Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

„A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. Masakra w Indonezji 1965–1966

Już w latach 40. komuniści chcieli wzniecić w Indonezji powstanie. Dwie dekady później ponowili próbę zamachu stanu. Jej skutki okazały się makabryczne

fot.Nationaal Archief /CC0 Już w latach 40. komuniści chcieli wzniecić w Indonezji powstanie. Dwie dekady później ponowili próbę zamachu stanu. Jej skutki okazały się makabryczne

Zawarta w tytule antykomunistyczna przyśpiewka między 1965 a 1966 rokiem przyjęła całkowicie realną formę. W niespełna rok setki tysięcy członków i sympatyków Komunistycznej Partii Indonezji straciło życie w bezprecedensowych politycznych czystkach. Masakra ta była jednym z największych i najohydniejszych przykładów ludobójstwa w najnowszej historii świata.

Dehumanizacja jest zachodzącym w ludzkiej psychice procesem polegającym na negowaniu człowieczeństwa innej osoby. Jednostka pozbawiona wszelkich ludzkich cech staje się przedmiotem niezdolnym do odczuwania krzywdy, bólu czy upokorzenia. Odczłowieczenie jest elementem, który stale towarzyszy wszelkiego rodzaju aktom ludobójstwa.

Zaledwie dwadzieścia lat po zbrodniach popełnionych podczas II wojny światowej mechanizm ten zadziałał ponownie. Tym razem odarci z człowieczeństwa zostali indonezyjscy komuniści, którzy w latach 1965–1966 w inspirowanych i przeprowadzanych przez wojsko czystkach zostali zaszlachtowani niczym zwierzęta. Masakra w Indonezji jest zarazem jednym z największych, jak i najmniej znanych przykładów zbrodni przeciwko ludzkości. Szokującym jest również fakt, że do dziś nikt nie został za nią pociągnięty do odpowiedzialności karnej.

Ku niepodległości

Indonezja jest krajem składającym się z ponad 17 tys. wysp i rozciągającym się na obszarze setek tysięcy kilometrów. Przed wybuchem II wojny światowej była zamorską kolonią Holandii znaną jako Holenderskie Indie Wschodnie. Obecność Holendrów w tym rejonie świata sięga początków XVII wieku i związana jest z działalnością Holenderskiej Kompani Wschodnioindyjskiej.

Na początku XX wieku w Indonezji zaczął jednak kiełkować ruch niepodległościowy, którego rozwój zastopowany został przez wybuch II wojny światowej. W latach 1942–1945 kraj był okupowany przez wojska Japońskie, a po ich wycofaniu i krótkiej wojnie z Holandią udało się Indonezyjczykom w końcu wybić na niepodległość. W 1949 roku prezydentem kraju został wieloletni działacz niepodległościowy i założyciel Indonezyjskiej Partii Narodowej Sukarno.

Antykomunistyczne plakaty propagandowe w Indonezji w 1965 roku.

fot.Davidelit /CC BY 3.0 Antykomunistyczne plakaty propagandowe w Indonezji w 1965 roku.

Przez pierwsze dwadzieścia lat swojej niepodległości Indonezja była krajem, w którym ścierały się różne frakcje i wizje tego, jakim państwem ma się ona stać. Uzyskanie niepodległości nie było końcem zmartwień Indonezyjczyków. Było początkiem czasu niepokoju, którego ostateczny kres położyło dopiero wydarzenie zwane przez Indonezyjczyków musim potong – okresem rzezi.

Czytaj też: Trzy lata wolności. Sto lat temu upadła Demokratyczna Republika Gruzji

Krajobraz przed burzą

Prezydent Sukarno w początkowych latach swojego urzędowania umiejętnie lawirował między różnymi ugrupowaniami i stronnictwami politycznymi, łącząc z pozoru wykluczające się opcje. W swojej wizji państwa chciał połączyć socjalizm i nacjonalizm z dominującą w kraju religią islamu. Jak można było przypuszczać, zadanie to okazało się niemożliwe do wykonania.

Sytuacja gospodarcza kraju była katastrofalna, zmęczone licznymi konfliktami społeczeństwo zmagało się z ogromną biedą, raz za razem wybuchały mniejsze bądź większe rozruchy. Jeden z nich miał zakończyć się opanowaniem Indonezji przez komunistów.

Zdobywająca coraz większą popularność Komunistyczna Partia Indonezji (PKI) w 1948 roku chciała wzniecić w państwie ogólnokrajową rewolucję, lecz zainicjowana w mieście Madiun próba przejęcia władzy zakończyła się fiaskiem. Ponad 35 tys. komunistów zostało schwytanych, a duży procent z nich skazano później na karę śmierci. Represjonowani musieli znacznie ograniczyć swoją aktywność i na niespełna 20 lat zapomnieć o rządzeniu.

Na drugim biegunie politycznej sceny stała indonezyjska armia. Swego czasu była to jedyna zapewniająca stabilność instytucja państwa. Wojsko posiadało bardzo duży prestiż społeczny, liczne przywileje i monopol na używanie środków przymusu (nawet policja była częścią wojskowych struktur). To na barkach armii spoczywał ciężar walk o niepodległość i pacyfikacji wewnątrzkrajowych rebelii. Wojsko stało w otwartej opozycji do PKI i to konflikt tych dwóch frakcji stał się przyczyną tragicznych wydarzeń z 1965 roku.

Beczka prochu

Z biegiem lat prezydent Sukarno coraz gorzej radził sobie z wewnętrznymi problemami państwa. Zamiast próbować reformować kraj, szukał różnych kozłów ofiarnych, których najczęściej znajdował za granicą. Wdał się w kolejny konflikt zbrojny z Holandią (walki o Irian Zachodni) oraz mocno zaognił stosunki z sąsiadującą Malezją.

Armia stała się beneficjentem tego typu podejścia. Mimo że kraj stał na skraju bankructwa, na armię i zbrojenia zawsze były pieniądze. Dzięki temu generalicja czuła się coraz pewniej i w końcu zaczęła negować potrzebę cywilnej kontroli nad wojskiem.

Komunistyczna Partia Indonezji z biegiem lat również odbudowała swoją pozycję.

fot.domena publiczna Komunistyczna Partia Indonezji z biegiem lat również odbudowała swoją pozycję.

Komunistyczna Partia Indonezji z biegiem lat również odbudowała swoją pozycję. PKI znacznie rozbudowała struktury terenowe i stała się znaczącą siłą na wsi i wśród robotników. Indonezyjscy komuniści budowali na wsiach szkoły, szpitale, drogi, mosty, a nawet rozwijali życie kulturalne prowincji. PKI zyskiwała szacunek i przychylność coraz większej rzeszy ludzi. W 1965 roku liczba członków PKI przekraczała 3 mln.

Komuniści stali się realnym zagrożeniem dla pozycji armii. Wobec tego faktu wojsko zaczęło prowadzić bardzo zdecydowaną propagandę, mającą na celu zdyskredytowanie komunistów. Rozgłaszano fałszywe plotki o tym, że PKI szmugluje broń z CHRL, tworzy listy osób przeznaczonych do egzekucji, a w swoich kryjówkach ma sale tortur dla antykomunistów. Sytuacja zaczęła się zaogniać. Pytanie, które krążyło po Indonezji, nie brzmiało: czy dojdzie do zbrojnego starcia między tymi dwoma wrogimi obozami, lecz: kiedy się to stanie. Beczka prochu wybuchła jesienią 1965 roku.

Czytaj też: Zapomniane ludobójstwo w Afryce, czyli o tym, jak Niemcy zdobywali zamorskie kolonie

Casus belli

1 października 1965 roku doszło do zamachu stanu i kolejnej próby przejęcia władzy przez Komunistyczną Partię Indonezji. Tak brzmiał oficjalny komunikat, który kilka dni później rozgłaszano w całej Indonezji. Tyle że przeprowadzono go nieudolnie i był z góry skazany na porażkę…

Do dziś historycy spierają się o to, kto tak naprawdę stał za próbą obalenia Sukarno. Czy rzeczywiście byli to komuniści? A może wydarzenia z 1 października zainicjowała dążąca do konfrontacji armia? Może za próbą przewrotu stały obce służby specjalne? W tym wariancie główną rolę przypisuję się Chińczykom lub Amerykanom.

Teorie są bardzo różne, jednak to, co wiemy na pewno, to fakt, że rewolucjoniści zostali pokonani w ciągu jednego dnia (po stronie armii zginęło 12 osób). Już 4 października kierownictwo PKI w panice szukało schronienia w odległych rejonach kraju, by ukryć się przed nadciągającym kontruderzeniem. W ciągu kilkunastu następnych dni usunięto komunistów i z wszelkich urzędów, uczelni i stowarzyszeń. Zmuszono ich do zameldowania się w jednostkach wojskowych i dostarczenia list ze spisem wszystkich członków i sympatyków partii komunistycznej w danym regionie. W końcu zaczęło dochodzić do pierwszych politycznych czystek.

The act of killing

Wiodącą rolę w akcji likwidowania komunistów miała oczywiście armia. Dowództwo nad nią przejął zastępca Sztabu Generalnego generał Suharto. Już po pogromach stanie on na czele wojskowej junty, która obali urzędującego prezydenta Sukarno i na wiele lat obejmie przywództwo w Indonezji.

W czasie krwawych czystek lat 1965–1966 wojsko jednak nie tylko własnoręcznie dopuszczało się pogromów komunistów, lecz także podburzało lokalną ludność do wzięcia spraw we własne ręce. Ziarno padło na podatny grunt. Rozprawa z komunistami była okazją do wyżycia się, rozładowania zalegającej w indonezyjskim społeczeństwie frustracji i poczucia niesprawiedliwości. Komuniści byli głównym celem, lecz komunistą mógł się stać tak naprawdę każdy.

Wiodącą rolę w akcji likwidowania komunistów miała oczywiście armia. Dowództwo nad nią przejął zastępca Sztabu Generalnego generał Suharto.

fot.State Secretariat of the Republic of Indonesia/domena publiczna Wiodącą rolę w akcji likwidowania komunistów miała oczywiście armia. Dowództwo nad nią przejął zastępca Sztabu Generalnego generał Suharto.

Wojsko w sposób świadomy napuszczało na siebie lokalne społeczności i sprawiało, że walka z komunistami była często formą rozliczenia międzysąsiedzkich konfliktów i sposobem załatwienia osobistych porachunków. Skrajna bieda i poczucie beznadziei dopełniły dzieła. Indonezję opanował mengamuk – amok. Opisy zbrodni, jakich dopuszczały się antykomunistyczne bojówki, zatrważają:

Trupy zazwyczaj nie były już dłużej rozpoznawalne jako ludzkie – bezgłowe z wybebeszonymi brzuchami. W powietrzu wisiał ohydny odór. Odcięte genitalia komunistów wisiały na frontowych drzwiach domów publicznych niczym banany wystawione na sprzedaż.

Likwidacji podlegały całe wioski. Wystarczała ledwie aluzja, że dana osada sympatyzuje z komunistami, by jej mieszkańców rozstrzelać z broni automatycznej. Ludzi palono lub zakopywano żywcem. Szlachtowano maczetami, a ciała rozczłonkowywano i wyrzucano do rzek i masowych grobów. Odcięte głowy komunistów nadziewane były na bambusowe kije i umiejscawiane na dachach chat jako przestroga lub makabryczne trofea. Gdzieniegdzie wspominano o piciu krwi zabitych ofiar…

Czytaj też: Ludobójstwo w imię imperium. Ile narodów zdziesiątkowali i wymordowali Anglicy?

Żądza mordu

Ci, którzy mieli szczęście i nie zostali zgładzeni na miejscu, byli aresztowani przez wojsko i policję. Część z nich na długie lata trafiała do więzień, większość była po jakimś czasie likwidowana. Jeden z członków policji w Timorze Wschodnim tak opisuje tego typu egzekucje:

Więźniom rozkazano wykopać ich własne groby w ciągu dnia. Rozstrzelania miały miejsce głównie w nocy. Zanim byli zabrani na miejsce egzekucji bito ich do nieprzytomności. Kiedy tam docierali, zasłaniano im oczy i kazano stać tyłem do grobu, przodem do strzelających. Wtedy ich rozstrzeliwano. Jeśli ktoś przeżył, dobijano go bagnetami.

Cywile okazywali się jednak często dużo brutalniejsi. Były członek komanda śmierci operującego na Północnej Sumatrze relacjonował katowanie zatrzymanych:

Wpychaliśmy im drewniane kołki w odbyt, dopóki nie umarli. Miażdżyliśmy ich karki drewnianymi belami. Wieszaliśmy ich. Dusiliśmy drutem. Odcinaliśmy im głowy. Przejeżdżaliśmy po nich samochodami. Mieliśmy pozwolenie, aby to robić. Nigdy nie zostaliśmy ukarani.

Nikt nawet nie myślał o tym, aby oszczędzać kobiety, zwłaszcza jeśli faktycznie okazywały się członkiniami komunistycznych organizacji. Były gwałcone, okaleczane i mordowane bez żadnych skrupułów: „Japik została zabita razem ze swoim mężem Djumadim. Byli małżeństwem ledwie 30 dni. Ona była zgwałcona kilkanaście razy a potem jej ciało zostało rozprute od narządów rodnych aż po piersi”.

Inny anonimowy świadek tamtych wydarzeń opisywał: „W wielu przypadkach kobiety były zabijane przez bycie dźganymi długimi nożami, które przebijały waginę i żołądek. Ich piersi były odcinane i wieszane na chatach domów wzdłuż drogi”.

„Kto nie z nami, ten przeciw nam”

Akty ludobójstwa nie wszędzie miały taką samą intensywność. Najgorzej było na Jawie i Bali. Dużo częściej miały też one miejsce na prowincji niż w miastach. Znaczny procent ofiar stanowili mieszkający w Indonezji Chińczycy, którzy z oczywistych względów uważani byli za przygotowujących komunistyczny spisek wywrotowców.

Często przybywające na wieś wojsko nie musiało prawie nic robić. Sama jego obecność była sygnałem przyzwolenia na dokonanie czystki. Nie raz armia musiała wręcz stopować ogarniętą żądzą mordu lokalną społeczność. Jednym z celów wojska było takie podburzanie ludności, aby udział w zbrodniach brała każda warstwa społeczeństwa. Rolnicy, urzędnicy, pospolici przestępcy, lokalni przedsiębiorcy, a nawet ludzie kultury. Wszystko po to, by rozmyć winę za mord i zaangażować w proceder jak najwięcej osób.

Wojsko w sposób świadomy napuszczało na siebie lokalne społeczności i sprawiało, że walka z komunistami była często formą rozliczenia międzysąsiedzkich konfliktów i sposobem załatwienia osobistych porachunków.

fot.domena publiczna Wojsko w sposób świadomy napuszczało na siebie lokalne społeczności i sprawiało, że walka z komunistami była często formą rozliczenia międzysąsiedzkich konfliktów i sposobem załatwienia osobistych porachunków.

Stosowano taktykę „kto nie z nami, ten przeciw nam” i jedyną drogą, aby samemu nie być zamordowanym, stawał się czynny udział w zbrodni. W późniejszym okresie komuniści nie starali się już nawet ukrywać. Wiedzieli, że prędzej czy później zostaną schwytani i zabici. Bardzo często pogodzeni z losem sami oddawali się w ręce katów, by mieć już po prostu wszystko za sobą.

Festiwal przemocy trwał prawie rok, choć jego największa intensywność miała miejsce między końcem października 1965 a marcem 1966 roku. Pojedyncze antykomunistyczne czystki zdarzały się jednak jeszcze w 1967 roku.

Strefa ciszy

Bardzo rozbieżne są ustalenia w kwestii całkowitej liczby zamordowanych. Różni badacze podają liczby wahające się od 78 tys. do aż 3 milionów ofiar. Przyjęty ogólnie konsensus mówi jednak, że było to nie mniej niż 500 tysięcy – do nawet 1 mln zamordowanych. Kolejne miliony osób przez wiele lat tkwiło w indonezyjskich więzieniach. Prawdziwej liczby ofiar nie poznamy już jednak nigdy.

Bardzo często ciała zabitych wrzucano do naturalnie występujących w Indonezji wapiennych grot, których mikroklimat sprzyja powstawaniu kwasu mogącego całkowicie rozpuścić ludzkie zwłoki. Boom gospodarczy, który nastąpił w Indonezji w latach późniejszych, i będące jego następstwem wielkie infrastrukturalne projekty sprawiły, że inne masowe groby zostały zalane betonem i asfaltem.

Przede wszystkim jednak indonezyjska masakra jest tam do dziś tematem taboo. Zbyt dużo osób miało w niej swój osobisty udział, a rządzący później Indonezją gen. Suharto uznawany był za osobę, która ocaliła kraj przed komunizmem. Cały okres jego czterdziestoletnich rządów był czasem, w którym antykomunistyczne czystki urosły do rangi jednego z najznamienitszych wydarzeń w historii Indonezji. Do niedawna „likwidatorzy komunistów” uważani byli wręcz za narodowych bohaterów.

Nie bez znaczenia pozostaje również to, jak o zajściach w Indonezji mówiła swego czasu światowa opinia publiczna. Narzucona przez USA narracja znacząco umniejszała skalę politycznych czystek. Tajne depesze z ambasady amerykańskiej w Dżakarcie mówiły min.: „Nie wiemy, czy prawdziwa liczba zgładzonych członków PKI jest bliższa 100 tys. czy milionowi, ale wierzymy, iż przezorniej będzie odnosić się do tej pierwszej, szczególnie odpowiadając na pytania prasy”.

Bibliografia:

  1. Łukasz Bonczol, Zrozumieć Indonezję – Nowy ład generała Suharto, Warszawa 2013.
  2. Goffrey B. Robinson, The killing season. A history of indonesian massacres 1965-1966, New Jersey 2018.
  3. John Rosa, Pretext for mass murder, Londyn 2006.
  4. Vincent Bevins, The Jakarta Method – Washingotn’s anticommunist crusade & The mass murder program that shaped our world, Nowy Jork, 2020.

Komentarze (4)

  1. niepoprawny politycznie Odpowiedz

    No cóż, gdy tyle jest niewiadomych można pisać, napisać bezkarnie naprawdę wiele…

    Obecnie o „całość” oskarża się najczęściej Suharto. W nocy rzekomego komunistycznego zamachu 30 września 1965 zabito 6 generałów o poglądach antykomunistycznych, ale nie zabito drugiego najważniejszego z nich… Suharto.

    Oczywiście zwolennicy teorii martyrologii komunistów, skrzętnie pomijają też fakty niewygodne, np. że w związku z powyższym, tj. rzekomo głównie jeśli nie wyłącznie, antykomunistycznym nastawieniem mordujących, rozprawiano się też z mniejszością chińską, oczywiście oskarżoną o komunizm.
    Tylko, że Chińczycy indonezyjscy to wtedy byli i obecnie są, w zdecydowanej większości chrześcijanie, chętnie i dzisiaj prześladowani i mordowani przez aktywistów islamskiej indonezyjskiej większości…
    Czy chińscy chrześcijanie mogli stanowić istotną część masakry?
    Mamy bardzo mało „pewnych” danych lecz chyba tak.
    Ale, że dla obecnego coraz bardziej lewackiego tzw. świata cywilizowanego, chrześcijanie są „mało modni” jako ofiary…

    Oczywiście i skrajna amerykańska prawica wyznająca „teorię domina”, ma zapewne istotny swój udział w tej ludobójczej zbrodni. W jaki sposób?
    Nawet jeśli rzeczywiście nie była tutaj „narzędziem zbrodni” skrajnie demonizowana rządowa agencja CIA, to twardogłowi wojskowi wystarczą…

  2. Anonim Odpowiedz

    Gdyby nie pomoc Stalina oraz Towarzyszy Radzieckich z NKWD i Czerwonej Armii Zdradzieckiej. Podobny los czekał by też Polskich oraz tych przysłanych z Moskwy – Pełniących Obowiązki Polaków – Komunistów.

  3. BM Odpowiedz

    Komuniści wymordowali więcej ludzi niż wszyscy inni razem wzięci, a naziści i faszyści to przy nich wymiękają. Żadna ideologia nie wyrządziła ludziom i światu tyle zła co komunizm, żadna nie doprowadziła do śmierci tylu ludzi. Komunizm to najgorsza plaga, najgorsza zaraza jaka dotknęła ludzkość.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.