Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Bitwa pod Orszą. Dlaczego tak mało wiemy o tym wielkim polskim zwycięstwie?

Bitwa, która w 1514 roku rozegrała się nad brzegami Dniepru, była jednym z największych starć szesnastowiecznej Europy.

fot.Hans Krell/domena publiczna Bitwa, która w 1514 roku rozegrała się nad brzegami Dniepru, była jednym z największych starć szesnastowiecznej Europy.

Bitwa, która rozegrała się 8 września 1514 roku na polach pod Orszą, była jedną z największych batalii ówczesnej Europy. Siły polsko-litewskie rozbiły w drobny mak oddziały książąt moskiewskich. A jednak naddnieprzańska miejscowość wielu z nas wciąż kojarzy się jedynie z chorążym orszańskim, Andrzejem Kmicicem…

Gdyby cofnąć się o przeszło pięć wieków, do 7 września 1514 roku, można byłoby zobaczyć stojące naprzeciwko siebie dwa wojska. Tego dnia na leżące nad brzegami Dniepru pola orszańskie dotarły polsko-litewskie oddziały hetmana Konstantego Ostrogskiego. Po drugiej stronie rzeki stały siły jednego z głównych sprawców ówczesnych zawirowań na arenie międzynarodowej ­– Wielkiego Księstwa Moskiewskiego.

Na przełomie XV i XVI wieku państwo wielkoruskich hegemonów przeżywało jeden z najważniejszych procesów wewnętrznych w swoich dziejach. Tak zwane „zbieranie” ziem ruskich przez Moskwę, czyli jednoczenie ich pod berłem wielkich książąt, stało się fundamentem przyszłej potęgi Rosji. Grunt pod nie przygotował wielki książę Wasyl II Ślepy, któremu udało się zażegnać długotrwały spór wewnętrzny i scentralizować swoje posiadłości. Jego syn, panujący w latach 1462-1505 Iwan III Wasylewicz, mógł dzięki temu zintensyfikować starania o powiększenie zasięgu moskiewskiego władztwa. A kolejny Rurykowicz, Wasyl III Iwanowicz (1505-1533), skutecznie kontynuował dzieło swego poprzednika.

Początek wojny

Na przeszkodzie w wykonaniu ambitnego planu opanowania Rusi stanęło jednak pozostające w unii personalnej z Polską Wielkie Księstwo Litewskie. Miało ono w swoich rękach wiele ziem etnicznie ruskich. Prowadziło to do wojen między sąsiadami, toczonych od lat 90. XV wieku.

Wielki książę Wasyl III Iwanowicz zdwoił wysiłki, by zjednoczyć ziemie ruskie pod berłem Rurykowiczów.

fot.domena publiczna Wielki książę Wasyl III Iwanowicz zdwoił wysiłki, by zjednoczyć ziemie ruskie pod berłem Rurykowiczów.

Kolejny konflikt wybuchł w 1512 roku. Jednym z jego przełomowych momentów było zajęcie w lipcu 1514 roku przez wojska moskiewskie Smoleńska. Opanowanie tego ważnego i bogatego ośrodka politycznego otworzyło Wasylowi III drogę w głąb Litwy.

Po Smoleńsku poddały się jeszcze Mścisław, Kryczew i Dubrowna, jednak ofensywa wielkiego księcia na tym się zatrzymała. Czuł się on tymczasowo usatysfakcjonowany zdobyciem upragnionego miasta i nie spieszył się z dalszymi działaniami, zostając za potężnymi murami twierdzy. Jakby od niechcenia zarządził wysłanie kilku zagonów w stronę Berezyny. Główne siły wysłał natomiast pod inną warownię broniącą dostępu do Litwy – Orszą, w której stronę już zmierzała odsiecz polsko-litewska.

Wojska ruskie pod wodzą książęcego koniuszego, kniazia Iwana Czeladnina stanęły na północ od drogi wiodącej z Orszy do Dubrownej. Tam zobaczył je znajdujący się po drugiej stronie Dniepru hetman Konstanty Ostrogski. Nie nakazał jednak przeprawy w tym miejscu. Zdecydował się tylko na działania demonstracyjne, po czym przesunął się z głównymi siłami w górę rzeki, w okolice wsi Paszyno. To tam w nocy z 7 na 8 września zorganizowano przeprawę przez Dniepr. Wykorzystano w tym celu dwa mosty wsparte na pływających beczkach.

Około godziny dziewiątej rano 8 września cała armia polsko-litewska znalazła się na wschodnim brzegu. Wojska do bitwy ustawiły się według tak zwanego starego urządzenia polskiego. W centrum zgromadziła się jazda ciężkozbrojna, obejmująca stojące na przedzie hufy czelne: polski i litewski, oraz – na tyłach – podobnie podzielone hufy walne. Na skrzydłach postawiono po trzy oddziały hufów posiłkowych, po lewej litewskich, po prawej polskich, składających się z jazdy lekkozbrojnej, głównie husarii.

Większość piechoty i artylerii umieszczono między hufami czelnymi. Ich pozostałą część umieszczono jeszcze dalej na prawo od polskich hufów posiłkowych. Była to bardzo dogodna pozycja, gdyż armaty i żołnierzy zasłoniły rosnące tam drzewa i krzewy. Jak się później okazało, ten „kamuflaż” był niezwykle skuteczny, ponieważ Rusowie zupełnie nie zdawali sobie sprawy z istnienia tego ugrupowania wojsk polskich.

Przygotowania (i zaniedbania)

Jak wojskom polskim udało się swobodnie przekroczyć rzekę i rozwinąć szyki mimo bliskości przeciwnika? Prawdopodobieństwo ataku podczas przeprawy lub zaraz po niej było duże. Czeladnin zorientował się bowiem, że przeciwnik zamierza przekroczyć Dniepr w innym miejscu. Jego doradcy wręcz nalegali, aby przygwoździł nieprzyjaciela na brzegach i wepchnął go w nurty rzeki! Głównodowodzący nie przystał jednak na te sugestie. Błąd ten srogo się na nim później zemścił.

Wojska polsko-litewskie przeprawiły się na drugą stronę Dniepru na mostach wspartych na pływających beczkach.

fot.Hans Krell/domena publiczna Wojska polsko-litewskie przeprawiły się na drugą stronę Dniepru na mostach wspartych na pływających beczkach.

Kniaź uważał, iż wojska polsko-litewskie i tak nie będą miały z nim żadnych szans. Oddziały moskiewskie dysponowały znaczną przewagą. Ich dokładną siłę ocenia się różnie, ale można przyjąć, że liczyły około 50-60 tysięcy wojowników. Czeladnin czuł się tak pewnie, że nie zarządził nawet odpowiedniego rozpoznania terenu oraz uszykowania wojsk polsko-litewskich, popełniając tym samym już drugi poważny błąd.

Plan moskiewskiego dowódcy był bardzo prosty. Chciał najpierw oskrzydlić wojska przeciwnika, a następnie systematycznie spychać je w nurt Dniepru. By pierwsze z tych zamierzeń mogło się powieść, mocno rozciągnął swoje oddziały. I trochę przesadził, bo ostatecznie skrzydła ruskiej armii oddaliły się od siebie o ponad 5 kilometrów! Ryzykował przez to, że jego szyki zostaną rozerwane przez zwarte hufy polsko-litewskie.

Kiedy obie armie były już gotowe do boju, rozpoczęły się pierwsze potyczki. Najpierw na przedpolu pojawili się harcownicy. W XVI wieku ich starcia nie były już walkami pojedynczych rycerzy. Ścierały się ze sobą niewielkie oddziały, które w ten sposób przeprowadzały jakby dodatkowe rozpoznanie przeciwnika. Pod Orszą harce trwały mniej więcej do południa.

Manewr oskrzydlający

Następnie Rusowie przystąpili do ataku. Czeladnin rzucił do natarcia skrzydłowy Pułk Prawej Ręki, którego zadaniem było uderzenie na litewskie oddziały posiłkowe. Ich rozbicie umożliwiłoby oskrzydlenie całej armii Ostrogskiego po jej lewej stronie. Szanse atakujących były duże, bo lekkie chorągwie mogły nie wytrzymać uderzenia przeważających liczebnie jeźdźców ruskich.

W wojennej zawierusze momentami trudno było orzec, na którą stronę przechyla się szala zwycięstwa.

fot.Hans Krell/domena publiczna W wojennej zawierusze momentami trudno było orzec, na którą stronę przechyla się szala zwycięstwa.

By nieść pomoc zagrożonym oddziałom, do ataku ruszył dwuipółtysięczny czelny huf polski. Być może zarządzenie to wyszło od głównodowodzącego, ale możliwe też, że o natarciu zdecydował samodzielnie dowodzący nim hetman Sampoliński. Jego ciężka jazda przegalopowała przed litewskim hufem czelnym i uderzyła na żołnierzy Pułku Prawej Ręki.

Ogromna siła natarcia ciężkozbrojnych kopijników sprawiła, że Moskwianie zachwiali się. Zwłaszcza, że husaria z posiłkowych oddziałów litewskich także spisywała się doskonale. Walka była zażarta, ale oddziały ruskie utrzymały pozycję. Nie doszło do zerwania ich szyków. Na dodatek na ich korzyść zaczęła w końcu działać spora przewaga liczebna, więc Polacy i Litwini zaczęli się powoli wycofywać pod osłonę piechoty i artylerii.

Te ostatnie ze wszystkich sił starały się powstrzymać szarżujące ruskie oddziały, ale sytuacja była groźna. Perspektywa oskrzydlenia wojsk jagiellońskich na tym odcinku stawała się coraz bardziej realna. Na szczęście w samą porę na niemal przekonanych już o własnym zwycięstwie Rusów runął trzytysięczny litewski huf czelny, prowadzony przez samego hetmana Ostrogskiego. Jazda moskiewska została całkowicie zaskoczona. Nie wytrzymała ataku i już po chwili rzuciła się do ucieczki.

W tym czasie na prawym skrzydle wojsk polsko-litewskich koronne oddziały posiłkowe przyjęły na siebie uderzenie Pułku Lewej Ręki. Tutaj żołnierze Wielkiego Księstwa Moskiewskiego atakowali jednak z mniejszym rozmachem. Ustawione na tym odcinku siły polskie okazały się wystarczające do ich zatrzymania.

Jako pierwsze do ataku ruszyły Pułk Lewej i Prawej Ręki, znajdujące się na skrzydłach armii moskiewskiej.

fot.Hans Krell/domena publiczna Jako pierwsze do ataku ruszyły Pułk Lewej i Prawej Ręki, znajdujące się na skrzydłach armii moskiewskiej.

Tymczasem, choć trudno w to uwierzyć, Czeladnin biernie przyglądał się niepowodzeniom swoich żołnierzy. Na tym etapie nie użył jeszcze trzonu swojej armii, złożonego z Pułku Wielkiego, Pułku Straży Tylniej i Pułku Straży Przedniej. Mając taką przewagę liczebną, mógł przecież pchnąć na pomoc słabnącym skrzydłom kilka chorągwi. Możliwe, że zmieniłyby to wynik bitwy.

Pewny siebie kniaź wolał jednak trzymać trzon swojej armii w rezerwie. Być może sądził, że Ostrogski wprowadził już do boju wszystkie swoje siły? Gdyby tak było, wystarczyłoby poczekać, aż wojska polsko-litewskie ruszą w pogoń za uciekającymi Pułkami Prawej i Lewej Ręki, i uderzyć na nie głównymi siłami. Pędzące w rozluźnionym szyku pościgowym chorągwie nie miałyby szans.

Pozorna rejterada

Jakie było zaskoczenie ruskiego wodza, gdy polskie hufy posiłkowe, nacierające na Pułk Lewej Ręki, nagle zawróciły i zaczęły galopować w stronę Dniepru! Tylko z pozoru była to jednak paniczna ucieczka. Oddziały polskie zastosowały po prostu starą sztuczkę tatarską. Polegała ona na udawaniu rejterady, aby przez to naprowadzić goniącego przeciwnika na siły główne i doprowadzić do jego okrążenia.

Czeladnin połknął haczyk. Widząc manewr Polaków, ufny już w pełne zwycięstwo, rzucił za nimi do ataku dwudziestotysięczny Pułk Wielki. Podbudowani tym żołnierze z Pułku Lewej Ręki jeszcze bardziej zdecydowanie uderzyli na uchodzące polskie chorągwie posiłkowe. Niestety, właśnie wtedy zemścił się na nich brak odpowiedniego rozpoznania terenu.

Dzieje Polski, widziane oczami walijskiego uczonego, również polskiemu czytelnikowi odsłaniają nowe perspektywy i szczegóły. Tę ksiażkę musisz mieć na swojej półce!

Dzieje Polski, widziane oczami walijskiego uczonego, również polskiemu czytelnikowi odsłaniają nowe perspektywy i szczegóły. Tę ksiażkę musisz mieć na swojej półce!

Nagle na nacierające chorągwie moskiewskie runęła lawina ołowiu i żelaza. To odezwała się ukryta zawczasu artyleria. Straty ruskie były ogromne. Zginęli między innymi wojewoda Iwan Rostowski i kniaź Andriej Oboleński, dowodzący odpowiednio Pułkiem Straży Przedniej i Pułkiem Lewej Ręki. Gdy jeszcze na dodatek do ataku ruszyli jagiellońscy strzelcy i pikinierzy, o dalszym natarciu nie mogło być mowy.

Wykorzystując zamieszanie, jakie zapanowało w szeregach wroga, polskie oddziały posiłkowe zawróciły i przypuściły gwałtowny atak. Do ich natarcia przyłączyła się część polskiego hufa walnego pod dowództwem Świerczowskiego. Pułk Lewej Ręki praktycznie przestał istnieć. Jego niedobitki wpadły w maszerujący naprzód Pułk Wielki, destabilizując również jego szeregi.

Dowódcy ruscy próbowali na gorąco zorganizować obronę, ale w tym samym momencie z prawej strony nadjechał litewski huf czelny z Ostrogskim. Wobec nagłego i zdecydowanego uderzenia wojsk litewskich największy oddział armii Czeladnina okazał się bezsilny. Jego żołnierze rzucili się do panicznej ucieczki.

Ostatnia szarża

Głównodowodzący wojsk moskiewskich nawet widząc klęskę centrum i obu skrzydeł nie myślał jednak o oddaniu pola. Postanowił ratować sytuację przy pomocy nadających się jeszcze do walki oddziałów Pułku Straży Przedniej oraz całego Pułku Straży Tylnej, czyli kolejnych 10 tysięcy jeźdźców. Szarży, która ruszyła ze wzniesienia pomiędzy wsiami Ruklino i Pugajłowo, przewodził samodzielnie.

Niespodziewany atak artylerii ukrytej w zaroślach wywołał popłoch w szeregach Rusów.

fot.Hans Krell/domena publiczna Niespodziewany atak artylerii ukrytej w zaroślach wywołał popłoch w szeregach Rusów.

Gdy ostatnie oddziały ruskie nabrały rozpędu, na ich drodze stanęły polsko-litewskie siły odwodowe. Składały się na nie około sześciotysięczny huf walny Radziwiłła i licząca około 4,5 tysiąca jazdy część hufa walnego Świerczowskiego. Zwarte szeregi Polaków i Litwinów pod wodzą Ostrogskiego wbiły się klinem w słabiej uzbrojonych i luźniej uszykowanych Rusów.

Wojska Czeladnina broniły się rozpaczliwie, ale na niewiele się to zdało w zetknięciu z lepiej wyszkolonym i uzbrojonym przeciwnikiem. Był to koniec zasadniczej części bitwy. Ruski kniaź dostał się do niewoli, a jego wielka armia przestała praktycznie istnieć.

Około godziny 18.00 rozpoczęto pościg za uchodzącymi resztkami wojsk moskiewskich. Większość uciekinierów wybierała pozornie najbezpieczniejszy szlak wiodący na Smoleńsk, ale zbliżająca się noc oraz bagnisty teren sprawiły, że bez trudu ich łapano. Tylko nielicznym grupkom żołnierzy udało się następnego dnia dotrzeć do Smoleńska i znaleźć schronienie za jego potężnymi murami.

Straty w obozie przegranych były ogromne. W boju życie straciło od kilku do nawet kilkunastu tysięcy wojowników. Około 5 tysięcy dostało się natomiast podobno do niewoli. Wśród nich znajdowało się aż 10 wojewodów oraz 37 pomniejszych dowódców. W ręce zwycięzców wpadł ponadto bogaty obóz Czeladnina, a także… 20 tysięcy koni! W porównaniu z tym cena, jaką strona polsko-litewska zapłaciła za wygraną, była wręcz symboliczna. Armia Ostrogskiego straciła 500 żołnierzy!

Bitwa pod koniec przemieniła się w prawdziwą rzeź wojsk moskiewskich.

fot.Hans Krell/domena publiczna Bitwa pod koniec przemieniła się w prawdziwą rzeź wojsk moskiewskich.

Niedługo po klęsce armii Czeladnina wielki książę Wasyl III opuścił Smoleńsk i skierował się do Moskwy. W drodze wydał kilka rozkazów, których celem było utrudnienie ewentualnego pościgu wojsk polsko-litewskich. Kazał między innymi spalić Drohobuż, nie chcąc, by miasto wpadło w ręce zwycięzców spod Orszy.

Tymczasem wieści o pogromie wojsk Wielkiego Księstwa Moskiewskiego szybko zaczęły się rozpowszechniać. Dowiedziawszy się o nim, załogi ruskie w Dubrownie, Krzyczewie i Mścisławiu poddały się bez walki. Nic więc dziwnego, że armia polsko-litewska wkrótce pojawiła się też pod murami Smoleńska. Tu czekało ją jednak nie lada wyzwanie. Miasto było doskonale przygotowane na ewentualne oblężenie. Ostrogski ostatecznie zrezygnował z próby zdobycia twierdzy i skierował się z powrotem na Litwę. Kampania 1514 roku dobiegła końca.

Źródła

  1. Sigmund von Herberstein, Zapiski o moskovitskich diełach, opr. A. Maleina, Sankt Petersburg 1908.
  2. Kroniki Bernarda Wapowskiego z Radochoniec. Część ostatnia czasy podługoszowskie obejmujące (1480–1535), red. Józef Szujski, t. II, Akademia Umiejętności w Krakowie 1874.
  3. Maciej Stryjkowski, Kronika polska, litewska, żmudzka i wszystkiej Rusi, wyd.
    Malinowski, t. II, Warszawa 1846.

 Opracowania

  1. Piotr Dróżdż, Orsza 1514, Bellona 2014.
  2. Górski K., Historya piechoty polskiej, WAiF 1981.
  3. Górski K., Historya jazdy polskiej, WAiF 1981.
  4. Hetmani Rzeczypospolitej Obojga Narodów, red. Mirosław Nagielski, Bellona 1995.
  5. Leszek Podhorecki, Sławne bitwy Polaków, Mada 1997.
  6. Evgenij Razin, Historia sztuki wojennej, t. II: Sztuka wojenna okresu feudalnego, Warszawa 1960.
  7. Russkij biograficeskij słowar, t. XXIV, Sankt Petersburg 1905.
  8. Zdzisław Spieralski, Wojskowość polska w okresie Odrodzenia, w: Zarys dziejów wojskowości polskiej do roku 1864, red. Janusz Sikorski, t. I, Warszawa 1965.

 

Komentarze (8)

    • Bartosz W. Odpowiedz

      To ty się niestety mylisz. Oryginalnie „husaria” czy też „usaria” bądź „racowie” była formacją lekkokonną (lekkiej kawalerii), rodowód swój miała w Serbii, skąd powędrowała na Węgry, a stamtąd do nas. Na początku XVI w. (czyli w czasie bitwy pod Orszą) rolę ciężkiej jazdy w armii polskiej pełnili wciąż (jak w praktycznie całej Europie) wywodzący się z rycerstwa kopijnicy (noszący pełne zbroje płytowe i dosiadający opancerzonych koni, uzbrojeni, jak nazwa wskazuje, w kopię jako główną broń zaczepną). Zresztą świetne odwzorowanie tej formacji masz na słynnym obrazie z epoki (niewykluczone, że malarz był bezpośrednim świadkiem bitwy), i jego fragmencie na początku artykułu. Jako ciekawostkę podam, że taka formacja istniała choćby we Francji pod nazwą „Gendarmes”. Praktycznie to samo: szlacheckie pochodzenie, pełna płyta, nierzadko opancerzone konie, kopia jako główna broń. Zadanie? W uproszczeniu przełamać szeregi wroga i zmiażdżyć go. Na tym samym malowidle (wystarczy wklepać w googla „bitwa pod Orszą” żęby go sobie obejrzeć w całości) będziesz miał zresztą na flance kopijników ówczesną husarię, również z długą bronią drzewcową, tarczami na ramionach i z takimi trochę dziwnymi czapkami na głowach. To właśnie husaria tamtego czasu, lekka jazda ochraniająca flankę kopijników idących w centrum jako główna siłą przełamująca. Reformy husarii dokonał za swojego panowania Stefan Batory (lata 70 XVI w.), likwidując ostatecznie formacje kopijników i przekształcając właśnie husarię w ich następców (przede wszystkim dodając elementy zbroi płytowej i hełmy). Od tamtej pory to oni przejęli kopię jako główną broń i rolę przełamującą (choć była to formacja bardziej uniwersalna od poprzedników i nadawała się do więcej niż jednej roli na polu walki w zależności od jego specyfiki i typu przeciwnika). Wtedy powstała „skrzydlata husaria”, z którą powszechnie kojarzy się ta nazwa. Mam nadzieję, że wyczerpująco wyjaśniłem wszystkie wątpliwości?

  1. Piotr Odpowiedz

    Początkowo husaria była jazdą lekką – walcząca na wzór „racki”, bez uzbrojenia ochronnego, tylko ewentualnie z lekką tarczą typu tureckiego w kształcie ptasiego skrzydła. Narodziny husarii w rozumieniu naszej typowo poleskiej ciężkiej jazdy – to dopiero czasy drugiej połowy XVI wieku. Zresztą proszę zwrócić uwagę na obraz znajdujący się w zbiorach Muzeum Narodowego w Warszawie. Jego powstanie datuje się na lata 1520-1534, zatem niedługo po bitwie. Widać tam wyraźnie lekką jadę racką (usarzy) oraz ciężkozbrojną jazdę kopijniczą. Zatem jeszcze raz podkreślam, wbrew obiegowej opinii, polska husaria u swego zarania była jazdą lekką.

    • Bartosz W. Odpowiedz

      Litewskie? I co jeszcze? Może Grunwald też? Tylko proszę bez takiej dennej propagandy. To było wspólne zwycięstwo, a oddziały polskie odegrały w bitwie kluczową rolę. Gdyby nie oni to Ostrogski nie miałby żadnych szans i najpewniej przegrał sromotnie tak jak już raz mu się zdarzyło jeszcze za Iwana III Srogiego (przesiedział kilka lat w niewoli moskiewskiej). Przegrałby jednak nie z powodu własnych braków (bo na głowę przewyższał wodza moskiewskiego kniazia Czeladnina), ale właśnie braku odpowiednich żołnierzy. Tymi żołnierzami byli Polacy. Niezależnie od propagandy próbującej na wszelkie sposoby umniejszać polskie sukcesy nie można im odebrać należnej chwały.

  2. Filip Odpowiedz

    Ostrogski, chociaż wcześniej dostał baty od Moskwy pod Wiedroszą, był w tym czasie najlepszym naszym hetmanem. Gdyby jednak pod Orszą zamiast Czeladnina dowodził kniaź Gliński (zwycięzca spod Klecka, arcyciekawa postać), to Ostrogski miałby drugą Wiedroszę, tylko podniesioną do potęgi. Na szczęście Polski (a nieszczęście własne) Gliński postanowił wcześniej przeprosić się z Jagiellonami (za co przesiedział w carskim więzieniu kilkanaście następnych lat)..

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.