Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Zbrodnie żołnierzy Wojska Polskiego wobec Żydów w latach 1918-1920

Polscy żołnierze w latach 1918-1920 setki razy dopuścili się przemocy wobec Żydów. W wyniku ich działań mogło zginąć nawet 1000 osób.

Polscy żołnierze w latach 1918-1920 setki razy dopuścili się przemocy wobec Żydów. W wyniku ich działań mogło zginąć nawet 1000 osób.

Mimo radości z odzyskanego państwa, nastroje w wyniszczonym i wygłodzonym kraju były złe. Kozłem ofiarnym stała się ludność żydowska. Tylko dlaczego wojsko, zamiast uspokajać sytuację, samo brało udział w pogromach?

Pierwsze duże wystąpienie antyżydowskie na ziemiach polskich po odzyskaniu niepodległości miało miejsce w Kielcach. 11 listopada 1918 roku tamtejsza społeczność wyznawców judaizmu zebrała się na wiecu w miejscowym teatrze. Spotkanie rozpoczęło się od złożenia podziękowań Bogu za odbudowanie państwa polskiego i zapewnienia lojalności wobec niego. Dalej jednak zgromadzeni zaczęli domagać się dla siebie szerokiej autonomii politycznej i kulturalnej.

Wiadomości o tym wydostały się na zewnątrz i wywołały oburzenie polskich mieszkańców, którzy zaczęli gromadzić się pod teatrem. Wzburzeni kielczanie wtargnęli na salę obrad, gdzie doszło do szamotaniny.

W jej trakcie śmierć poniosło dwóch uczestników spotkania. Inna wersja głosi jednak, że pod koniec wiecu do teatru wtargnęli polscy żołnierze, którzy zaczęli przeszukiwać pomieszczenie i obecnych w poszukiwaniu broni. Zgromadzeni zaczęli wówczas opuszczać budynek, a na zewnątrz zaatakował ich tłum.

Doszło do regularnego pogromu, w którym rabowano żydowskie sklepy i mieszkania. Zginęły cztery osoby, a 250 odniosło rany. Spokój w mieście zaprowadziło dopiero wojsko, które opuściło koszary i spacyfikowało tłum.

Za udział w pogromie aresztowano… tylko 12 osób. Cztery skazano na cztery miesiące więzienia, złagodzone w wyniku amnestii do dwóch miesięcy, pięć uniewinniono, a dwie wyłączono ze sprawy. Wkrótce w wyniku apelacji nawet ci, którzy trafili za kratki, zostali uniewinnieni.

Ulica Sienkiewicza w Kielcach. To właśnie przy niej znajdował się teatr, gdzie rozpoczął się pogrom w listopadzie 1918 roku. Zdjęcie z lat 20.

fot.domena publiczna Ulica Sienkiewicza w Kielcach. To właśnie przy niej znajdował się teatr, gdzie rozpoczął się pogrom w listopadzie 1918 roku. Zdjęcie z lat 20.

Zachować neutralność

Równie ambiwalentne było zachowanie żołnierzy WP we Lwowie. Gdy 22 listopada 1918 roku oddziały odsieczy oswobodziły miasto, wśród polskich mieszkańców wybuchł entuzjazm. Niestety, radość ta rychło przerodziła się w agresję wobec lwowskich Żydów, których oskarżono o wspieranie Ukraińców. Jak pisze niemiecki historyk Jochen Böhler w książce „Wojna domowa. Nowe spojrzenie na odrodzenie Polski”, Polacy byli rozczarowani faktem, że społeczność żydowska ogłosiła neutralność. Członkowie tej ostatniej starali się natomiast uniknąć uwikłania w polsko-ukraiński konflikt.

Podczas walk w mieście dochodziło do starć między żydowskimi oddziałami samoobrony a polskimi obrońcami. Stąd zrodziła się pogłoska, że wyznawcy religii mojżeszowej strzelają do żołnierzy Rzeczpospolitej. Wszystko to pogłębiło niechęć pozostałych mieszkańców. W dniu wyzwolenia Lwowa w dzielnicy żydowskiej rozpoczęły się zamieszki, które trwały dwa dni. Uczestniczyli w nich zarówno cywile, jak i wojskowi. Napadano na sklepy, warsztaty i składy. Wdzierano się do domów, bito lub zabijano przedstawicieli mniejszości, wynoszono majątek.

Co w tym czasie robili polscy oficerowie? Bynajmniej nie kwapili się, by uspokajać sytuację. Generał Bolesław Roja na wieść o pierwszych rozruchach wydał wprawdzie rozkaz o stanie wyjątkowym i sądach doraźnych, ale… został on ogłoszony dopiero dwa dni później! Z kolei komendant obrony, kapitan Czesław Mączyński, człowiek o poglądach bliskich endecji, wydał odezwę „Do ludności żydowskiej miasta Lwowa”, sformułowaną w taki sposób, że oskarżała Żydów o akty agresji, a wojsko prowokowała do samosądów.

We lwowskim pogromie zginęły co najmniej 73 osoby. Wymienia się także większe liczby – 150, a nawet 600 ofiar. Wśród nich znajdowały się dzieci i starcy. Obrabowano wówczas ponad 3700 mieszkań, sklepów i warsztatów, spalono też kilkanaście domów. Sprawcami byli między innymi wojskowi z garnizonu Lwowa oraz oddziałów odsieczy, nie tylko ludność cywilna. Co więcej, władze wojskowe i cywilne pod różnymi pretekstami nie dopuszczały do aresztowań winnych lub zwalniały ich.

O skali wydarzeń świadczy sam fakt, że już 22 listopada zatrzymano około 1600 osób, w tym 400 wojskowych, a następnego dnia kolejne 1300. Ostatecznie w stan oskarżenia postawiono jednak… zaledwie 79 z nich, w tym tylko 8 mundurowych. Reszta uniknęła wymiaru sprawiedliwości, choć, jak pisze w cytowanej już książce Böhler, zajścia we Lwowie były „jednym z najstraszliwszych pogromów dokonanych przez polskich żołnierzy w pierwszym okresie niepodległości”.

Masakra w Pińsku

Kilka miesięcy po tragicznych zajściach we Lwowie do kolejnego pogromu z udziałem polskich żołnierzy doszło w Pińsku. 5 kwietnia 1919 roku w Domu Ludowym przy ulicy Kupieckiej odbywało się zebranie żydowskich mieszkańców. Poświęcone było połączeniu mniejszych organizacji żydowskich w jedną. A może chodziło o rozdzielenie amerykańskiej pomocy materialnej? Grunt, że w godzinach popołudniowych do środka weszli członkowie Wojska Polskiego, którzy aresztowali 65 uczestników spotkania. Odprowadzili ich do komendy wojskowej, po drodze bijąc i maltretując.

Tam major Aleksander Łuczyński wybrał 35 osób i rozkazał je bez śledztwa rozstrzelać. Egzekucji dokonano pod ścianą katedry. Według niektórych relacji pozostałym zatrzymanym kazano kopać sobie groby i pozorowano egzekucję. Kobiety rozebrano do naga i bito. Wreszcie wszystkich osadzono w areszcie, gdzie otrzymywali kolejne razy.

Co było przyczyną masakry w Pińsku? Otóż dwa dni wcześniej polskie oddziały doznały porażki ze strony bolszewików i teraz w nerwowym napięciu oczekiwały kolejnego ataku. Do polskiego dowództwa dotarła informacja, że w Domu Ludowym odbywa się zebranie miejscowych komunistów. Postawiono więc odpowiednio zareagować…

Ofiary masakry w Pińsku.

fot.domena publiczna Ofiary masakry w Pińsku.

Pomocnicy bolszewików

Żydowską ludność utożsamiono ze stronnikami bolszewików także w Lidzie. Wszystko przez to, że 16 kwietnia 1919 roku, podczas walk o miasto, do polskich żołnierzy strzelano z okien domów, które zamieszkiwali wyznawcy judaizmu. Gmina tłumaczyła później, że ogień prowadzili ukryci tam czerwoni, a nie sami lokatorzy. Mimo to powszechne było przekonanie, że strzelali Żydzi, bo przecież… „cały proletariat żydowski wspiera bolszewików”. Gdy więc 17 kwietnia polskie oddziały weszły do miasta, zaatakowały dzielnicę mniejszości. W ciągu dwóch dni zabito 39 osób, w tym 12-letniego chłopca. 200 osób aresztowano.

Zorganizowano sąd wojenny i sześciu z zatrzymanych, a także dwóch chrześcijan, skazano na karę śmierci. Nawet wówczas stan wzburzenia się utrzymywał. Gdy w dzielnicy żydowskiej znaleziono okaleczone ciało polskiego żołnierza, niemal doszło do kolejnych starć. Na szczęście pewien ksiądz zdołał załagodzić sytuację, przekonując, że zabójcą w tym wypadku nie był Żyd.

Tło podobne do lidzkiego miały zajścia w Wilnie. Pod zdobyciu miasta przez WP 19 kwietnia 1919 roku wyznawców religii mojżeszowej oskarżono o wspieranie bolszewików i udział w walkach po ich stronie. Żołnierze dywizji legionowych i mieszkańcy miasta urządzili kilkudniowy pogrom, podczas którego rozbijano sklepy i mieszkania, maltretowano i zabijano członków lokalnej gminy.

Śmierć poniosło około 50 osób. Zdewastowano też cmentarze żydowskie i aresztowano 2000 osób, w tym także dwóch głównych rabinów miasta. Zgodnie z jedną z pozostawionych relacji, żołnierze prowadzili ich ulicami, a zebrany tłum pluł na zatrzymanych. Część zatrzymanych wówczas osób osadzono w obozach internowania, gdzie byli bici i głodzeni.

Do napaści na Żydów dochodziło często w związku z obwinianiem ich o probolszewickie sympatie. Tak samo było w Lidzie. Na zdjęciu z 1919 roku bolszewicy z Wileńszczyzny.

fot.domena publiczna Do napaści na Żydów dochodziło często w związku z obwinianiem ich o probolszewickie sympatie. Tak samo było w Lidzie. Na zdjęciu z 1919 roku bolszewicy z Wileńszczyzny.

Żyd zabił polskiego żołnierza!

Do kolejnych dramatycznych wydarzeń doszło 27 maja 1919 roku na targu w Częstochowie. Polski żołnierz został zraniony postrzałem przez Żyda. Sprawcę załapano i mocno pobito, a gdy nadeszła wiadomość, że wojskowy zmarł w szpitalu, na ulice wyległ tłum. Zaczęto napadać na napotkanych przedstawicieli „winnej” mniejszości.

W trakcie rozruchów doszło do kuriozalnego wypadku. Żydowski felczer Baszanowicz, którego policja prowadziła do rannego, został zadźgany bagnetami przez żołnierzy sądzących, że jest to zabójca we własnej osobie.

W mieście wkrótce rozeszła się pogłoska, że w antyżydowskich zajściach wzięli udział żołnierze armii generała Hallera. Dowódca zareagował szybko. Wydał rozkaz do wojska, w którym podkreślił, że bicie bezbronnego cywila uwłacza honorowi żołnierza polskiego. Napominał też, że „każdemu obywatelowi państwa polskiego, jakiejkolwiek byłby narodowości lub wyznania, powinien żołnierz polski okazywać odpowiednie uszanowanie i życzliwość”.

Bo chusta była za droga

Mimo tych pouczeń generała hallerczycy nieraz brali udział w wystąpieniach skierowanych przeciwko ludności żydowskiej. Tego typu incydenty wspierają tezę części historyków, że w związanej z endecją Błękitnej Armii silne były nastroje antysemickie. Jak pisze Jochen Böhler w książce „Wojna domowa. Nowe spojrzenie na odrodzenie Polski”:

Panuje konsensus, że to Armia Hallera i Armia Wielkopolska zyskały wątpliwą sławę z powodu antysemityzmu, a grabienie i nękanie Żydów w domach i miejscach publicznych było zjawiskiem powszechnym w szeregach tych dwóch formacji.

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Jochena Böhlera pod tytułem "Wojna domowa. Nowe spojrzenie na odrodzenie Polski" (Znak Horyzont 2018).

Artykuł powstał między innymi na podstawie książki Jochena Böhlera pod tytułem „Wojna domowa. Nowe spojrzenie na odrodzenie Polski” (Znak Horyzont 2018).

Ten surowy osąd potwierdzają między innymi wydarzenia, do których doszło po przyjeździe oddziałów hallerowskich do Krakowa wiosną 1919 roku. 6 czerwca do kramu w Sukiennicach, należącego do żydowskiego kupca Józefa Schnorrera, przyszło dwóch żołnierzy w towarzystwie kilku kobiet. Chcieli kupić chustę dla jednej z nich. Doszło do sprzeczki dotyczącej ceny upragnionego towaru, która zakończyła się pobiciem kupca przez jednego z wojskowych i atakiem tłumu na żydowskie kramy.

Tego samego dnia około godziny 18 miał miejsce drugi, podobny incydent. Do odwachu na Rynku Głównym przyprowadzono dwóch złodziei, niedawno wypuszczonych z więzienia sądowego. Podczas sprzeczki jeden zranił drugiego nożem. Problem w tym, że raniony ubrany był w stary mundur wojskowy – co było wówczas częstą praktyką. Podekscytowany wcześniejszymi wydarzeniami tłum, widząc prowadzonego przez policję zakrwawionego człowieka w mundurze, nie potrzebował większej zachęty. Uznano, że… „Żydzi zamordowali hallerczyka”. Tak rozpoczęły się zamieszki, które trwały kilka dni i rozlały się po mieście.

Masa ludzi, złożona z cywilów przemieszanych z członkami oddziałów Błękitnej Armii, ruszyła w stronę dzielnicy żydowskiej. Po drodze rozbijano witryny sklepów, także tych należących do chrześcijan. Wdzierano się do mieszkań, bijąc i zabijając mieszkańców żydowskiego pochodzenia.

By stłumić rozruchy, na ulice wysłano szwadron kawalerii i kompanię piechoty. Pojawił się też sam generał Haller, aby swoją obecnością wpłynąć na wichrzycieli. Doszło do sytuacji, w której część żołnierzy próbowała uspokoić sytuację, a część uczestniczyła w pogromie. Strzelano do siebie z karabinów, w ruch poszły też granaty.

W celu spacyfikowania antyżydowskich ekscesów w Krakowie starano się wykorzystać autorytet samego generała Hallera (na zdjęciu ze swoim sztabem). Niestety nie na wiele się to zdało.

fot.domena publiczna W celu spacyfikowania antyżydowskich ekscesów w Krakowie starano się wykorzystać autorytet samego generała Hallera (na zdjęciu ze swoim sztabem). Niestety nie na wiele się to zdało.

Porządek w mieście zapanował dopiero 9 czerwca. Do tego czasu zginęły dwie osoby, a rany odniosło około 200 cywilów i wojskowych. Zdemolowano też wiele sklepów.

Do ataków na Żydów z udziałem polskich żołnierzy dochodziło w pierwszych latach istnienia II RP w wielu miejscach. Kolejne incydenty miały miejsce między innymi w Zamościu, Łodzi, Bobrujsku, Słobódce, Mińsku, Otwocku, Białymstoku… Jak wiele osób mogło paść ofiarą tych wystąpień? Jak ocenia Jochen Böhler, co najmniej kilkaset:

W odradzającej się Polsce udokumentowano setki przypadków terroryzowania Żydów przez żołnierzy, a ogólna szacunkowa liczba ofiar śmiertelnych wynosi od 500 do 1000 osób.

Bibliografia

  1. Jochen Böhler, Wojna domowa. Nowe spojrzenie na odrodzenie Polski, Znak Horyzont 2018.
  2. Michał Klimecki, Lwów 1918-1919, Bellona 1998.
  3. Tomasz Marszałkowski, Zamieszki, ekscesy i demonstracje w Krakowie 1918-1939, Arcana 2015.
  4. mkarwan, Zaburzenia antyżydowskie w r. 1919, Narkive.com 2006.

Niemiecki historyk o odzyskaniu przez Polskę niepodległości:

Komentarze (29)

      • Jasiu Odpowiedz

        Dlaczego kłamstw? A nie było też tak?! Poza skąd mogło dochodzić do czegoś takiego długo by tłumaczyć nie mniej proponuję przeczytać „Chciałbym dożyć takich dni”, Warszawa 2013 Albin Siwak. Siwak nie jest dla mnie faworytem ale treść ciekawa. ;)

  1. Kot Brajan Odpowiedz

    Jeżeli o historii Polski pisze historyk niemiecki, to jeżeli chodzi o wiarygodność autora, należy być bardzo ostrożnym. Niemcy w czasie II wojny światowej, zamordowali kilka milionów Żydów i teraz chcą zrzucić odpowiedzialność na Polaków, oskarżając ich o antysemityzm.

      • Anonim Odpowiedz

        No właśnie, tak często robią niewiarygodni autorzy. Piszą o wiarygodnych faktach jak np.niemieckie zbrodnie na Polakach, a w innej książce piszą o niewiarygodnych polskich zbrodniach na Żydach. Wtedy można stosować taki argument, że wszystkie prace danego autora są wiarygodne i prawdziwe.

        • Eric Korat

          Autor, który od co najmniej 15 lat pracuje za żydowskie pieniądze (muzeum holokaustu i Yad Vashem) jest mało wiarygodny i inne dowody są zbędne.

      • Anonim Odpowiedz

        A czy pan ma dowody że ten autor jest wiarygodny? Jeżeli takie informacje są rzeczywiście prawdziwe, to należałoby cytować innych, wiarygodnych historyków np. prof.Normana Davisa. Żegnam i pozdrawiam.

        • Gość

          Davies jest wiarygodny? W „Bożym Igrzysku” napisał, że „Polacy szarżowali na czołgi”.

      • Nie ważne. Odpowiedz

        Członku redakcji. „Inna wersja głosi jednak, że pod koniec wiecu…”, niech się troll czy bajkopisarz zastanowi. To tak jak napisać – Niemcy napadli na Polskę, jednak inna wersja mówi że… No ludzie gdzie tu wiarygodność historyka?! Idź pan ze swoim portalem.

      • Jacek Odpowiedz

        Zamiast zachwycać się tym, że Niemcy zaczęli przyznawać się do faktów dawno znanych, sprawdźmy jak to robią.
        Chociażby strona 91 „Najazdu 1939” i sprawa prowokacji gliwickiej. Autor pisze: „zebrany przez SS materiał dowodowy w tej sprawie nie przeszedłby pozytywnie badań niezależnej komisji śledczej” – no to oczywiste, ale dalej czytamy: „powołanie takiej komisji uniemożliwił zawrotny rozwój wydarzeń w teatrze działań wojennych”. O jakiej komisji on pisze? Kto niby miałby ją powołać? Te „dowody” nie były przecież tworzone na potrzeby komisji, lecz propagandy (a wódz głosił, że zwycięzcy się nie sądzi). Dalej autor twierdzi, że z powodu małej wiarygodności „dowodów”, nawet Hitler w swoim przemówieniu „przezornie” o „prowokacjach” wyraża się ogólnikowo. Nie musi szczegółowo. Robi to znakomicie propaganda: niemiecka prasa, radio, kroniki filmowe. To większości Niemców, i nie tylko, wystarcza. Tyle, że autor tego tutaj nie wspomina. Dalej: sprawy prowokacji nie ujawniły po wojnie niemieckie sądy, jak chce autor, lecz proces norymberski.
        TYLE ODNOŚNIE JEDNEJ TYLKO STRONY.
        Dobrze, że takie prace się ukazują. Ale nie przesadzajmy.

      • LJudek Odpowiedz

        Członku redakcji twojahistoria.pl zaczyna być wątpliwej jakości źródłem. Nie tylko autorzy książek które reklamujecie. Za dużo ich się pojawia… Jaki jest tego cel. No chyba, że to ma być beletrystyka lub opowiadania fantastyczne. Czy zmieniło sieę Wasze źródło finansowania?

  2. GiePe Odpowiedz

    No ładnie! Trzeba sięgać po opinie wyrażone przez Niemca na temat rzekomego antysemityzmu w polskim narodzie. Jeśli opisane przez tego pana sytuacje się zdarzyły, przydałoby się podać jeszcze źródła potwierdzające ich prawdziwość. Ja też mogę napisać książkę pod hasłem „Amerykanie biją Murzynów” i podać jakieś zasłyszane przypadki bijatyk między białymi i czarnymi. Pal sześć źródła tych pogłosek, kto się tym będzie przejmował? Myślę, że pan Bohler swoją „książką” wpisuje się w nurt wyprowadzania Niemców z grona sprawców holocaustu i przy tym obarczania winą innych narodów w tym Polaków.

    • Nasz publicysta |Rafał Kuzak Odpowiedz

      Ten sam autor napisał dwie książki o niemieckich zbrodniach na Polakach w czasie inwazji na Polskę w 1939 roku czy w ich przypadku ma Pan/Pani te same zastrzeżenia? :)

  3. Anonim Odpowiedz

    Oj, jaki cenny materiał … Niemiec bada polskie zbrodnie na żydach. Jaki autorytet. Skoro Gross już nie robi wrażenia, trzeba wyprodukować jakiegoś Bohlera.
    Po co sobie żałować. Przecież już kilka „autorytetów” nas obsmarowało. Można się już na nich powołać. Wystarczy napisać w zakończeniu, że to by potwierdzało Grossową opinię, bo przecież wtedy żyły te matki, co to od nich późniejsze pokolenie wyssało antysemityzm z mlekiem.
    No patrzcie, jak się ładnie ułożyła narracja.

  4. Eric Korat Odpowiedz

    Rozumiem że celem artykułu jest poparcie antypolskiej polityki niemieckiej i żydowskiej w celu wsparcia wyłudzenia odszkodowań bo takie wyciąganie wydarzeń z kontekstu bez podania przyczyn to zwykłe fałszerstwo. Już drugie zdanie to totalne zaprzeczenie zdrowemu rozsądkowi a potem to totalna aberracja. Żydzi kozłem ofiarnym??? WP urządza pogromy???Masakry żydów??? No rzeczywiście to nowe spojrzenie nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Autorowi polecam raporty amerykańskie na ten temat. Było ich z tego co pamiętam 5. Ostatni rzeczywiście antypolski (autor amerykański żyd) ale wcześniejsze sytuację przedstawiają propolsko a wręcz antyżydowski (no i trzeba było wysłać swojego chłopaka)

  5. Eric Korat Odpowiedz

    A jeśli chodzi o autora to jego wieloletnia praca w Yad Vashem całkowicie go dyskredytuje jeśli chodzi o jakikolwiek obiektywizm i to że pisze o zbrodniach niemieckich nie ma żadnego znaczenia.

  6. Anonim Odpowiedz

    Autorze wstydz się braku profesjonalizmu. Początek mówi o 1000 ofiar a z treści jeśli wierzyć w rzetelność o kilku dziesięciu. Mówi o zabitych przez żołnierzy Wojska Polskiego, a w artykule o wersji z udziałem żołnierzy bez udokumentowania tego. Absolwencie UJ zastanów się nad sobą w szczególności nad jakością takiej pracy, chyba że taki panuje trend by uwłaczać swojej uczelni.

  7. Anonim Odpowiedz

    Żydzi sami zapracowali na taki stosunek Polaków współpracą z agitatorami czerwonej zarazy .
    O ich postawie można przeczytać np. w książce Zofi Kossak Pożoga .

    • Danielos Odpowiedz

      Niestety można pisać tylko o zbrodniach popełnionych na żydach, pisanie o żydowskich zbrodniach to już jest jawny antysemityzm

  8. Jacek Odpowiedz

    Tak to jest, jak biorą się za pisanie specjaliści od wszystkiego, czyli od niczego. Najważniejsze są sensacje, często pod z góry założoną tezę. Mamy wtedy „członków” wojska polskiego /no brawo!/, ekscytacje typu: „zgodnie z jedną z pozostawionych relacji”, czyli a jedna baba to opowiadała nawet, że … /a zweryfikował to ktoś? starał się ustalić fakty? autor książki, autor artykułu?/ Nie chcę się nawet grzebać w tych potokach sensacji godnych brukowca. bo nie podejścia historyka, znawcy problemu i epoki. Co nie znaczy, że neguję fakt zaistnienia wydarzeń co najmniej podobnych do opisywanych. Tyle, że wyraźnie wygląda na to, że autor książki ujmuje je dość jednostronnie /widać to chociażby po porównaniu z jednym ze źródeł do artykułu/. Dla zwykłej przyzwoitości należałoby o tym wspomnieć /lub nie zabierać głosu w sprawie z nieswojej dziedziny/.

  9. Anonim Odpowiedz

    Artykuł napisany faktycznie na podstawie jednej książki i pod konkretną tezę. Wstyd dla historyka. Dlaczego portal zamieszcza takie słabe treści?

  10. LJudek Odpowiedz

    „Zginęły cztery osoby, a 250 odniosło rany”… zawsze uczono mnie że w pogromach ginęło setki i tysiące osób…. CZy nie ma gdzies literówki? faktycznie 4 osoby zginęły???

Odpowiedz na „AnitaAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.