Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Prawo powielaczowe. Za komuny odbity na maszynie świstek mógł mieć znaczenie większe od obowiązującej ustawy

Powielacz (fot. domena publiczna).

fot.domena publiczna Powielacz (fot. domena publiczna).

Tysiące dokumentów zalewały peerelowskie urzędy, regulując najdrobniejsze szczegóły życia i zmieniając, często na bazie widzimisię tego czy innego aparatczyka, znaczenie obowiązujących ustaw.

„Prawo powielaczowe” to ironiczne określenie różnego rodzaju okólników, rozporządzeń, instrukcji i wytycznych, produkowanych na masową skalę przez biurokrację PRL-u.

Nazwa pochodzi stąd, że dokumenty tego typu nie były oficjalnie publikowane – zwykle kopiowano je w ograniczonej liczbie egzemplarzy na powielaczach i rozsyłano do zainteresowanych instytucji, obywatele zaś zapoznawali się z treścią bądź ze skutkami istnienia prawa powielaczowego najczęściej przypadkowo, zazwyczaj w trakcie załatwiania konkretnej sprawy urzędowej.

Przepisy tego prawa dotyczyły głównie spraw bardzo szczegółowych, trzeciorzędnych z punktu widzenia instytucji państwowych, mających jednak często bardzo istotne znaczenie dla zwykłych ludzi (jednym z wielu przykładów może być okólnik Ministerstwa Informacji i Propagandy z 4 września 1945 roku zalecający podczas śpiewania pieśni kościelnej Boże, coś Polskę używanie zwrotu „Ojczyznę wolną pobłogosław, Panie”, zamiast sformułowania „Ojczyznę wolną racz nam wrócić, Panie”).

Ustawa sobie, okólnik sobie

Innym rodzajem prawa powielaczowego były akty wykonawcze, których treść w istotny sposób reinterpretowała lub nawet zmieniała sens oficjalnie uchwalonej, opublikowanej i obowiązującej ustawy.

Edward Gierek, 1980 rok.

fot.CC BY-SA 3.0 NL Edward Gierek, 1980 rok.

Znaczenie tego ostatniego rodzaju prawa powielaczowego wzrosło w latach 70., kiedy to zabiegający o zachodnie kredyty technokraci nie mogli sobie pozwolić na zbyt częste uchwalanie ustaw i wykonywanie przepisów prawnych pozostających w jawnej sprzeczności z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka, postanowieniami Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie czy chociażby z licznymi konwencjami międzynarodowymi podpisanymi przez rząd PRL-u.

W tej sytuacji ekipa Edwarda Gierka radziła sobie zazwyczaj tak, że Sejm przyjmował ustawy w brzmieniu możliwie ogólnikowym, formalnie zgodnym ze standardami zachodnimi, następnie zaś rząd za pomocą prawa powielaczowego dokonywał niejawnych „uściśleń” i „interpretacji” przepisów danej ustawy, czyniąc to często w sposób dowolny i nie mający nic wspólnego z zasadami demokracji czy z poszanowaniem praw jednostki.

Źródło:

Powyższy tekst ukazał się pierwotnie jako jedno z haseł Abecadła PRL-u. Pozycja autorstwa Zdzisława Zblewskiego została opublikowana nakładem wydawnictwa Znak w 2008 roku.

Tytuł, lead, ilustracje wraz z podpisami, wytłuszczenia, podział akapitów oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst poddano podstawowej obróbce redakcyjnej.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.