Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Dlaczego napisałem książkę o zbrodniarzach z AK? Były dziennikarz „W Sieci” wyjaśnia

Nie wszyscy, którzy wstępowali do AK, byli psychicznie gotowi na to, co ich czekało.

fot.Aszumila/domena publiczna Nie wszyscy, którzy wstępowali do AK, byli psychicznie gotowi na to, co ich czekało.

Wszystkie armie powstają po to, by zabijać, i Armia Krajowa nie była tu żadnym wyjątkiem. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie czynił z tego zarzutu. Rzecz jednak w tym, że w odróżnieniu od większości innych armii, w składzie AK znajdowało się bardzo wiele osób zupełnie do tego nieprzygotowanych. 

Braki w przeszkoleniu, częste wśród żołnierzy AK, dawało się dość łatwo nadrobić. Gorzej jednak wyglądała sprawa z przygotowaniem pod względem psychicznym. Tym bardziej, że zabijanie w konspiracji było jednak czymś zupełnie innym niż zabijanie w regularnym, umundurowanym oddziale – do tego nikt, nawet ludzie z wojskowym doświadczeniem, nie byli w stanie ochotników z AK przygotować.

Marzenie o elitarnej organizacji

W pierwotnych założeniach przyjęto, że będzie ona „organizacją stosunkowo nieliczną, starannie dobraną, jak najściślejszą, bezwzględnie zakonspirowaną”  – jak zalecał gen. Sosnkowski w wytycznych organizacyjnych, przesłanych gen. Roweckiemu w styczniu 1940 roku. Rowecki, karnie stosując się do tych sugestii, założył, że liczba członków nie powinna przekroczyć pięciuset na Obszar, a że Obszarów było sześć, dawałoby to liczbę nie większą niż trzy tysiące żołnierzy.

Tak małą, elitarną grupę ludzi bez większych problemów dałoby się przeszkolić i odpowiednio zahartować, tym bardziej że wśród kadry dowódczej znajdowało się wielu znakomitych oficerów, często mających doświadczenia sięgające wojny polsko-bolszewickiej. W praktyce już miesiąc później stało się dla „Grota” jasne, że – jak raportował – „norma 500 członków na Obszar będzie musiała być znacznie przekroczona”.

Generał Kazimierz Sosnkowski chciał, by Armia Krajowa była organizacją "nieliczną, starannie dobraną, jak najściślejszą, bezwzględnie zakonspirowaną".

fot.domena publiczna Generał Kazimierz Sosnkowski chciał, by Armia Krajowa była organizacją „nieliczną, starannie dobraną, jak najściślejszą, bezwzględnie zakonspirowaną”.

Jednak nawet on zapewne nie spodziewał się, że w pierwszej połowie 1944 roku zostanie ona przekroczona ponad stukrotnie, osiągając wówczas zawrotny pułap trzystu pięćdziesięciu tysięcy ludzi. W rzeczywistości liczba ta była zapewne jeszcze większa, ponieważ w oddziałach panowała nieustanna rotacja – z jednej strony aresztowania i śmierć mocno trzebiły szeregi, z drugiej zaś do leśnych oddziałów uciekało coraz więcej osób zupełnie przypadkowych, z tego czy innego powodu zagrożonych aresztowaniem w miejscu zamieszkania.

Kadrowa i karna, rekrutująca się bądź z byłych żołnierzy września, bądź przynajmniej starannie wyselekcjonowanych młodych ludzi o twardym ideowo kręgosłupie, mniej więcej w połowie 1943 roku Armia Krajowa stała się armią masową. A zbiegło się to z akcją „Burza” – pierwszym tak naprawdę momentem II wojny światowej, kiedy polska konspiracja podjęła otwartą walkę, już nawet nie tylko z Niemcami, ale też, mniej lub bardziej oficjalnie, z Ukraińcami, Litwinami, partyzantką sowiecką i polską prosowiecką, do czego dochodziły napięte stosunki z Narodowymi Siłami Zbrojnymi, które niekiedy przybierały postać niepokojących incydentów, nawet z użyciem broni.

Komentarze (16)

  1. Adam Odpowiedz

    Autor kpi z logiki. Ta książa to pozycja propagandowa. Pisząc o AK przytacza opinie o mordery z GL Izraelu Ajzenmanie „Lwie”. gdzie do AL i GL przyjmowano przedwojennych bandytów i zbirów wypuszczonych przez niemców z więzień. NSZ i AK miało system wzorców i ich egzekwowania nawet z wyrokami śmierci

    • Ksysio Odpowiedz

      Czytaj ze zrozumieniem chłopie. Chodzi o pokazanie pewnych mechanizmów jakie zachodzą w czasie wojny. Naprawdę wierzysz, że całe AK było nieskazitelne? Wierzysz w rycerzy z bajki.. Choć po tym tekście o AL i GL nie powinno się ciebie traktować inaczej niż pospolitego trolla.

      • xaaf Odpowiedz

        Faktem historycznym jest, że ludzie przepraszam za wyrażenie „najgorszego sortu” szli do komunistycznych pro-sowieckich organizacji czyli GL i AL – dezerterzy, złodzieje, gwałciciele etc. AK i NSZ broniła się przed tymi ludźmi, choć czasem przyjmowała ich do swój stan i poddawała ścisłej kontroli.

        • gajowy Marucha

          Przyjmij do wiadomości, że mordercy, gwałciciele i zwykli bandyci byli w każdej armii i pod każdą szerokością geograficzną. A robienie ze zwykłej szarości nieskalanej bieli nazywamy wybielaniem. Pomijanie faktów, przemilczanie – szkodzi historii.Żadne ugrupowanie partyzanckie nie zaopatrywało się w supermarketach, dowódcy przestrzegali – działacie na pograniczu bandytyzmu.W tych czasach nie dzieliło się oddziałów na złe i dobre ugrupowania, mówiono ” leśni” – wszystkich trzeba było nakarmić i nie tylko.

        • Dembski

          ścisła kontrola była bardzo ścisła i polegała na fizycznej likwidacji?

  2. Wiesiek Odpowiedz

    Ksysio przyznam trochę racji Adamowi – samo zestawienie AK i AL można porównać do zestawiania opisu strefy gazy do getta warszawskiego – uogólniając – działają te same mechanizmy. Chyba nikt się nie powinien do tego przyczepić – tylko czy używanie takich porównań w ogóle powinno robione ?

  3. Na szczęście nie katolik Odpowiedz

    Tak w AK to byli wszyscy ochrzczeni i do mszy służyli. .ha ha ha ha ha ha ha
    Jak wy co nigdy nie przeżyliśmy wojny możecie kogo kolwiek oceniać jak można tak opluwać żołnierzy AL…przecież w większości to wasi dziadkowie

    • Gg Odpowiedz

      Do mszy może Panu by się przydało posłużyć. AK była organizacją stworzoną podczas okupacji i powinniśmy być dumni z jej osiągnieć. Wystarczy porównać jej działalność a wychwalany na cały swiat francuski ruch oporu. Nawet jeżeli się trafił tam ktoś kto nie powinien to i tak to nie znaczenia w tamtych realiach.

      • Struś Pędziwiatr Odpowiedz

        Gościu – patrz nas świat realnie, a nie przez pryzmat broszurek dla nauczycieli historiiwydawanych przez IPN. Nie umniejszając roli AK i całej polskiej walki podziemnej łącznie – takie efekty z całej niemieckiej okupacji to w Iraku mają w ciągu jednego dnia. I tyle.

  4. Tewa Odpowiedz

    To są wspaniałe książki lecz zapomnieliście jeszcze wspomnieć o Batalionach Chłopskich działających głównie w lasach świętokrzyskich lubelskich i małopolskich jak i terenach wschodnich a ukrywali głównie Żydów jak i ludzi ściganych listami gończymi lll-ej Rzeszy a potem Radzieckiego NKWD.takich ciekawych opowiastek poznałem sporo na ziemiach polskich wschodniej jak i przygranicznych terenach Rosji i Ukrainy dawnych ternach naszej kochanej polski lecz uważam że nie granicę nas dzielą lecz my sami przez wspomnienia historii mniej znanych.

  5. Anonim Odpowiedz

    Wojciech Lada historyk dziennikarz nie śmiechu warte wystarczy zobaczyć argumenty pana Leszka Żebrowskiego !

  6. Jask Odpowiedz

    Polacy szli do takiej armii podziemnej, do jakiej mieli dostęp. To było losowe. Srodowiska inteligenckie miały dostęp do AK, robotnicze do AL i GL , to chyba oczywiste.

Odpowiedz na „dworska gnidaAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.