Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Jak polski łowczy przeczołgał sowieckiego marszałka

fot.domena publiczna Wiktor Kulikow wraz z wnukami

Polowanie było tradycyjnie rozrywką elit. Na początku był to przywilej królów, później także szlachty, która zazdrośnie strzegła swych praw, podkreślających ich wyjątkową rolę. Trudno więc sobie wyobrazić, że elity komunistyczne miałyby w tej kwestii inne poglądy. Po stosunkowo krótkim okresie pryncypialnego podchodzenia do tej „pańskiej rozrywki”, także w tym kręgu zapanowała moda na strzelanie.

Trudno uznać, że było to zamiłowanie wyniesione z domu, bowiem do 1945 roku większość z nich mogła uczestniczyć w polowaniu co najwyżej jako nagonka. Dla tych z chłopskim rodowodem mogło to być ewentualnie kłusownictwo, rozpowszechnione na wsi w czasach kryzysu. Stąd też należy to traktować raczej jako podkreślenie swego znaczenia, pozycji w hierarchii czy dostosowania się do mody partyjnych elit.

Kto polował?

W ZSRR Stalin nie był raczej zwolennikiem polowania, za to jego następcy już tak. Zarówno Chruszczow jak i Breżniew bywali w Polsce w partyjnych ośrodkach w Łańsku czy Arłamowie, gdzie można było zapolować nawet na grubego zwierza. Pryncypialny myśliwy nie byłby do końca zadowolony z osiągniętych tam efektów, zwierzyna była bowiem w tych ośrodkach hodowana i karmiona w określonym miejscu i czasie, polowanie, zwłaszcza dla znacznego gościa, musiało się więc zawsze zakończyć sukcesem. Tym bardziej, że teren Łańska był ogrodzony i zwierzyny było tam bardzo dużo, gdyż mogła tam wejść, ale nie miała szansy wyjść poza ogrodzenie.

fot.Biblioteka Narodowa Oporów. grupa uczestników polowania przed pałacem. Zdjęcie poglądowe.

W ośrodku polowali więc chętnie nie tylko polscy dygnitarze partyjni. Częstymi gośćmi byli przywódcy „zaprzyjaźnionych” krajów, w tym zwłaszcza ZSRR. W takim przypadku obecność polskiego pierwszego sekretarza była obowiązkowa, nawet jeśli nie lubił polowania. Tak było np. z Bolesławem Bierutem, który zmuszony do wzięcia strzelby zastrzelił oswojonego dzika „Maćka”. Za czasów Bieruta i Władysława Gomułki możliwość polowania w partyjnym ośrodku była reglamentowana i krąg upoważnionych nie był duży. Uległo to zmianie w okresie rządów Edwarda Gierka.

Jak przeczołgać radzieckiego marszałka?

Polowanie stało się powszechne. O tym, że partyjni myśliwi znacznie różnili się między sobą, świadczą opinie o nich i to nie tylko pracowników leśnych czy obsługi ośrodków, ale także „towarzyszy partyjnych”. Najciekawszego podziału dokonał Franciszek Szlachcic, członek kierownictwa partii i były minister spraw wewnętrznych. Podzielił on polujących na trzy kategorie: myśliwi etyczni, okazyjni i myśliwi-rzeźnicy. Do najbardziej etycznych zaliczył Konstantego Rokossowskiego, Stanisława Radkiewicza i byłego premiera – Piotra Jaroszewicz. Jak wspominał Szlachcic:

Byłem w Łańsku, polowałem, w tym dwa razy z marszałkiem Konstantym Rokossowskim. Za drugim razem o mało nie zerwano polowania. Marszałek, który był etycznym myśliwym, zauważył ślady na śniegu, jakby przed nami ktoś polował. Pyta kto polował? Łowczy wyjaśnił, że w celu zabezpieczenia, nad ranem żołnierze przeczesali las, a przy okazji wypędzili zwierzynę. Marszałek chciał zerwać polowanie lecz leśniczy zawiózł nas do dobrych miotów. Marszałek miał szczęście, strzelił kilka dzików i poprawił mu się humor. […] Lubił polować, dobrze strzelał.

Do drugiej kategorii zaliczył Gomułkę i Gierka, którzy polowali praktycznie tylko wtedy, gdy na polowaniu była wysoka zagraniczna delegacja, zwłaszcza szefowie partii z Moskwy. Za myśliwego-rzeźnika uznał natomiast gen. J. Bordziłowskiego. Inny znawca tematu dołączył do tej grupy większość oficerów radzieckich.

fot.fot. Wacław Kapusto, materiały prasowe Kazimierz Doskoczyński (w środku) i Leonid Breżniew. Łańsk, schyłek lat 60.

Jak wspominał jeden z pracowników ośrodka:

Przyjeżdżał do Łańska oficer radziecki, którego Doskoczyński (szef ośrodka ) tytułował »Marszałem« a polował towarzysz tak, jak to ich nacja miała w zwyczaju czyli prali do wszystkiego co się ruszało, a i świta nie próżnowała, więc postrzelili dużo zwierzyny. Doskoczyński był wyraźnie zły, ale co miał robić, wobec takiego marszałka był tylko pionkiem.

Znany jest jednak co najmniej jeden przypadek, gdzie wszechwładny marszałek posłusznie wykonywał polecenia zwykłego polskiego łowczego. Oczywiście nie był on w stanie zabronić polowania poza wyznaczonymi terminami, radzieccy goście nie przejmowali się przecież kalendarzem łowieckim.

Do Łańska przyjechał kiedyś marszałek Wiktor Kulikow- dowódca stacjonującej w Polsce Północnej Grupy Wojsk Radzieckich. A był to okres ochrony byków. Jak wspominał łowczy Sambor:

Stado jeleni odnaleźliśmy tam, gdzie się go spodziewałem. Żeby jednak do zwierzyny dotrzeć blisko i nie spłoszyć jej, trzeba było się podczołgać. Energicznie, gestem pokazałem marszałkowi co ma robić. I czołgał się bezbłędnie. Widać, że na wojennym szlaku do Berlina, jeszcze jako młody oficer, do perfekcji opanował tę sztukę. Kontentowało mnie to, że oto ja, zaledwie porucznik rezerwy, poleciłem czołgać się człowiekowi z najwyższą wojskową szarżą. Warto było zobaczyć marszałka w tej jakże nietypowej roli, a za chwilę podziwiać celność jego strzału.

W taki sposób zwykły polski łowczy przeczołgał sowieckiego generała…

Źródła:

Dwa pierwsze cytaty pochodzą z F. Szlachcic, „Wspomnienia z okresu pracy w Organach Bezpieczeństwa i Ministerstwie Spraw Wewnętrznych” /lata 1945-1972/, maszynopis. Materiał udostępniony autorowi przez mgra Marcina Jurka i Pawła Sztamę, s. 58 i 57, a dwa następne z J. Latos, Łańsk, w: Bieszczadzkie łowy, Koszalin 2016, s. 77.

  1. T. Kozłowski, Łowiecka międzynarodówka, Newsweek historia nr 12 z 2017 r. ;
  2. W. Białostocki, Łańskie imperium, Warszawa 1990; K. Potaczała, Bieszczady w PRL-u, Olszanica 2013;
  3. W. Pepera, Wśród lasów i zwierząt Bieszczad,Warszawa 1995; Państwo arłamowskie – raj partyjnych towarzyszy https://www. Pb.pl

 

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.