Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

W tym kraju co czwarty wyborca najchętniej zagłosowałby na… Stalina. Dlaczego Francuzi zakochali się w komunizmie?

Francuzi aż do końca wierzyli w komunizm.

fot.Andrew Kitzmiller/CC BY 2.0 Francuzi aż do końca wierzyli w komunizm.

Nadejdzie dzień, w którym ta kłamliwa burżuazyjna demokracja zostanie zastąpiona przez demokrację socjalistyczną, jak ta, która istnieje na przykład w Związku Radzieckim. W 1956, kiedy przywódca francuskich komunistów wygłaszał przytoczone słowa, obywatele bloku wschodniego nie mieli już złudzeń. Ale nad Sekwaną komunizm miał się doskonale. A Stalin ciągle uchodził za bohatera.

Lata 50. i 60. XX wieku to w bloku wschodnim okres pierwszych wielkich protestów przeciwko komunistycznej władzy. Rewolucja na Węgrzech w 1956 roku, poznański czerwiec 1956 roku i polski marzec roku 1968, praska wiosna – wszystkie te wydarzenia świadczą o rosnącym oporze wobec często zbrodniczych porządków zaprowadzonych w Europie Środkowej i Wschodniej przez Stalina i jego następców. Wydawałoby się, że w tych warunkach nie można już wierzyć w komunizm. A jednak w tym samym czasie całe tłumy mieszkańców Zachodu tęskniły za marksizmem, za komunizmem na modłę radziecką i za samym Stalinem.

Dwanaście lat, miliony komunistów

W historii Francuskiej Partii Komunistycznej (PCF) łatwo wskazać moment przełomowy. O ile przed II wojną światową w wyborach parlamentarnych uzyskiwała ona poparcie rzędu kilku procent, a swój najlepszy wynik wyborczy – niecałe 12% głosów – zawdzięczała jedynie sojuszowi z socjalistami w ramach Frontu Ludowego, to po 1944 r. popierało ją już 20-25% wyborców. W tym samym czasie znacząco wzrosła liczba członków partii. Zaraz po wojnie kartę członkowską posiadało ponad 800 tys. osób. Do PCF wstępowali przy tym także wybitni artyści i intelektualiści, jak Pablo Picasso, Louis Aragon i Paul Éluard. Swojego poparcia udzielał jej także filozof Jean-Paul Sartre.

Dla francuskich komunistów zakończenie II wojny światowej było prawdziwym przełomem. Na zdjęciu wyzwolenie Paryża w 1944 roku.

fot.domena publiczna Dla francuskich komunistów zakończenie II wojny światowej było prawdziwym przełomem. Na zdjęciu wyzwolenie Paryża w 1944 roku.

Skąd ten nagły wzrost popularności partii, która szczyciła się przyjaźnią z przywódcami Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, a na sztandarach miała Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina? Badacze historii francuskiej inteligencji, Pascal Ory i Jean-François Sirinelli, piszą o „efekcie Stalingradu”. Wojenne sukcesy Związku Radzieckiego i fakt, że to ojczyzna rewolucji październikowej przyjęła na siebie główny ciężar walki z Hitlerem sprawiły, że uwierzono zarówno w model sowiecki, jak i w samą rewolucję i jej przywódców. Istnienie „efektu Stalingradu” potwierdził między innymi Edgar Morin, uznany francuski socjolog i teoretyk społeczny, który wstąpił do PCF w trakcie wojny i pozostawał jej członkiem aż do 1951 roku:

Stalingrad zmiótł, dla mnie i bez wątpienia dla tysięcy takich jak ja, krytyki, wątpliwości, niechęć. Stalingrad zmył wszystkie zbrodnie przeszłości, nie usprawiedliwiając ich. Okrucieństwo, procesy, likwidacje znalazły swój kres w Stalingradzie. Odwrót z 1941 roku, nieszczęścia, lęki, wszystko to doprowadziło do genialnej pułapki Stalina. Stalin utożsamił się z miastem swojego imienia, to ostatnie – z fabryką Czerwony Październik z jej uzbrojonymi robotnikami, fabryka z rewolucją październikową z 1917 roku, a wszystko to z wolnością świata, ze zwycięstwem w zasięgu wzroku, z wszystkimi naszymi nadziejami i świetlaną przyszłością.

Nowy, wspaniały świat

Podtrzymanie nowej wiary w komunizm i jego „wspaniałą realizację”, jaką był rzekomo ZSRR, było tym łatwiejsze, że Francuzi w gruncie rzeczy nie zdawali sobie sprawy z tego, co naprawdę dzieje się w bloku wschodnim. „Nie wiedzieliśmy, jakie krzywdy, jakie tragedie przeżywały miliony istnień w tych «świetlanych krajach», gdzie na dodatek często jeździłam…” pisała Dominique Desanti, historyczka i dziennikarka, związana z PCF do 1956 roku.

To sukcesy Armii Czerwonej sprawiły, że we Francji nagle rozgrzeszono wszystkie zbrodnie Związku Radzieckiego. Na zdjęciu krasnoarmiejcy świętują bo zdobyciu Berlina.

fot.Bundesarchiv/CC-BY-SA 3.0 To sukcesy Armii Czerwonej sprawiły, że we Francji nagle rozgrzeszono wszystkie zbrodnie Związku Radzieckiego. Na zdjęciu krasnoarmiejcy świętują bo zdobyciu Berlina.

Wyobrażano sobie, że w Związku Radzieckim faktycznie buduje się socjalizm, a siermiężną radziecką codzienność składano na karb ogólnie niższego stopnia rozwoju tej części świata. I, na co zwrócił uwagę filozof i socjolog Pierre Fougeyrollas (w partii także do 1956 roku), uparcie nie zauważano coraz większego rozdźwięku między ideałem a rzeczywistością. Tymczasem, z czego całe pokolenie francuskich komunistów nie zdawało sobie sprawy, „władza robotnicza dawno już ustąpiła tam miejsca biurokratycznemu reżimowi typu totalitarnego”.

O utrzymanie mitycznego obrazu ZSRR dbała także rodzima partia komunistyczna. Wykorzystując żywe jeszcze wspomnienie wojny, czołowi przedstawiciele PCF próbowali przedstawić model sowiecki jako jedyną alternatywę dla totalitaryzmu. „Ci, którzy wątpią, ci, którzy wahają się w ocenie Związku Radzieckiego, pogrążają się tak naprawdę w nacjonalizmie, w szowinizmie” – przekonywał w 1950 roku na zjeździe partii Jacques Duclos, wieloletni komunistyczny parlamentarzysta i zastępca przywódcy partii, Maurice’a Thoreza. Dzięki temu i podobnym zabiegom PCF udało się na prawie dwadzieścia lat praktycznie zmonopolizować francuską scenę opozycyjną. Wydawało się, że nie można krytykować zachodniego kapitalizmu z pozycji innych niż komunistyczna. A bycie komunistą oznaczać musiało poparcie dla ZSRR. Przecież, jak mówił Duclos:

Czy byłby komunistą ten, który nie daje dowodów bezwarunkowego poparcia dla socjalistycznej rewolucji październikowej, podstawie rewolucji proletariackiej na świecie? Czy byłby komunistą ten, który nie miałby w sercu bezgranicznej miłości dla Stalina, przywódcy, przyjaciela, którego 70. urodziny entuzjastycznie świętowaliśmy?

Nowszy, wspanialszy świat

Pierwszym wielkim wyzwaniem dla tych Francuzów, którzy uwierzyli w wartość sowieckiego modelu komunizmu, były wydarzenia roku 1956. Wygłoszona przez Chruszczowa krytyka Stalina oraz protesty przeciwko „robotniczej” władzy na Węgrzech i w Polsce wywołały na Zachodzie prawdziwy szok. W jego następstwie PCF, niezmiennie podkreślającą swoje przywiązanie do Związku Radzieckiego i wskazującą go jako wzór do naśladowania, opuściło wielu intelektualistów, jak choćby Fougeyrollas i Desanti. I choć partia utrzymywała dużą popularność jeszcze przez całe lata 60. XX wieku, jej szeregi stopniowo topniały.

To właśnie w 1956 roku z partią zerwał jej wieloletni „towarzysz podróży” (jak określano sympatyków PCF, którzy nie zdecydowali się na członkostwo), Jean-Paul Sartre. Filozof rozprawił się z mitem ZSRR w opublikowanym na łamach „Les Temps Modernes” artykule zatytułowanym „Upiór Stalina”. Zaznaczał przy tym, że krytycyzm wobec modelu sowieckiego nie oznacza rezygnacji z komunistycznego ideału. „Na początek zaznaczam, że komunizm [tu w znaczeniu: międzynarodowy ruch komunistyczny – przyp. A.W.] wydaje mi się, mimo wszystko, jedynym ruchem, który niesie jeszcze w sobie szanse na socjalizm”– pisał.

Takich jak Sartre było więcej. Rozczarowanie rzeczywistością radziecką narastało. Jedni odwracali się od ZSRR, widząc w nim zbrodniczy reżim, który w niczym nie przypominał upragnionego ideału. Inni z kolei uważali, że nie na miejscu są… reformy Chruszczowa, które zmierzają do przywrócenia komunizmu w ojczyźnie światowego proletariatu. Ci właśnie w latach 60. zwrócili się w stronę kolejnej próby wcielenia idei Marksa w życie – w stronę Chin.

Potępienie kultu jednostki przez Chruszczowa sprawiły, że wielu francuskich komunistów straciło wiarę w Związek Radziecki. To właśnie w 1956 roku z komunistami zerwał ich wieloletni sympatyk Jean-Paul Sartre. Na zdjęciu Sartre i Simone de Beauvoir w Pekinie na uroczystościach z okazji szóstej rocznicy objęcie przez komunistów władzy w Chinach.

fot.Liu Dong’ao/domena publiczna Potępienie kultu jednostki przez Chruszczowa sprawiły, że wielu francuskich komunistów straciło wiarę w Związek Radziecki. To właśnie w 1956 roku z komunistami zerwał ich wieloletni sympatyk Jean-Paul Sartre. Na zdjęciu Sartre i Simone de Beauvoir w Pekinie na uroczystościach z okazji szóstej rocznicy objęcie przez komunistów władzy w Chinach.

Mao Zedong stał się dla nich uosobieniem rewolucji. Francuscy maoiści ogłosili go „Leninem naszej epoki” i przedstawiali Chiny jako wzór demokracji i „najbardziej wolny kraj na świecie”. Tak pisali o nich na łamach pisma „Servir le peuple” („W służbie ludu”) młodzi działacze prochińscy:

Krótko mówiąc, w Chinach lud pracujący cieszy się tą prawdziwą wolnością, której odmawia się pracownikom z tego kraju (USA – przyp. A.W.) i która będzie dla nich niedostępna dopóki nie ustanowią lub nie przywrócą, poprzez rewolucję, dyktatury proletariatu. I wyzyskiwacze lub aspirujący do tej roli nie korzystają tam [w Chinach] z żadnych wolności oktrojowanych bez wyjątku wyzyskiwaczom w krajach kapitalistycznych i warstwie wyzyskiwaczy w krajach rewizjonistycznych.

Ogromny entuzjazm wzbudziła we Francji zwłaszcza rozpoczęta w 1966 roku w Chinach Wielka Proletariacka Rewolucja Kulturalna. Młodzi radykałowie marzyli o tym, by podobne reformy przeprowadzić także we własnym kraju. Zupełnie jak wcześniej w przypadku fascynacji Związkiem Radzieckim, nie zauważali – lub nie chcieli zauważać – masowych czystek i prześladowań, jakie dotykały w Państwie Środka miliony ludzi, w tym przede wszystkim intelektualistów. „Widzieliśmy w rewolucji kulturalnej to, co chcieliśmy widzieć” – przyznał wiele lat później Daniel Lindenberg, historyk w młodości związany z francuskim ruchem prochińskim.

Francuscy maoiści nazywali Mao Zedonga „Leninem naszej epoki”.

fot.domena publiczna Francuscy maoiści nazywali Mao Zedonga „Leninem naszej epoki”.

Warto dodać, że kiedy młodzi maoiści wykazywali wyższość chińskiej organizacji wszelkich dziedzin życia (nawet chińska medycyna była rzekomo „w służbie zdrowia ludu pracującego”), ich starsi koledzy… przeprowadzali obronę Stalina. „Linia oddzielająca admiratorów Stalina od jego wrogów jest granicą walki, która przebiega między proletariatem i burżuazją” – pisali, podważając kolejne ustalenia raportu Chruszczowa.

Potrzeba złudzeń

Prawdziwy koniec francuskiej fascynacji komunizmem przyniosła dopiero druga połowa lat 70. Wraz z pojawieniem się tak zwanych „nowych filozofów”, jak André Glucksmann czy Bernard-Henri Lévy, nadeszła era krytyki tej idei jednoznacznie „totalitarnej”. Dlaczego jednak tak późno?

Odpowiedź leży w samej Francji. Choć pierwsze dekady po zakończeniu II wojny światowej to dla Francji okres bezprecedensowego rozwoju ekonomicznego, kraj zmagał się z własnymi wewnętrznymi problemami. Pozornie nowe pokolenia powojenne wzrastały w dobrobycie i pokoju, a historycy, jak Jean Fourastié, pisali o „trzydziestu latach chwały”, ale w społeczeństwie stopniowo narastało niezadowolenie.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Daniela Lindenberg,a pod tytułem "Le marxisme introuvable".

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Daniela Lindenberga pod tytułem „Le marxisme introuvable”.

Nie wszyscy na równi odczuwali poprawę warunków życia. Protestowano też, zwłaszcza w epoce de Gaulle’a (od 1958 roku), przeciw rosnącej biurokratyzacji społeczeństwa. Krytykę wzbudzał wreszcie sposób, w jaki kolejne rządy radziły sobie z dekolonizacją. Jak pisała Desanti:

[Społeczeństwo zachodnie], ten wolny świat, oferowało wojnę w Indochinach, masakrę na Madagaskarze, okrutne często represje w trzech krajach Afryki Północnej i wszystkich krajach Czarnej Afryki. Odpowiedzialność za te okropieństwa spadała na nasz kraj, Francję, na nasz rząd, na parlament wybrany w powszechnych i prawdziwie «wolnych» wyborach. Za te właśnie okropieństwa, za niesprawiedliwość utrzymującą się wewnątrz zachodnich społeczeństw, czuliśmy się bezpośrednio i osobiście odpowiedzialni.

Krytycy systemu francuskiego szukali nadziei w innej organizacji społeczeństwa. I wydawało się – przynajmniej z początku – że znaleźli rozwiązanie wszystkich swoich problemów w komunizmie, tak „pięknie” urzeczywistnianym czy to w ZSRR, czy to w Chinach. Wyobrażali sobie, że dokonała się tam prawdziwa rewolucja, dorównująca ich marzeniom o prawdziwie wolnym świecie. Nic dziwnego, że niechętnie budzili się ze snu. Zwłaszcza, że była to wyjątkowo nieprzyjemna pobudka.

Bibliografia:

  1. Dominique Desanti, Les Staliniens (1944-1956). Une expérience politique, Fayard 1975.
  2. Jacques Duclos, Après le XIIe Congrès du Parti, “Cahiers du communisme” nr 5 (05.1950).
  3. Pierre Fougeyrollas, Le marxisme en question, Éditions du Seuil 1959.
  4. Daniel Lindenberg, Le marxisme introuvable, Calmann-Levy 1975.
  5. Edgar Morin, Autocritique, Editions du Seuil 1994.
  6. Pascal Ory, Jean-François Sirinelli, Les intellectuels en France. De l’affaire Dreyfus à nos jours, Armand Collin 2002.
  7. Maurice Thorez, Pour un avenir de progrès social de paix et de grandeur nationale. Rapport d’activité du Comité Central au XIVe Congrès, Le Havre (18-21 Juillet 1956), wyd. PCF 1956.
  8. UJCml, La Chine est le pays le plus libre du monde, „Servir le peuple” nr 15 (1.02.1968).
  9. tekst niepodpisany, La question du Staline, „l’Humanité nouvelle” nr 3 (04.1965).

Komentarze (3)

  1. A. Odpowiedz

    „….wybitni francuscy artyści i intelektualiści, jak Pablo Picasso, …” – Hiszpanie mogą mieć Pani za złe

    • Członek redakcji | Autor publikacji |Anna Winkler Odpowiedz

      Dzięki za czujność, rzeczywiście przymiotnik „francuski” nie powinien był się tam znaleźć – już usuwam swój błąd (i przepraszam Hiszpanów) ;)

  2. Andrzej Ciesla Odpowiedz

    Komunizm jako formacja spoleczna czy ekonomiczna mozliwy by byl w spoleczenstwie o wysokim poziomie moralnym a i wyksztalconym tez. Patologia wewnetrzna i zewnetrzna skutecznie przeciwstawiaja sie dominacji jego ideii.Chiny pozbywajac sie doktrynerstwa,konsekwentnie zwalczajac patologie i prowadzac madra polityke zewnetrzna staly sie mocarstwem.Wg zalozen KPCh do 2020 r maja zlikwidowac calkowicie ubostwo.Teoretycznie-teoria ewolucji Darwina neguje dominacje formacji opartych na humanistycznych wartosciach.No,ale pozyjemy-zobaczymy,o ile zdazymy.

Odpowiedz na „Anna WinklerAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.