Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Czy liberum veto doprowadziło do upadku Rzeczypospolitej?

Obrady sejmu były ważnym wydarzeniem w życiu narodu. Upowszechnienie liberum veto sprawiło jednak, że wiele sejmów rozchodziło się bez podjęcia jakichkolwiek uchwał.

fot.Tommaso Dolabella/domena publiczna Obrady sejmu były ważnym wydarzeniem w życiu narodu. Upowszechnienie liberum veto sprawiło jednak, że wiele sejmów rozchodziło się bez podjęcia jakichkolwiek uchwał.

Zasada Liberum veto nie cieszy się wśród historyków dobrą opinią. Stała się synonimem warcholstwa i nadużywania złotej szlacheckiej wolności. Ale co tak naprawdę o niej wiemy? I czy „wolne nie pozwalam” rzeczywiście było dla Polski aż tak szkodliwe?

Poselskie „wolne nie pozwalam” uważane było przez XVII i XVIII-wieczną szlachtę za „źrenicę wolności”. Ci, którzy myśleli inaczej, a wręcz upatrywali w liberum veto jednego z najpoważniejszych zagrożeń dla trwałości Rzeczypospolitej, byli w wyraźnej mniejszości. Nie miało ono oparcia w prawie pisanym, nie daje się go wywieść z artykułów henrykowskich, stanowiących ramy ustrojowe Korony i Wielkiego Księstwa po zawarciu unii lubelskiej.

Przyjąć raczej należy, że instytucja ta wyłaniała się i kształtowała stopniowo, mając za podstawę i źródło średniowieczną jeszcze zasadę: „co dotyczy wszystkich, przez wszystkich musi być aprobowane.” W XVI w. oznaczało to konieczność zgody powszechnej w postaci jednomyślności. W codziennej praktyce parlamentarnej osiągano ją w drodze ucierania poglądów, aż do uzyskania wyraźnej większości, przechodząc do porządku dziennego nad stosunkowo nieliczną opozycją i zadowalając się raczej pozorem jednomyślności.

Pierwsze zerwanie

Pierwsze liberum veto wiąże się zwykle z posłem upickim Władysławem Sicińskim z województwa trockiego. W rzeczywistości poseł ów opuścił obrady Sejmu rozpoczęte 26 stycznia 1652 r. przed formalnym ich zamknięciem, nie godząc się na ich prolongatę (przedłużenie), a prowadzący wówczas obrady marszałek izby poselskiej Andrzej Maksymilian Fredro uznał to za wystarczający powód do unieważnienia wszystkich uzgodnionych już konstytucji sejmowych, i tym samym do zakończenia obrad i rozejścia się Sejmu.

Sejm walny, na który składały się trzy stany sejmujące, był podstawą ustroju I Rzeczypospolitej.

fot.Jakub Lauri/domena publiczna Sejm walny, na który składały się trzy stany sejmujące, był podstawą ustroju I Rzeczypospolitej.

Teza, że Siciński działał z poduszczenia hetmana litewskiego Janusza Radziwiłła jest w nauce polskiej sporna. Większość autorów utrzymuje, że tak właśnie było, ale są zdania przeciwne. W kraju panowało wówczas napięcie związane z postawą Jana Kazimierza, któremu zarzucano dążenie do wzmocnienia swej władzy i przez to naruszanie dotychczasowej równowagi sił w państwie.

W istocie nikt nie był zainteresowany pomyślnym zakończeniem obrad tego Sejmu – także król, który uzyskał w pierwszej fazie obrad zatwierdzenie przez sąd sejmowy swego wcześniejszego wyroku na Hieronima Radziejowskiego, skazującego go na śmierć, infamię i konfiskatę dóbr. Wyrok ten szlachta uważała za zbyt surowy i stronniczy. Głośno było wówczas o romansie króla z żoną Radziejowskiego, Elżbietą Słuszczanką – być może niesłusznie, bo zdaniem niektórych autorów chodziło raczej o spór majątkowy pomiędzy małżonkami. Inna sprawa, że „Jan Kazimierz z takim samym zapałem odwiedzał cudowne obrazy Matki Boskiej, jak i w nocy komnaty niewiast” (M. Markiewicz).

Zakończenie prac tego Sejmu było – jak widać – dyktowane różnymi interesami politycznymi i nie tylko politycznymi – chyba niesłusznie więc historia skupiła się w tym wypadku wyłącznie na nieszczęsnym pośle upickim.

W 1652 r. zwołano jeszcze jeden Sejm. Rozpoczął obrady 22 lipca i uchwalił głęboką reformę wojska, a także podatki na ten cel. Mogło się więc wydawać, że incydent z posłem Sicińskim nie stanie się precedensem, jednakowoż w 1654 r. doszło do jego powtórki. Podobnie zerwano Sejm w 1669 r. przed upływem terminu obrad, a w 1688 r. po raz pierwszy usłyszano „nie pozwalam” zanim zdołano dokonać wyboru marszałka. To, co miało być w zamyśle marszałka Fredry – wybitnego parlamentarzysty i pisarza politycznego, ale też skrajnego formalisty – umocnieniem „głosu wolnego”, z czasem doprowadziło do głębokiego zaburzenia idei parlamentaryzmu wskutek faktycznego przeniesienia ośrodka decyzji politycznej poza Sejm. Będą to w przyszłości wykorzystywać obce dwory, którym na rękę była Rzeczpospolita rozbita wewnętrznie i słaba zewnętrznie.

Tekst ukazał się pierwotnie w ramach monumentalnej pracy, porządkującej najważniejsze ze zjawisk i idei funkcjonujących w polskiej pamięci historycznej: Węzły pamięci niepodległej Polski.

Tekst ukazał się pierwotnie w ramach monumentalnej pracy, porządkującej najważniejsze ze zjawisk i idei funkcjonujących w polskiej pamięci historycznej: Węzły pamięci niepodległej Polski.

Komu służyło liberum veto?

W „wolnym nie pozwalam” można też upatrywać konsekwencji wiązania posłów na Sejm instrukcjami sejmików prowincjonalnych, które określały stanowiska posłów wybranych wcześniej na sejmikach powiatowych. Liberum veto mogłoby być w tej sytuacji uważane za skuteczny instrument przeciwstawiania się nawet woli większości, gdyby stało to w kolizji ze stanowiskiem środowiska reprezentowanego przez posłów.

Za tego rodzaju uzasadnieniem może także przemawiać fakt, że liberum veto znosi dopiero Ustawa Rządowa z dnia 3 maja 1791 r., wprowadzając jednocześnie zasadę głosowania większością i tzw. mandat wolny posła działającego w imieniu całego narodu, w miejsce dotychczasowego mandatu związanego instrukcjami sejmikowymi. Pojawiały się także głosy upatrujące idealistycznie w „wolnym nie pozwalam” ostatecznego zabezpieczenia przez skrajną korupcją i zdradą. Gdyby bowiem wszyscy przeszli na stronę wroga – mawiano – zawsze może pojawić się choć jeden sprawiedliwy, który na to nie przystanie.

Według ustaleń Władysława Czaplińskiego, na 37 sejmów zwołanych przez Zygmunta III Wazę bez podjęcia uchwał rozeszło się 6, w czasach Władysława IV 3 na 15 zakończyło się podobnie – wcześniej jednak zrywanie sejmów nie odbywało się za sprawą jednego tylko posła. Rok 1652 stanowi więc pod tym względem wyraźną cezurę. Tego rodzaju praktyki były konsekwencją braku jeszcze w tym czasie zinstytucjonalizowanej opozycji, która w jakiś sposób musiała przecież dawać o sobie znać. W Rzeczpospolitej radzono sobie z tym problemem poprzez „wolne nie pozwalam” i konfederacje „przeciwko królowi”. „Lojalna opozycja” jej królewskiej mości pojawi się dopiero w XVIII-wiecznej Anglii.

Zgodnie z postanowieniami artykułów henrykowskich, sejm walny zwoływany był co dwa lata. Często obradowano w Sali Senatorskiej na Zamku Królewskim w Warszawie. Niestety, od połowy XVII wieku coraz więcej posiedzeń kończyło się zerwaniem obrad.

fot.Adrian Grycuk/CC BY-SA 3.0 pl Zgodnie z postanowieniami artykułów henrykowskich, sejm walny zwoływany był co dwa lata. Często obradowano w Sali Senatorskiej na Zamku Królewskim w Warszawie. Niestety, od połowy XVII wieku coraz więcej posiedzeń kończyło się zerwaniem obrad.

Obliczono, że do końca Dawnej Rzeczypospolitej zerwano poprzez liberum veto 135 sejmów, ale np. w epoce stanisławowskiej nie doszło do jego użycia ani razu, choć przyjęte w 1767 r. prawa kardynalne usankcjonowały „wolne nie pozwalam” jako naczelną zasadę ustrojową. Już z początkiem XVIII w. zaczęto obchodzić niejako możliwość użycia owej „źrenicy wolności” poprzez konfederowanie Sejmu – a w takim przypadku obowiązywała zasada zwykłej większości. Tak czyniono za czasów Stanisława Augusta już na początku obrad sejmowych niemal regularnie, co umożliwiło rozpoczęcie procesu koniecznych reform.

Sejm Wielki również został skonfederowany natychmiast po rozpoczęciu prac, a po dwóch latach intensywnych obrad, nie rozwiązując poprzedniego, wybrano nowy skład Sejmu, który wraz z uprzednio już wybranymi posłami kontynuował wcześniej rozpoczęte dzieło. W tej atmosferze współpracy posłów, senatorów i króla zrodziła się także Konstytucja 3 Maja, która zrywała zarówno z zasadą liberum veto, jak i z instytucją konfederacji, uznając, że są jej „duchowi przeciwne”.

Zanik w praktyce stosowania liberum veto za panowania ostatniego polskiego króla wskazywałby raczej, że rację mają ci, którzy nie dopatrują się w zrywaniu sejmów zasadniczej przyczyny upadku „Rzeczypospolitej”. Lecz mimo to w następnych dziesięcioleciach „wolne nie pozwalam” stało się synonimem warcholstwa, braku odpowiedzialności i groźnym memento dla postaw indywidualistycznych, nie liczących się ze zdaniem większości.

By zabezpieczyć się przed zerwaniem obrad, w trakcie Sejmu Wielkiego zawiązano konfederację, która pozwalała decydować większością głosów.

fot.Kazimierz Wojniakowski/domena publiczna By zabezpieczyć się przed zerwaniem obrad, w trakcie Sejmu Wielkiego zawiązano konfederację, która pozwalała decydować większością głosów.

Na tym można by zakończyć krótką historię „wolnego nie pozwalam”, choć Targowica, ogłaszając unieważnienie Konstytucji 3 Maja i przywrócenie dawnych praw i przywilejów, usiłowała historię w ogóle zatrzymać. Można by zakończyć… gdyby nie jeden znamienny fakt: otóż w 1981 r. w trakcie historycznego I Krajowego Zjazdu NSZZ „Solidarność” zgłoszono, i po krótkiej dyskusji przyjęto przy jednym tylko głosie wstrzymującym się, słynne Posłanie do narodów Europy Wschodniej. Wśród pięciu sygnatariuszy projektu tego doniosłego dokumentu nie ma jednak nazwiska jego faktycznego inicjatora i projektodawcy jego treści.

Był nim delegat na ten pierwszy po latach Sejm budzącej się do wolności Rzeczypospolitej z ziemi kaliskiej, dr Henryk Siciński, który pytany po latach przez dociekliwego kronikarza, czy przypadkiem nie jest z owych Sicińskich, ani temu nie zaprzeczył, ani tego nie potwierdził, zasłaniając się brakiem wiarygodnych co do tego wiadomości, choć pokreślił, że jego przodkowie wywodzą się ze wschodu. Na koniec jednak rozmowy, przyznając, że nie chciał swoim nazwiskiem wywoływać zbytecznych niemerytorycznych uwag w dyskusji nad Posłaniem, dodał: „Mam jednak nadzieję, że w ten sposób zmyłem ostatecznie hańbę z tego nazwiska…”.

Źródło:

Powyższy tekst ukazał się pierwotnie w ramach monumentalnej pracy, porządkującej najważniejsze ze zjawisk i idei funkcjonujących w polskiej pamięci historycznej: Węzły pamięci niepodległej Polski. Publikacja ta ukazała się w 2014 roku nakładem Wydawnictwa Znak, Muzeum Historii Polski oraz Fundacji Węzły Pamięci.

Tytuł, lead, ilustracje wraz z podpisami, wytłuszczenia oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce redakcyjnej i korekcie w celu uaktualnienia zapisu i wprowadzenia częstszego podziału akapitów.

Przeczytaj więcej o historii Rzeczpospolitej Obojga Narodów:

Komentarze (2)

  1. Michał Odpowiedz

    To, że w końcowym okresie istnienia Rzeczypospolitej uchwalano większością głosów, nie znaczy że Liberum Vetu nie miło nic wspólnego z upadkiem państwa. W ręcz przeciwnie. Tych reform Rzeczpospolita potrzebowała 100 lat wcześniej – t wówczas miał miejsce początek jej upadku, a na upartego można by się cofnąć aż do śmierci ostatniego Jagiellona – Zygmunta Augusta. Tak już konkretnie – cały XVII wiek można powiedzieć, z wyjątkiem może pierwszych 2 dekad to najlepszy przykład tego jakich reform potrzebowała Polska – większe podatki na wojsko, silniejsza władza króla. Sejm decydował o każdym groszu, prawie pogrążając Rzeczpospolitą w dobie potopu szwedzkiego. Później doszło do tego Liberum Veto. I choć nie od razu to małymi kroczkami doprowadziło do niemal całkowitej demilitaryzacji kraju. XVIII wiek to już zupełnie inne czasy. Do koła Rzeczpospolitej wyrosły monarchie absolutne, które nie dopuściły do jakichkolwiek reform w kraju, w taki czy inny sposób. A czasy króla Stanisława Leszczyńskiego to walka o wpływy z Sasami. Twierdzą to z całą mocą, że Liberum Veto doprowadziło do upadku Rzeczypospolitej, ale nie w XVIII wieku w dobie rozbiorów ale dużo wcześniej w wieku XVII, bo to właśnie wówczas potrzebne były radykalne reformy.

  2. Kasandra Wera Odpowiedz

    1652r. – zerwany Sejm nie uchwalił pieniędzy na wojsko, a trwał bunt Chmielnickiego..
    W tym samym roku Batoh, z pierwszym „sarmackim Katyniem” – zagładą wybitnie wyszkolonego żołnierza- rycerza polskiego. 14 lat później następny „sarmacki Katyń” po bitwie pod Mątwami. Heretycy i schizmatycy wymordowali nidoścignione w boju, bo szkolące się latami kadry naszego wojska.
    Pomimo jeszcze spektakularnych zwycięstw Sobieskiego, wspomnianymi „Katyniami” sarmacka armia polska bezpowrotnie straciła swój kręgosłup..

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.