Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Epoka kazirodztwa. Dlaczego naszych pradziadków tak bardzo fascynowały stosunki seksualne z najbliższymi krewnymi?

XIX-wieczna fotografia matki z synem na kolanach. Zdjęcie poglądowe.

XIX-wieczna fotografia matki z synem na kolanach. Zdjęcie poglądowe.

Kazirodztwo pozwalało napełniać kabzy akolitom Zygmunta Freuda. Dodawało też pikanterii filmowi i prozie. Może wstyd przyznać, ale nasi przodkowie mieli na punkcie tego zjawiska prawdziwą obsesję.

Mężczyźni nie przepadają za swoimi teściowymi. Słysząc takie zdanie, można by przytaknąć, lekko się uśmiechnąć albo zbyć je jako banał. Wydawany w Krakowie „Kurjer Wieczorny” zrobił jednak znacznie więcej. W 1924 roku redakcja pisma postanowiła dotrzeć do samego sedna sprawy.

„Nasuwa się pytanie, jaki cel ma ta norma wzajemnego unikania się teściowej i zięcia i dlaczego styczność ich uważana jest za magicznie niebezpieczną” – drążył publicysta gazety występujący pod pseudonimem „Sigma”. I nawet nie próbował trzymać czytelników w napięciu. Szybko zawyrokował: „Otóż cel tej normy, ograniczając odpowiedź do najbardziej pierwotnych i podstawowych przyczyn psychologiczno-społecznych jest jeden. Zapobiegnięcie stosunkom kazirodczym między zięciem a jego teściową”.

Kazirodztwo dotyczy każdego. Dziennikarz nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości. Pisał o popędzie powszechnym i tylko z trudem spychanym na margines świadomości przez wyuczone zasady etyki, prawidła kultury czy przepisy prawne. Przypominał, że wśród Aborygenów są (rzekomo) plemiona, w których „mężczyźni, wyruszając na wojnę, (…) rzucają się na »zakazane kobiety« i obcują płciowo z własnymi siostrami, matkami i teściowymi”.

Takim dzikusem – argumentował – w głębi serca jest także dowolny dwudziestowieczny dżentelmen, skrywający swoje pierwotne pragnienia pod elegancko skrojonym frakiem i szykownym cylindrem. Choćby nawet nowoczesny Polak o tym nie wiedział, to „przy każdym zetknięciu” z teściową rodził się w nim „odruch pokusy zakazanego normą społeczną stosunku seksualnego”. I ten właśnie odruch, na skutek wewnętrznej walki i lawiny sprzecznych emocji, przeistaczał się w uczucie rezerwy, wstrętu czy zwyczajnej wrogości. Bo w końcu – ten się czubi, kto się (aż za bardzo) lubi.

Dzikość fascynowała przedwojennych publicystów. W prasie nagość była na cenzurowanym, chyba że chodziło o rozebranych członków prymitywnych plemion. I to właśnie na ich przykładzie opisywano każdy aspekt pierwotnej natury człowieka. Fotografia Kazimierza Zagórskiego z lat 30.

Dzikość fascynowała przedwojennych publicystów. W prasie nagość była na cenzurowanym, chyba że chodziło o rozebranych członków prymitywnych plemion. I to właśnie na ich przykładzie opisywano każdy aspekt pierwotnej natury człowieka. Fotografia Kazimierza Zagórskiego z lat 30.

„Dramat miłości i poświęcenia na tle przestępstwa § K.K. 173”. Kazirodztwo w filmie i literaturze

Nie każdy zgodziłby się z poglądami zaprezentowanymi w „Kurjerze”. Sama fascynacja krewniaczą erotyką była jednak w czasach II Rzeczypospolitej powszechna. Ojcowie psychoanalizy podkreślali, że „naturalnym objawem u dziecka jest, zabarwione płciowo, uczucie w stosunku do matki”. Dopiero poprzez odpowiednie wychowanie można było wytworzyć „hamulce, powstrzymujące od skierowania popędu płciowego ku najbliższym krewnym”. Nie każdy jednak wyzbywał się wrodzonego kompleksu Edypa (i jego wariacji). Kazirodztwo – zarówno to prawdziwe, jak i insynuowane – pozwalało napełniać kabzy akolitom Zygmunta Freuda. Dodawało też pikanterii filmowi i prozie.

Gdy na ekrany kin w 1930 roku weszło „najnowsze arcydzieło europejskiej produkcji” pod tytułem Cierniowa droga miłości, w reklamach prasowych znalazł się nawet… przepis Kodeksu karnego. „Międzynarodowa obsada. Wszechświatowej sławy aktorka Olga Czechowa” – brzmiały zwyczajowe slogany. Obok zaś dopowiedziano: „Potężny dramat miłości i poświęcenia na tle popełnionego przestępstwa § K.K. 173 (kazirodztwo)”.

Jeśli widzom obraz nie wystarczał, mogli udać się do księgarni, po świeżą powieść Leonharda Franka. Ten niemiecki dysydent był znany z głośnych wystąpień antywojennych. Od stosunków politycznych przeszedł jednak płynnie do rodzinnych. Fabułę Brata i siostry osnuł na tle głośno komentowanego przez psychoanalityków „Schwesterkompleksu”.

Tekst stanowi fragment najnowszej książki Kamila Janickiego Epoka Milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić

Krzywda kobiet, o której wciąż nie chcemy mówić. Odarta z kłamstw historia Polek w nowej książce Kamila Janickiego pt. „Epoka Milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić”. Do kupienia już dzisiaj w naszej oficjalnej księgarni.

Książka ukazała się po polsku w roku 1931 i zebrała doskonałe recenzje. Mówiono, że Frank rzuca światło na „kazirodczą miłość seksualną między rodzeństwem”, która „w prapoczątkach bytu człowieka” była „czymś zupełnie naturalnym”. Tekst chwalono za ujęcie tematu „tak delikatnym chwytem, że książkę można było przeczytać bez odrazy, a mówić o niej – bez zakłamania”.

„Naiwność perwersji tak rozbrajająca, że aż bezgrzeszna”. Kazirodztwo w polskiej prozie

Frank szybko znalazł naśladowców. Była wśród nich także krakowska debiutantka, Maria Midowiczowa. Miała niespełna 30 lat i na gwałt szukała tematu, który pozwoli jej się wybić. Na fali zainteresowania „Schwesterkompleksem” w 1932 roku wypuściła Szkarłatny Sonet. Tu też był kompleks, tyle że matczyny. No i zarysowany nad wyraz topornie. Recenzentka „Gazety Lwowskiej” komentowała:

Powieść Midowiczowej, mimo całej potworności fabuły, jest zjawiskiem zupełnie nieszkodliwym. Nikogo nie nawróci na wiarę bezwzględnego erotyzmu, nikomu nie zawróci w głowie moral-insanity, podana stylem pensjonarskich zwierzeń, rzucona z pośpiechem (…) zadyszana i rozpalona rozkoszą plotkowania zdąża wszelkimi skrótami do końca.

Rezultat takiego tworzenia jest zgoła nieoczekiwany: rodzi się naiwność perwersji tak rozbrajająca, że aż bezgrzeszna. Scena aktu miłosnego matki i syna nie sprawia większego wrażenia, niż scena na balu (z kolegą syna), w hamaku („cieplutkie pocałunki” malarza) czy w taksówce paryskiej (egzotyczna przygoda z murzynem).

Teściowa na satyrycznym rysunki z lat 20. Motyw z okładki zbioru tekstów humorystycznych wydanego przez Jana Żelewskiego.

Teściowa na satyrycznym rysunki z lat 20. Motyw z okładki zbioru tekstów humorystycznych wydanego przez Jana Żelewskiego.

Rzecz komentował czytelnik wyrobiony i wychowany na literaturze wysokich lotów. Zwolennicy groszowych broszurek, pełnych krwi, sensacji i seksu, gustowali jednak dokładnie w takich przyziemnych dziełkach. Teraz z pasją zaczytywali się w kazirodczych scenach Midowiczowej. I najwidoczniej chcieli więcej, bo kobieta wydała kolejną powieść, zaczęła publikować wiersze i malować, a po paru latach dostała nawet własne hasło w popularnej Encyklopedii Gutenberga.

Redaktorzy biogramu zapewniali, że powieści autorki „odznaczają się świeżą pomysłowością i subtelnym liryzmem”. Trudno się zgodzić z którąkolwiek z tych pochwał. Liryzm był czysto brukowy, a pomysł – mocno wyświechtany. Przecież już 7 lat wcześniej figlarne pisemko „Bocian” ogłosiło, że kazirodztwo jest modne. I stwierdzenie to zilustrowało dosadnym opowiadaniem.

Bohaterowie utworu to para przypadkowych kochanków. On – 45-letni, rosły blondyn, o ogorzałej twarzy. Ona miała na imię Marcela. Poznali się w hotelowym barze, ale już po kilku drinkach znaleźli się w jego pokoju. Namiętne spotkanie zakończyło się zaskakującą konstatacją.

Blondyn to rodzony, ale niewidziany od lat wuj Marceli. Nie ma mowy o przerażeniu czy obrzydzeniu. Żarciki przeplatają się z obserwacjami odnośnie podobieństw w wyglądzie. A kobieta stwierdza nawet na koniec schadzki: „Wuju, jeśli spotkasz mamę, powinieneś jej to opowiedzieć. Jestem pewna, że ją to zainteresuje!”.

Mężczyzna w fotelu i kobieta siedząca na jego kolanach. Pocztówka z początku XX wieku

Mężczyzna w fotelu i kobieta siedząca na jego kolanach. Pocztówka z początku XX wieku

„Nowa ekonomia miłosna”. Kazirodztwo okiem publicystów

Z takim podejściem do tematu na pewno zgodziliby się polscy piewcy rewolucji seksualnej. Dla postępowców kazirodztwo stanowiło kolejny bastion obyczajowy wymagający zdobycia. Tadeusz Boy-Żeleński pisał o „nowej ekonomii miłosnej”, zgodnie z którą każda pozbawiona kochanka ciotka powinna sypiać ze swoim niedoświadczonym seksualnie, ale rozochoconym siostrzeńcem czy bratankiem. To samo tyczyło się zapewne wujów i siostrzenic, a może nawet – rodzeństwa. Seks bez uprzedzeń i przesądów, ale też bez żadnych oczekiwań i zobowiązań.

Stosunki płciowe z bliskimi krewniakami nie raziły nawet jednego z najważniejszych liderów europejskiej polityki. W 1907 roku ukazała się we Francji książka O małżeństwie. Autor wyjaśniał w niej: „Nigdy nie rozumiałem, co tak odpychającego jest właściwie w kazirodztwie. Nie wnikając, z jakich powodów kazirodztwo, tolerowane i zalecane w pewnych społeczeństwach, jest uważane za przestępstwo w naszym, zauważam jedynie, że miłość zmysłowa do brata czy siostry jest naturalna i często się ją spotyka”. Książka wyszła spod ręki młodego, lewicującego publicysty Leona Bluma. Pewnie nikt by o niej nie pamiętał, gdyby nie fakt, że w 1937 roku ukazało się drugie wydanie. A wtedy Blum był już szefem francuskiego rządu i idolem warstw robotniczych.

Prawicowe gazety z całego kontynentu straszyły czytelników, że jeszcze chwila i kazirodztwo stanie się nie tylko dozwolone, ale wręcz… przymusowe. A Blum wprowadzi seksualną dyktaturę, w której córki robotników „będą mieć przed ślubem niezliczoną liczbę kochanków”, zaś dzieci, które urodzą się na skutek „karygodnego zaniedbania” będą przechodzić na własność państwa. O tym właśnie mogli przeczytać odbiorcy „Falangi”, wydawanej przez najbardziej radykalny odłam polskich narodowców. Z kolei prawicowy i z lekka faszyzujący „Orędownik” wściekał się, że inne gazety w ogóle poruszają ten temat. Bo przecież sama wzmianka o książce, jej tytule i tezach już może działać demoralizująco na zdrową, polską młodzież!

Tadeusz Boy-Żeleński. Fotografia portretowa

Tadeusz Boy-Żeleński. Fotografia portretowa

Trupa rozczłonkowali wspólnie. Kazirodztwo w prasie brukowej

Publicznie trwały światopoglądowe przepychanki. Prasa podsycała jeszcze emocje, przytaczając kazirodcze historie ze zbrodnią lub skandalem w tle. A to teściowa wspólnie z zięciem podrabiali biżuterię, czas umilając sobie seksem. To znowu dwoje nastolatków dopiero na ślubnym kobiercu odkryło, że są rodzeństwem. Był też przypadek grójeckiego Żyda Moszka Gruntewajga, który postrzelił swoją 28-letnią żonę i 70-letniego teścia, ponieważ podejrzewał ich o romans.

Wreszcie pisano – i to nawet w pracach seksuologicznych! – o młodzieńcu, który „znalazł się całkowicie pod rozkazami starszej o 15 lat” ciotki. Stosunek płciowy, totalne uzależnienie, a wreszcie morderstwo. Bo chłopak na żądanie kochanki zabił jej męża, a swojego wuja. Trupa rozczłonkowali już wspólnie.

Wszystkie te opowieści przykuwały uwagę gawiedzi. Zarazem jednak maskowały brutalną prawdę, o której media mówiły już o wiele mniej chętnie. W Polsce kazirodztwo było powszechne. Nie dlatego jednak, że rozprawiano o nim w liberalnych magazynach i ekscytowano się nim w ciemnych salach kinematografów. Kazirodztwo zdarzało się nagminnie, ale bez najmniejszej zgody jednej ze stron. Bo to ojcowie gwałcili swoje bezbronne córki.

***

Krzywda kobiet, o której wciąż nie chcemy mówić. Odarta z kłamstw historia Polek w nowej książce Kamila Janickiego pt.  „Epoka Milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić”. Do kupienia już dzisiaj w naszej oficjalnej księgarni.

Bibliografia:

Artykuł powstał w oparciu o literaturę i materiały zebrane przez autora podczas prac nad książką „Epoka milczenia. Przedwojenna Polska, o której wstydzimy się mówić”. Kupisz ją z rabatem w naszej oficjalnej księgarni. Poniżej wybrana literatura:

Proza i publicystyka:

      1. L. Blum, Du mariage, Editions Albin Michel, Paris 1937
      2. T. Boy-Żeleński, Ekonomia miłosna [w:] tegoż, Zmysły… zmysły…, Biblioteka Boya, Warszawa 1932.
      3. L. Frank, Brat i siostra, tłum. H. Weissowa, „Rój”, Warszawa 1931
      4. M. Midowiczowa, Szkarłatny sonet, Gebethner i Wolff, Kraków 1932

Literatura przedmiotu:

      1. M. Bornsztajn, Historja rozwoju psychoanalizy i jej stan współczesny, „Warszawskie Czasopismo Lekarskie”, nr 18 (1936).
      2. E.C. Hamilton, From Social Welfare to Civil Rights. The Representation of Disability in Twentieth-Century German Literature [w:] The Body and Physical Difference. Discourses of Disability, red. D.T. Mitchell, S.L. Snyder, University of Michigan Press, Ann Arbor 1997.
      3. M. Hirschfeld, Sexualizm a kryminalistyka. Przestępstwa i choroby na tle płciowem, Instytut Wydawniczy „Renaissance”, Warszawa 1930
      4. P. Horoszowski, Kazirodztwo [w:] Encyklopedia podręczna prawa karnego, red. W. Makowski, t. 2, Bibljoteka Polska, Warszawa 1934-1936.
      5. J.M. Palmier, Weimar in Exile. Th Antifascist Emigration in Europe and America, Verso, London-New York 2006.

Materiały prasowe:

      1. Brat narzeczonym własnej siostry, „Dobry Wieczór! i Kurjer Czerwony”, nr 226 (1932),
      2. B.W., Szkodliwa prasa, „Orędownik”, nr 116 (1937).
      3. J. Gamska-Łempicka, Coś dla Freuda, „Gazeta Lwowska”, nr 110 (1932).
      4. Kazirodztwo modne, „Bocian”, nr 7 (1925).
      5. Korczak, Na przełomie. II. Dzień jutrzejszy, „Zbudzona Polska”, nr 4 (1937).
      6. Nie wszystko złoto, co się świeci, „Republika”, nr 268 (1924).
      7. Lubieżne wyznania Leona Bluma, „Falanga”, nr 20 (1937).
      8. Sigma, Teściowa, „Kurjer Wieczorny”, nr 73 (1924), s. 2-3.
      9. Strzały w rodzinie żydowskiej, „Orędownik”, nr 32 (1938).
      10. Tragedia kazirodczej miłości, „Republika”, nr 114 (1925)

Adnotacje:

    1. Cytat z noty biograficznej M. Midowiczowej zaczerpnąłem z bloga historycznego pisarki Aliny Kwapisz-Kulińskiej (dostęp 3 marca 2017). Nie udało mi się go odnaleźć w mojej edycji Encyklopedii powszechnej Wydawnictwa Gutenberga.
    2. Przykładowe reklamy Cierniowej drogi miłości: „Głos Poranny”, nr 304 (1930), s. 9; „Głos Poranny”, nr 306 (1930), s. 3.
    3. Za namierzenie oryginalnego tekstu pracy L. Bluma i pomoc w weryfikacji przekładu dziękuję Annie Winkler.

Komentarze (1)

  1. HenrykC Odpowiedz

    Kazirodztwo było modne już w okresie starożytności. Niektóre kultury uważały je wręcz za święte. W przypadku II RP można mówić chyba rzeczywiście o „modzie”.

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.



Informujemy, że nasza strona może dostosowywać treści reklamowe do Twoich zainteresowań i preferencji. Aby to robić, potrzebujemy Twojej zgody na przechowywanie plików cookies oraz podobnych technologii w Twoim urządzeniu końcowym oraz na przetwarzanie danych w celach personalizacji treści marketingowych.

Klikając przycisk "Przejdź do serwisu" lub zamykając to okno za pomocą przycisku "x" wyrażasz zgodę na przetwarzanie, w tym poprzez profilowanie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. z siedzibą w Poznaniu (61-885), ul. Półwiejska 17/15 oraz naszych zaufanych partnerów, Twoich danych osobowych zapisanych w plikach cookies i innych podobnych technologiach stosowanych w serwisie przez Lubimyczytać.pl sp. z o.o. i zaufanych partnerów w celu marketingowym, obejmującym w szczególności wyświetlanie spersonalizowanych reklam w tym serwisie oraz w Internecie.

Pamiętaj, możesz w każdej chwili nie wyrazić zgody lub cofnąć zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych. Szczegóły dotyczące wycofania i niewyrażenia zgody znajdziesz w ustawieniach.

Informujemy także, że poprzez korzystanie z serwisu bez zmiany ustawień prywatności w Twojej przeglądarce wyrażasz zgodę na przechowywanie w Twoim urządzeniu końcowym plików cookies i innych podobnych technologii służących do dopasowywania treści marketingowych i reklam.

Więcej informacji na temat zasad przetwarzania danych osobowych, w tym o Twoich uprawnieniach, znajdziesz w naszej Polityce Prywatności.