Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Legenda o Wandzie. Historia słynnego podania, pierwotna wersja, prawdziwa geneza opowieści

Legenda o Wandzie ma wiele odsłon. Ale czy któraś jest prawdziwa lub choćby prawdopodobna?

fot.Konstanty Górski/domena publiczna Legenda o Wandzie ma wiele odsłon. Ale czy któraś jest prawdziwa lub choćby prawdopodobna?

Gdzie nauka zawodzi, wkraczają legendy. A że o początkach polskiego państwa niewiele możemy powiedzieć z całą pewnością, ta część naszej historii pełna jest mitycznych postaci i wydarzeń. Problem w tym, że wiele tych opowieści opiera się na kruchych podstawach. I powstała całkiem niedawno. Więc jak to było z Wandą?

Całe pokolenia Polaków wychowywano w przekonaniu, że mityczna Wanda, córka Kraka (według Wincentego Kadłubka pierwszego władcy Polski), wolała popełnić samobójstwo, niż oddać rękę niemieckiemu księciu. Nie uległa groźbom – gdy książę zbrojnie najechał Kraków, prośbom – gdy wysłał posłów z cennymi upominkami, ani błaganiom krakowskich możnowładców przerażonych widmem zniszczeń. Znalazła jednak sposób, by ocalić zarówno swą czystość, jak i poddanych: rzuciła się w nurt Wisły.

Ani słowa o małżeństwie

Jednak podania o Wandzie, na kanwie których powstała ta opowieść, nieco inaczej przedstawiają historię księżniczki. Kadłubek w swojej Kronice polskiej, w której pierwszy raz pojawia się Wanda, nie wspomina o żadnych planach matrymonialnych Niemca. W jego ujęciu „tyran lemański” jak go określił, uznał po prostu, że skoro na tronie w sąsiednim kraju zasiada kobieta, to jest on wolny i trzeba go sobie wziąć. Ale kiedy najechał Kraków, jego wojsko zrezygnowało z walki pod wpływem urody i tajemniczej mocy Wandy. Upokorzony, rzucił się na własny miecz i oddał siebie w ofierze, aby ci, którzy go zdradzili, oraz ich potomkowie „starzeli się pod niewieścimi rządami”.

O skoku Wandy do Wisły u Kadłubka nie ma ani słowa. Pisze jedynie, że „bez następcy zeszła ze świata”, ale nie podaje, w jakich okolicznościach. Motyw matrymonialny i samobójczy do legendy o Wandzie wprowadził autor Kroniki wielkopolskiej. Według jego wersji polska władczyni była tak piękna, że wszystkich „pociągała do miłowania, stąd zaczęto nazywać ją »wąda«, czyli  węda”. „Pociągnęła do miłowania” także „króla Alemanów”, który najpierw próbował ją nakłonić do małżeństwa, a gdy to mu się nie udało, najechał jej ziemie.

Scenę skoku Wandy do Wisły przedstawił na płótnie między innymi Maksymilian Piotrowski.

fot.Maksymilian Piotrowski/domena publiczna Scenę skoku Wandy do Wisły przedstawił na płótnie między innymi Maksymilian Piotrowski.

Dalej jest jak u Kadłubka: niemieckie wojska pod wpływem widoku Wandy zrezygnowały z walki, a „król Alemanów” przebił się mieczem. Natomiast Wanda ofiarowała siebie bogom: „Za tak wielką chwałę i pomyślne wyniki, dobrowolnie skoczyła do Wisły”.

Wanda pod zaborami

Kadłubkową opowieść w XV w. twórczo rozwinął Jan Długosz w swych Rocznikach. Według niego niemiecki książę (kronikarz nadał mu imię Rytygier), który prosił Wandę o rękę, gdy dostał kosza, ruszył z wojskiem, „chcąc wywalczyć orężem, to, czego nie mógł uzyskać prośbą”. Także w tej wersji wojska niemieckie na widok Wandy odmówiły walki, a Rytygier, „nie chcąc wracać w niesławie do domu”, rzucił się na swój miecz. Natomiast Wanda za wyświadczone jej łaski złożyła bogom ofiarę z siebie i utopiła się w Wiśle.

reklama

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.