Osmanów zdołały uszkodzić i zmusić do odwrotu 4 okręty liniowe, trafiając jeden z nich aż 12 razy [!].

Przed godz. 14.00 turecki ogień wyraźnie jednak osłabł. De Robeck był przekonany, że to efekt salw jego floty. Tymczasem Turcy po prostu zaczęli jedynie oszczędzać amunicję, której przecież i tak nie mieli za dużo. Przeświadczony o skuteczności swoich dział aliancki dowódca nakazał wprowadzenie kolejnej świeżej grupy okrętów, która miała zluzować poprzednią okrytą chwałą „uciszenia” tureckich baterii. Nagle powietrze rozdarł potężny huk, przy którym trwająca kanonada była tylko niewinną strzelaniną. To manewrujący w czasie przegrupowania po, bezpiecznej przecież, zatoce Erenköy francuski pancernik Bouvet wszedł na jedną z min Nusreta.

Zaskoczenie było zupełne. Alianci nawet nie brali pod uwagę, że jednostka poderwała się na minie. Byli przekonani, że to efekt niefortunnego trafienia pociskiem artyleryjskim lub torpedą. Niemniej skutki były tragiczne – Bouvet w ciągu 2 minut zatonął, pociągając na dno prawie całą załogę (639 osób).

Wstrząśnięci tragedią alianci nie zdążyli jeszcze ochłonąć, gdy po godzinie na nusretową minę wszedł angielski pancernik HMS Irresistible. Detonacja zniszczyła jeden z przedziałów maszynowych, poważnie ograniczając możliwości manewrowe okrętu. Zaraz po nim na minę natknął się krążownik liniowy HMS Inflexible, na którym dopiero co ugaszono pożary po tureckich pociskach. Okręt stracił 30 marynarzy, ale utrzymał się na powierzchni i udało mu się ujść z cieśniny.

Bolesna nauczka przekonała ostatecznie dowództwo ententy, że do opanowania Dardaneli potrzebna jest piechota. Same okręty to za mało. Zbliżała się zatem nowa bitwa o… Gallipoli.

fot.Ernest Brooks /domena publiczna Bolesna nauczka przekonała ostatecznie dowództwo ententy, że do opanowania Dardaneli potrzebna jest piechota. Same okręty to za mało. Zbliżała się zatem nowa bitwa o… Gallipoli.

Nie był to jednak koniec pogromu, bowiem po kolejnej godzinie powtórnie na minę wpadł nieszczęsny Irresistible. O dziwo, mimo ogromnych uszkodzeń jednostka nie tonęła. W tej sytuacji z próbą odholowania pośpieszył będący najbliżej pancernik HMS Ocean. Zdołał on co prawda podjąć część załogi, ale wobec zmasowanego ognia tureckich baterii musiał zrejterować. Niestety podczas ostrych uników przed nadlatującymi pociskami sam wpłynął na osmańską minę. Poważnie uszkodzony i z zablokowanym sterem stał się łakomym kąskiem dla tureckich artylerzystów. Ich celny ogień zmusił załogę do opuszczenia okrętu, który ok. godz. 22.30 poszedł na dno. Tym samym podzielił los dzielnego Irresistible’a, który w końcu zatonął trzy godziny wcześniej, zabierając ze sobą 150 marynarzy.

Poniesione w tak krótkim czasie straty wstrząsnęły kontradm. de Robeckiem, który nakazał wycofanie floty z Dardaneli. Romantyczna szarża okrętów liniowych zakończyła się druzgocącą klęską. Ich działa nie zadecydowały o wszystkim. Okazały się bezsilne wobec małego stawiacza min. I chociaż współczesne badania wskazują, że o alianckiej klęsce z 18 marca 1915 roku w równym stopniu co miny przesądziły również osmańskie armaty, to właśnie Nusret uznawany jest w Turcji za symbol bohaterskiej obrony państwa przed wrogą agresją.

Bolesna nauczka przekonała ostatecznie dowództwo ententy, że do opanowania Dardaneli potrzebna jest piechota. Same okręty to za mało. Zbliżała się zatem nowa bitwa o… Gallipoli.

Bibliografia

  1. Gozdawa-Gołębiowski J., Wywerka Prekurat T., Pierwsza wojna światowa na morzu, Warszawa 1994.
  2. Kayabali İ., Çanakkale Savaşı, Ankara 1975.
  3. Klimczyk T., Historia pancernika, Warszawa 1994.
  4. Klimczyk T., Ucieczka Goebena – aliancki blamaż, „Morze. Statki i Okręty”, nr spec. 3/2009.
  5. Kosiarz E., Bitwy morskie, Gdańsk 1973.
  6. Kubiak K., Okręt, który zmienił bieg wojny, „Morze. Statki i Okręty”, nr 11/2008.
  7. Nykiel P., „Chory człowiek (Europy)” i morze – koncepcje rozwoju i działania floty osmańskiej na początku XX wieku, „Studia Maritima”, vol. 30/2017.
  8. Nykiel P., Operacja trałowania min w Dardanelach (25 lutego–17 marca 1915), „Okręty Wojenne”, nr 3/2005.
  9. Nykiel P., Wyprawa do Złotego Rogu. Działania wojenne w Dardanelach i na Morzu Egejskim (sierpień 1914–marzec 1915), Kraków 2008.
  10. Olender P., Wojny morskie 1883-1914, Warszawa 2005.
  11. Zalewski Z.S., Polityczno-militarne aspekty ataku cieśnin tureckich w świetle planu Churchilla–Cardena, „Studia Maritima”, vol. 30/2017.

Komentarze (1)

  1. niepoprawny politycznie Odpowiedz

    Co było rzeczywiście istotne, najistotniejsze w wyżej opisanej próbie forsowania Dardaneli?

    Na pewno nie honor. Owszem wyeliminowanie Turcji z wojny to cel podstawowy, ale i…
    Po pierwsze pozyskanie Grecji i Bułgarii, przez pokazanie, że zastój na froncie zachodnim nie oznacza zaniku możliwości ofensywnych Ententy, po drugie zrobienie tym „ofensywnym krokiem” „wrażenia” – jak to ujął Churchill, na USA, aby te szybciej podjęły decyzję o przyłączeniu się, i jak najszybciej realnie włączyły się do wojny.

    A Nusret był też produkcji niemieckiej jak i krążowniki, i również stosunkowo nowoczesny (1911. – stocznia w Kilonii), no i miał nie ledwie karabiny maszynowe, ale uzbrojenie jego składało się z dwóch super, jak na tamte czasy, nowoczesnych szybkostrzelnych działek SKL/45C/99 kal. 47 mm, zamontowanych na dwóch platformach po obu stronach mostka. W 1927 roku działka te zostały zresztą zastąpione wersjami jeszcze bardziej groźnymi – działek większego kalibru 57 mm, tego samego niezwykle skutecznego typu. Owszem działka te nie poradziłyby sobie niewątpliwie w żadnym stopniu z okrętami liniowymi, ale były wystarczająco skutecznie by odpędzać groźniejsze, bo szybsze torpedowce.

    Skąd tyle niemieckiego sprzętu było w posiadaniu Turków?
    (nie tylko okręty, ale i prawie cała nowoczesna artyleria ciężka na ten przykład była niemieckiej produkcji)

    Otóż od czasów inwazji Napoleona na Egipt, Turcja tradycyjny sojusznik Francji, coraz bardziej stawała się klientem państw niemieckich i Austro-Węgier, które to głównie zaczęły zastępować właśnie Francuzów jako sojuszników (i nie pomogła tutaj wojna krymska), i wygrywały konkurencję z Brytyjczykami.
    Bismarck jeszcze bardziej działał w tym kierunku – słał pomoc nie tylko armii tureckiej, Porcie na świetnych warunkach, tak aby Francja stała się całkowicie osamotniona na arenie europejskiej przed wybuchem wojny w 1870.
    Po powstaniu zaś państw słowiańskich kosztem ziem Austro-Węgier i Porty, Turcja i oba cesarstwa niemieckie miały już i wspólnych wrogów na dodatek popieranych przez Francuzów, Rosjan ale i de facto, Brytyjczyków…
    I to stąd lwia część uzbrojenia armii tureckiej zaczynała być coraz bardziej niemieckiej proweniencji.
    Pomoc niemiecka, a nawet i austriacka w czasie wojen bałkańskich, była na tyle znacząca i istotna, że na mniej więcej rok przed pierwszą wojną, podpisano nawet formalne porozumienie na kolejne dostawy sprzętu wojennego.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.