Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Czytanie tych książek mogło być zabójcze. W Danii znaleziono pełne trucizny woluminy

Efekty styczności z zieloną farbą zawierającą arsen (fto. Wellcome Library, London, lic. CCA 4.0 I)

fot.Wellcome Library, London, lic. CCA 4.0 I Efekty styczności z zieloną farbą zawierającą arsen (fto. Wellcome Library, London, lic. CCA 4.0 I)

W „Imieniu róży” Umberto Eco pojawiła się książka, która była zabójcza dla swych czytelników. Śmiercionośną toksynę przyjmowało się śliniąc palec, by przewrócić stronę. Jak pokazuje najnowsze odkrycie w Danii, takie rzeczy mogą się wydarzyć nie tylko w umyśle pisarza.

Jak się okazuje, biblioteka Uniwersytetu Południowej Danii posiadała w swoich zbiorach książki, których okładki pełne są arsenu. Pracownicy instytucji odkryli ten fakt zupełnym przypadkiem. Trujące dzieła badano z innych względów. Odkryto bowiem, że te rzadkie XVI- i XVII-wieczne woluminy, poświęcone tematom związanym z historią, obłożone zostały z wykorzystaniem znacznie starszych manuskryptów.

Recykling wcześniej zużytych pergaminów był powszechną praktyką nowożytnych introligatorów. Po analizie wielu książek wytworzonych z ich wykorzystaniem odnajdywano na przykład fragmenty traktatów prawniczych. Naukowcy z pomocą promieni rentgenowskich próbowali dowiedzieć się, jakie teksty wykorzystano na okładki wspomnianych woluminów. Prześwietlenie książek pozwoliło wydobyć składniki chemiczne tuszu (żelazo), jakie znajdowały się pod warstwa zielonej farby.

Analiza przyniosła zaskakujące efekty. Zielona farba uzyskała swój kolor z pomocą trującego barwnika zawierającego arsen. Z czasów wiktoriańskich zachowały się opowieści o kobietach, które zatruły się przez swoje zielone suknie, czy morderczych zielonych tapetach i zabawkach, które zabijały dzieci. Ich piękny kolor uzyskiwano z pomocą „zieleni paryskiej”, produkowanej z wykorzystaniem arsenu.

Ta jedna z najbardziej toksycznych substancji w przyrodzie mimo upływu czasu nie traci swoich zabójczych właściwości. Styczność z nią może działać rakotwórczo, prowadzić do zatrucia, a nawet śmierci. Duńscy naukowcy przypuszczają, że farba z zielonym pigmentem nie została zastosowana w celach estetycznych. Jej śmiercionośne właściwości stanowiły raczej ochronę przed owadami i gryzoniami.

Źródło informacji:

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu (61-885), ul. Półwiejska 17/15 oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.