Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Bunt i bezradność (Ewa Winnicka, Cezary Łazarewicz, „1968. Czasy nadchodzą nowe”)

Chyba niewiele jest miejsc, do których nie dotarły choćby echa fali protestów, jaka przetoczyła się przez świat w 1968 roku. Także w Polsce odczuli je wszyscy, pomimo że nie mieliśmy u siebie „szalonego miesiąca maja” ani „lata miłości”. A co mieliśmy? To właśnie pokazuje książka Ewy Winnickiej i Cezarego Łazarewicza.

„1968. Czasy nadchodzą nowe” to już trzecia pozycja (po „1945” Magdaleny Grzebałkowskiej” i „1956” Piotra Bojarskiego) z wydawanej przez Agorę serii „Lata”. Jej premiera zbiegła się z 50 rocznicą wydarzeń, które zelektryzowały buntowników od Tokio po San Francisco. Nie jest to jednak (i dobrze!) klasyczna książka „rocznicowa”, podobna do tych kilku, jakie pojawiły się choćby przy poprzedniej „okrągłej” okazji dziesięć lat temu. Próżno w niej szukać ogólnikowego z konieczności podsumowania i krótkich tekstów omawiających ruchy protestacyjne w poszczególnych krajach. Jedynie krótkie kalendarium, zamieszczone na samym końcu, służy pomocą tym, którzy niezbyt dobrze orientują się w chronologii wydarzeń.

Autorzy – reporterzy Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz – stawiają sobie bowiem zupełnie inny cel. „Z zachowaniem wszelkich proporcji chcemy być jak Beatlesi na »Białym albumie«: oddajemy wam zbiór reportaży poważnych i ironicznych, intymnych opowieści i panoram historycznych” – wyjaśniają. Już w samym tym wyznaniu widać inspirację pracami Jerzego Jarniewicza, który w 2016 roku przywracał nam pamięć o zapomnianej nieco kontrkulturze.

Historie na marginesie

Podobnie jak sztandarowy polski znawca Beatlesów, Winnicka i Łazarewicz starają się odtworzyć atmosferę sprzed 50 lat. W przeciwieństwie do Jarniewicza nie skupiają się jednak na przełomie, który dokonał się w kulturze. Zamiast Historii zatwierdzonej na potrzeby podręczników opowiadają raczej historie: osobiste, toczące się na marginesach wielkich wydarzeń – i przez to właśnie niezwykłe.

Wydarzenia 1968 roku odczuli ludzie niemal na całym świecie. Na zdjęciu 1968 w Helsinkach.

fot.Szilas/domena publiczna Wydarzenia 1968 roku odczuli ludzie niemal na całym świecie. Na zdjęciu 1968 w Helsinkach.

Wydarzenia 1968 roku poznajemy przez pryzmat opowieści najróżniejszych postaci, zarówno zbuntowanych, jak i tych bezradnie przyglądających się nadchodzącym zmianom. Para nastolatków, którzy zostali wysłani z San Francisco do dziadka w Gliwicach; rodzina, która właśnie w tym przełomowym roku uciekła do Danii; polski żołnierz, który we wrześniu otwiera ogień do mieszkańców czeskiego miasteczka – łączy ich to, że ich życie zmieniło się diametralnie w 1968 roku. Tak jak życie Romana Polańskiego, którego kultowy film – „Dziecko Rosemary” – wchodził wówczas na ekrany kin, wzbudzając zachwyt na całym świecie.

Jak to jednak często bywa z podobnymi reportażami, i ten ostatecznie nieco wykracza poza sam rok 1968. W niektórych historiach „moment 1968” da się wychwycić od razu; w innych przyćmiewają go inne doświadczenia. Czy można powiązać samobójstwo jednego z marcowych aktywistów, które miało miejsce kilka lat później, z protestami 1968? Nikt chyba nie zna odpowiedzi na to pytanie…

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.