Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Dlaczego starożytni Rzymianie nie chcieli brać udziału w wyborach? Wyjaśnienia polskiej badaczki

Wygląda na to, że w starożytnym Rzymie polityką interesowali się... tylko politycy.

fot.John Leech/domena publiczna Wygląda na to, że w starożytnym Rzymie polityką interesowali się… tylko politycy.

Choć w starożytnym Rzymie to wybory przesądzały o obsadzaniu najważniejszych urzędów, naukowcy szacują, że frekwencja w ich trakcie była szokująco niska: głosowało kilka–kilkanaście procent uprawnionych. Skąd taka mało obywatelska postawa wśród mieszkańców „wzorcowej” republiki?

Sprawą udziału obywateli starożytnego Rzymu w wyborach zajęła się na łamach czasopisma „Klio” dr hab. Hanna Appel z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, historyczka i filolożka specjalizująca się w dziejach Wiecznego Miasta. Podkreśla ona, że temat frekwencji wyborczej jest jedną z najistotniejszych kwestii podejmowanych w ramach dyskusji nad rzeczywistym kształtem rzymskiej „demokracji”.

Badaczka zaznacza, że w przypadku tego akurat zagadnienia dysponujemy jedynie szacunkami. W ostatnich latach naukowcy proponowali najróżniejsze liczby, opierając się głównie na pojemności „lokali wyborczych”, w których przeprowadzano głosowania, i czasie trwania wyborów. Pomimo pewnych rozbieżności, wszystkie wyliczenia okazały się wyjątkowo niskie.

Na przykład w budynku Saepta Iulia mogło zmieścić się – według najbardziej życzliwych badaczy – maksymalnie 70 tysięcy osób, choć proponuje się też bardziej prawdopodobne 55 tysięcy. „Niezależnie od tego, która z tych liczb jest bliższa prawdy, to z faktu, że w 28 roku p.n.e. 1 700 000 rzymskich obywateli (dorosłych mężczyzn) miało prawo wyborcze, niezbicie wynikać będzie, że był to niewielki odsetek, sięgający 2% lub mniej” – referuje Appel. Z kolei w roku 70/69 przed naszą erą „w samym Rzymie było 200 tys. uprawnionych do głosowania dorosłych mężczyzn, ale prawdopodobnie tylko ok. 12% brało udział w wyborach”.

„Niezależnie od okoliczności owa frekwencja, zwłaszcza w porównaniu z frekwencją w wyborach przeprowadzanych współcześnie, była zawsze niska” – zaznacza historyczka. I wyjaśnia, że takiemu stanowi rzeczy… wcale nie należy się dziwić. Jak pisze:

Otóż od połowy IV wieku Rzymianie osiedlali swoich obywateli na zdobytych terytoriach. Obywatele posiadający prawa wyborcze mieszkali zatem nie tylko w Rzymie, ale w całej Italii. Tymczasem struktury organizacyjne wcale się nie zmieniały, nie były dostosowywane do nowych warunków. Rzym nadal funkcjonował jak miasto-państwo. Każdy, kto chciał być aktywny politycznie, musiał zatem po prostu udać się do Rzymu. Takie wyprawy bywały bardzo kosztowne. (…)

Fakt, iż obywatele mogli głosować tylko w Rzymie, pokazuje, na jaką skalę uczestnictwo w wyborach było utrudnione; kiedy zaś sprzymierzeńcy wywalczyli sobie obywatelstwo rzymskie w 70 roku p.n.e., sytuacja stała się wręcz absurdalna, ponieważ od tej chwili większość obywateli mieszkała poza Rzymem, a w nim musiała przecież głosować. Biorąc pod uwagę fakt, że wybory na poszczególne urzędy odbywały się w różnych terminach, należy stwierdzić, że ci obywatele, którzy chcieliby brać w nich udział, musieliby udawać się do Rzymu kilka razy w roku.

Rzymska odmiana demokracji nie była doskonała. Na ilustracji Fabiusz przed senatem.

fot.John Leech/domena publiczna Rzymska odmiana demokracji nie była doskonała. Na ilustracji Fabiusz przed senatem.

Nie była to jedyna przeszkoda, na jaką natrafiłby mający poczucie obywatelskiego obowiązku Rzymianin. Nie dość bowiem, że w zależności od tego, do jakiej grupy mieszkańców się zaliczał, jego głos miał mniejszą lub większą wagę. Co więcej, zdarzało się, że po uzyskaniu potrzebnej większości… wybory po prostu przerywano, a część zgromadzonych, których głosy nie były potrzebne, odsyłano z kwitkiem. Na dodatek nowo wyznaczony urzędnik nie miał wobec swoich wyborców żadnych zobowiązań: w lwiej części przypadków nie wiązał się nawet z żadnym konkretnym programem politycznym. Jak komentuje Appel:

Kiedy zatem weźmie się pod uwagę przeszkody, na jakie trafiał rzymski wyborca, próbując egzekwować swoje prawa wyborcze, również apolityczność kampanii wyborczej i brak wyborczego programu, można zadać istotne pytanie: dlaczego ktoś poza wąskim kołem elity rządzącej w ogóle zadawał sobie trud przychodzenia na wybory, „dlaczego część obywateli w przeciwieństwie do zdecydowanej większości niezainteresowanej wyborami, jednak się im poświęcała”. A to tym bardziej, że w Rzymie nie było żadnej ideologicznej zachęty do wzięcia w nich udziału, i nikogo nie przekonywano o obowiązku głosowania.

Artykuł polskiej badaczki dobrze pokazuje, że rzymska „demokracja” była w gruncie rzeczy wygodną fikcją. I Rzymianie dobrze o tym wiedzieli – głosowali więc… nogami.

Źródło:

Wiadomości ze świata nauki przygotowujemy w oparciu o publikacje naukowe z ostatnich 18 miesięcy. Sięgamy do najbardziej prestiżowych periodyków historycznych, by znaleźć i opowiedzieć naszym Czytelnikom o najciekawszych, a często przemilczanych odkryciach polskich (i nie tylko) naukowców. Dzisiejszy artykuł powstał w oparciu o:

  • Hanna Appel, Z dziejów badań nad frekwencją wyborczą w późnorepublikańskim Rzymie, „Klio. Czasopismo poświęcone dziejom Polski i powszechnym”, t. 47(4)/2018, s. 41-57.

Jeśli jesteś wydawcą lub autorem i chciałbyś, abyśmy sięgnęli do konkretnej publikacji – skontaktuj się z nami.

Komentarze (1)

  1. TS Odpowiedz

    „rzymska „demokracja” była w gruncie rzeczy wygodną fikcją” Każda demokracja jest fikcją! Tylko większość kompletnie nie ma o tym pojęcia!

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu (61-885), ul. Półwiejska 17/15 oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.