Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Ta zbrodnia żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych poruszyła opinię publiczną na całym świecie. Dlaczego wymordowali konkurencyjny oddział polskiego podziemia?

Ofiarą oddziału NSZ padło 26 żołnierzy z "konkurencyjnej" polskiej partyzantki.

fot.Lowdown/CC BY-SA 3.0 Ofiarą oddziału NSZ padło 26 żołnierzy z „konkurencyjnej” polskiej partyzantki.

Poszczególne oddziały polskiej partyzantki nie pałały do siebie wielką sympatią. Zwłaszcza konflikty między Narodowymi Siłami Zbrojnymi i Gwardią Ludową miejscami zamieniały się w regularną wojnę domową. Jeden z jej najbardziej brutalnych epizodów miał miejsce w sierpniu 1943 roku niedaleko Borowa.

Leonard Szczęsny Zub-Zdanowicz, w konspiracji znany lepiej jako „Dor” lub „Ząb”, był pod wieloma względami niemal modelowym wzorem żołnierza. Przedwojenny oficer kawalerii, w kampanii wrześniowej walczył w różnych jednostkach – po rozbiciu jednych szukając następnych – do 2 października 1939 roku, kiedy złożył broń wraz z całą Grupą Kawalerii „Chełm”.

„Ząb” w Narodowych Siłach Zbrojnych

Udało mu się uniknąć niewoli. Początkowo ukrywał się w kraju, zaś pod koniec roku 1939 udał się w karkołomną podróż przez Węgry, Jugosławię i Włochy do Francji. Jako oficer Samodzielnej Brygady Strzelców Podhalańskich brał udział w walkach w Norwegii i Francji, później zaś, po ewakuacji do Wielkiej Brytanii, przeszedł szkolenie komandosa i wkrótce wylądował z powrotem w Polsce – już jako cichociemny.

Zdanowicz za wszelką cenę chciał walczyć, ale z jakichś powodów nie odpowiadały mu przydziały oferowane przez AK. Jest to o tyle dziwne, że w 1942 roku dostał całkiem stosowny do jego temperamentu, ambicji i wyszkolenia przydział do Wachlarza – dywersyjnej struktury niszczącej m.in. linie kolejowe zaopatrujące front wschodni.  „Wiadomo też, że po rozwiązaniu Wachlarza dowództwo AK chciało skierować go na szefa kontrwywiadu, co było uzasadnione jego doświadczeniem w pracy jako oficera bezpieczeństwa w sztabie 27 Dywizji” – tłumaczy Janusz Marszalec.

Leonard Szczęsny Zub-Zdanowicz (na zdjęciu w ramce) przed wydarzeniami pod Borowem zasłużył się dla Polski między innymi jako cichociemny. Zdjęcie przedstawia dekorację podporucznika Michała Fijałki orderem Virtuti Militari 28 sierpnia 1942 roku.

fot.NAC 37-552-3/domena publiczna Leonard Szczęsny Zub-Zdanowicz (na zdjęciu w ramce) przed wydarzeniami pod Borowem zasłużył się dla Polski między innymi jako cichociemny. Zdjęcie przedstawia dekorację podporucznika Michała Fijałki orderem Virtuti Militari 28 sierpnia 1942 roku.

Nie wiadomo więc, z jakiego powodu w maju 1943 roku zdecydował się na dezercję z szeregów AK i wstąpienie do Narodowych Sił Zbrojnych. W NSZ sprawy potoczyły się szybko i już 9 sierpnia 1943 roku Zdanowicz stacjonował ze swoim oddziałem w niewielkiej miejscowości Borów na Lubelszczyźnie.

Spotkanie z „Kilińskim”

W sąsiedztwie ulokował się obóz oddziału Gwardii Ludowej Kiliński, dowodzonego przez Stefana Skrzypka „Słowika”. Był to niewielki i stosunkowo świeży oddział, w zasadzie niemający na swoim koncie żadnych wartych odnotowania akcji bojowych przeciwko komukolwiek. Nie znaczy to oczywiście, że składał się on wyłącznie z dobrych komunistów pragnących wcielać w życie ideały pacyfizmu.

Walczyli w nim choćby członkowie grupy niejakiego Józefa Liska (ps. „Lisek”) – wiejskiego rozrabiaki około trzydziestki, mającego na koncie przedwojenną odsiadkę i niemało rabunków dokonywanych już w czasie okupacji. Wcielenie podkomendnych „Liska” do GL – jak można wywnioskować z raportów – niekoniecznie było dobrowolne. Metodę taką stosowały również Armia Krajowa i NSZ – schwytanych bandytów stawiało się przed prostym wyborem: wcielenie albo rozstrzelanie.

Z pewnością taka metoda rekrutacji do podziemnych armii nie najlepiej wpływała na ich morale, dyscyplinę i poziom ideowy, ale nie ma się co oszukiwać – twardzi, odważni, obyci z bronią i znający teren ludzie stanowili nieocenione wzmocnienie partyzanckiej siły ognia […].

Tym bardziej zaskakujące jest, że oddział złożony z takich mniej więcej żołnierzy nie tylko nie podjął żadnej akcji zbrojnej przeciw siłom znienawidzonego przecież NSZ, ale spróbował rzeczy w warunkach wojny partyzanckiej zupełnie szalonej (choć formalnie zalecanej), a mianowicie: prowadził w szeregach tych zatwardziałych endeków… komunistyczną agitację. Zub-Zdanowicz podsumował spotkanie obu oddziałów krótko:

Licząc się z niespodziewanym atakiem z ich strony i mając dowody szerzenia propagandy komunistycznej wśród nas i w okolicy, postanowiłem działać natychmiast. Akcją dowodziłem osobiście. Użyłem 20 ludzi. Najpierw rozkazałem zaaresztować i rozbroić sześciu „gości”. Następnie stosownie do ich wskazówek odszukałem biwak „Słowika”. Sam rozbroiłem wartownika i tyralierą zaatakowałem obóz, zajmując go bez jednego strzału.

Oddziały GL i NSZ spotkały się niedaleko Borowa, koło miejscowości Wólka Szczecka. Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego sprzed wybuchu wojny.

fot.domena publiczna Oddziały GL i NSZ spotkały się niedaleko Borowa, koło miejscowości Wólka Szczecka. Mapa Wojskowego Instytutu Geograficznego sprzed wybuchu wojny.

Do tego momentu działania NSZ wydają się całkiem zrozumiałe, uzasadnione strategicznie i po prostu rozsądne. Spora część oddziałów GL wykazywała się jednak większą drapieżnością i bardziej bandyckimi skłonnościami niż grupa „Słowika”. A i wzajemne strzelaniny nie należały wcale do rzadkości.

„Jednego Polaka ułaskawiłem…”

Ludzie „Słowika” nie sięgali jednak po broń. Tym dziwniejsza wydaje się decyzja, którą w kilka minut po spacyfikowaniu obozu podjął „Ząb”. „Z całości bandy liczącej 30 ludzi kazałem rozstrzelać 29, jednego Rosjanina i jednego Polaka ułaskawiłem ze względu na wiek, jeden bandyta uciekł” – zapisał w późniejszym raporcie.

Humanitaryzm „Zęba” przejawiający się ułaskawieniem dwójki partyzantów nie został doceniony na forum międzynarodowym. Wieść o wymordowaniu oddziału GL rozeszła się nie tylko po Polsce – przekroczyła też kanał La Manche i dotarła do Londynu. Rząd Polski na emigracji domagał się wyjaśnień od Tadeusza Komorowskiego „Bora”, który wkrótce odpowiedział:

8 grudnia 1943 zostało ustalone, że wymordowania 26 ludzi z oddziału partyzanckiego Armii Ludowej dokonali dowódcy z oddziałów Narodowych Sił Zbrojnych, wybijając upojonych alkoholem na przyjęciu. W publicznym oświadczeniu, nie wymieniając Narodowych Sił Zbrojnych, podałem, że Armia Krajowa nie ma nic wspólnego z tym mordem, który potępiłem.

Zbrodnia pod Borowem została opisana między innymi w gazecie GL "Gwardzista".

fot.Jirew/CC BY-SA 4.0 Zbrodnia pod Borowem została opisana między innymi w gazecie GL „Gwardzista”.

Nie należy przejmować się błędami w raporcie „Bora” – jak wynika z jego meldunków, nie był w tej sprawie najlepiej zorientowany. Faktem jest jednak, że Armia Krajowa oficjalnie odcięła się od tej masowej egzekucji i potępiła ją, uznając tym samym za zbrodnię. Relacje kilku ocalałych pozwalają dodać do tego określenia słowo „brutalna”. Jeden z gwardzistów, niejaki „Pokrzywa”, czyli Stanisław Babieracki, opowiadał później:

Dziwnie wyglądał ten oddział: twarze chmurne, posępne, dzikie, każdy za pasem miał zatknięty toporek. Dowódca przybyłego oddziału zwrócił się do naszego dowódcy, by zebrał cały oddział w celu wspólnej narady i opracowania planu napadu. Zebraliśmy się wszyscy, jedynie tow. „Janusz”, jako prowiantowy, został przy wozie, a ja w tym czasie musiałem odejść na stronę.

Po chwili o uszy moje liczne przeraźliwe głosy i huk wielu wystrzałów rewolwerowych. Każdy z napastników (…) uzbrojony był w broń krótką schowaną w kieszeni. Słysząc strzały, pobiegłem w kierunku naszych wartowników – w odległości 100 metrów zostałem przez nich zatrzymany donośnym okrzykiem „Stój, bo strzelam”.

Padłem na ziemię bez ruchu, a gdy nadbiegł wartownik na odległość trafienia, celnym strzałem położyłem go trupem, po czym rozpocząłem ucieczkę. Drugi wartownik ranił mnie w momencie padania na ziemię – kula przeszła przez szyję, utknęła mi w żebrach z prawego boku. Ranny wycofałem się w kartofle.

Do zbrodni doszło w pobliżu wsi Borów w powiecie kraśnickim.

fot.Paweł J. Mazurkiewicz/CC BY-SA 3.0 pl Do zbrodni doszło w pobliżu wsi Borów w powiecie kraśnickim.

„Sądzili, że to żarty”

Wspomnienia ocalałych z pogromu jak zwykle w takich przypadkach różnią się od siebie. W przypadku „Pokrzywy” pamięć jest dodatkowo niekompletna, bo gwardzista, jak przyznaje, samego mordu właściwie nie widział – słyszał jedynie krzyki i strzały – był w tym czasie wystarczająco zajęty ratowaniem własnego życia i czołganiem się po kartoflisku. Właściwa egzekucja rozpoczęła się, gdy był już w pewnej odległości. Tak zapamiętali ją autorzy oficjalnego raportu, sporządzonego 2 września 1943 roku:

W dniu 9 VIII w lesie koło wsi Borów p. Kraśnik stacjonował nasz oddział im. Kilińskiego, gdzie miał do wykonania pracę wiadomą Gł. Dow. GL. W nocy z 8 na 9 VIII przybył na to miejsce oddział endecki w sile 50 ludzi uzbrojony w 4 rkm, 1 ckm. Nawiązali kontakt z naszym oddziałem i o godz. 8 rano poszło 6 towarzyszy zobaczyć oddział endecki i już do godz. 11 rano nie wrócili. Przed 11 przyszło kilku endeków do naszego oddziału i po przyjacielsku prowadzili rozmowy.

O godz. 11 pojawili się endecy uzbrojeni, otaczając nasz oddział ze wszystkich stron z okrzykiem: „Ręce do góry”, zbliżali się szybko do naszego oddziału. Gwardziści nie przeczuwając nic złego, sądzili, że to żarty, również będący w naszym oddziale endeccy oficerowie krzyczeli: „Nie strzelajcie, to żarty”. Kiedy jednak niektórzy chwycili za broń – oficerowie endeccy mając zawczasu przygotowane visy, zagrozili śmiercią tym, którzy będą stawiali opór.

Oficerowie endeccy wycelowali w niespodziewających się ataku gwardzistów przygotowane wcześniej do strzału visy.

fot.Askild Antonsen – Radom/CC BY 2.0 Oficerowie endeccy wycelowali w niespodziewających się ataku gwardzistów przygotowane wcześniej do strzału visy.

Nie było już żadnego ratunku – zastraszeni gwardziści usłuchali wezwania i zapewnienia, że to żarty, podnieśli ręce do góry. W tym czasie kilku usiłowało zbiec – było jednak już za późno. Nastawione karabiny ręczne siekły i gwardziści legli trupem. Pozostałych powiązano sznurami po dwóch i kolejno odprowadzano dwójkami o 300 m, gdzie spisywali nazwiska, rozbierali do koszuli i nago, boso prowadzili dalej do lasu, gdzie stali kaci z siekierami i siekli na kawałki każdą dwójkę. W ten sam sposób zamordowali czterech chłopów, którzy przyszli zobaczyć żołnierzy AL. Chłopów wymordowali za to, że „współpracują z komunistami, bolszewikami”.

Najbardziej drastycznie brzmi w tym wszystkim informacja o narzędziach zbrodni – siekiery nie były jednak standardowym sprzętem wykorzystywanym przy egzekucjach, zasadniczo preferowano rozstrzelanie. Zapamiętali je jednak i „Pokrzywa”, i autorzy raportu opierający się na zeznaniach pozostałych ocalałych.

Antynacjonalistyczna propaganda?

Czyżby wprowadzono tu celowo element szoku, by skuteczniej wykorzystać mord pod Borowem w antynacjonalistycznej propagandzie i wzmocnić wizerunek zabitych gwardzistów jako męczenników walk o niepodległość? Zważywszy, że jeszcze w trakcie wojny zaczęto przedstawiać Borów jako „Katyń działaczy ludowych”, wydaje się to całkiem prawdopodobne.

Artykuł stanowi fragment książki Wojciecha Lady "Bandyci z AK", wydanej nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont.

Artykuł stanowi fragment książki Wojciecha Lady „Bandyci z AK”, która została wydana nakładem Wydawnictwa Znak Horyzont.

Z drugiej strony Marek Jan Chodakiewicz przytacza relację anonimowego konspiratora z Batalionów Chłopskich będącego świadkiem zabicia w podobny sposób kilku młodych chłopaków, którzy na początku czerwca 1943 roku przyjechali zaciągnąć się do oddziału NSZ Leona Cybulskiego „Znicza”. Tym razem napastnikami byli żołnierze Gwardii Ludowej:

W Rzeczycy Księżej zatrzymali ich chłopi, wśród których był oficer sowiecki w stopniu majora. Gdy grupę chłopców odprowadzono poza wieś, major pozwolił „Zniczowi” odjechać, może dlatego że był w mundurze, a chłopców zaczęli zabijać, rąbiąc ich siekierami (…).

Po upływie czasu dowiedzieliśmy się, że 5 zostało pochowanych w jednym dole, po zwłoki przyjechały matki, bowiem mężczyźni obawiali się, że zostaną zamordowani. Kobietom nie dano łopat, rękami odgrzebywały ziemię, poznały synów po ubraniach, bo głowy mieli zmasakrowane, a ciała w rozkładzie.

Oddział zatrzymany przez Zub-Zdanowicza należał do Gwardii Ludowej. Na ilustracji odznaka wyróżniająca członków GL i ich orzełek.

fot.Jirew/CC BY-SA 4.0/Marek Ruszczyc/CC BY-SA 4.0 Oddział zatrzymany przez Zub-Zdanowicza należał do Gwardii Ludowej. Na ilustracji odznaka wyróżniająca członków GL i ich orzełek.

Może więc i w przypadku Borowa mówienie o „siekaniu na kawałki” nie jest wcale propagandową przesadą? A może jest nią w obu wspomnianych relacjach? Wspomnienia kolejnego ocalałego, Stanisława Pawłowskiego „Kuropatwy”, nic jednak na temat siekier nie mówią: „NSZ-owcy kazali wstać, obrócić się plecami do siebie, powiązali nas po dwóch i kazali iść na sąd. Pierwszą dwójkę poprowadzili, a po chwili dało się słyszeć strzały (…). Po około 20 minutach zabrali drugą dwójkę, po czym również było słychać strzały” – opisywał po latach „Kuropatwa”. Później uzupełniał:

Po około 50 m[etrach] zobaczyliśmy czterech naszych chłopców zabitych. W tym czasie usłyszałem strzały i Kiełbiński padł na mnie zabity. Ja go zrzuciłem z siebie i zacząłem uciekać. Dla mnie musiał być niewypał, gdyż też bym zginął. Uciekałem lasem ze sto metrów, po czym skręciłem w lewo w gęsty zagajnik. Cały czas NSZ-owcy strzelali za mną.

A może zdradził „Słowik”?

Również kolejny ocalały, Adam Skóra, nie wspomina o siekierach, choć zasadniczo powtarza wersję znaną z oficjalnego raportu. Dodaje za to ciekawy wątek – prawdopodobnej zdrady dowódcy gwardzistów „Słowika”. Skóra jest w każdym razie pewny tego, co widział:

Około 11 zauważyłem zbliżających się osobników z bronią gotową do strzału, którzy szli w szyku bojowym. Zaczęli krzyczeć: »Ręce do góry!«. Gwardziści zaczęli pytać, co jest. Ale wszyscy podnieśli ręce do góry. Wszystkich z wyjątkiem »Słowika« i jeszcze jednego gwardzisty, którym był Józef z Popowa, pow. Kraśnik, związali.

Czy to możliwe, że część zbrodni popełniono z użyciem siekier?

fot.b.gliwa/CC BY-SA 2.5 Czy to możliwe, że część zbrodni popełniono z użyciem siekier?

Potwierdzał to i „Kuropatwa”: „»Słowik« siedział razem z nimi, palił papierosy i patrzył, jak nas męczyli (…). Co się stało ze »Słowikiem«, nie wiem. Z jego zachowania podczas mordu wynikało, że to on nas wydał w ręce NSZ”.

Ale jeśli nawet tak było, prawdopodobnie nie skończyło się to dla Stefana Skrzypka dobrze. „Następnie wzięli szefa oddziału na przesłuchanie za rzekę, ale po chwili rozległ się strzał. Został zabity szef” – zapamiętał Skóra. A wraz ze Skrzypkiem zginęło dwudziestu sześciu innych Polaków.

Źródło:

Powyższy tekst stanowi fragment książki Wojciecha Lady pt. Bandyci z Armii Krajowej, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Tytuł, lead, ilustracje wraz z podpisami, informacje i wyjaśnienia w nawiasach kwadratowych, wytłuszczenia oraz śródtytuły pochodzą od redakcji. Tekst został poddany podstawowej obróbce redakcyjnej w celu wprowadzenia częstszego podziału akapitów. By zachować integralność tekstu, usunięto z niego przypisy znajdujące się w wersji książkowej.

Komentarze (41)

  1. Adam Odpowiedz

    Prawda jest taka, iż oddział GL to nie partyzantka a banda zbójów, rzezimieszków, bandytów i złodzieji. Którzy terroryzowali okolice, okradali każdego napotkanego czasem nawet zabijajc i przypisywali to nsz. Oddział GL nie walczył z okupantem a z mieszańcami pobliskich wsi rabując żywność ale i pieniądze czy ogólnie dobytek. Więc likwidacja zbirów którzy tylko okradali i mordowali bezbronną ludność była działaniem mającym zapewnić porządek i być przestrogą dla innych tego typu gadzinowskich grup.

    • Jaco Odpowiedz

      GL czy AL to nie była żadna partyzantka! To zbieranina lumpenproletariatu różnej maści bandytów i gwałcicieli! Są dostępne świadectwa ludzi, proszących NSZ-owców o ochronę przed tą niby partyzantką! GL nie walczyła z niemcami tylko z polską wsia!

    • RRR Odpowiedz

      AL ,AK i BCH to PRAWDZIWI PARTYZANCI którzy maprawdę walczyli, potrafili ze soba wspólpracowac. natomiast NSZ to bandycka faszystowska szumowina zżarta nienawiścia do wszystkiego copostepowe. jesli chodzi o AL to przynajmiej obecnie w kielecczyxnie czy lubelszczyźnie te oddziały sa bardzo dobrze wspominane przez ludnosć. wystarczy popatrzeć na coroczne obchody bitwy pod gruszką .pomimo wsciekłosci narodowców i prób prowokacyjnych jej zakłócania sa na tych obchodach tysiące ludzi.odprawiane sa za pratyzantów AL msze swiete polowe. na nic pyskówki To byli prawdziwi partyzanci a nie bandycjie mordy z NSZ

  2. Anonim Odpowiedz

    Mój ojciec był żołnierzem AK w zgupowaniu Jodła, Niestety, nie chciał opowiadać o tamtych czasach. Kiedy czytałem „Barwy walki” Moczara natknąłem się na epizod dotyczący Zagnańska , miejsca naszego zamieszkania. Było to ostrzelanie Brygady Świętokrzyskiej NSZ przez niemiecki pociąg pancerny. Ojciec powiedział, že była to pomyłka Niemców, bo NSZetowcy w tym czasie polowali na komunistów. Po wybuchu Powstania Warszawskiego oddział ojca szykował się do marszu”na pomoc Warszawie”. Potrzebne były konie do taboru. Na łąkach między Bartkowem a Goleniawami „Kałmucy” wypasali konie. Ojciec wraz z innym akowcem (mój ojciec chrzestny) ukradli kilka koni i pognali w kierunku Szałasów omijając pobliskie wioski. Własowcy idąc po śladach natknęli się na czujkę NSZ. Po krótkiej strzelaninie wycofali się z lasu i powiadomili Niemców a ci przysłali pociąg pancerny, który ostrzelał pozycje partyzantów z NSZ. Potyczkę tę gloryfikują prawicowi historycy jako wielką bitwę. Niemcy grozili, że spalą Bartków i Goleniawy za pomoc partyzantom. Moja babka zebrała okup od mieszkańców tych wsi i zapobiegła tragedii. Nie potrafię więcej na ten temat powiedzieć bo rodzice nie żyją a także od dawna mieszkam z dala od miejsca, gdzie to się zdarzyło.

      • w poszukiwaniu prawdy historycznej Odpowiedz

        Wskażcie mi oddział, nie ważne spod jakiego sztandaru, który nie zaopatrywał się w żywność u chłopów, mówiąc prosto:RABUJAC. Niektórzy wydawali pokwitowania, na których kobieta zupy nie mogła ugotować. Rabowali też kożuchy, kalesony, spodnie. Wszyscy.Stąd we wsi okrzyk: LESNI IDĄ i kobiety ratowały to co mogły wynosząc do przygotowanych kryjówek. To nie tylko przed Niemcami ukrywano w lesie świniaki, krowy i konie.Obojętnie było spod jakiego znaku jest Oddział. Oddział Mściciela Jana Stefko, po wojnie udający się ” na Zachód” rozbity na południe od Dębicy w 1947 roku / 3 członków powieszono publicznie na Rynku w Dębicy / w niedalekim Przecławiu rozbił sklep, zabrał materiały tekstylne, czemu nie ma się co dziwić, ale obrabował plebanię, a następnie dobra Reyów z pałacu w Przecławiu, zabrał zakladniczkę/?/z pałacu i udał się w kierunku Słowacji/Austrii. Jan Stefko w Przecławiu/ zastawy stołowe, obrusy, nakrycia, obrazy, wartościowe wyposażenie uważany był za przedstawiciela niemieckiej administracji, są pisemne dokumenty, gdzie mieszkańcy zarzucają mu zbrodnie / list ojca Teofila Lenartowicza /przebywał w okolicach Brzozowa, gdzie go Antoni Żubryd miał pogonić, a ten udał się do Ognia, a istnieją przekazy, że tam również mieszał i po ostrzeżeniu Ogiień go zlikwidował. Ma w Dębicy tablicę pamiątkową. Wcześniej wiceburmistrz Dębicy uzyskał zaświadczenie IPN w Rzeszowie, że Mściciel jest „czysty”. Skomplikowane są losy ludzi podziemia podobno niepodległościowego. Miarą czarne-białe nie da się tego wymierzyć.

  3. Anonim Odpowiedz

    Jaka zbrodnia? GL to byli bandycie, który prawie w ogole nie walczyli z Niemcami, Ich celem byla bezbronna ludnosc oraz polskie podziemie. Smiechu warty ten artykol.

    • ZQW Odpowiedz

      GL, a później AL też walczyła z Niemcami i jest to fakt historyczny. Poczytaj o Powstaniu Warszawskim i Republice Pińczowskiej. Wspólnie z AK i BCh, AL-owcy walczyli też w Puszczy Solskiej, pod Rąblowem i w wielu innych bitwach. Mimo, że były to ‚oddziały komunistyczne’, to zwykle trafiali tam zwyczajni młodzi ludzie, którzy albo chcieli się bić z Niemcami i pomścić doznane krzywdy i przez czysty przypadek trafili akurat na oddział GL czy AL, lub ludzie, którzy po prostu musieli uciekać przed Niemcami. Do oddziałów NSZ też trafiali podobni ludzie. Służyło w NSZ też wiele osób pochodzenia żydowskiego, a nie tylko tzw. ‚narodowcy’. Do jakiego oddziału ktoś trafił, było często kwestią przypadku. Takie były okupacyjne realia.
      Pzdr

  4. Bn Odpowiedz

    Jaka zbrodnia? Wszak oczyszczanie świata z wszelkiej maści szczurów, lewicy czy pluskiew mile jest Panu i nagrodzone szczęściem wiekuistym będzie…

  5. Charlie Odpowiedz

    niestety, ale GL i AL kojarzy się ze zwykłym bandytyzmem na ludności cywilnej począwszy od okradania chłopów nie tylko z żywności ale też i ich mordowaniem i gwałtami. Dochodziło do paradoksalnych sytuacji kiedy sterroryzowane wsie prosiły o pomoc lokalne oddziały AK – Kedyw o obronę przed GL i AL. Jedyną rozsądną karą ukrucającą rabunki i morderstwa w takich warunkach to kara śmierci – do więzienia nie dało rady wtrącić przestępców. System aprowizacyjny partyzantki AK i NSZ to dwory i bogate wsie podlegającenatomiast pozostali „partyzanci” radzili sobie z aprowizacją poprzez rabunek z czym Państwo Podziemne nie mogło się zgodzić.

  6. Anonim Odpowiedz

    Rozumiem, że komentarze w stylu „GL/AL to komuniści i bandyci” pochodzą od ludzi znających realia II WŚ i sytuacji ludności cywilnej i państwa podziemnego, czy też kombatantów tamtych walk. Co do NSZ to faktem historycznym jest to, że Brygada Świętokrzyska NSZ wycofywała się wraz z siłami Wermachtu na zachód. Faktem też jest, że NSZ było zaopatrywane przez władze niemieckie i Wermacht w broń, prowiant i umundurowanie. Osobom, które nie znają tych realiów nie powinno się umożliwiać komentowania artykułów.
    A’propos. Skąd komentujący w ten sposób brali źródła historyczne? Czy nie powinna się takim komentarzom przyjrzeć Policja? Toż to potencjalne faszystowskie fakty, które mogły się znaleźć w broszurach ONR czy MW!

    • Ja Odpowiedz

      To, że Brygada Świętokrzyska wykazała dużo sprytu i brawury wykorzystując pogubienie się wycofujących się Niemców oraz podchody ich służb, by wciągać kogo się da do „koalicji antysowieckiej” (w przypadku Brygady – bezskutecznie) jest interpretowane w formie sugestii o kolaboracji przez komunizujących i lewicowych historyków, ale też niestety przez część środowiska AK-owskiego i londyńskiego, które starało się dezawuować konkurencyjna organizację gdyż historia pokazała, że to ona miała rację. Kto rzeczywiście rzetelnie zna historię, ten wie, że rzeczywista współpraca NSZ z hitlerowcami była marginalna i w niczym nie odbiegała od podobnych ruchów AL (kontakty z Gestapo) i AK (kontakty z hitlerowskimi służbami, w trudnych sytuacjach lokalne rozejmy z Niemcami i korzystanie z ich zaopatrzenia). Natomiast tylko ignorant i człowiek o złej woli tworzy zarzut z samego wycofania się Brygady Świętokrzyskiej w celu połączenia z PSZ na Zachodzie – mieli oddać się w ręce NKWD czy dać rozjechać walcowi Armii Czerwonej?

    • Jaco Odpowiedz

      Lewacka miernoto! A kto wyzwoli na terenie Czech obóz koncentracyjny i zapobiegł wymordowaniu przebywających tam Żydówek!? Brygada Świętokrzyska NSZ !!! Niemcy przepuszczali ich na zachód, bo obawiali się 2000 oddziału dobrze wyszkolonych i uzbrojonych zolnierzy! Namawiali ich kilkukrotnie do współpracy, ale NSZ-owcy odmawiali!

      • RRR Odpowiedz

        Prawicowa miernito.Wyzwolili a raczej weszli do niego bo Niemcy uciekli .Wyzwolili bo korzyść własna nakazywała czymś się wkupić aby przyjeli ich amerykanie i nie wydali Polsce. Mieli szczęście że trafili akurat na pattona bo Eisenhauer by nie dał się wziąc na ich faszystowskie wykrety i by ich wydał spowrotem. A Niemcy „bali sie” dwutysiecznego oddziału.Kpina.Rozniesliby go w drobny mak. te tchórzliwe bydlaki po prostu byli dla Niemców swoimi.

  7. Ja Odpowiedz

    Cóż, kwestia wydarzeń pod Borowem została już dość dokładnie wyjaśniona i opisywanie jej nadal w charakterze zbrodni, mordu świadczy, że ktoś się zatrzymał na etapie zohydzania NSZ przez źródła o charakterze propagandowym ze starych czasów – lub, także przytaczając tego rodzaju „podkręcone” i zdementowane badaniami historyjki o siekierach, chce „usensacyjnić” treść. Banda rabunkowa, mimo szyldu GL, pozostaje bandą rabunkową. Polowania tej organizacji na narodowców z NSZ, a także na AKowców były przed tymi wydarzeniami faktem powszechnie znany (23 XII1942 podkomendni „Liska” w Trzydniku Dużym zamordowali trzech należących do NSZ członków rodziny Wójcickich, 19 V1943 r. zabili właściciela majątku w Łyskowie koło Zaklikowa Władysława Kiełczewskiego oraz jego pokojówkę, za to że udzielał pomocy oddziałom AK i NSZ. Partyzanci GL „Liska” napadli też na szereg żołnierzy AK i NSZ, ograbiali ich i zmuszali do oddania ukrywanej broni. W Rzeczycy Książęcej w połowie czerwca 1943 r. radziecki oddział partyzancki zamordował siedmiu członkach NSZ). jakby nie manipulować opisami to podchody geelowców do oddziałów NSZ miały na celu ich rozpoznanie przed atakami. Suma sumarum – żaden mord pod Borowem tylko w pełni i wieloprzyczynowo uzasadniona likwidacja bandy rabunkowej działającej na szkodę Polski, zakończona egzekucją winnych przez rozstrzelanie a nie „mordowaniem”, z ułaskawieniem osób, co do których nie było konkretnych zarzutów. I co najważniejsze – historia w następnych latach w pełni potwierdziła, że NSZ miała rację tępiąc agenturalne struktury Moskwy pod postacią GL/AL, a członkowie tej ostatniej przyczyniali się do zniewolenia Polski. I to zamyka temat.

    • Bóg Honor Ojczyzna Odpowiedz

      Bandyci z Gwardii Ludowej (GL-AL)

      Pogrom w Ludmiłówce miał miejsce od listopad 1942 do lutego 1943 na społeczności żydowskiej oraz żydowskich członków Gwardii Ludowej we wsi Ludmiłówka i jej okolicach w powiecie kraśnickim, popełniony przez komunistycznych partyzantów z Gwardii Ludowej, pod dowództwem Grzegorza Korczyńskiego (ps. „Grzegorz”). Zbrodnia miała charakter rabunkowy wobec ukrywających się Żydów, uciekinierów z okolicznych gett i byłych polskich żołnierzy kampanii wrześniowej pochodzenia żydowskiego. Wobec żydowskiej frakcji w GL zabójstwa te były formą wewnętrznej walki o władzę w środowisku Polskiej Partii Robotniczej. Łącznie zostało zamordowanych około 100 Żydów ukrywających się w okolicy, w większości kobiet i dzieci.

  8. marek Odpowiedz

    No proszę, dwudziestu kilku mniej do ciepłych posad w PRL. Tak, GL i AL to była sowiecka agentura. Zresztą sam skrót AL jest mylący, bo sugeruje, że to coś, mogło mieć rozmiary AK.

  9. Paweł Odpowiedz

    „Z jakichś powodów nie odpowiadały mu przydziały oferowane przez AK” – szanowny autorze, poczytaj sobie czym, de facto, był „Wachlarz”: komu służyły podejmowane przez „Wachlarz” działania i zdobywane informacje. Zub-Zdanowicz nie chciał pozwolić, aby polscy żołnierze przelewali krew w służbie sowietów – przyszłych, nowych okupantów kraju.

  10. aluna Odpowiedz

    Czytam te komentarze i czegoś nie rozumiem…Podobno w Polsce mamy katolicyzm…to gdzie oburzenie na zbrodnię? GL walczyło o Polskę…AL walczyło o Polskę…w obu tych formacjach byli po prostu ludzie…jedni lepsi inni gorsi…ale wszyscy walczyli z okupantem. Za to NSZ kolabrował z okupantem….pod przykrywką walki z komunistami…wypaczone poczucie wartości ( podobnie jak w przypadku Żołnierzy Przekletych) spowodowało mordy bratobójcze….
    Ciekawe ilu z krytykantow tutaj odważyłoby się pójść do lasu i nie mając nic, zrobić wszystko… Łatwo siedzieć przed kompem w cieplym domku, bezpiecznie z piwkiem w ręku i oceniać tych co żyli i umierali w ekstremalnych warunkach…….

    • remix Odpowiedz

      O Jaką Polskę walczyła GL/AL…?To my wiemy dobrze to ,renegaci żydowskiego często pochodzenia ,czerwone szumowiny,pospolici bandyci ,którzy na pasku Moskwy pod flagami NKWD/UB strzelali pózniej Polskim bohaterom jak ich uczyli sowieci w tył głowy….

    • Bóg Honor Ojczyzna Odpowiedz

      GL/ AL to partyzantka komunistyczna zależna od PPR/PZPR
      GL/AL głownie rabowało kradło i zabijało
      a antykomunistyczna partyzantka to prości chłopi którzy mieli dość sowieckiego jarzma narzuconego przez batiuszke Stalina

  11. Prawdziwa historia Odpowiedz

    Nazistowskie Siły Zbrojne to antypolska organizacja stworzona przez Himlera w celu walki z partyzantami z Narodowowyzwoleńczych formacji i w celu mordowania żydów.Każdy dzień okupacji niemieckiej kosztował Polaków 3 tysiące zabitych ,dlatego każdy kto kumał się z Niemcami i chciał opóźnić wyzwalenie polski przez armię czerwoną działał przeciwko polskiej racji stanu i nawet nie zasługuje na miano polaka. Członkowie Nazistowskich sił zbrojnych powinni być uznawani za formacje raczej niemiecka zbliżoną do SS bo byli gorsi od SS Galizien bo Ukraińcy mordowali obcych a bandyci z NSZ przeważnie swoich . SS NSZ

    • zxc Odpowiedz

      Fakt, każdy kto współpracuje z okupantem jest zdrajcą i niczym więcej. Jeżeli morduje własnych rodaków jest też zbrodniarzem i renegatem. Jeśli nawiedzone prawiczki są zbyt głupie aby to pojąć to niech sobie sprawdzą definicje tych określeń.

      • Członek redakcji |Anna Winkler Odpowiedz

        Drogi zxc, zachęcamy do wyrażania swoich opinii, ale prosimy o więcej umiaru w ich formułowaniu. Cała dyskusja pod artykułem pokazuje, że temat wciąż jest kontrowersyjny i budzi dużo emocji – ale nie obrażajmy się, wymieniając komentarze.
        Pozdrawiamy!

    • Bóg Honor Ojczyzna Odpowiedz

      Prawdziwa Historia
      a ty kim jesteś podaj swoje pochodzenie ?
      Żydek ? czy moze skomunizowany białorusek ?
      NSZ to antykomunistyczna partyzantka utworzona w 1942r
      Pierw walcząca z niemieckim okupantem nawet biorąca udział w PW a anstepnie w walce przeciw komunistom
      GL-AL to czysto polityczna i wojskowa komunistyczna partyzantka ktora rabowała i zabijała polskiego chłopa

      przykład bandytyzmu ?
      Prosze bardzo !

      Bandyci z Gwardii Ludowej (GL-AL)

      Pogrom w Ludmiłówce miał miejsce od listopad 1942 do lutego 1943 na społeczności żydowskiej oraz żydowskich członków Gwardii Ludowej we wsi Ludmiłówka i jej okolicach w powiecie kraśnickim, popełniony przez komunistycznych partyzantów z Gwardii Ludowej, pod dowództwem Grzegorza Korczyńskiego (ps. „Grzegorz”). Zbrodnia miała charakter rabunkowy wobec ukrywających się Żydów, uciekinierów z okolicznych gett i byłych polskich żołnierzy kampanii wrześniowej pochodzenia żydowskiego. Wobec żydowskiej frakcji w GL zabójstwa te były formą wewnętrznej walki o władzę w środowisku Polskiej Partii Robotniczej. Łącznie zostało zamordowanych około 100 Żydów ukrywających się w okolicy, w większości kobiet i dzieci.

  12. remix Odpowiedz

    Co za stek bzdur,konkurencyjny oddział GL ….doooooooooobre,toż to była banda czerwonych renegatów,i bandytów pospolitych,i słusznie ich mjr Ząb zlikwidował…

  13. RRR Odpowiedz

    Wieczna chwała Gwardii Ludowej ,Armii Ludowej ,Armi Krajowej i batalionom Chłopskim.ONI NAPRAWDE WALCZYLI z okupantem w przeciwieństwie do zbrodniczej ,bandyckiej formacji NSZ.Tego żadne „wykłady” pseudohistoryka Zebrowskiego nie zmienią

Odpowiedz na „Bóg Honor OjczyznaAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.