Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Niewolnictwo nie kończyło się ze śmiercią. Studenci znaleźli dowody nieludzkich praktyk na uniwersytecie

Katowani za życia niewolnicy (na zdj. czarnoskóry mężczyzna z bliznami po batach, fotografia wykonana w Luizjanie w 1863 roku) nawet po śmierci nie zaznali spokoju. Profesorowie Penn wykorzystywali ich ciała jako "pomoce dydaktyczne".

fot.domena publiczna Katowani za życia niewolnicy (na zdj. czarnoskóry mężczyzna z bliznami po batach, fotografia wykonana w Luizjanie w 1863 roku) nawet po śmierci nie zaznali spokoju. Profesorowie Penn wykorzystywali ich ciała jako „pomoce dydaktyczne”.

Podczas badania związków Uniwersytetu Pensylwanii z niewolnictwem, młodzi naukowcy natrafili na archiwalne materiały, z których wynika, że w XVIII i XIX wieku instytucja prowadziła nielegalne eksperymenty na ciałach niewolników.

Trzy miesiące po tym, jak władze Uniwersytetu Pensylwanii przyznały, że w pierwszym stuleciu istnienia uczelnia miała związki z niewolnictwem, wyszło na jaw, iż więzi te sięgają znacznie głębiej niż przypuszczano.

Niechlubna część historii instytucji, która jeszcze dwa lata temu zaprzeczała jakiemukolwiek zaangażowaniu swoich XVIII- i XIX-wiecznych pracowników w handel ludźmi i wykorzystywanie niewolniczej pracy, ujrzała światło dzienne w 2017 roku. Wówczas to grupa naukowców pod przewodnictwem profesor Kathleen Brown odkryła, że aż 20 spośród 28 badanych fundatorów placówki miało niewolników.

W związku z tymi rewelacjami powstała studencka grupa badawcza Penn Slavery Project. Młodzi historycy mieli nadzieję odkryć więcej szczegółów na temat związków Uniwersytetu Pensylwanii z procederem niewolnictwa. To co znaleźli, przekroczyło ich najśmielsze oczekiwania.

reklama

Dzięki dokumentom przechowywanym w archiwach uczelni oraz Kislak Center for Special Collections, Rare Books and Manuscripts, studenci ujawnili, że okres prosperity placówki trwający od połowy XVIII do XIX wieku w dużej mierze związany był z wykorzystywaniem niewolniczej pracy. Penn zarządzał wówczas Norristown – najbardziej dochodowym gospodarstwem uniwersyteckim tamtych czasów.

A to jeszcze nie wszystko – niewolników wykorzystywali w swojej pracy również wybitni naukowcy z prestiżowej uczelni medycznej działającej w ramach uniwersytetu. Wśród „winnych” znalazły się takie nazwiska, jak: Benjamin Rush, William Horner czy Samuel Morton. Nie tylko popierali oni popularną wówczas rasistowską pseudonaukę, ale również rozpowszechniali nieprawdziwe informacje o czarnoskórych, by móc przeprowadzać na nich eksperymenty (na przykład mit o rzekomej odporności na żółtą febrę).

Utworzony w połowie XVIII wieku Uniwersytet Pensylwanii (na zdj. kampus) bogacił się dzięki pracy niewolników.

fot.Bryan Y.W. Shin/CC BY-SA 3.0 Utworzony w połowie XVIII wieku Uniwersytet Pensylwanii (na zdj. kampus) bogacił się dzięki pracy niewolników.

Nawet po śmierci niewolnicy nie zaznawali spokoju. Ich ciała – oczywiście bez zgody rodziny – regularnie wykorzystywano jako pomoce dydaktyczne podczas sekcji zwłok, nie zachowując przy tym nawet pozorów szacunku dla zmarłych.

Nie jest to koniec doniesień w tym temacie – młodzi historycy skupieni w ramach Penn Slavery Project planują już dalsze badania, które powiedzą więcej o ofiarach i sprawcach tego nieludzkiego procederu.

Z konsekwencjami popierania niewolnictwa zmagają się dziś nie tylko Amerykanie. Również Kanadyjczycy mają pod tym względem niejedno na sumieniu. ONZ uznał nawet, że Kanada powinna nie tylko przeprosić, ale i zapłacić za zbrodniczą działalność sprzed stuleci.

Źródło informacji:

reklama

Komentarze

brak komentarzy

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.