Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Co po piętnastu latach naprawdę wiemy o aferze Rywina?

Za nagłośnieniem próby korupcji stał Adam Michnik. Ale trwające śledztwo osłabiło także jego nienaruszalną dotąd pozycję.

fot.Heinrich-Böll-Stiftung/CC BY-SA 2.0 Za nagłośnieniem próby korupcji stał Adam Michnik. Ale trwające śledztwo osłabiło także jego nienaruszalną dotąd pozycję.

Na czyje polecenie działał Lew Rywin? Czy „grupa trzymająca władzę” rzeczywiście istniała? Jeśli tak, kto do niej należał? Wybitny badacz dziejów ostatniego ćwierćwiecza, Antoni Dudek, wyjaśnia, co udało się ustalić w śledztwie dotyczącym pierwszej wielkiej afery korupcyjnej III RP. I ocenia, kto przegrał najwięcej.

Kiedy w połowie grudnia 2002 roku premier Miller wrócił ze szczytu UE w Kopenhadze, na którym ustalono ostatnie szczegóły akcesji Polski do Unii, jego polityczna gwiazda osiągnęła apogeum. Jednak kilkanaście dni później doszło do wydarzenia, którego dalekosiężne konsekwencje okazały się katastrofalne nie tylko dla szefa rządu i kierowanego przez niego obozu politycznego, ale i dla wielu zwolenników wyidealizowanego wizerunku III Rzeczypospolitej.

27 grudnia 2002 roku w „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł „Ustawa za łapówkę, czyli przychodzi Rywin do Michnika”. Dotyczył on korupcyjnej propozycji, jaką w lipcu 2002 roku złożył kierownictwu spółki „Agora” (wydawcy „Gazety Wyborczej”) znany producent filmowy Lew Rywin. Sprawa dotyczyła projektu nowej ustawy o radiofonii i telewizji, jaką postanowił przygotować rząd Millera, a ściślej zawartego w nim przepisu antykoncentracyjnego, zabraniającego firmie posiadającej ogólnopolski dziennik posiadania stacji telewizyjnej.

Niemoralna propozycja

W praktyce ten ogólny przepis dotyczył głównie „Agory”, która nie ukrywała, że jest zainteresowana kupnem udziałów w telewizji Polsat, a jej przedstawiciele wiosną 2002 roku prowadzili w kręgach rządowych aktywny lobbing na rzecz nadania ustawie pożądanego przez nich kształtu.

Projekt nowej ustawy medialnej uderzał najbardziej w "Agorę". Ale czy by wpłynąć na jej kształt posunięto się aż do korupcji?

fot.Szczebrzeszynski/domena publiczna Projekt nowej ustawy medialnej uderzał najbardziej w „Agorę”. Ale czy by wpłynąć na jej kształt posunięto się aż do korupcji?

W czerwcu 2002 roku, po spotkaniu Millera z przedstawicielami prywatnych mediów wydawało się, że premier – pod silnym naciskiem środowiska „Gazety Wyborczej” – podjął decyzję o wycofaniu się rządu z antykoncentracyjnych zapisów. Później jednak okazało się, że w projekcie, który miał być przedmiotem obrad rządu, znów znalazł się wymierzony w „Agorę” kluczowy zwrot „lub czasopisma”.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.