Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Tragedia dzieci z Rogowa. Katastrofa lotnicza z 1945 roku

Mało kto pamięta dziś o straszliwej katastrofie w Kamp. Zdjęcie przedstawia fragment okładki książki „Kamp-Rogowo. Zapomniane lotniska” Jana Nowickiego

Jadąc wzdłuż wybrzeża, drogą z Kołobrzegu do Trzebiatowa natkniemy na Rogowo, małą miejscowość pomiędzy Dźwirzynem a Mrzeżynem. Na pewno uwagę jadących kierowców, rowerzystów, czy też spacerowiczów zwraca przydrożny krzyż z dwoma tablicami z napisami w języku polskim i niemieckim. Pomnik ten upamiętnia katastrofę lotniczą z marca 1945 roku.

Rogowo jest położone na mierzei oddzielającej Bałtyk od jeziora Resko Przymorskie. Z jednej strony bagna, z drugiej wydmy. Do 1935 roku Rogowo (niemiecka nazwa Kamp) było senną rybacką wsią. W 1936 roku Niemcy postanowili zbudować tam lotnisko morskie wraz z całym zapleczem logistycznym.

Architekci projektujący ów obiekt twierdzili, że to twór na miarę XXI wieku. Budowlańcy wylali tam tony betonu, zbudowali system kanałów odprowadzających wodę, śluzy, stacje pomp oraz tory kolejki wąskotorowej dowożącej węgiel. Posadzone zostały specjalne odmiany roślinności, np. sosna czarna, które miały maskować całość obiektu. Do tego oczywiście zbudowano hangary, budynki dla obsługi, budynek komendantury, jednym słowem całą infrastrukturę.

fot.Karl Kössler/GNU Free Documentation License Dornier Do 24

Tak przygotowane lotnisko miało stać się bazą dla wodnopłatów. Już w 1937 roku zaczęła tam stacjonować 2 eskadra 706 dywizjonu lotnictwa wybrzeża (Kustenfliegergruppe 706). W latach 1938-1939 utworzono kolejne eskadry 606, 706 i 806 dywizjonu lotnictwa wybrzeża.

Z kompleksu korzystały jednostki i szkoły pilotów. Wraz z wybuchem wojny wodnopłaty zajmowały się rozpoznaniem, śledzeniem i atakowaniem najpierw polskich, a później alianckich okrętów, niszczeniem wojsk i obiektów wojskowych, tropiły miny oraz prowadziły akcje ewakuacyjne. Samoloty z Kamp brały udział w walkach w Zatoce Gdańskiej, we wrześniu 1939.

Ewakuacja

Przenieśmy się jednak do marca 1945 roku. Nieprzebrane tłumy uciekinierów z Prus Wschodnich i Pomorza Gdańskiego kierowały się na zachód. Wraz z cywilami ratowały się ucieczką rozbite oddziały niemieckie. Lotnisko w Rogowie stało się ważnym punktem ewakuacyjnym, tworzącym most powietrzny z bazą Bug na wyspie Rugia. Z czasem, by skrócić dystans zaczęto latać do baz morskich w Garz i Divenow (Dziwnów).

4 marca 1945 roku wojska II Frontu Białoruskiego zajęły Koszalin i dotarły do Bałtyku, tym samym przecięły na dwie części Grupę Armii „Wisła”. Mniej więcej w tym samym czasie pod Kołobrzeg dotarły czołówki radzieckiej gwardyjskiej 1 Armii Pancernej. Wkrótce Kołobrzeg został okrążony. Ci, którym udało się wyrwać z oblężenia, kierowali się m.in. na Rogowo. Na wąskim pasie oddzielającym morze od jeziora gromadziły się tysiące uciekinierów. Dowództwo bazy Kamp zwolniło cały personel pomocniczy, zostawiając tylko tych, którzy byli niezbędni do obsługi samolotów.

fot.domena publiczna Krzyż na brzegu jeziora upamiętniający 80 dzieci niemieckich, które w nim zginęły 5 marca 1945 podczas próby ewakuacji

W pierwszej kolejności miały być ewakuowane dzieci (większość z nich znalazła się na Pomorzu Zachodnim w ramach akcji „Kinderlandverschickung”, czyli dzieci przeniesione z terenów Rzeszy zagrożonych alianckimi bombardowaniami) i ranni żołnierze. Panował spory chaos. Niejednokrotnie wojsko musiało używać broni, by zaprowadzić porządek. Przy betonowym nabrzeżu piętrzyły się porzucone bagaże, furmanki, wózki, rowery. Cały czas strach i przerażenie budziły radzieckie myśliwce przelatujące nad Kamp. Na południe od jeziora dotarły radzieckie czołgi.

Załogi wodnopłatów Dornier Do 24 zdecydowały się na likwidację broni pokładowej i tankowanie paliwa tylko na konkretny lot z punktu A do punktu B, by zabrać jak największą liczbę ewakuowanych.

Katastrofa

5 marca Rosjanie dotarli do Trzebiatowa. Kilka czołgów pojawiło się w wsi Roby, skąd ostrzelały lotnisko.
Około godziny 14.30, 5 marca Dornier Do 24 z 72 pasażerami (w większości dziećmi i pielęgniarkami) oraz czterema członkami załogi wznosi się nad jeziorem, po czym na oczach tysięcy uciekinierów spadł z kilkudziesięciu metrów do wody. Maszyna rozleciała się na dwie części i zatonęła. Uratowała się jedna osoba, kobieta, którą podjął na pokład inny samolot. Prawdopodobną przyczyną katastrofy był odłamek radzieckiego, czołgowego pocisku.

fot.domena publiczna Dornier Do 24 w barwach holenderskich. Zdjęcie poglądowe

Akcja ewakuacyjna w Kamp kończy się 6 marca wraz z opuszczeniem bazy przez wojsko. Nie ma dokładnych danych, ale szacunkowo udało się wodnopłatami ewakuować około 2 – 3 tysiące ludzi.

Katastrofa Dorniera przez lata rozpalała wyobraźnię i była źródłem rozmaitych plotek. Sądzono nawet, że może na pokładzie była legendarna bursztynowa komnata. W 1987 roku próbowano zlokalizować wrak. Udało się to jednak dopiero w 2009 roku. Wydobyto fragmenty samolotu i rzeczy osobiste pasażerów. Jednak koszt podniesienia samolotu i zawiłości prawno-etyczne spowodowały zaprzestanie dalszych prac w tym kierunku.

Upamiętnienie

Wrak stał się grobem prawie osiemdziesięciu osób, w tym prawdopodobnie też mieszkańców pobliskiego Mrzeżyna.
5 marca 2016 roku odsłonięto wspominany na początku tej historii pomnik upamiętniający ofiary katastrofy z 1945 roku.

Bibliografia:

  1. Katastrofa Dorniera DO 24 T-3 na Kamper See – Jan Nowicki, ODKRYWCA 2018
  2. Tajemnicze Rogowo (Kamp) – artykuł ze strony Twierdzakołobrzeg.pl
  3. Co się stało z dziećmi z Kamp? – Piotr Żak, 24Kurier.pl 2016
  4. 70. rocznica katastrofy niemieckiego samolotu w Rogowie – Dzieje.pl 2016

Komentarze (3)

  1. Atanazy Pustelnik Odpowiedz

    Pamiętajmy, że gdyby nie to, że wojnę wywołali Niemcy i zaczęli ją prowadzić w sposób zbrodniczy, to nie byłoby tych ofiar niewinnych dzieci. De facto więc wszelkie ofiary wojny są bezpośrednio lub pośrednio w jakimś stopniu ofiarami państw osi w tym Niemiec…
    I taki dopisek powinien być na wszelkich tego typu tablicach. Demon nacjonalizmu (jak udowadnia historia zwłaszcza niemieckiego) ma to bowiem do siebie, że jako jedyny z demonów: „nigdy nie śpi”.
    Słusznie protestuje R. Ziemkiewicz przeciw tzw. „miękkiemu romantyzmowi”, karzącemu ze szlachetnych pobudek nazywać ulice, place, skwery „naszych” miast i wsi nazwiskami dawnych wielkich tych ziem, gdy te były pod panowaniem niemieckim…
    Oby ktoś ważny i „mocny” nie powiedział bowiem nam kiedyś: skoro sami przyznajecie, że ta ulica, to rondo, ten plac, aleja…

    • Agnieszka Odpowiedz

      Mozna tez pamietac, ze gdyby reszta Europy nie przypatrywala sie bezczynnie, jak Hitler wprowadza swoje porzadki w Niemczech, oddala mu bez protestu Austrie i Czechoslowacje, albo wrecz zachwycala sie jego polityka wobec Zydow (w archiwach zachowaly sie polskie przedwojenne gazety), to do wojny by nie doszlo. Wiec jestesmy wspolwinni. Choc pewnie zatrzymac Hitlera mozna by bylo tylko zbrojnie – wiec do jakiejs wojny i tak by doszlo. Powinnismy wyciagnac wniosek, ze nacjonalizm nalezy gasic, gdy dopiero sie tli – a nie holubic nacjonalistow, jak ma to miejsce w Polsce. Owszem: hitlerowcy tez zaczeli od krzyczenia o „wstawaniu z kolan”, „przywracaniu dumy narodowej” i „wielkich Niemczech”. W tamtym momencie mozna ich bylo zatrzymac.

  2. gienio Odpowiedz

    A to w sumie dość przewrotne, pisać o „demonie nacjonalizmu” i jednocześnie chwalić Ziemkiewicza za protest przeciwko upamiętnianiu ważnych postaci niemieckich.
    Nie zgodzę się też, że „wszystkie ofiary wojny” są ofiarami państw osi, bo idąc tym tokiem rozumowania należałoby uznać, że wszystkie alianckie zbrodnie wojenne, jak choćby bombardowanie Drezna były winą Niemiec, a to już reductio ad absurdum.

Dodaj komentarz

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.