Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Sześć milionów głodujących. Jak wyglądało życie zwykłych Polaków w II Rzeczpospolitej?

Kuchnia dla bezrobotnych w Katowicach. Dzieci podczas posiłku (zdj. domena publiczna).

Kuchnia dla bezrobotnych w Katowicach. Dzieci podczas posiłku (fot. domena publiczna).

Na wsi bez pracy pozostawały trzy miliony ludzi. W mieście o kolejne trzy miliony obywateli już głodowały. Nędza pustoszyła robotnicze dzielnice, dewastowała życie miasteczek, niszczyła i tak wątłą klasę średnią. A to wszystko w pięknej Drugiej Rzeczpospolitej.

W powiecie brasławskim panowała bieda. Gorzej. We wsiach i w miasteczkach szerzyła się prawdziwa nędza. Taka, która uczciwych ludzi pozbawia dachu nad głową, a nawet najbardziej pracowitych doprowadza do bankructwa, zwieńczonego licytacjami resztek dobytku. Osadniczka Zofia Pujszowa każdego dnia obserwowała, jak jej sąsiedzi tracą dorobek życia. Wszyscy toną w pożyczkach, które wzięli parę lat temu, gdy koniunktura zdawała się zwyżkować. Myśleli, że dzięki zastrzykowi gotówki unowocześnią swoje gospodarstwa, wybiją się, dorobią. Kredyty brali, gdy za jedną krowę dostawali kilkaset złotych. Teraz ta sama krasula była warta ledwie kilkadziesiąt. Skąd wziąć wobec tego pieniądze na kolejną ratę, gdy komornik łomocze do drzwi?

Gdyby Piłsudski wiedział, nigdy by na to nie pozwolił?

7 stycznia 1933 Zofia usiadła, wzięła głęboki oddech i zaczęła dyktować. „Najukochańszy Nasz Wodzu” – brzmiały pierwsze słowa jej listu. Zdesperowana kobieta, nie widząc innej nadziei, postanowiła błagać o pomoc najważniejszą osobę w państwie – Józefa Piłsudskiego. W głowie jej się nie mieściło, że Marszałek mógłby wiedzieć o nadużyciach aparatu państwowego i o sytuacji wsi polskiej. Przecież nie pozwoliłby na traktowanie chłopów w ten sposób! Biedna mieszkanka Brasławszczyzny uznała, że gdy wytłumaczy Wodzowi, co się dzieje, ten z pewnością zareaguje. I przebędzie z pomocą, zupełnie jak w roku 1918, gdy ważyły się losy polskiej niepodległości.

W liście opowiadała o tym, że rolnicy, chcąc sprzedać płody swojej ziemi, muszą uiszczać bandyckie opłaty za wjazd na plac targowy. Państwo wydzierżawiało rynki, a najemcy nie mieli litości – czy ktoś wiózł 300 kilogramów, czy 13 musiał wysupłać taką samą opłatę. Agronomowie jeździli na wieś, uczyć chłopów nowoczesnego prowadzenia gospodarstwa, a ci prości ludzie nie mieli za co utrzymać tego, które już posiadali. Nawet jeśli hodowali i sprzedawali zwierzęta, to za doskonale odchowane dostawali śmieszne pieniądze, w żaden sposób nie rekompensujące nakładu sił i środków.

Kobieta z powiatu sarneńskiego obok swojego walącego się domu. Choć dziś nie chcemy o tym pamiętać, ogromne rzesze ludności żyły w skrajnej biedzie. (fot. domena publiczna)

Kobieta z powiatu sarneńskiego obok swojego walącego się domu. Choć dziś nie chcemy o tym pamiętać, ogromne rzesze ludności żyły w skrajnej biedzie. (fot. domena publiczna)

Zofia Pujszowa przytaczała własny przykład. Porządnie utuczyła wieprza i sprzedała. W międzyczasie zdążył on pożreć paszy za 100 złotych, jako prosię kosztował 5, za możliwość sprzedania go na rynku gospodyni musiała zapłacić 50 groszy i jeszcze drugie tyle za świadectwo pochodzenia… Za dorosłego wieprza dostała tymczasem śmieszne 35 złotych, czyli równowartość sześciu litrowych butelek wódki! Za dużo, by od razu szykować się na konanie z głodu, za mało by normalnie żyć. Chyba zostawało tylko wziąć te sześć butelek wódki i zapić się na śmierć.

Zofia nie należała jednak do osób, które tak łatwo kapitulują. Podążała za wiedzą i bliskim dopomagała w tym samym. Trzy córki należały do Koła Młodych Polek, ojciec do Koła Rolniczego, a synowie do Związku Strzeleckiego. Każda z tych organizacji wiele dawała od siebie, jednak wymagała niemałych, jak na możliwości wiejskiej kobiety, składek.

Do tego dochodziły podatki, spłata kolejnych rat pożyczek, odzież, żywność… Autorka listu do Marszałka wcale nie prosiła o jałmużnę ani o jakąkolwiek pomoc. Zamiast tego – bez owijania w bawełnę – opisywała sytuację, szczerze wierząc, że to nieuczciwi aparatczycy najniższego szczebla odpowiadają za tragiczną sytuację ludzi na wsi.

Komentarze (15)

  1. Tree Odpowiedz

    Ale antypolski artykuł 😁😁😁 w tamtym czasie nawet w Ameryce panował taki kryzys np … cena za wieprzowine była tak niska że nie opłacało się transport do rzeźni … więc farmerzy zabijali Setki świń i zakopywali ….

    • Członek redakcji | Autor publikacji | Aleksandra Zaprutko-Janicka Odpowiedz

      Nazywanie artykułu „antypolskim” tylko dlatego, że przedstawia fakty, które nam się nie podobają jest po prostu słabe. Stan polskiej gospodarki był dramatyczny, a Polacy byli nawet w gorszej sytuacji niż Amerykanie. Przez terytorium USA nie przetoczyły się w końcu wyniszczające działania wojenne.

  2. gosc Odpowiedz

    To wszystko prawda.opowieści mojej mamy są zbieżne z faktami z artykułu. Moja matka jadła mięso dwa razy w roku,na święta.na codzień zalewajka,kopytak ,ziemniaki ,trochę pokraszone słoniną, a i to nie zawsze.mieszkali w maleńkim miasteczku pod Łodzią.

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      @gosc: Dobrze, że mamy czytelników, którzy nie boją się dzielić z nami doświadczeniami. Prawda jednak nie dla wszystkich jest wygodna. Dziękujemy za ten komentarz.

      • niestety Odpowiedz

        Prawda niewygodna to jest o obecnej rzeczywistości i Polskiej biedzie, gdzie 40% pracujących ludzi nie stać by wyjechać na urlop, gdzie płace po 20 kilku latach zaciskania pasa są na poziomie niemożności utrzymania się jeśli nie ma się mieszkania po babci z niskim czynszem lub własnego domu.

        Nie bez powodu pojawiło się określenie „pracujący biedni” i podtrzymywanie niewolnictwa trwa.

        • Członek redakcji | Anna Dziadzio

          @niestety: Słusznie, taka jest jedna ze stron naszej obecnej rzeczywistości. I dobrze, że Pan/ Pani głośno o tym mówi.

  3. DawidS Odpowiedz

    Bardzo pouczająca, odkłamująca twierdzenie jakoby problemy gospodarcze II RP wynikały z jej kapitalistycznego charakteru, jest broszura prof. Adama Heydla pt. „Etatyzm po polsku”. Pracę tę można pobrać za darmo: mises.pl/pliki/upload/heydel-etatyzm.pdf .

    • Członek redakcji | Agnieszka Wolnicka Odpowiedz

      Dziękujemy za zauważenie tego niedociągnięcia, zostało poprawione. Na przyszłość prosimy o korzystanie w takich sytuacjach z formularza do zgłaszania literówek, który znajduje się u dołu strony.

  4. Kasia Odpowiedz

    „Szef resortu rolnictwa w swoim przemówieniu przytaczał dramatyczne dane. 3,2 miliona rodzin wiejskich żyje na gospodarstwach wielkości zaledwie 2 hektarów” – chyba brakuje tu „że”…
    „jest 3 miliony” – nie: SĄ 3 miliony…

  5. bombacjusz Odpowiedz

    Do tego pamiętać należy (a jakimś cudem prawie nikt tego problemu nie porusza) to fakt przepadnięcia ogromnych kapitałów zainwestowanych przez Polaków w Donbasie czy na Syberii. To były dosłownie miliardy rubli w złocie. Łączny majątek polskich kupców z Nerczyńska w 1910 obliczano na 160 milionów rubli w złocie, wartość jednej ze spółek inwestującej w kopalnie i huty Donbasu w tym samym roku oceniano na przeszło 400 milionów rubli w złocie, do tego majątki szlifierzy diamentów i jubilerów z Warszawy, która w początkach XX wieku zaczęła rywalizować z Amsterdamem, wymieniać można by baaardzo długo. To były niesamowite fortuny, które przepadły wraz z bolszewicką rewolucją, a których brak spowodował chroniczny brak kapitałów inwestycyjnych na jakie cierpiała II RP podczas całego swojego żywota.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.