Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

„Z Boną nie bałabym się nawet życia na bezludnej wyspie”. Magdalena Niedźwiedzka opowiada o pisaniu powieści biograficznej poświęconej wybitnej polskiej królowej

Magdalena Niedźwiecka opowiada nam, co zafascynowało ją w Bonie.

fot.Michał Heller Magdalena Niedźwiecka opowiada nam, co zafascynowało ją w Bonie.

Bony Sforzy nie trzeba nikomu przedstawiać. Jej postać od wieków dostarcza inspiracji badaczom i artystom. Najnowsza, beletryzowana biografia żony Zygmunta Starego wyszła spod pióra Magdaleny Niedźwiedzkiej. Nam autorka opowiada, dlaczego warto pisać (i czytać) powieści historyczne.

Anna Winkler: Bohaterką Pani najnowszej powieści została Bona Sforza, żona Zygmunta I Starego. Co w tej postaci sprawiło, że zdecydowała się Pani napisać właśnie o niej?

Magdalena Niedźwiedzka: Wszystko. Żyła w interesujących czasach i była niezwykła: pełna sprzeczności, inteligentna, utalentowana, a jakby tego było mało – piękna, zgrabna i urzekająca. Jej życie zakończyło się tragicznie. Idealna bohaterka, tak to trzeba nazwać.

Od jej przyjazdu do Polski minęło w tym roku pięćset lat, a my ciągle o niej rozmawiamy, co samo w sobie jest dowodem jej charyzmy, zwłaszcza kiedy się pamięta, że potomni, w tym historycy i literaci, nie szczędzili jej razów. Mimo to przetrwała, ciągle fascynuje ludzi, ciągle jest kochana i nienawidzona. Miałam pewność, że miesiące pracy nad powieścią nie będą się dłużyły, a nie wyobrażam sobie ślęczenia nad biografią kogoś, kto mnie nudzi, kogo nie rozumiem i nie chciałabym poznać.

Z Boną nie bałabym się życia nawet na bezludnej wyspie, ponieważ wiem, że bardzo szybko uczyniłaby z niej raj na ziemi. W jej rękach, jak wiadomo, wszystko stawało się złotem. Zmieniłaby samotnię w modny kurort lub stadninę koni. Żartuję, oczywiście, lecz celowo, chcę bowiem podkreślić, że sięgnęłam po tę akurat postać historyczną również dlatego, że pozwala pisarzowi  na głęboki oddech i pogodny uśmiech. Ożywiam historię, nie interesują mnie postacie koturnowe.

W tym roku minęło dokładnie 500 lat od przybycia Bony do Polski.

fot.domena publiczna W tym roku minęło dokładnie 500 lat od przybycia Bony do Polski.

Wypada jednak dodać, że „Bona. Zmierzch Jagiellonów”, to powieść, w której mamy kilku bohaterów niemal równie ważnych jak sama Bona Sforza, a są nimi Zygmunt Stary, magnaci Piotr Kmita i Krzysztof Szydłowiecki oraz wielki mistrz krzyżacki Albrecht Hohenzollern. Podejmując więc decyzję o pisaniu książki, wiedziałam, że chcę pisać także o nich – o ich samotności, dylematach, podobieństwie do nas i przeciwnie, ich tak odmiennym od naszego stosunku do świata, że współczesnemu człowiekowi trudno jest się z nimi czasem utożsamić, a tym samym ich zaakceptować czy zrozumieć. Spotkanie z historią to nie tylko piękny kostium i kapiące od złota komnaty monarchów, to również minione wojny, w których moi bohaterowie uczestniczą, krew i zdrada, okrucieństwo, prymitywizm i głupota.

A.W.: Ma Pani już spore doświadczenie w pisaniu powieści historycznych. Co przyciągnęło Panią do tego gatunku literackiego? Czy w trakcie pracy nad „Boną” napotkała Pani jakieś szczególne trudności?

M.N.: Pisarką chciałam być od zawsze, ale najpierw byłam Magdą, która czytała mnóstwo biografii i zawsze się zastanawiała nad tym, co w nich przemilczano albo zinterpretowano w sposób, który jej nie przekonywał.

Mam być może naturalną potrzebę ożywiania historii. Powieść historyczna jest gatunkiem starym, a przydawka „historyczna” nie wzięła się znikąd, oznacza bowiem, że tło historyczne jest prawdziwe, kultura materialna i obyczajowość też, wygląd bohaterów wzorowany na zachowanych źródłach, ich charakter także. To naprawdę żmudna, ale i fascynująca praca.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.