Klątwa Jagiellończyka. Tajemnica, która okazała się śmiertelnie realna

fot.Veit Stoß – Paweł Jasienica: Polska Jagiellonów, PIW, Warszawa 1983, ISBN 83-06-00305-5 / domena publiczna Fragment nagrobka Kazimierza IV dłuta Wita Stwosza w katedrze wawelskiej
Po otwarciu grobowca Kazimierza IV Jagiellończyka w latach 70. XX wieku zaczęli umierać uczestnicy badań. Media szybko ogłosiły narodziny polskiej wersji klątwy Tutanchamona. Dopiero nauka pokazała, że za serią zgonów nie stały siły nadprzyrodzone, lecz wyjątkowo niebezpieczne mikroorganizmy uwięzione w królewskiej krypcie
Tekst stanowi fragment książki Anny Zielińskiej pt. Historyczne bzdury o średniowieczu (Wydawnictwo Sploty 2026)
Klątwy są super. To znaczy, bycie ofiarą takiej klątwy może nie, ale każdy, kto siedzi w grajdołku pisarsko‑popularyzatorsko‑internetowym, wie, że porządna klątwa daje ogromny wzrost klikalności. Weźmy taką klątwę Tutanchamona – grobowiec tego faraona w 1922 roku otworzył Howard Carter. A ponieważ zignorować przy tym miał ostrzeżenie wypisane na zapieczętowanym grobowcu, wkrótce potem jakaś tajemnicza, mroczna siła zaczęła zabijać odpowiedzialnych za tę profanację królewskiego spoczynku. Pierwszą ofiarą stał się… kanarek Cartera, który już kilka godzin później został zjedzony przez kobrę.
Wkrótce, 5 kwietnia 1923 roku, w niewyjaśnionych okolicznościach zmarł fundator wykopalisk – George Herbert, 5. hrabia Carnarvon (w dodatku gdy hrabia wydawał ostanie tchnienie, jego pies miał zawyć przeciągle i wyzionąć ducha, a w całym Kairze wywaliło prąd). Potem już poszło z górki. Do 1930 roku prasa odnotowała zgon co najmniej 20 osób obecnych przy otwieraniu grobowca. Co ciekawe, klątwa omijała samego Cartera, mimo że to on jako pierwszy zajrzał do środka i zakłócił spokój faraona. Carter zmarł dopiero w 1939 roku w wieku 65 lat.
I nikogo nie obchodziło, że hrabia Carnarvon zabiła zwyczajna infekcja. Podczas golenia rozpaćkał sobie ślad po ugryzieniu komara na policzku. Wdało się zakażenie, z którym organizm hrabiego sobie nie porodził i po kilku tygodniach zmarł. Niefortunne, owszem. Ale w czasach przed wynalezieniem i upowszechnieniem penicyliny – niestety dość typowe.

fot.Exclusive to The Times – The New York Times photo archive, via their online store / domena publiczna H. Carter bada sarkofag faraona
Prasa z czasem tak się rozpędziła, że przypisywała klątwie zgony ludzi, którzy z Egiptem i grobowcem Tutanchamona nie mieli absolutnie nic wspólnego. Ale kogo obchodziła prawda, skoro temat grzał szpalty? Nawet słynny pisarz Arthur Conan Doyle uległ tej legendzie (co akurat mnie nie dziwi, bo słynął między innymi z zamiłowania do seansów spirytystycznych i żywo interesował się okultyzmem). Nie ma się więc co dziwić, że po ponad stu latach od odkrycia grobowca Tutanchamona klątwa faraona wciąż jest wdzięcznym tematem dla twórców gier, filmów czy redaktorów czasopism. Egipt jest daleko, Carter i hrabia Carnarvon żyli dawno, a Tutanchamon jeszcze dawniej. A jednak Polacy, parafrazując mistrza Reja, nie gęsi i swoją klątwę mają. I to nie gorszą od tej egipskiej, bo też królewską – klątwę Kazimierza Jagiellończyka.
Pozwólcie, że o niej opowiem.
Każdy, kto był na zamku królewskim na Wawelu, wie, że leży on na wielkim cmentarzu. Od wieków chowano w zamkowych kryptach królów, książąt, biskupów i kanoników, a w późniejszych latach także narodowych wieszczów, bohaterów i jednego prezydenta (z żoną) Chociaż krypty z założenia mają być miejscem spoczynku wiecznego i niezakłóconego, to pokusa, aby grobowiec otworzyć, zajrzeć i zobaczyć, w jakim stanie są szczątki, co jeszcze w nim złożono, czy przeprowadzić badania naukowe – niekiedy jest bardzo silna. Często też otwierano groby z bardziej przyziemnego powodu – konieczności wyremontowania. Tak było na przykład z nagrobkiem Kazimierza Wielkiego.
W 1868 roku Towarzystwo Naukowe Krakowskie zdecydowało, że należy odnowić sarkofag króla. Gdy zdjęto marmurowe płyty tumby, okazało się, że pod nimi znajduje się konstrukcja z piaskowca i gruzu, którą uznano za podstawę pomnika. Jednak pod nią natrafiono na szczątki Kazimierza Wielkiego. Szczęśliwie dla przyszłych pokoleń jednym z członków komisji wyznaczonej do zbadania i nadzorowania renowacji grobowca był Jan Matejko, który skorzystał z okazji i wykonał serię szkiców przedstawiających szkielet monarchy, insygnia królewskie i inne przedmioty znajdujące się w środku. A w 1869 roku namalował nawet obraz olejny uwieczniający chwilę odkrycia królewskiego kośćca.

fot.Zygmunt Put – Praca własna / CC BY-SA 4.0 Wawel, widok z mostu Dębnickiego.
W 1887 roku Matejko po raz kolejny miał okazję spojrzeć w twarz monarszą. Był bowiem obecny podczas otwarcia grobowca Jadwigi Andegaweńskiej. Po II wojnie światowej badacze ustawiali się w kolejkach, aby zajrzeć do wawelskich grobów. Zdobycze XX wieku dały nowe możliwości naukowcom – wiele dawnych doniesień i plotek można było dzięki nim zweryfikować.
W 1972 roku w wawelskiej katedrze trwały prace konserwacyjne. Przeprowadzało je bardzo uznane grono architektów, archeologów, specjalistów od konserwacji obiektów zabytkowych. W ramach prac badano także grobowce, między innymi ten, w którym spoczywała Elżbieta Rakuszanka. Ale prawdziwą gratką był nagrobek zmarłego w 1492 roku Kazimierza IV Jagiellończyka, nie był on bowiem naruszony od blisko 500 lat.
Otwarcie grobowca zaplanowano na maj 1973 roku, ale już miesiąc wcześniej badacze postanowili zerknąć do środka. Stało się to dokładnie 13 kwietnia. W piątek… I jak tu nie być przesądnym? Tego nieszczęsnego dnia wywiercono w ścianie krypty o grubości około 90 cm otwór o średnicy 2 cm. Był on jednak zbyt mały, aby zajrzeć do środka. Kombinowano ze wsuwaniem do środka specjalnej lampy umieszczonej na drucie, ale nie na wiele się to zdało. Król ewidentnie nie miał ochoty być oglądanym… Trzeba było więc kuć. Dopiero 7 maja zdemontowano fragment ściany krypty. Jakby mało było złych znaków, to obecny przy pracy doktor inżynier Stefan Walczy, architekt, konserwator i ówczesny główny specjalista w Kierownictwie Odnowienia Zamku Królewskiego na Wawelu w Krakowie miał przy sobie słynną książkę C.W. Cerama Bogowie, groby i uczeni i nawet odczytał zebranym jej fragment. Ten o klątwie Tutanchamona…
19 maja miało miejsce oficjalne, uroczyste otwarcie grobowca. Oprócz badaczy zaangażowanych w projekt na miejscu obecni byli także arcybiskup metropolita krakowski Karol Wojtyła, generalny konserwator zabytków PRL profesor Alfred Majewski, dyrektor Państwowych Zbiorów Sztuki na Wawelu profesor Jerzy Szablewski, liczne duchowieństwo oraz dziennikarze.
Trumna króla została złożona w krypcie na trzech żelaznych sztabach. Jednak czas zrobił swoje, trumna przez wieki zbutwiała i rozpadła się, dlatego szczątki w środku leżały w dużym nieładzie. Zauważono, że ciało króla owinięto w purpurowy altembas (tkaninę z jedwabiu przetykanego złotą nicią) i ułożono w trumnie na warstwie niegaszonego wapnia. Wraz ze zwłokami złożono także miecz oraz insygnia królewskie – skórzaną pozłacaną koronę oraz drewniane pozłacane jabłko i berło. Znalazł się tam też złoty pierścionek z turkusowym oczkiem – zdecydowanie zbyt mały jak na męską dłoń. Być może został on włożony do trumny przez owdowiałą królową – Elżbietę Rakuszankę. Oceniono, że za życia Kazimierz Jagiellończyk był dość wysoki – miał 179 cm wzrostu i odznaczał się mocną sylwetką. W chwili śmierci miał około 65 lat.
Kilka miesięcy trwały badania szczątków monarchy. Ponowny pogrzeb odbył się 18 października 1973 roku. Miał bardzo uroczysty charakter – mszę celebrowali prymas Polski, kardynał Stefan Wyszyński, oraz arcybiskup Wojtyła. Dziwne rzeczy zaczęły dziać się w 1974 roku. To znaczy – ludzie zaczęli nagle umierać. Najczęściej w wyniku zawału lub wylewu krwi do mózgu. Jako pierwszy, 12 kwietnia 1974 roku zmarł pięćdziesięcioletni architekt Feliks Dańczak.
Jako powód zgonu wpisano wylew. 28 czerwca tego samego roku zmarł doktor inżynier Stefan Walczy – ten, który ledwie rok wcześniej czytał kolegom fragmenty książki Cerama. Potem, w sierpniu tego samego roku, zmarł kolejny architekt, inżynier Kazimierz Hurlak. Wszyscy byli stosunkowo młodzi – dopiero po pięćdziesiątce – i wcześniej cieszyli się niezłym zdrowiem. Ale to nie był koniec. W 1975 umarli kolejni badacze, którzy stali najbliżej otwieranego grobu. W ciągu dekady naliczono co najmniej piętnaście zgonów osób, które miały czelność naruszyć wieczny odpoczynek monarchy. Prasa zaczęła pisać o klątwie Jagiellończyka, który z zaświatów mści się za profanację.
Nauka jednak ma to do siebie, że jest dociekliwa. Śmierć tak wielu osób zaangażowanych w badania grobowca w tak krótkim czasie zarówno wywołała niepokój, jak i wzbudziła ciekawość uczonych. Była to zagadka, którą trzeba było rozwiązać. Nie dla zaspokojenia próżnej ciekawości, ale przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa – wyjaśnienie tej tajemnicy mogło uchronić przed nagłą śmiercią kolejnych archeologów, konserwatorów i inżynierów badających grobowce sprzed wieków.
Rozwiązaniem tej zagadki było… miejsce zgonu Kazimierza Jagiellończyka. Nie umarł on bowiem w stołecznym Krakowie, ale w Grodnie na Białorusi – 700 km od Krakowa. Co gorsza, król umarł 7 czerwca. Transport ciała potrwał ponad miesiąc i pogrzeb w wawelskiej katedrze odbył się dopiero 11 lipca. Chyba nie muszę Wam tłumaczyć, co się dzieje z ciałem pozostawionym w cieple przez tak długi czas. Dość powiedzieć, że na trumnie znaleziono ślady metalowych obręczy, ktore najpewniej zamontowano na niej, aby gazy uwalniane z gnijących zwłok jej nie rozerwały.
Martwe organizmy to istna stołówka dla licznych bakterii i grzybów, które odpowiadają za procesy gnilne. Te bakterie i grzyby mogą być szkodliwe dla ludzi. Właśnie tym tropem poszli badacze szukający odpowiedzi na pytanie, co zabiło ich kolegów. Pobrano próbki i zespół pod kierunkiem profesora Bolesława Smyka i doktora Edwarda Różyckiego po przeanalizowaniu ich odkryli obecność grzyba Aspergillus flavus, czyli kropidlaka żółtego. Grzyby te wytwarzają tak zwane aflatoksyny, które mogą wywoływać aspergilozę. A ta z kolei może być śmiertelna, bo grzyb ten atakuje serce (powodując zawały), mózg (powodując wylew krwi albo zapalenie opon mózgowych), płuca (powodując duszności, ataki kaszlu, świsty w płucach i tak dalej) oraz inne narządy. Lista szkód jest długa i dość przerażająca (podejrzewa się też, że kontakt z kropidlakiem na dłuższą metę może być rakotwórczy). Co prawda grzyb ten występuje powszechnie i jest nawet stosowany do produkcji miso czy sosu sojowego, ale pamiętajcie – to dawka czyni truciznę.

fot.Jan Matejko – Biblioteka Narodowa / domena publiczna Rysunek Jana Matejki z cyklu Poczet królów i książąt polskich
Co innego sporadyczny kontakt z grzybkiem, który zainfekował wam śliwkę w ogródku, a co innego skumulowana dawka. A pamiętajmy, że grobowiec Jagiellończyka był szczelnie zamknięty przez poł tysiąclecia. Wejście do niewielkiej komory grobowej, w której ten grzyb spokojnie się namnażał, oznaczało przyjęcie dawki śmiertelnej.
Z tej smutnej historii możemy jednak wyciągnąć wnioski na przyszłość. Dzisiaj podczas badania jakiekolwiek krypty dba się, aby każdy obecny miał na sobie środki ochrony osobistej – maseczki z odpowiednimi filtrami, rękawiczki, kombinezony ochronne i tak dalej. Obawa, że przy otwieraniu grobowca sprzed wieków wypuści się ze środka coś niebezpiecznego, zawsze towarzyszy badaczom gdzieś z tyłu głowy. To niebezpieczeństwo to jednak nie magiczna klątwa przodków, ale coś dużo bardziej przyziemnego i realnego – grzyby lub bakterie, na które współczesny człowiek nie ma odporności i nie jest przygotowany do walki z nimi.
Tekst stanowi fragment książki Anny Zielińskiej pt. Historyczne bzdury o średniowieczu (Wydawnictwo Sploty 2026)






websitem için çok işime yaradı teşekkür ederim
This was beautiful Admin. Thank you for your reflections.
naturally like your web site however you need to take a look at the spelling on several of your posts. A number of them are rife with spelling problems and I find it very bothersome to tell the truth on the other hand I will surely come again again.
I am truly thankful to the owner of this web site who has shared this fantastic piece of writing at at this place.
I just like the helpful information you provide in your articles
Çok işime yaradı bende bunu nasıl yapacağımı araştırıyorum. Paylaşım için teşekkür ederim.
very informative articles or reviews at this time.
The quality of iptv avrupa is usually linked to easy renewal options. This matters for long-term use.
Harika bir paylaşım, özellikle konunun önemli detayları oldukça net bir şekilde açıklanmış. İnsanları çeşitli karmaşık anahtar kelimelerle yormak yerine, okumaktan keyif alacağı içerikler her zaman daha iyidir. Kaliteli paylaşım adına teşekkür eder, paylaşımlarınızın devamını sabırsızlıkla beklerim.
Awesome! Its genuinely remarkable post, I have got much clear idea regarding from this post
çok bilgilendirici bir yazı olmuş ellerinize sağlık teşekkür ederim
Nice post. I learn something totally new and challenging on websites
Bilgiler için teşekkür ederim işime son derece yaradı
Very well presented. Every quote was awesome and thanks for sharing the content. Keep sharing and keep motivating others.
The quality of iptv hollanda is usually linked to HD picture quality.