Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Sytuacja mieszkaniowa w latach PRL-u. Wcale nie było tak różowo, jak niektórzy twierdzą

Blokowisko, czyli jedna z najbardziej charakterystycznych pozostałości po PRL (fot. blizniak, lic. CC0)

fot.blizniak, lic. CC0 Blokowisko, czyli jedna z najbardziej charakterystycznych pozostałości po PRL (fot. blizniak, lic. CC0)

„Każdy z nas ma schronienie w betonie, oprócz tego po jednym balkonie” – mówił w wierszu Stanisław Barańczak. Wcale jednak nie każdy był w tej uprzywilejowanej sytuacji. Niektórzy po paręnaście lat tkwili w „zamrażarce”.

„Zamrażarką” nazywano kolejkę osób, które pomimo wpłacenia na „książeczkę mieszkaniową” całości tzw. wkładu, czyli sumy uprawniającej do uzyskania mieszkania, nadal przez kilka, a w dużych miastach nawet przez kilkanaście lat oczekiwały na „ przydział ” lokalu przez spółdzielnię mieszkaniową.

Nazwa przywodzi na myśl unieruchomione, czyli „zamrożone”, na wprowadzonych w 1957 roku tzw. książeczkach mieszkaniowych wkłady pieniężne, stanowiące dla państwa rodzaj niskooprocentowanej pożyczki wewnętrznej, ewentualnie stanowi aluzję do beznadziejnego położenia osób, które utkwiły w kolejce.

Mieszkania się nie kupuje, mieszkanie się dostaje

Warto zwrócić uwagę, że „wkład mieszkaniowy” pokrywał jedynie część kosztów budowy lokalu (np. w latach 60. około jednej czwartej), resztę zaś dopłacało państwo, toteż w PRL-u zaistniała absurdalna sytuacja: zgromadzenie pełnej sumy na książeczce mieszkaniowej niejednokrotnie stanowiło jedną z łatwiejszych przeszkód, które należało pokonać na długiej drodze do uzyskania własnej „jamy w betonie”, jak mieszkanie spółdzielcze nazwał w 1978 za Lechem Dymarskim Stanisław Barańczak.

W PRL-u częściej niż „kupić” mówiono „dostać” lub „otrzymać mieszkanie” bądź „otrzymać przydział na mieszkanie”, przy czym instytucją „przydzielającą” lokale było oczywiście państwo. Sformułowanie „otrzymać mieszkanie”, podobnie jak „otrzymać wykształcenie”, miało bardzo istotne znaczenie, sugerowało bowiem, że wraz z otrzymaniem kluczy do własnego lokalu albo świadectwa maturalnego czy dyplomu ukończenia studiów przeciętny obywatel zaciągał wobec państwa swego rodzaju dług, który powinien spłacić lojalną postawą wobec PRL-owskich władz.

Gdy już udało się dostać mieszkanie, wyposażenie go w meblościankę było obowiązkowe (fot. Ouro, lic. GNU FDL)

fot.Ouro, lic. GNU FDL Gdy już udało się dostać mieszkanie, wyposażenie go w meblościankę było obowiązkowe (fot. Ouro, lic. GNU FDL)

Satyryczne spojrzenie na problemy mieszkaniowe PRL-u zawiera m.in. film Jerzego Barei Nie ma róży bez ognia.

Stanisław Barańczak, „Każdy z nas ma schronienie”

Każdy z nas ma schronienie w betonie,
oprócz tego po jednym balkonie,
na nim skrzynkę, gdzie sadzi begonie;

odbywamy śmierci i porody,
oglądamy prognozę pogody,
aby żyć, mamy ważne powody;

jednocześnie nam biją godziny,
jednakowo się kłócimy, godzimy,
odpoczynek nasz jest jaki? – godziwy;

z okna widać w porze szarówki
stuwatowe w innych oknach żarówki;
a pod blokiem kredens z ciężarówki

właśnie znosi firma transportowa
i ktoś dźwiga – ależ się zmordował –
sofę, która jest jak zawsze bordowa.

Źródło:

Powyższy tekst ukazał się pierwotnie jako jedno z haseł Abecadła PRL-u. Pozycja autorstwa Zdzisława Zblewskiego została opublikowana nakładem wydawnictwa Znak w 2008 roku.

Tytuł, lead, ilustracje wraz z podpisami, wytłuszczenia, podział akapitów oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst poddano podstawowej obróbce redakcyjnej.

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.