Agenci CBA w domu znanego historyka, który postawił się PiS-owi. Czy to nowy sposób uprawiania polityki historycznej?
28 listopada Paweł Machcewicz wysłał do mediów i do znajomych wiadomość, że w jego warszawskim domu zjawiło się dwóch agentów CBA. Historyk przebywa za granicą i jak sam stwierdza, obawia się, co stanie się gdy wróci do Polski.
O Pawle Machcewiczu pisaliśmy już wielokrotnie w kontekście kontrowersji wokół Muzeum II Wojny Światowej, którego był dyrektorem. Krytycznie wypowiada się on na temat zmian wprowadzanych przez nowe władze placówki i naruszania integralności ekspozycji, którą firmował swoim nazwiskiem.
Obecnie Machcewicz przebywa na stypendium naukowym niemieckiej uczelni. Podczas jego nieobecności w Polsce, która trwa od połowy września, w jego domu zjawili się agenci CBA. Historyk zdecydował się nagłośnić tę sytuację, wysyłając jej opis do znajomych naukowców i dziennikarzy. W mailu, jaki otrzymała także nasza redakcja, 28 listopada 2017 roku późnym wieczorem napisał:
Dzisiaj wieczorem do mojego domu w Warszawie przyjechało dwoje agentów CBA. Zastali mojego syna, któremu najpierw powiedzieli, że „byli w pobliżu i zajrzeli przy okazji”, potem, po wylegitymowaniu, okazało się, że przyjechali specjalnie z Gdańska. Poszukiwali mnie, wypytywali się od jak dawna jestem zagranicą i kiedy będę w Polsce. Następnie zostawili telefon agenta CBA, który ma mnie przesłuchiwać w sprawie rzekomego działania „na szkodę Muzeum II Wojny Światowej”.
Przy okazji
Agenci CBA, którzy „przy okazji” przyjechali z Gdańska do Warszawy, do domu Machcewicza, zostawili kontakt do osoby, która ma go przesłuchać. Badacz ma jednak wątpliwości, czy to prawdziwe imię i nazwisko:
Nazwisko zapewne „legalizacyjne”, jak w Służbie Bezpieczeństwa. W każdym razie śledztwo w sprawie rzekomego „działania na szkodę Muzeum” najwyraźniej bezpośrednio prowadzi CBA, prokuratura tylko firmuje je urzędowo.
Dalej Paweł Machcewicz wspomina jeszcze, że do 6 grudnia nie będzie go w Polsce i dopiero po powrocie jest w stanie odebrać z poczty wezwania na przesłuchanie. Podkreśla przy tym, że po potwierdzeniu danych, jakie zostały podane ustnie jego synowi, skontaktuje się z CBA. Na koniec były dyrektor gdańskiego muzeum wyjaśnia powody nagłośnienia tej sytuacji:
Informuję Państwa o tej sytuacji w przekonaniu, że w takich sytuacjach jawność jest najlepszą bronią, a także ze względu na to, że nie wiem co się może wydarzyć jak przyjadę do Polski 6 grudnia na promocję mojej książki o Muzeum II Wojny Światowej.
CBA: to normalne działanie
Na oficjalnej stronie internetowej Centralnego Biura Antykorupcyjnego możemy przeczytać oświadczenie, jakie zostało wydane 29 listopada w związku z zapytaniami wysyłanymi przez dziennikarzy. Wydział Komunikacji Społecznej CBA tłumaczy w nim, że sytuacja opisana przez Machcewicza to codzienne działania każdej służby, a także, że:
Prokuratura Okręgowa w Gdańsku pisemnie zleciła funkcjonariuszom CBA z Delegatury w Gdańsku ustalenie, czy przebywa on pod warszawskim adresem, pod który kierowane były niepodjęte wezwania oraz doręczenie Panu Machcewiczowi wezwania do stawienia się do Prokuratury w charakterze świadka.
Źródła informacji:
- Oświadczenie na oficjalnej stronie internetowej Centralnego Biura Antykorupcyjnego.
- Wiadomość od prof. Pawła Machcewicza.
Dodaj komentarz