Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Co podawano na obiad w średniowiecznym zamku?

Z obiadem na zamku wiązał się cały szereg reguł odpowiedniego zachowania.

fot.bracia Limbourg/domena publiczna Z obiadem na zamku wiązał się cały szereg reguł odpowiedniego zachowania.

Pan zamku, domownicy i goście zasiadali do obiadu często już o godzinie dziesiątej. Uczcie towarzyszył cały ceremoniał, nawet jeśli pieczeń do krojenia… przytrzymywano palcem. Co dokładnie pojawiało się na stole i dlaczego wino było takie niedobre?

Kiedy nadchodziła pora posiłków, słudzy rozkładali stoły na stojakach i nakładali obrusy; przygotowywali stalowe noże, srebrne łyżki i kubki, naczynia na sól oraz mazers – płytkie drewniane miseczki ze srebrną obwódką. Przy każdym miejscu znajdowały się deseczka do krojenia lub manchet – gruba pajda starego chleba służąca za talerz na pieczone mięso. Porę posiłków oznajmiał dźwięk rogu, wzywający do obmycia rąk. Słudzy z dzbanami, misami i ręcznikami byli już do dyspozycji gości.

Miejsce przy stole odzwierciedlało status zasiadających przy nim osób. Najważniejszych gości umieszczano przy głównym stole, gdzie dodatkowo najznaczniejsze miejsca rezerwowano duchownym, a kolejne – ważnym świeckim. Po zakończeniu modlitwy rozpoczynał się pochód służących wnoszących potrawy.

Chleb i wino

Najpierw pojawiał się stolnik z masłem i chlebem, za nim szedł cześnik z pomocnikami, niosąc wino i piwo. Wino w trzynastowiecznej Anglii pochodziło najczęściej z rządzonego przez Anglików Bordeaux. Pito je, kiedy było młode.

Z powodu nieznajomości efektywnych technik korkowania już po roku taki trunek nie nadawał się do spożycia. Nie zwracano też zbytniej uwagi na szlachetność napoju i często zdarzało się, że nawet przy stołach bogaczy serwowane było wino kiepskiej jakości.

Posiłki przygotowywano w dobrze wyposażonej kuchni.

fot.domena publiczna Posiłki przygotowywano w dobrze wyposażonej kuchni.

Piotr z Blois wspomniał w swoim liście o trunku podawanym na dworze Henryka II: „Wino kwaśnieje i staje się stęchłe – ciężkie, nieczyste, czerstwe, płaskie i smakujące smołą. Widziałem czasami nawet wielkich panów, którym podano wino tak mętne, że człowiek musi zamknąć oczy i zacisnąć zęby, krzywiąc się i drżąc, gdy bardziej filtruje wino, niźli je pije”.

Na potrzeby zamków kupowano wino w beczkach, a później przelewano je do dzbanów. Czasami doprawiano lub słodzono trunek, który miał być podany wraz z ostatnim daniem. Ale było warzone z jęczmienia, pszenicy bądź owsa (lub wszystkich trzech naraz) bezpośrednio na miejscu, przy użyciu własnego ziarna. Zajmowała się tym zatrudniona na zamku piwowarka. Ten rodzaj piwa spożywali głównie służący. Okazuje się, że na dworze królewskim ale wcale nie było lepsze niż wino. Swoją dezaprobatę w tej kwestii po raz kolejny wyraża Piotr z Blois, który mówi, że napój był „ohydny w smaku i odrażający z wyglądu”.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.