Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Już mieliśmy w Polsce pełzającą dyktaturę. Czego dzisiejsze władze mogą się nauczyć od tych przedwojennych?

Dążąc do "sanacji" moralnej w kraju Józef Piłsudski sięgał po coraz drastyczniejsze środki. Na zdjęciu Marszałek, Joseph Goebbels oraz Józef Beck.

fot.domena publiczna Dążąc do „sanacji” moralnej w kraju Józef Piłsudski sięgał po coraz drastyczniejsze środki. Na zdjęciu Marszałek, Joseph Goebbels oraz Józef Beck.

Nieśli na ustach hasło „sanacji moralnej”, a w rzeczywistości chcieli wprowadzić rządy silnej ręki. Głoszony przez piłsudczyków zamiar uzdrowienia sytuacji w Polsce, już w kilka lat po przewrocie majowym okazał się mrzonką. A ich metody nie odbiegały od dyktatorskich.

Wbrew oczekiwaniom Piłsudczyków, pierwsze lata po przewrocie nie upłynęły pod znakiem planowanych przeobrażeń. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy była nonszalancja, z jaką Piłsudski odnosił się do spraw polityki wewnętrznej. Odciął się on od wszelkich partii i przyjął pozycję „ojca opatrznościowego”.

Postawienie się ponad politycznymi podziałami miało swoje zalety, ale też wywołało sporo konfliktów. Tuż po majowym przewrocie zabroniono Sejmowi i Senatowi podjęcia uchwały o samorozwiązaniu. Wynikało to z przeświadczenia Marszałka, że z ówczesnym parlamentem łatwiej będzie mu dojść do porozumienia, niż z nowym, którego składu nie można było przewidzieć.

Z drugiej strony, Piłsudski od lat podkreślał konieczność istnienia w Polsce demokracji oraz jej nadrzędność wobec innych politycznych systemów. Nie zamierzał zatem całkowicie zmieniać dotychczasowej formy rządów, w dodatku, nie dysponował jeszcze konkretnym pomysłem jak zakorzenić hasło „sanacji” w umysłach obywateli.

Nie mając gotowej recepty na „naprawę”, ograniczył się do wypominania warcholstwa zarówno klasie politycznej, jak i ogółowi społeczeństwa. Kwestie te spowodowały, że pierwsze dwa lata po zamachu minęły pod znakiem nie istotnych reform, ale konfliktów pomiędzy rządem a parlamentem, który przyjął pozycję wyczekującą. Wkrótce jednak jawnie opowiedział się on przeciw Sanacji.

Od maja do października 1926 roku władzę w Polsce sprawowały trzy kolejne rządy Bartla. Ostatni z nich upadł ze względu na dość kontrowersyjne projekty ustaw. Jednym z nich była próba nowelizacji prawa prasowego, ograniczająca swobodę wypowiedzi mediów. Nowy program stanowił pierwszy symptom odejścia Sanacji od dotychczasowej polityki. Chociaż parlament sądził, że zdoła oprzeć się próbie reform – złudzenia uległy rozwianiu, gdy władzę zdecydował się przejąć sam Piłsudski.

Od maja do października 1926 roku Kazimierz Bartel sformował aż trzy gabinety.

fot.domena publiczna Od maja do października 1926 roku Kazimierz Bartel sformował aż trzy gabinety.

Prawo prasowe

Głównym narzędziem, dzięki któremu możliwe było dotarcie do mas, była prasa. Każda z frakcji politycznych dysponowała przynajmniej jednym lub dwoma tytułami, które stanowiły sprawne tuby propagandowe. Marszałek wiedział, że to one przede wszystkim kształtują opinię publiczną. Musiał działać. Aby ograniczyć możliwość krytykowania decyzji rządu, należało zlikwidować swobodę przepływu informacji. Piłsudski wykorzystał tu nowe uprawnienia prezydenta, nadane mu na mocy nowelizacji konstytucji. Miał on od teraz zdolność wydawania rozporządzeń z mocą ustawy.

4 listopada 1926 roku takiej właśnie mocy nabrało „Rozporządzenie o karach za rozpowszechnianie nieprawdziwych wiadomości oraz o karach za zniewagę władz i ich przedstawicieli”. Wprowadzało ono karę grzywny lub aresztu dla osób, które

(…) publicznie lub w druku rozpowszechniają świadomie nieprawdziwe lub przekręcone, a mogące wyrządzić szkodę interesom Państwa, albo wywołać niepokój publiczny, wiadomość o niebezpieczeństwie grożącemu Państwu w jego stosunkach zewnętrznych lub wewnętrznych, a w szczególności o niebezpieczeństwie grożącemu jego ustrojowi konstytucyjnemu lub społecznemu.

Nowe prawo zaskoczyło i zbulwersowało świat mediów. Następnego dnia po wejściu rozporządzenia w życie, Zarząd Syndykatu Dziennikarzy Warszawskich wyraził swą opinię podkreślając, że jest ono niezgodne z konstytucją. Podobne zdania padły ze strony Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które ostrzegało, że ogólnikowe sformułowania zawarte w rozporządzeniu mogą prowadzić do nadużyć.

Po burzy, jaka rozpętała się w świecie mediów, Sejm 11 grudnia 1926 roku uchylił rozporządzenie. Nie oznaczało to jednak złożenia broni przez obecny rząd. Pół roku później ukazało się bowiem kolejne rozporządzenie, które zachowując główne tezy poprzedniego, zaostrzało jednocześnie zakres kar grożących w przypadku wykroczenia. 19 września 1927 roku, po trzech miesiącach obowiązywania, Sejm ponownie uchylił nowe rozporządzenie. Rząd znalazł jednak sposób, aby ominąć veto posłów – zdecydowano się nie publikować decyzji Sejmu w „Dzienniku Ustaw”. W ten sposób Piłsudczykom udało się utrzymać rozporządzenie w mocy aż do 28 lutego 1930 roku.

Zamknęło ono możliwość jakiejkolwiek krytyki działań obozu rządzącego i postaci samego Marszałka, a przede wszystkim ograniczyło debatę publiczną. Dekrety uchwalone pod koniec lat dwudziestych były początkiem stopniowego zakładania kagańca niezależnej prasie pod płaszczykiem walki z kłamstwem i zamiaru podniesieniem ogólnego poziomu dziennikarstwa w kraju. W kolejnych latach wydawano szereg nowych dekretów, wprowadzających dalsze ograniczenia i zapisy w Kodeksie Karnym. Ostatnie powstały w 1938 roku. Symbolem fali represji wobec prasy stał się ówcześnie Stanisław Cat-Mackiewicz, który trafił do Berezy Kartuskiej za… krytykę polityki zagranicznej rządu.

Nawet prosanacyjni publicyści, tacy jak Stanisław Cat-Mackiewicz musieli liczyć się z bolesnymi konsekwencjami, gdy zaczynali krytykować rząd.

fot.domena publiczna Nawet prosanacyjni publicyści, tacy jak Stanisław Cat-Mackiewicz musieli liczyć się z bolesnymi konsekwencjami, gdy zaczynali krytykować rząd.

Zastraszanie

Jak pisze Andrzej Garlicki w biografii Marszałka zatytułowanej Józef Piłsudski: 1867–1935:

We wtorek, 27 marca 1928 roku, o godzinie 17.30 rozpoczęła się w nowym gmachu sejmowym uroczystość otwarcia Sejmu. Kilka dni wcześniej – relacjonuje Sławoj – wezwał go Piłsudski i polecił przygotowania do wprowadzenia policji do Sejmu w wypadku zakłócenia uroczystości.

Piłsudski był świadom, że dojdzie do zakłócenia uroczystości. Sam ewidentnie sprowokował swych oponentów, wybierając na marszałka seniora wiernego sobie Jakuba Bojkę, a następnie, wkraczając na mównicę z orędziem prezydenta. Jak relacjonuje dalej Garlicki:

Gdy Piłsudski z tekstem orędzia prezydenta wkroczył na salę i wszedł na trybunę, posłowie komunistyczni zaczęli wznosić okrzyki: ‘Precz z faszystowskim rządem Piłsudskiego’. Piłsudski zwrócił się w ich kierunku: ‘Panowie, będziecie wyrzuceni z sali’.

W marcu 1928 roku Piłsudski otwarcie dążył do konfrontacji z sejmową opozycją. Na zdjęciu Piłsudski w trakcie spotkania z marszałkiem Sejmu Ignacym Daszyńskim.

fot.domena publiczna W marcu 1928 roku Piłsudski otwarcie dążył do konfrontacji z sejmową opozycją. Na zdjęciu Piłsudski w trakcie spotkania z marszałkiem Sejmu Ignacym Daszyńskim.

Lewicowi posłowie zostali siłą usunięci z sali obrad przy pomocy dwudziestu uzbrojonych policjantów. Czytamy w biografii Marszałka:

Akcja została przygotowana bardzo starannie. Uderzenie skierowano w komunistów, co spotkało się z aprobatą nie tylko posłów BBWR. Użycie policji nie było formalnie naruszeniem prawa, jako że Sejm nie został otwarty, a posłowie nie złożyli ślubowania. Wybrano na marszałka seniora Bojkę, by zabezpieczyć się przed protestem z tej strony. Celem było sterroryzowanie posłów, pokazanie od pierwszej chwili, że Piłsudski nie tylko nie zamierza zmienić swego stosunku do Sejmu, ale gotów jest zaostrzyć metody walki z parlamentem.

Nie była to pierwsza próba zastraszenia posłów. Wielokrotnie grożono tak wprost, jak i w kuluarach; ostrzegano że co prawda rząd ma obowiązek zwołania Sejmu, ale z konstytucji wcale nie wynika, że jest on tym samym zobligowany do otwarcia sesji. Oznaczało to niepodzielną władzę rządu. Wystarczyły przychylne mu rozporządzenia prezydenta Mościckiego, który raczej niż głównym organem władzy wykonawczej w Polsce, był „poddanym” obecnego rządu.

Centrolew

Działania Piłsudskiego, a także jego buta, brak chęci do publicznej debaty oraz lekceważenie prawa spowodowały, że partie, które dotychczas nie wyobrażały sobie współpracy, zaczęły szukać porozumienia przeciwko wspólnemu wrogowi. 14 września 1929 roku doszło do spotkania reprezentantów PSL „Piast”, PPS, Chrześcijańskiej Demokracji i Narodowej Partii Robotniczej. Zawiązano sojusz nazwany wkrótce Centrolewem, który miał sprzeciwić się nielegalnym działaniom Piłsudskiego.

Wiec Centrolewu w warszawskiej Dolinie Szwajcarskiej. Wrzesień 1930.

fot.domena publiczna Wiec Centrolewu w warszawskiej Dolinie Szwajcarskiej. Wrzesień 1930.

Marszałek, kiedy tylko dowiedział się o nowym sojuszu, postanowił zdyskredytować jego działania w opinii publicznej. Najpierw uderzył w Ignacego Daszyńskiego. Próba podkopania jego pozycji spełzła jednak na niczym. Efekty działań Piłsudskiego były wręcz odwrotne w stosunku do zamierzeń: socjaldemokratyczny polityk zyskiwał coraz większą sympatię społeczeństwa i polityków. Już w grudniu 1929 roku Centrolew mógł liczyć na czterdzieści procent głosów w Sejmie.

W kolejnych miesiącach nowa koalicja aktywnie działała na rzecz społecznego poparcia, przygotowując na wiosnę 1930 roku szereg wieców, z których największy odbył się w Krakowie. Na Kongresie Obrony Prawa i Wolności Ludu, mającym miejsce 29 czerwca 1930 u stóp Wawelu, głoszono:

Polska znajduje się od 4 lat pod władzą dyktatury faktycznej Józefa Piłsudskiego; (…) podważone zostało u podstaw zaufanie społeczeństwa do prawa we własnym państwie; życie publiczne kraju karmione jest wciąż pogłoskami i zapowiedziami nowych zamachów stanu; odsunięto ludność od jakiegokolwiek wpływu na politykę wewnętrzną i zagraniczną Rzeczypospolitej.

Tuż po Kongresie prokuratura – na polecenie ministra spraw wewnętrznych Sławoja-Składkowskiego – rozpoczęła śledztwo przeciwko organizatorom i działaczom obecnym w Krakowie. Nie udało się jednak postawić im żadnego oficjalnego zarzutu. Sprawę umorzono, ale nie na długo.

Już 22 sierpnia Piłsudski wezwał do Belwederu Sławoja-Składkowskiego, polecając mu ostateczną rozprawę z opozycją. Poinformował ministra, że po rozwiązaniu Sejmu zamierza aresztować posłów. „Zapytał, kto podpisze rozkaz aresztowania. Po chwili milczenia Składkowski zameldował, że on podpisze, do czego nie miał zresztą podstaw prawnych” – pisał w Pięknych latach trzydziestych Andrzej Garlicki.

Sprawa brzeska

W nocy z 9 na 10 września, miesiąc przed wyborami parlamentarnymi, na polecenie Sławoja-Składkowskiego żandarmeria wojskowa i policja aresztowały kilkunastu byłych już posłów. W następnych tygodniach zatrzymano w sumie ponad 5 000 osób, w tym 84 parlamentarzystów. Wszystkich polityków osadzono w jednym z budynków Twierdzy Brześć, gdzie poddawani byli szykanom i psychicznym torturom. Jak czytamy w Józefie Piłsudskim: 1867-1935:

W przygotowanych celach wywieszony był przygotowany osobiście przez płk. Biernackiego regulamin. O 5 rano (od 1 października o 6 rano) była pobudka. Więźniowie mieli obowiązek natychmiast ubrać się i zasłać po wojskowemu łóżka. W czasie dnia nie wolno było siadać lub kłaść się na nich. Nie wolno było, również w celach, rozmawiać. Obowiązywał zakaz palenia. Więźniowie mieli obowiązek pozdrawiania przełożonych przez przyjęcie postawy wojskowej na baczność i zdjęcie nakrycia głowy.

Długo szukano odpowiednich paragrafów, na podstawie których osadzeni mogliby zostać skazani. Chodziło o utrudnienie opozycji prowadzenia kampanii wyborczej. Niemal każdy wiec był brutalnie rozpędzany przez policję. Podczas jednego ze zgromadzeń w Warszawie ponad osiemdziesiąt osób zostało rannych, dwie natomiast zginęły. Żadna ze stron nie przebierała w środkach: pięści, kostka brukowa i rewolwery były najczęstszymi argumentami w „dyskusji”.

O to żeby życie w twierdzy brzeskiej było koszmarem zadbał znany z sadyzmu pułkownik Wacław Kostek-Biernacki. Na zdjęciu już jako wojewoda poleski.

fot.domena publiczna O to żeby życie w twierdzy brzeskiej było koszmarem zadbał znany z sadyzmu pułkownik Wacław Kostek-Biernacki. Na zdjęciu już jako wojewoda poleski.

Dopiero po wyborach aresztowanych zaczęto powoli wypuszczać z więzień. Do opinii publicznej stopniowo docierały również szczegóły owych masowych zatrzymań.  W drodze do Twierdzy bestialsko pobito Liebermana, który do więzienia został przywieziony nieprzytomny; Kiernik, Popiel, Bagiński, a nawet Korfanty doznali licznych obrażeń już w Twierdzy. Społeczeństwo było coraz bardziej wzburzone, jednak władze nic sobie z tego nie robiły.

Piłsudski osiągnął swój cel: uniemożliwił opozycji prowadzenie kampanii wyborczej, a tym samym zniwelował zagrożenie z nią związane. I to skutecznie. Centrolew zdobył zaledwie osiemnaście procent głosów. Marszałek miał już właściwie wolną rękę do wprowadzania „sanacji moralnej”. Postanowił jednak dodatkowo upokorzyć swoich przeciwników.

Proces brzeski

Przed sądem postawiono jedenastu polityków, w tym między innymi Hermana Liebermana, Wincentego Witosa oraz Stanisława Duboisa. Prokurator zarzucał im spisek, którego celem miał być zamach stanu i obalenie rządu. W sukurs oskarżeniom szła przychylna władzy prasa (innej właściwie już nie było). 26 października 1931 roku rozpoczął się pokazowy proces, w wyniku którego sąd skazał oskarżonych na karę więzienia od półtora do trzech lat. Stosunek głosów wyniósł 2 do 1.

Kolejne procesy apelacyjne, ciągnące się do aż października 1933 roku, stopniowo obnażały absurd wcześniejszego oskarżenia. Wyrok jednak utrzymano. Pięciu skazanych odbyło kary więzienia (które znacząco im skrócono); pozostali – w tym Witos i Lieberman – udali się na emigrację.

„Sprawa brzeska” pokazała, że Piłsudski nie liczył się z nikim i niczym. Po wyeliminowaniu opozycji nic nie mogło go już powstrzymać od wprowadzenia w życie własnej wizji Polski.

Bibliografia:

  1. Andrzej Garlicki, Józef Piłsudski:1867-1935, Znak Horyzont 2017.
  2. Andrzej Garlicki, Piękne lata trzydzieste, Prószyński i S-ka 2008.
  3. Rafał Habielski, Ewolucja prawa prasowego w Drugiej Rzeczypospolitej. Zakres i recepcja, Studia Medioznawcze 4/2013.
  4. Jacek Sobczak, Dzieje prawa prasowego na ziemiach polskich, Poznań 2009.
  5. Jacek Goclon, I gabinet Józefa Piłsudskiego (2 X 1926 − 27 VI 1928 r.). Rola premiera i osiągnięcia rządu, Folia Iuridica Universitatis Wratislaviensis 4/2015.

Więcej o jak sanacji rozprawiła się z opozycją w książce:

Komentarze (12)

  1. Maciej Odpowiedz

    Czego dzisiejsze władze mogą się nauczyć od tych przedwojennych? – przede wszystkim tego że nie należy dbać o interesy Anglii, Francji czy Niemiec ale swoje własne!!!

  2. sasasa Odpowiedz

    „Piłsudski wykorzystał tu nowe uprawnienia jako prezydenta, nadane mu na mocy nowelizacji konstytucji. Miał on od teraz zdolność wydawania rozporządzeń z mocą ustawy.[…]”. Jak mam to zdanie rozumieć? Jozef Pilsudski został wybrany Prezydentem RP 31 maja 1935 r. ale tej funkcji nie przyjął. Cytowane zdanie jest niepoparte faktami. Nie wykorzystał uprawnień „jako prezydenta” bo prezydentem nie był i jako prezydent nie mial zdolności do wydawania rozporzadzeń z mocą ustawy – bo nie był prezydentem.

  3. sasasa Odpowiedz

    „Już”?? Dyktaturę? To jest postawienie tezy przez Autora, który na swoje szczęście nie poznał urokow życia systemu dyktatorskiego bo jest zbyt młody a zwyczajnie w tym ze swojej tezy „pełzająco dyktatorskim” systemie publikuje swobodnie swój tekst. W systemie, gdzie władza ustawodawcza i prezydencka pochodzi z woli ludu :) No oczywiście, że żyjemy w dyktaturze. W dyktaturze demokracji. W systemie, gdzie większość narzuca rację mniejszości … Moim zdaniem, material jest pisany „pod” konkretną tezę. I nie próbuje sie z tą tezą rozprawić czyli nie jest to tekst naukowy. natomiast użycie w tej publikacji słowa „faszyzm”, wypowiedzianego ustami przedwojennych komunistów, powinno kończyć dyskusję ;)

  4. E-mator Odpowiedz

    Ciężko się to czyta,autor chyba musi też nabrać dystansu do materiałów wydanych w poprzedniej epoce.Mówię tu np o pracach pana Garlickiego,gdzie te tzw dokonania środowisk lewicowych są wychwalane ponad miarę.Wtedy też, jeżeli już pisało się o Piłsudskim, to na pewno niewiele to miało z obiektywizmem wspólnego.Artykuł na miarę Interii-bravo!

  5. Anonim Odpowiedz

    po 120 latach zaborów i tak cud, że Polska jakoś się odrodziła a samo czyli z doopy to się nie stało ( odzyskanie niepodległości ). Uczymy się cały czas jako społeczeństwo a wybory są właśnie takim sprawdzianem dla Polaków. Skoro wybierali Piłsudskiego, Tuska czy Kaczyńśkiego tzn., że była to wola większości obywateli. Wulgarna krytyka czyli kwestionowanie decyzji wyborców to nic innego jak antydemokratyczna postawa i do tego obrażająca ludzi.

  6. Anonim Odpowiedz

    Do Sasasa szkoda tylko ze demokratyczny/dyktatorski rzad poprzednich kadencji nie powsadzal rzadzacych obecnie (owczesnej mniejszosci) do pierdla.Zgodnie z Twoja logika byloby to rozwiazanie demokratyczne.Gratuluje.Kto Cie uczyl logiki?

Odpowiedz na „sasasaAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.