Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Czy kobietę da się zgwałcić? Polscy specjaliści sprzed wojny udzielali na to pytanie samych najgorszych odpowiedzi

Przedwojenna pocztówka z fotografią anonimowej kobiety

Przedwojenna pocztówka z fotografią anonimowej kobiety

Każdą ofiarę traktowano tak, jakby była sprawcą. Czy czasem gwałt nie sprawił jej przyjemności? Czy sama się o niego nie prosiła? Bo przecież prawdziwa przemoc seksualna nie mogła istnieć w cnotliwej i konserwatywnej II Rzeczypospolitej.

Czy kobietę da się zgwałcić? Paweł Horoszowski, jeden z autorów wydanej w 1937 roku Encyklopedii Podręcznej Prawa Karnego, nie potrzebował długo zastanawiać się nad tak postawionym pytaniem. „Zdrowa kobieta, zwłaszcza doświadczona płciowo, potrafi się z reguły przed gwałtem obronić” – stwierdził z pełnym przekonaniem.

Lekceważenie i znieczulica, z jakimi autor podszedł do tematu, potrafią zmrozić mimo upływu lat. W epoce naszych pradziadków nie były jednak niczym nowym, ani tym bardziej zaskakującym. Paweł Horoszowski był tylko młodym doktorantem, najętym do opisania zjawisk karnych, które zdawały się mało istotne, wprost marginalne. Niewiele wiedział o przestępczości seksualnej, mógł jednak bazować na pracach naukowców niby bardziej doświadczonych, ale: równie sceptycznych co do prawdziwego obrazu przestępczości seksualnej.

„Mało prawdopodobna możność zgwałcenia”

Jeśli kobieta miała nieszczęście paść ofiarą gwałtu na ulicach przedwojennej Warszawy – i jeśli jej sprawa trafiła na wokandę sądu – niemal nieuniknione stawało się jej spotkanie z profesorem Wiktorem Grzywo-Dąbrowskim. To była prawdziwa sława w świecie łowców zbrodni. Płodny autor, mający na swoim koncie przeszło dwieście publikacji. Przede wszystkim jednak – praktyk, piszący tylko o tym, z czym zetknął się osobiście. Wieloletni pracownik prosektoriów w Łodzi i w szpitalu dla psychicznie chorych w Kochanówce. Otworzył zwłoki tysięcy zmarłych. Tak z przyczyn naturalnych, jak i na skutek błędów lekarskich, samobójstw czy morderstw.

Warszawska ulica nocą na fotografii Ilustrowanego Kuryera Codziennego.

Warszawska ulica nocą na fotografii Ilustrowanego Kuryera Codziennego.

Od 1917 roku pracował w Warszawie, również jako biegły sądowy w sprawach o przestępstwa seksualne. Przeprowadził badania pięciuset kobiet twierdzących, że zostały zgwałcone. Widział sińce na ich udach, ślady paznokci wbitych w skórę, a nawet otwarte rany zadawane przez szczególnie brutalnych napastników. Traumatyczne doświadczenia ofiar wykorzystał, pisząc Zarys medycyny sądowej. Książkę, z której będzie się uczyć całe pokolenie lekarzy i prawników.

Praca ukazała się w roku 1924 i Grzywo-Dąbrowski zadał w niej to samo pytanie co Paweł Horoszowski dekadę później. „Czy kobieta, która rzeczywiście nie chce oddać się mężczyźnie, może się obronić? Innymi słowy, czy mężczyzna o średniej sile będzie mógł zgwałcić kobietę, o ile ona chce się obronić?” – indagował samego siebie. I podobnie jak młodszy kolega po fachu, nie miał żadnych wątpliwości co do poprawnej odpowiedzi. „Wydaje nam się mało prawdopodobna możność takiego zgwałcenia, o ile dotyczy to osoby, która już poprzednio miewała stosunki płciowe” – zawyrokował.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.