Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Nazistowscy zbrodniarze, którzy uniknęli sprawiedliwości. Jak im się to udało?

Mimo wieloletnich wysiłków, "Anioła Śmierci" z Auschwitz nigdy nie udało się schwytać.

fot.domena publiczna Mimo wieloletnich wysiłków, „Anioła Śmierci” z Auschwitz nigdy nie udało się schwytać.

Czy świat naprawdę rzetelnie rozliczył się z ludźmi odpowiedzialnymi za nazistowskie zbrodnie? Głośne procesy norymberskie, które miały zapewnić spokojny sen żądnym sprawiedliwości obserwatorom, nie dosięgły wszystkich winnych. Kto i w jaki sposób uniknął zasłużonej kary? 

Po zakończeniu procesów norymberskich opinia publiczna wydawała się sądzić, że zbrodnie nazistowskie zostały należycie ukarane. Świat wymierzył sprawiedliwość winnym, a Niemcy rozliczyli się z przeszłością.

Co najmniej dwójka ludzi miała na ten temat zupełnie inne zdanie. Pierwszy to Szymon Wiesenthal. Cudem ocalony z Holokaustu, całe swoje życie poświęcił na tropienie ukrywających się zbrodniarzy i rozliczanie tych, których przeoczył wymiar sprawiedliwości. Drugi, Robert Kempner, niemiecki prawnik żydowskiego pochodzenia, był jednym z głównych  oskarżycieli podczas powojennych procesów nazistów. Zwycięskim aliantom zarzucał grzech zaniechania i zbytnią pobłażliwość. O jego frustracji dowiadujemy się z wydanej niedawno książki Davida Kinney’a i Roberta Wittmana „Dziennik diabła”:

„Dosłownie tysiące morderców nadal chodzi po ulicach Niemiec i innych krajów świata”, oznajmił pewnego razu reporterowi. „Ilu nazistowskich zbrodniarzy wciąż jest na wolności? Proszę to ocenić samemu”. Mimo wszystkich powojennych procesów zaledwie kilka tysięcy Niemców skazano za popełnione w czasie wojny morderstwa. „Proszę mi powiedzieć, jak tych kilka tysięcy ludzi zdołało wymordować sześć do ośmiu milionów ofiar? To matematycznie niemożliwe”.

Szymon Wiesenthal poświęcił życia na tropienie ukrywających się zbrodniarzy hitlerowskich i rozliczanie tych, których przeoczył wymiar sprawiedliwości.

fot.domena publiczna Szymon Wiesenthal poświęcił życia na tropienie ukrywających się zbrodniarzy hitlerowskich i rozliczanie tych, których przeoczył wymiar sprawiedliwości.

Kempner miał rację. Kiedy kilkudziesięciu nazistowskich celebrytów spektakularnie powieszono, a kolejni gnili w więzieniu, opinia publiczna przestała się interesować dalszym ściganiem zbrodniarzy. Tymczasem nawet wysoko postawieni funkcjonariusze III Rzeszy wciąż przebywali na wolności. Ci żołnierze, lekarze i politycy, często wręcz psychopatyczni sadyści, mieli na rękach krew milionów zamordowanych ofiar.  Kto nigdy nie został ukarany za swój udział w ludobójstwie?

Doktor Śmierć

Aribert Heim był austriackim lekarzem. Podczas drugiej wojny światowej pracował w obozie koncentracyjnym Mauthausen. Dorobił się tam mało chwalebnego przezwiska „Doktor Śmierć”. Ufryzowany na eleganckiego dżentelmena, był prawdziwą bestią w ludzkiej skórze. Z zimną krwią przeprowadzał na więźniach medyczne eksperymenty, które sprawiały, że konali w cierpieniach. Fascynowały go zwłaszcza ludzkie zęby. Tak wspominał go więzień obozu, Josef Kohl, który jako pierwszy odważył się wyjawić prawdę o sadystycznym medyku:

Jeżeli zęby były w doskonałym stanie, zabijał więźnia za pomocą zastrzyku, odcinał mu głowę, którą później gotował godzinami, aż odchodziło od niej całe mięso, po czym gołą czaszkę preparował jako ozdobę na biurko dla siebie lub swoich kolegów.

Aura „kulturalnego doktora”, którą Heim umiejętnie wokół siebie roztaczał, ułatwiała mu zachowanie anonimowości . We francuskim obozie jenieckim Carentan, gdzie po wojnie pracował jako obozowy lekarz, chwalony był przez wszystkich. Jak podkreślają Nicholas Kulish i Souad Mekhennet, autorzy biografii zbrodniarza, otrzymał wówczas doskonałą opinie:

 Edward S. Jones napisał w rekomendacji wystawionej Heimowi, że jego praca na oddziale chirurgicznym „była doskonała i miała ogromne znaczenie dla opieki nad pacjentami”

W 1947 roku, podczas bożonarodzeniowej amnestii, Doktor Śmierć został zwolniony. Wiódł pozornie normalne życie. Zatrudnił się w szpitalu, grywał również w lokalnej drużynie hokejowej. A kiedy atmosfera wokół niego znowu zaczęła robić się gęsta, po prostu zniknął, ulotnił się niczym kamfora. Organy sprawiedliwości, nawet słynni „łowcy nazistów” byli w tym przypadku bezradni.

Aribert Heim podczas drugiej wojny światowej pracował w obozie koncentracyjnym Mauthausen.

fot.Gianmaria Visconti/CC BY-SA 2.5 Aribert Heim podczas drugiej wojny światowej pracował w obozie koncentracyjnym Mauthausen.

Prawda wyszła na jaw dopiero po latach. Okazało się, że Heim skrył się w Egipcie, gdzie przeszedł na islam. Zmarł w 1992 roku jako Tarek Farid Husajn.

Szanowany polityk… a raczej „kat Woli”

7 maja 1979 roku zmarł w swojej eleganckiej rezydencji na wyspie Sylt Heinz Reinefarth. Był czołowym politykiem regionu. Już w 1951 roku wybrano go na burmistrza miasteczka Westerland. Siedem lat później został członkiem parlamentu kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn. Cieszył się sporą estymą lokalnej społeczności – odbudował region po zniszczeniach wojennych, postawił również na rozwój turystyki. Podobno z troską pochylał się nad problemami zwykłych ludzi.

Mało kto przejmował się więc plotkami o jego mrocznej przeszłości z czasów wojny. Polskie wezwania o ekstradycję tłumaczono bezzasadną chęcią odwetu na Niemcach. Wschodnioniemiecki film dokumentalny „Urlop na Sylcie”, obnażający mroczną przeszłość polityka, traktowano jako komunistyczną propagandę.

Dopiero po śmierci Reinefartha zaczęły wychodzić na jaw kompromitujące fakty z jego życia. W szczególności zaś jego warszawska aktywność w sierpniu 1944 roku. Kierował wówczas oddziałami odpowiedzialnymi za słynną rzeź Woli. W ciągu kilku dni zamordowały one według różnych szacunków od 30 do 60 tysięcy cywilnych mieszkańców dzielnicy.

Generał Heinz Reinefarth (pierwszy z lewej) w trakcie powstania warszawskiego kierował niemieckimi oddziałami odpowiedzialnymi za rzeź Woli.

fot.domena publiczna Generał Heinz Reinefarth (pierwszy z lewej) w trakcie powstania warszawskiego kierował niemieckimi oddziałami odpowiedzialnymi za rzeź Woli.

Ambitny  Gruppenführer SS i generał porucznik miał w tych wydarzeniach niemały udział. Wziął sobie bardzo do serca rozkaz Himmlera o „zabiciu wszystkich mieszkańców, o ile nie są Niemcami”. Utyskiwał nawet, że „ma więcej jeńców, niż amunicji, żeby ich rozstrzelać”.

Po wojnie Reinefarth został pojmany przez Amerykanów. Urzekł ich swoją klasą i elokwencją do tego stopnia, że był traktowany jako zwykły dowódca wojskowy. Uznano, że tak naprawdę daleko mu do ideologii nazistowskiej. Istnieją też podejrzenia, że podjął wówczas współpracę z amerykańskim kontrwywiadem wojskowym (Counter Intelligence Agency). To na pewno ułatwiłoby mu ukrywanie zbrodniczej przeszłości.

Proces ministerstw

Jednym z procesów norymberskich był tak zwany proces ministerstw, toczący się od stycznia 1948 roku do kwietnia roku następnego. Wśród jego głównych prokuratorów znalazł się wspomniany wyżej Robert Kempner. Na ławie oskarżonych zasiedli urzednicy, którzy pełnili ważne funkcje w nazistowskim aparacie władzy. Choć nie wszyscy bezpośrednio uczestniczyli w zbrodniach, to jednak współtworzyli patologiczny system i administrowali nim.

W tak zwanym procesie ministerstw sądzono szereg wysoko postawionych funkcjonariuszy III Rzeszy.

fot.USHMM/domena publiczna W tak zwanym procesie ministerstw sądzono szereg wysoko postawionych funkcjonariuszy III Rzeszy.

Sądzono wówczas między innymi Ernsta von Weizsäckera. Tego byłego sekretarza Urzędu Spraw Zagranicznych, oficera i dyplomatę oskarżono między innymi o aneksję Czechosłowacji oraz osobiste zatwierdzenie transportu 6 tysięcy francuskich Żydów do obozu w Auschwitz. Jednym z obrońców był wówczas jego syn, Richard – przyszły prezydent Niemiec. Nazistowskiego urzędnika skazano ostatecznie na 7 lat więzienia. Wyrok złagodzono następnie do pięciu lat, a w 1950 roku więźnia zwolniono na mocy generalnej amnestii. Przed śmiercią zdążył jeszcze opublikować wspomnienia, w których konsekwentnie przestawia się w roli antyhitlerowca.

To nie Weizsäcker wzbudził jednak w trakcie procesu ministerstw największe zainteresowanie opinii publicznej. David Kinney i Robert Wittman w książce „Dziennik diabła” wskazują na innego oskarżonego, który wywoływał znacznie większe emocje:

„(…) Niesława największego zbrodniarza z tego grona otaczała Gottloba Bergera, wysokiego rangą oficera SS, który zorganizował specjalną formację egzekucyjną, znaną z popełnianych okrucieństw. „Lepiej zastrzelić o dwóch Polaków za dużo”, napisał pewnego razu o tej jednostce, „niż o dwóch za mało”.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Davida Kinney'a i Roberta Wittmana "Dziennik diabła", wydaną nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Davida Kinney’a i Roberta Wittmana „Dziennik diabła”, wydaną nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Berger, przed wojną instruktor gimnastyki, był w strukturach SS jednym z najważniejszych specjalistów od segregacji rasowej.  Podejrzewa się, że to on mógł stworzyć koncepcję międzynarodowych jednostek Waffen-SS, do których Niemcy ściągali między innymi Volksdeutschów i ochotników z innych państwa. Z pewnością esesmański ekspert rekrutował kolejnych członków do tego ugrupowania. Także jako szef Głównego Urzędu SS słynął z bezwzględności i fanatyzmu.

„Zasługi” Bergera były na tyle dobrze udokumentowane, że otrzymał on wyrok najwyższy ze wszystkich oskarżonych – 25 lat pozbawienia wolności. Co ciekawe, żaden ze skazanych po wydaniu wyroku nie spędził w więzieniu więcej niż dwóch lat. Wszyscy z niezrozumiałych powodów zostali uwolnieni najpóźniej w 1951 roku. Na wolności Berger nie próżnował. Założył legalnie działający związek byłych esesmanów. Jako wydawca skrajnego czasopisma „Nation Europa” propagował też idee narodowego socjalizmu.

Zwyrodnialec w lekarskim kitlu

Josef Mengele jest z pewnością najbardziej znanym i znienawidzonym nazistą, któremu udało się uniknąć kary. Już kilka dni po przejęciu stanowiska lekarza obozowego w Auschwitz wysłał na śmierć ponad tysiąc Romów. Więźniowie nazywali go „Aniołem Śmierci”. To on, stojąc na rampie, segregował ludzi zdatnych do pracy i tych bezużytecznych, którzy natychmiast lądowali w komorach gazowych.

Proces Gottloba Bergera, jednego z oskarżonych w procesie ministerstw, budził największe zainteresowanie opinii publicznej.

fot.Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0 Proces Gottloba Bergera, jednego z oskarżonych w procesie ministerstw, budził największe zainteresowanie opinii publicznej.

O jego barbarzyńskich eksperymentach medycznych napisano już setki książek. Także w opracowaniu Aleksandry Wójcik i Macieja Zdziarskiego „Dobranoc, Auschwitz” znajduje się wstrząsający opis jego bestialstwa:

Operacje i zabiegi wykonuje bez znieczulenia. Amputuje kończyny, zakaża rany, zszywa ze sobą ciała bliźniąt. Staje na brzuchach ciężarnych kobiet, odcina piersi, gotuje ciała ofiar, by oddzielić mięśnie od kości.

Po wojnie Mengele został aresztowany przez Amerykanów. Ponieważ ubrany był w zwykły niemiecki mundur, nie został rozpoznany jako członek SS. Uratowało go też to, że nie miał nad łokciem tatuażu, wskazującego grupę krwi. Był to symbol rozpoznawczy funkcjonariuszy tej formacji. „Anioł Śmierci” uniknął oznaczenia przez problemy ze zdrowiem.

Kiedy zaczęły wychodzić na jaw nieludzkie wyczyny lekarza z czasów obozowych, on sam był już bardzo daleko – w Ameryce Południowej. Stał się numerem jeden na liście Szymona Wiesenthala, obejmującej zbrodniarzy hitlerowskich pozostających na wolności.

Josef Mengele (pierwszy z lewej) znalazł się na pierwszym miejscu listy najbardziej poszukiwanych nazistowskich zbrodniarzy.

fot.Karl-Friedrich Höcker/domena publiczna Josef Mengele (w środku) znalazł się na pierwszym miejscu listy najbardziej poszukiwanych nazistowskich zbrodniarzy.

„Łowcy nazistów” kilkakrotnie wpadali na jego trop, ale dzięki ogromnemu szczęściu, siatce informatorów oraz wpływom u południowoamerykańskich polityków za każdym razem skutecznie zacierał za sobą ślady. Nigdy nie został pojmany. Zginął podczas kąpieli w Atlantyku trzydzieści pięć lat po zakończeniu drugiej wojny światowej.

W powyższych przypadkach – i wielu innych, bo tę listę można ciągnąć jeszcze długo – ludzka sprawiedliwość zawiodła. Co gorsza, niektórzy pozostający na wolności nazistowscy bandyci dorobili się wręcz statusu bohaterów. Najlepszym przykładem jest Otto Skorzeny, jeden z ochotników w Waffen SS, który dopełnił żywota w słonecznej Hiszpanii. W popkulturze funkcjonuje  obecnie jako „niemiecki James Bond”.

Wierzący mogą liczyć na to, że sprawiedliwość boska ma charakter absolutny i przed nią nazistowscy zbrodniarze już się nie wywiną. Pozostałym, na pocieszenie, zostaje świadomość, że większość z wyżej wymienionych postaci przez resztę życia żyła w ukryciu, w poczuciu ciągłego zagrożenia, a ich nazwiska pozostaną zapisane  na liście największych oprawców w historii ludzkości. Ale to zależy już od nas i od kolejnych pokoleń.

Bibliografia:

  1. David Kinney, Robert K. Wittman, Dziennik diabła. Alfred Rosenberg. Człowiek, który stworzył Hitlera, Znak Horyzont 2018.
  2. Aleksandra Wójcik, Maciej Zdziarski, Dobranoc, Auschtwitz. Reportaż o byłych więźniach, Znak Horyzont 2016.
  3. Nicholas Kulish, Souad Mekhennet, Doktor Śmierć. Aribert Heim. Bestia i zwyrodnialec, PWN 2014.
  4. Philipp Marti, Sprawa Reinefartha, Świat Książki 2016.

Komentarze (14)

  1. Anonim Odpowiedz

    naszych rodzimych komunistów też nie udało się sądownie rozliczyć za to co wyprawiali w PRL-u a już sprawa Grudnia `70 to totalna klęska polskiego wymiaru sprawiedliwości

    • Prawdziwa historia Odpowiedz

      tak jak i kapitalistów za to co wyprawiali w 2 RP gdzie zabili tysiące jak i po 89 gdzie rozkladli Polskę z majątku o wartości 4 BILIONÓW DOLARÓW

      • Po Odpowiedz

        Dlaczego nie powołano specjalnych oddziałów do likwidacji takich zbrodniarzy czy to w Polsce czy za granica.Zydzi mieli rację ,że kilka tysięcy zgladzonych zbrodniarzy nie mogło wymordować milionów, więc każdego Niemca zbrodniarza likwidować trzeba było bez sądu.

  2. Prawdziwa historia Odpowiedz

    SSmani uniknięcia kary ponieważ dostali wielką pomoc od swych kumpli zbrodniarzy z Watykanu,którzy wywieźli do Ameryki Południowej 30 tysięcy tych SS ZWYRODNIALCÓW,również kumple kapitalisci z USA chroniły tych zbrodniarzy a nawet gen.Anders uratował 6 tyś SSmanow z dywizji SS Galizien.

      • Prawdziwa historia Odpowiedz

        Nie są to żadne arkana dla ludzi ,którzy choć trochę interesują się historią, oczywiście oficjalna hostoriografia polska przemilcza te fakty i jest cenzura gdyż Polska jest krajem wasalnym do USA i Watykanu także obecne władze po 89r w swej chorobie rusofobicznej,ktora stała się oficjalną doktryną 3 RP naciska na przemilczanie niewygodnych faktów dotyczących fszelkiej maści prawaków i Nazistów ,jednak bez trudu można to znaleźć nawet na necie,tak że nie będę przepisywał.

    • Anonim Odpowiedz

      Ja tylko prosze Boga by Polska była Polską tu i teraz…Nie ogldała sie ani na wschód ani na zachód…nasz kraj kiedyś sankcjonował wszystko do okoła bo był potęgą do czasu aż magnateria nie sprzedała Ojczyzny w imie interesu partykularnego…teraz mamy powtórke…każdy pan sobie cham

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.