Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Zatopienie „Hooda”. Siedem minut, które zmieniły historię

HMS „Hood” był dumą i legendą Royal Navy, największym krążownikiem liniowym, jaki posiadała Wielka Brytania.

fot.Vorst17735/CC BY-SA 4.0 HMS „Hood” był dumą i legendą Royal Navy, największym krążownikiem liniowym, jaki posiadała Wielka Brytania.

HMS „Hood” był dumą i legendą Royal Navy, największym krążownikiem liniowym, jaki posiadała Wielka Brytania. Jego strata była szokiem dla całego świata. Tym bardziej, że zatopienie okrętu przeżyło tylko trzech marynarzy.

Już pod koniec 1915 roku Admiralicja stwierdziła, że potrzebuje kolejnych krążowników liniowych. Tym bardziej że Niemcy zwodowali dwa kolejne okręty typu „Derfifilinger” i rozpoczęli budowę trzech okrętów typu „Mackensen”. W kwietniu 1916 roku Rada Admiralicji wybrała i zatwierdziła wybór projektu. Jeszcze w tym samym miesiącu zamówiono trzy pierwsze jednostki. Czwartą zamówiono w czerwcu. Wybrano dla nich nazwy pochodzące od nazwisk brytyjskich admirałów, stąd typ nazwano „Admiral”.

Przebieg działań wojennych nie tylko zweryfikował plany budowy serii okrętów, ale także wpłynął na ostateczny kształt „Hooda”. Stępkę położono dokładnie tego dnia, kiedy w bitwie jutlandzkiej Brytyjczycy stracili trzy krążowniki liniowe po trafieniach w komory amunicyjne. Czwarty został uratowany wyłącznie dzięki odwadze i ofiarności załogi.

Admiralicja rozpoczęła śledztwo, które ujawniło wady konstrukcyjne w układach wentylacyjnych magazynów amunicji i w procesie produkcji ładunków miotających. W efekcie zawieszono wszelkie prace stoczniowe na budowanych okrętach, a zespół konstruktorów pod kierownictwem sir Eustace’a d’Eyncourta zaczął prace nad poprawą bezpieczeństwa. Budowę wznowiono we wrześniu 1916 roku. Okręt wszedł do służby w maju 1920 roku. Był rekordzistą pod każdym możliwym względem.

Kosztował aż 6 025 000 funtów. Wówczas średnia pensja w Szkocji, gdzie budowano okręt, wynosiła 237 funtów. Przy maksymalnej wyporności 46 tys. ton, był największym okrętem okresu międzywojennego. Co prawda pomogły w tym ograniczenia traktatu waszyngtońskiego, określającego wyporność i kaliber dział artylerii głównej, jednak i tak niewiele projektowanych w tamtym czasie okrętów mogłoby mu dorównać. Amerykańskie krążowniki liniowe typu Lexington miały wypierać 43 tys. ton, japońskie Amagi – 47 tys. ton, brytyjskie typu G3 – 49 tys. ton. Traktat ograniczył jednak maksymalną wyporność tej klasy okrętów do 35 tys. ton.

Chluba Brytanii

Największy okręt świata wyruszył w dziewiczy rejs 17 maja 1920 roku. Na Bałtyku odwiedził porty szwedzkie i duńskie. Miał też dołączyć do Eskadry Bałtyckiej w Rewlu, która działała przeciw bolszewikom. Nim jednak zespół dotarł do Estonii, Admiralicja zmieniła rozkazy. W następnym roku okręt odwiedził porty Morza Śródziemnego.

Największy okręt świata wyruszył w dziewiczy rejs 17 maja 1920 roku.

fot.Imperial War Museums/domena publiczna Największy okręt świata wyruszył w dziewiczy rejs 17 maja 1920 roku.

27 listopada 1923 roku, wraz z krążownikiem liniowym „Repulse”, 1. Eskadrą Lekkich Krążowników i dywizjonem niszczycieli, wyruszył w rejs dookoła świata. Podróż trwała dziesięć miesięcy. Zespół odwiedził około 30 portów, pokonał 40 000 mil morskich, a samego „Hooda” zwiedziło od 750 tysięcy do miliona osób.

Na przełomie lat 20. i 30. Admiralicja postanowiła przeprowadzić gruntowną modernizację, obejmującą głównie systemy kierowania ogniem i wyposażenie lotnicze. W następnych latach, jako wizytówka Royal Navy, okręt odwiedzał kolejne porty na całym świecie. Następną modernizację przeszedł w 1939 roku. Wówczas ujednolicono artylerię średniego kalibru, demontując działa 140 mm, a na ich miejsce stawiając kolejne uniwersalne armaty kal. 102 mm. Tuż przed ostatnim rejsem otrzymał radar kierowania ogniem. Dalsze modernizacje spowodowały wzrost wyporności, co przy zaniedbaniu modernizacji układów napędowych spowodowało spadek prędkości aż o 4 węzły.

W takim stanie „Hood” wyruszył na wojnę.

Czytaj też: „Więcej rzezi, więcej nieszczęść niż zrodziło się kiedykolwiek przedtem”. Okręty Goeben i Breslau zmieniły bieg wielkiej wojny

Na wojennej ścieżce

Pierwszy kontakt z przeciwnikiem miał 25 września 1939 roku podczas zabezpieczenia powrotu do bazy uszkodzonego okrętu podwodnego HMS „Spearfish”. Wysłane na przechwycenie brytyjskiego zespołu niemieckie bombowce, uzyskały jedno trafienie – bomba uderzyła w lewą burtę „Hooda”, ześliznęła się po niej, następnie po bąblu przeciwtorpedowym i wpadła do wody, nie wybuchając.

Od początku października polował na pancerniki „Gneisenau” i „Scharnhorst”. Bezskuteczną akcję przeciwko niemieckim okrętom zakończono w grudniu, a „Hooda” przydzielono jako eskortę pierwszego konwoju transportującego kanadyjskich żołnierzy do Wielkiej Brytanii. Wiosną 1940 roku trafił do stoczni, gdzie przeszedł remont wysłużonych maszyn.

Pierwszy kontakt z przeciwnikiem miał 25 września 1939 roku podczas zabezpieczenia powrotu do bazy uszkodzonego okrętu podwodnego HMS „Spearfish”.

fot.Imperial War Museums/domena publiczna Pierwszy kontakt z przeciwnikiem miał 25 września 1939 roku podczas zabezpieczenia powrotu do bazy uszkodzonego okrętu podwodnego HMS „Spearfish”.

Na morze wrócił w czerwcu, a jego pierwszym zadaniem było zatrzymanie okrętów niedawnych sojuszników – wraz z dwoma pancernikami ostrzeliwał w Mers el-Kébir francuskie okręty, które mogłoby przejść na stronę Niemiec. Zatopiony został pancernik „Bretagne”, a poważnie uszkodzone „Dunkerque” i „Provence”. Aż do końca sierpnia „Hood” prowadził działania u wybrzeży Afryki przeciw Włochom i Francuzom. Potem znów wylądował w stoczni.

Następnie został wysłany na Morze Północne i północny Atlantyk, gdzie brał udział w operacji bombardowania portu w Tromsø, a potem polował na kolejne niemieckie okręty, które atakowały alianckie konwoje. Najpierw na „Admiral Scheer”, następnie na „Admiral Hipper”, w końcu zaś na wracające z wyprawy „Scharnhorst” i „Gneisenau”, na które czatował już półtora roku wcześniej. Żadna z misji nie zakończyła się sukcesem.

Kolejnym niemieckim okrętem, którego miał odszukać, był „Bismarck”. Okręty spotkały się w Cieśninie Duńskiej.

Czytaj też: Niemiecki kolos idzie na dno. Zatopienie „Bismarcka”

Ostatnia walka

Brytyjskie krążowniki wykryły „Bismarcka” i „Prinz Eugena” wieczorem 23 maja 1941 roku i śledziły przez całą noc, czekając na przybycie ciężkich okrętów. „Hood” i „Prince of Wales” pojawiły się na placu boju o godzinie 5.10. O 5.53 z odległości 20 kilometrów „Hood” otworzył ogień w kierunku „Prinz Eugena”. Dwie minuty później Niemcy odpowiedzieli ogniem. Już druga i trzecia salwa obramowały brytyjski krążownik liniowy, a jeden z pocisków trafił w pokład łodziowy, wzniecając pożar.

Czwarta salwa „Bismarcka” okazała się zabójcza. O godzinie 6:00 niemieckie pociski uderzyły w okolicę komina i masztu głównego. Chwilę później nastąpiła potężna eksplozja, która całkowicie rozerwała rufę. Marynarze z „Prince of Wales” widzieli wylatujące w powietrze wieże działowe i fragmenty barbet. Największy okręt świata zatonął w ciągu trzech minut. Cała walka trwała zaledwie siedem minut.

Największy okręt świata zatonął w ciągu trzech minut. Cała walka trwała zaledwie siedem minut.

fot. J.C. Schmitz-Westerholt/domena publiczna Największy okręt świata zatonął w ciągu trzech minut. Cała walka trwała zaledwie siedem minut.

Z „Hoodem” zginęło 1415 marynarzy, w tym czterech polskich podchorążych, odbywających staż na brytyjskim okręcie: Kazimierz Żurek, Leon Trzebiatowski-Żmuda, Kazimierz Szymalski, Stanisław Czerny. Jakimś niewyobrażalnym cudem eksplozję przeżyło trzech marynarzy: Robert E. Tilburn, Albert E. Briggs oraz William J. Dundas.

Jak wykazało późniejsze śledztwo, przyczyną tak nagłej utraty okrętu była eksplozja ładunków w magazynie pocisków kalibru 102 mm, które zainicjowały detonację pocisków 381 mm w sąsiednim magazynie. Wszelkie przebudowy i zmiany konstrukcyjne zdały się na nic wobec bezpośredniego trafienia pociskiem ważącym 800 kg…

Jeszcze tego samego dnia Admiralicja oficjalnie poinformowała o utracie chluby Royal Navy i największego okrętu na świecie. Nie tylko Brytyjczycy byli w szoku. Wiadomość o zatopieniu „Hooda” obiegła cały glob. Brytyjczycy poprzysięgli zemstę. Rozpoczęło się wielkie polowanie na „Bismarcka”.

Bibliografia:

  1. Dyskant J.W., Konflikty i zbrojenia morskie 1918-1939, Gdańsk 1983
  2. Roberts J., The Battlecruiser Hood, Londyn 2001
  3. Szoszkiewicz C., Pancerniki II wojny światowej, Warszawa 1993

Komentarze (3)

  1. niepoprawny politycznie Odpowiedz

    „Kiedy lata trzydzieste odchodziły do wieczności, a wojenne chmury pociemniały, „Hood” był w opłakanym stanie z powodu wielu odbytych rejsów i kompletnego braku odpowiedniej konserwacji.”
    – pisze Michael D. Hull w brytyjskim Magazynie Marynarki Wojennej z 2017 r. …

    Kadłub był przeciążony ciągłym prowizorycznym pogrubianiem pancerza pokładowego i burtowego (zamiast jego wymiany) co znacznie obniżyło wolną burtę – marynarze śmiali się, że jest to teraz największy na świecie okręt podwodny.
    Dla nich skutkowało to jednak niestety niezbyt „radosnym” stanem ciągłej wilgoci, i staniem czasami nieomal nie tylko po pas ale i nawet wręcz po „po pachy” w wodzie, stąd częściej niż na innych okrętach chorowali oni na zapalenie płuc, czy gruźlicę i… co niesamowite, na tzw. „stopę okopową”.
    Częściej też ich z tych powodów zmieniano – nim jeszcze zdążyli nabrać odpowiedniego doświadczenia.
    Także znaczna część maszynerii była zużyta, systemy hydrauliczne „Hooda” stały się wysoce awaryjne, miał też on wiele najzwyczajniejszych dziur w przerdzewiałych elementach nadbudówek, a stan jego obrony przeciwlotniczej był wręcz fatalny!
    Ale Admiralicja nie słuchała doniesień na ten temat, tj. że „Hood” nie jest zdatny ani do żeglugi, ani do bitwy. W proroczej notatce z 1939 r. tzw. dyrektor „sprawczy” budowy okrętów (kontrolujący budowę oraz prace remontowe, wydający decyzje o ich podjęciu) ostrzegał, że jeśli „Hood” nie zostanie szybko całkowicie zmodernizowany, to rzeczywiście może z jego powodu „zaistnieć powód do wielkiej żałoby”.
    „Krótko mówiąc, dumny stary „Hood” był już wtedy [1941.] mocno zgrzybiały.”, dodaje Hull.
    Zaplanowano zatem generalny remont na co najmniej cały tenże rok 1941., ale…
    Ale skończyło się na ledwie 3 miesiącach.

    Dlaczego nie doszło do pełnego planowanego remontu?
    „Lecz wojna była nieuchronna, a on był potrzebny.” – konstatuje Hull.
    Dlaczegóż to aż tak był potrzebny, a nawet wręcz niezbędny?
    Ano bo był mimo wszystko szybki, szybszy od wszystkich brytyjskich pancerników, a od „Bismarcka” to co najmniej o dwa węzły. „Bismarck” bowiem, kompilacja dwóch typów niemieckich pancerników z czasów I wojny, tj. tworzony na podstawie ocalałych w całości planów pancernika „Posen” i fragmentarycznie pancerników typu Baden, miał ciągłe kłopoty z niedopracowaną, niekompatybilną maszynownią.
    Ponadto „Hood” był potężnie uzbrojony i coraz lepiej opancerzany – opancerzony, stąd zaczęto go uważać nie za krążownik liniowy, a za szybki pancernik (na taki typ miał zostać przekwalifikowany po remoncie).

    Jaki był zatem powód, że „Hood” nie skorzystał ze swej przewagi szybkości, gdy obramowały go salwy niemieckich ciężkich okrętów?
    No… ano bo miał „kulę u nogi” czyli niedokończonego (dotyczyło to także i maszynowni), wolniejszego pancernika „Prince of Wales”.
    Ponadto reasumując całościowo przyczyny tragedii zatonięcia „Hooda”… Wybitny brytyjski admirał Ernle Chatfield tak to skonkludował: „Hood został zniszczony, ponieważ musiał walczyć z okrętem o 22 lata młodszym od niego. Nie była to wina marynarzy brytyjskich. Odpowiedzialni bezpośrednio za to byli wszyscy ci, którzy jeszcze aż do 1937 roku sprzeciwiali się rozbudowie brytyjskiej floty wojennej.”

    Obecnie za najbardziej prawdopodobną przyjmuje się inną niż oficjalna, przyczynę zatonięcia „Hooda”. Po inspekcji wraku najwybitniejsi znawcy tematu: Bill Jurens, William Garzke, i Robert O. Dulin Jr., doszli do wniosku, że zniszczenie „Hooda” było najprawdopodobniej spowodowane pociskiem 380 mm (z bardziej 5 niż 4 salwy) „Bismarcka”, który przebił pancerz pokładu i eksplodował w rufowym magazynie pocisków 102 mm (to właśnie dało ten błysk, który wzięto za ostatnią salwę „Hooda”), podpalając kordytowy materiał miotający, który z kolei zapalił kordyt w sąsiednim, również rufowym, magazynie pocisków już 381 mm, doprowadzając do gigantycznej eksplozji, choć do pożaru mógł się przyczynić i pocisk 203 mm z „Prinz Eugena”.
    Ciągle jednak są jeszcze zwolennicy i innych, tzw. „nowoczesnych” teorii przyczyn zatonięcia Hooda: przebicia pociskiem artylerii głównej „Bismarcka”, Hooda” poniżej linii wodnej, eksplozji torped „Hooda”, wybuchu niewłaściwie przechowywanej po za magazynem amunicji do dział 102 mm, czy eksplozji pocisku (pocisków?) w nadmiernie zużytych, wyeksploatowanych działach głównych „Hooda”.

    • Piotrek Odpowiedz

      Nie zaprzeczając wyqodowi, warto jeszcze zwrócić uwagę na dwa czynniki. Prędkość Hooda nie wzięła się z nikąd. Osiągnięto ją kosztem opancerzenia. To był jednak krążownik liniowy, nie pancernik. Decydująca była chyba jednak fatalna dscyzja Brytyjvzyków o podziale celów. Niemcy okzali się mądrzejsi, koncentrując ogień na Hoodzie.

  2. Hans Kloss Odpowiedz

    W zasadzie komentarz niepoprawnego politycznie wyjaśnia wszystko. „Hołd” to był po prostu stary grat, wejście do służby w 1920 roku, zbudowany według zasad obowiązujących w 1 WS. W 1941 roku zwyczajnie przegrał z młodszym okrętem niemieckim. Żeby odnieść się do poziomu technicznego tego okrętu warto go porównać z jedynymi krazownikami lekkimi jakie kiedykolwiek posiadała MW RP. A mianowicie „Dragona” i „Conrada”, dwu starych nie zmodernizowanych okrętów którymi Anglicy „szczęśliwili” Polaków.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.