Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Jurij Walentinowicz Knorozow – ten, który złamał kod Majów

fot.Galina Iwanowna Dzeniskevich/domena publiczna Pochodzący z Ukrainy historyk był bowiem osobą o łagodnym usposobieniu i ciekawym poczuciu humoru

Co łączy cywilizację Majów i ZSRR? Wydawać by się mogło, że niewiele. Jedna z najbardziej tajemniczych nacji Mezoameryki do dziś skrywałaby przed światem wiele swoich sekretów, gdyby nie pewien sowiecki historyk i epigraf – Jurij Walentinowicz Knorozow.

Wpisując w wyszukiwarkę imię Jurij Knorozow naszym oczom ukazuje się zdjęcie postaci, którą śmiało można by uznać za geniusza zła z filmu o Jamesie Bondzie. Na najbardziej znanej fotografii Knorozow trzyma na rękach swojego kota i groźnie marszczy brwi. Jego charakterystyczny i nieco złowieszczy wyraz twarzy jest jednak bardzo zwodniczy. Do tego, jako pierwszy człowiek w historii rozszyfrował pismo Majów – jeden z najtrudniejszych martwych języków świata.

Zepsuta biografia

Jurij Knorozow urodził się 19 listopada 1922 roku w miejscowości Piwdenne koło Charkowa na Ukrainie. W wieku pięciu lat, grając w krykieta ze swoimi braćmi, Knorozow został uderzony piłką w głowę i tymczasowo stracił wzrok. Później szczerze wierzył, że to traumatyczne wydarzenie pomogło w jakiś sposób ulepszyć pracę jego mózgu.  Edukację Jurijego przerwał wybuch wojny. Kiedy Niemcy opanowali Ukrainę, młody Knorozow początkowo pozostał w rodzinnym mieście i dopiero w 1943 roku, tuż po bitwie o Charków, udało mu się przedostać do Moskwy. Tam przebywał jego ojciec, wysokiej rangi urzędnik państwowy. Dwuletni pobyt w okupowanej przez Niemców strefie, na stale popsuł jednak biografię Knorozowa. Rozkaz nr 270, wydany przez marszałka Związku Radzieckiego Siemiona Timoszenkę mówił, iż: „poddających się należy uznawać za złośliwych dezerterów podlegających uwięzieniu jako łamiących przysięgę i zdradzających swą ojczyznę”.

Według NKWD uciekinierzy z terenów okupowanych przez Wermacht stanowili element niepewny i poddawani byli represjom. Wyłącznie dzięki koneksjom ojca Jurij mógł wrócić na uczelnię i kontynuować naukę. Postanowił studiować historię na Moskiewskim Uniwersytecie Państwowym, gdzie jego szczególne zainteresowanie wzbudziła egiptologia, literatura japońska oraz języki: arabski, chiński i indyjski.

fot.I.s.kopytov/CC BY-SA 4.0 Główny gmach Uniwersytetu Moskiewskiego.

Jednym z jego wykładowców był profesor Siergiej Tokariew, specjalista od narodów Syberii, Europy Wschodniej, Oceanii i obu Ameryk. To on zaznajomił swojego zdolnego studenta z problemem języka Majów. Przez długi okres sowiecka propaganda rozpowszechniała nieprawdziwe informacje o tym, że Knorozow uczestniczył w zdobyciu Berlina i to stąd przywiózł dwie książki, które zainspirowały go do zgłębienia tajemnicy pisma Indian z Jukatanu. Prawda jest jednak taka, że to profesor Siergiej Tokariew miał namawiać Knorozowa do zajęcia się tym zagadnieniem. Któregoś dnia miał powiedzieć do niego: „jeśli wierzysz, że każdy system pisania stworzony przez ludzi może być odczytany przez ludzi, dlaczego nie spróbujesz złamać systemu Majów?”

Czytaj też: Co naszyjnik z oskórowanych ludzkich czaszek miał wspólnego z upadkiem cywilizacji Majów?

Dawno temu na Jukatanie

W przeciwieństwie do Azteków czy Inków, Majowie nigdy nie stworzyli jednego silnego państwa. Wiele mniejszych ośrodków typu państwa-miasta (Copan, Tikal, Palenque, Chichén Itza) przez dziesięciolecia funkcjonowało obok siebie i tylko raz na jakiś czas któreś z nich zyskiwało pewną przewagę nad pozostałymi. Wbrew funkcjonującemu do dziś mitowi, Majowie nie byli nacją miłującą pokój i toczyli wiele wojen. Walczyli zarówno między sobą jak i z wrogami zewnętrznymi, a poziomem brutalności nie ustępowali Aztekom (lubowali się w skracaniu o głowę schwytanych przez siebie jeńców).

Wpływ kulturowy pierwszych cywilizacji Jukatanu tj. Olmeków, Zapoteków czy Tolteków, poskutkował tym, że Majowie posiedli rzecz, która wyróżniła ich na tle innych mieszkańców Mezoameryki. Było to pismo. Żadna inna kultura tego regionu nie posiadła umiejętności trwałego zapisania swojego cywilizacyjnego dorobku. Nahuatl – język Azteków oraz keczua – język Inków, nie były utrwalane na piśmie. Kipu czyli węzełkowe pismo Inków służyło jedynie do zapisu danych liczbowych. Tylko Majowie stworzyli pełnoprawny i spójny system zapisywania różnych informacji.

fot.domena publiczna Glify Majów wykonane w stiuku z Palenque.

Wiadomości spisywali zarówno na wykonanych z kory księgach, jak i na kamiennych pomnikach, czy ścianach swoich świątyń i pałaców. Pismo dla mieszkańców Jukatanu miało bardzo duże znaczenie. Uznawano je za dar od Itzamnaaja, wielkiego bóstwa-stwórcy i pierwszego kapłana. Okres świetności Cywilizacji Majów przypada na VIII wiek naszej ery. Później, w związku z podbojami innych ludów Ameryki Środkowej i hiszpańską konkwistą, dorobek rdzennej ludności tego regionu zarastał dżunglą i popadał w zapomnienie. Dopiero dziesięć wieków później, na bazie nowożytnych odkryć archeologicznych, dawne cywilizacje Ameryki Środkowej i Południowej zaczęły być przedmiotem wzmożonych badań amerykańskich i europejskich odkrywców. Kiedy w XIX wieku zaczęto studiować problem języka Majów, śmiało stwierdzono, że podobnie jak z egipskimi hieroglifami, ktoś wkrótce rozszyfruje jego zasady. Sprawa okazała się dużo bardziej skomplikowana.

Czytaj też: Czy Majowie i Aztekowie składali w ofierze swoje drużyny piłkarskie?

Lekcja martwego języka

Aby móc poznać zasady funkcjonowania języka uznawanego za martwy, spełnionych musi być kilka istotnych warunków. Należy posiadać wystarczająco dużą bazę danych z wieloma tekstami o odpowiedniej długości oraz musi istnieć język współczesny, który wywodzi się z badanego języka, i w słownictwie, gramatyce i składni jest częściowo do niego podobny. Sprawę niezmiernie ułatwia również posiadanie dwujęzycznego napisu, z którego jeden człon zapisany jest pismem martwym, a drugi w znanym już języku.

Jean-François Champollion, genialny francuski egiptolog i językoznawca, który jako pierwszy człowiek rozszyfrował egipskie pismo hieroglificzne posiadał wszystkie trzy opisane wyżej elementy. Przykłady pisma hieroglificznego były wówczas powszechnie dostępne. Odnaleziony w 1799 roku Kamień z Rossety zapewniał wielojęzyczny zapis, a pismem spokrewnionym z hieroglifami okazał się koptyjski. Badacze, którzy kilkadziesiąt lat później podjęli próbę rozszyfrowania glifów Indian z Jukatanu, musieli mierzyć się z dokładnie tymi samymi trudnościami z jakimi zmagał się Champollion. Duży problem stanowiła zbyt mała ilość tekstów zapisanych w języku Majów oraz niemożność ustalenia, który z współczesnych języków Ameryki Łacińskiej jest z nim spokrewniony. W 1862 roku doszło jednak do niesamowitego odkrycia, które stanowiło pierwszy wielki przełom w badaniach nad kodem Majów.

fot.domena publiczna Odnaleziony w 1799 roku Kamień z Rossety zapewniał wielojęzyczny zapis, a pismem spokrewnionym z hieroglifami okazał się koptyjski.

Francuski historyk Abbé Charles Étienne Brasseur de Bourbourg wydobył z madryckich archiwów dokument, który dla badaczy tego pisma był tym, czym Kamień z Rossety dla Champolliona. Mowa tu o manuskrypcie „Relación de las Cosas de Yucatán”, spisanym przez franciszkańskiego misjonarza i biskupa Jukatanu Diego de Lande. Co ciekawe, to de Lande odpowiedzialny jest za zniszczenie większości ksiąg Majów i chichotem losu jest fakt, że to sporządzony przez niego dokument był podstawą do poznania zasad pisma Indian. Mimo tych wszystkich odkryć kolejni badacze nie byli w stanie dokonać przełomu i go rozszyfrować. Porażkę na tym polu odniósł min. pułkownik William Friedman, znany ze złamania japońskiego kodu morskiego w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej. Okazało się, że aby rozwikłać tajemnicę glifów należało posiadać jeszcze jedną rzecz, genialny umysł.

Czytaj też: Skarabeusze sercowe starożytnego Egiptu – jaką skrywały w sobie tajemnicę?

Wiatr ze wschodu

Ujmując eufemistycznie, ZSRR przełomu lat 40. i 50. nie był miejscem szczególnie przyjaznym nauce, która nie związana byłaby z techniką wojskową. Jednym z przykładów naukowego absurdu wprost zza żelaznej kurtyny były teorie sowieckiego agronoma, Trofima Łysenki, którego kariera i konflikt z innym radzieckim genetykiem Nikołajem Wawiłowem zasługuje na osobny artykuł. Jurij Knorozow działał jednak na przekór sowieckim realiom i na początku lat 50. rzucił nowe światło na problem pisma Majów. Do  tego czasu udało się rozszyfrować jedynie liczby i pojedyncze słowa związane z astronomią i kalendarzem. W swoich badaniach Knorozow wykorzystał metodę tzw. statystyki pozycyjnej i odczytów krzyżowych. Doszedł do wniosku, że pismo powinno mieć charakter sylabiczny czyli taki jaki np. w języku indyjskim. Liczba znaków w takim systemie dochodzi do kilkuset. W 1952 roku w naukowym czasopiśmie „Sowiecka Etnografia” pojawił się napisany przez Knorozowa artykuł zatytułowany „Starożytne pismo Ameryki Centralnej” („Древняя письменность Центральной Америки”). Mimo bardzo trudnego dostępu do materiałów źródłowych skatalogował on ok. 350 unikalnych znaków występujących w tekstach Majów. Następnie ustalił, iż językiem współczesnym z nim spowinowaconym jest język Yukatec i na tej bazie odbudował jego fonetykę.

fot.domena publiczna Znaczek pocztowy poświęcony rozszyfrowaniu pisma Majów.

Knorozow dokonał prawdziwego przełomu. Od wielu lat studia nad pismem Majów znajdowały się w martwym punkcie i powoli zaczęto uważać, że nikt nigdy nie będzie w stanie go rozszyfrować. Wyjątkowo bystry umysł, zdolności analityczne i ciężka praca pozwoliły jednak sowieckiemu uczonemu złamać kod dawnych mieszkańców Jukatanu. Co znamienne, ze względu na swoją przeszłość Knorozow miał absolutny zakaz opuszczania kraju i nawet nie śniło mu się, by ruiny miast Majów i pozostałości ich pisma zobaczyć na własne oczy. Na swoje nieszczęście sowiecki uczony miał wrogów nie tylko w ZSRR. Jako przedstawiciel państwa komunistycznego został kompletnie zignorowany przez zachodnich historyków i lingwistów.

Czytaj też: Majowie zamiast pieniędzy używali… czekolady

Naukowy bełkot

W chwili opublikowania pracy Knorozowa, największym autorytetem naukowym z zakresu badań nad cywilizacją Majów był brytyjski historyk J. Eric Thompson. Thompson stanowił przykład typowego brytyjskiego dżentelmena z początku dwudziestego wieku. Lekko arogancki i przeświadczony o swojej nieomylności uczony, z automatu odrzucił wysuwane przez Knorozowa tezy. Jako że miał bardzo silną pozycję w świecie naukowym duża cześć środowiska poszła za jego przykładem. Mimo że przedstawione przez Knorozowa rozwiązanie wydawało się być słuszne, musiało minąć wiele lat zanim zyskało pełną akceptację świata naukowego.

fot.Yodigo/CC BY SA 4.0 Pomnik Jurija Knorozowa w Meridzie.

Oliwy do ognia dolewały też władze ZSRR. Po publikacji pracy Knorozowa komuniści złagodzili system represji stosowany wobec jego osoby. Historykowi pozwolono ukończyć studia doktoranckie, rozpocząć pracę w Instytucie Etnografii w Petersburgu i wziąć udział w Międzynarodowej Konferencji Amerykanistów w Kopenhadze, w 1956 roku (do 1990 roku był to jednak jedyny wyjazd zagraniczny na jaki Knorozow dostał pozwolenie od władz). Z drugiej jednak strony uznano, że jego przełomowe odkrycie może być wykorzystane do celów propagandowych. Złamanie kodu Majów stanowić miało przykład przewagi sowieckiej myśli naukowej. Nadanie osiągnieciu Knorozowa politycznego wydźwięku jeszcze bardziej zantagonizowało naukowe środowisko i sprawiło, że aż do połowy lat 70. prowadzono ożywioną dyskusję nad prawdziwością jego tez.

Czytaj też: Czy Piktowie opracowali własne pismo? Niewykluczone!

Międzynarodowe uznanie

Eric Thompson do końca swoich dni odmawiał uznania badań Knorozowa. Dopiero kiedy brytyjski historyk umarł (w 1975 roku) zachodni naukowcy zaczęli przyznawać słuszność odkryciom sowieckiego epigrafa. Lata naukowej izolacji spowodowanej konfliktem dwóch wrogich obozów politycznych sprawiły, że dopiero kilkadziesiąt lat po swoich odkryciach Knorozow zyskał miano tego, który złamał kod Majów. Również dopiero na początku lat 90. dostał zgodę by wyjechać za granicę i odwiedzić region któremu poświęcił całą naukową karierę.

W 1994 roku rząd Meksyku odznaczył Knorozowa Orderem Orła Azteckiego, najwyższym odznaczeniem przyznawanym obcokrajowcom. W 2018 roku, 19 lat po śmierci uczonego, w mieście Merida w Meksyku stanął natomiast pomnik ku jego pamięci: Knorozow stoi i patrzy przed siebie, a na rękach trzyma swojego ukochanego syjamskiego kota.

Bibliografia:

  1. Michael D. Coe,  Breaking the Maya Code, Londyn 2012;
  2. How a Ukrainian-born linguist cracked the Maya code?, dostęp 12.02.2022;
  3. Юрий Валентинович Кнорозов, dostęp 12.02.2022

Artykuł porusza następujące tematy:

    Czas akcji:

    Miejsce akcji:

      Komentarze (2)

      Dodaj komentarz

      Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.