Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Co naprawdę udało się wygrać przy Okrągłym Stole? O przełomie 1989 roku opowiada profesor Andrzej Zoll

Profesor Andrzej Zoll z nadzieją obserwował przemiany ustrojowe, zapoczątkowane w 1989 roku.

fot.Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl Profesor Andrzej Zoll z nadzieją obserwował przemiany ustrojowe, zapoczątkowane w 1989 roku.

Sukces opozycji czy zgniły kompromis? Choć udział w obradach Okrągłego Stołu zjednoczył obóz solidarnościowy, dzisiaj ich uczestnicy przedstawiają skrajne oceny. Nie wszystkie nadzieje udało się spełnić, przyznaje Andrzej Zoll. Ale to nie znaczy, że nic nie osiągnięto.

Profesor Andrzej Zoll, wybitny polski prawnik, karierę na najwyższych stanowiskach w państwie rozpoczął właśnie w 1989 roku. Pierwszym wielkim wyzwaniem, które przed nim stanęło, były wybory 1989 roku. Zoll, do tej pory zajmujący się raczej prawem karnym, niż konstytucyjnym, zasiadł w Państwowej Komisji Wyborczej. Jako ekspert prawny zasilił też szeregi Solidarności w trakcie obrad Okrągłego Stołu. O tym, jak wielkie były nadzieje, i ile udało się osiągnąć, opowiada w rozmowie z Markiem Bartosikiem wydanej właśnie w formie książkowej pod tytułem „Od dyktatury do demokracji i z powrotem”.

Marek Bartosik: Rok 1989 przyniósł panu nietuzinkową karierę, zwłaszcza jeżeli wziąć pod uwagę, że nie znał się pan wtedy ani na prawie konstytucyjnym, ani na wyborczym.

Andrzej Zoll: Nie pamiętam, żebym patrzył na zmiany w swoim życiu w kategoriach kariery. Po prostu przyszedł czas wyczekiwanych zmian, czas działania. Z jednej strony nie mogłem odmówić pewnym propozycjom, bo się po prostu wtedy nie odmawiało, trzeba było się w pełni zaangażować w ten cały proces. A z drugiej strony – nie ma co ukrywać – byłem przerażony, czy sobie dam radę, bo w tych dziedzinach prawa byłem wtedy rzeczywiście zupełnie zielony.

W czasie studiów, rozpoczętych przecież w 1959 roku, nie było zajęć z prawa konstytucyjnego, tylko jakaś namiastka, tak zwane prawo państwowe. A i te wykłady miałem przecież przed trzydziestu laty, i to na poziomie daleko odbiegającym od nowoczesnego prawa konstytucyjnego. Wielkim moim szczęściem okazało się to, że w Państwowej Komisji Wyborczej było ze mną dwoje wybitnych konstytucjonalistów, Janina Zakrzewska i Jerzy Ciemniewski. Potem wspólnie trafiliśmy do Trybunału Konstytucyjnego. Szczególnie Janka była moją bardzo aktywną nauczycielką.

Czasami się zastanawiam, jak to się stało, że w tak ważnym miejscu, jak komisja wyborcza, przed pierwszymi, częściowo tylko wolnymi wyborami opozycja postawiła człowieka zielonego? Przecież ja nigdy wcześniej nie brałem udziału w wyborach. Kiedy odbywały się te sfałszowane, w czterdziestym siódmym, miałem pięć lat, a do tak zwanych głosowań w latach późniejszych nigdy nie chodziłem. Przypuszczam, że Janka, która dobrze mnie znała, forowała mnie jakoś w dyskusjach kadrowych. Była bardzo blisko zaprzyjaźniona z Bronisławem Geremkiem, z Henrykiem Wujcem.

Obrady Okrągłego Stołu były podzielone na wiele "podstolików". Przy jednym z nich siedział profesor Andrzej Zoll.

fot.Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl Obrady Okrągłego Stołu były podzielone na wiele „podstolików”. Przy jednym z nich siedział profesor Andrzej Zoll.

Propozycję wejścia do Państwowej Komisji Wyborczej przedstawił mi właśnie Henryk Wujec. O pierwszej w nocy zatelefonował, obudził mnie i powiedział, że będę członkiem PKW. Odłożyłem słuchawkę, znowu się położyłem i próbowałem ochłonąć. Za pół godziny telefon znowu zadzwonił. Wujec powiedział, że będę wiceprzewodniczącym PKW. Tak zwyczajnie się to odbyło. Wcześniej, w listopadzie, może grudniu 1988 roku, Adam Strzembosz powiedział mi, że ruszają rozmowy Okrągłego Stołu i zaproponował, abym wszedł do zespołu prawnego, zwanego potem podstolikiem prawnym. Oczywiście zgodziłem się.

To już było po debacie telewizyjnej Lecha Wałęsy z Alfredem Miodowiczem. Myślę, że ona miała przełomowe znaczenie w doprowadzeniu do rozmów. Także dzięki temu, że była wiarygodna. Wałęsa bardzo się bał, że zostanie zmanipulowana. Wtedy Andrzej Wajda, który przygotowywał przewodniczącego Solidarności do debaty, podpowiedział, żeby odbywała się na tle zegara z sekundnikiem. Jego wskazania miały dowodzić, że telewizyjna relacja jest pełna, odbywa się na żywo i nie została zniekształcona przez władze PRL. Było to też po wrześniowych spotkaniach Andrzeja Stelmachowskiego i Lecha Wałęsy z Czesławem Kiszczakiem, na których zapadła decyzja o podjęciu rozmów między władzą i opozycją.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.