Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

„Ta nasza młodość. Jak dorastało się w PRL?” (Tomasz Ławecki, Kazimierz Kunicki)

PRL objął kilka dekad. Każde pokolenie miało swoją modę, idoli oraz sposoby na radzenie sobie z rzeczywistością, w której indywidualizm i młodzieńczy bunt były tłumione. Pisząc dziś o tych specyficznych czasach można wpaść w kilka pułapek: nadmiernego sentymentalizmu, braku obiektywizmu czy pomieszania faktów i mitów.

Kazimierz Kunicki i Tomasz Ławecki, autorzy książki „Ta nasza młodość. Jak się dorastało w PRL?”, nie serwują czytelnikom serii nostalgicznych obrazków z dawnych lat. Zamiast zadumy i apatii, dostajemy konkret – mnóstwo faktów, liczb, nazwisk. Słowem, całą panoramę PRL-u.

Wielkim plusem tej książki jest przejrzysta struktura. Autorzy w kolejnych rozdziałach analizują wszelkie aspekty związane z dorastaniem – młodzieńcze smaki, modę, rozrywkę, subkultury, seks i wiele innych zagadnień, opisując jakie zmiany w danej dziedzinie zachodziły na przestrzeni całego okresu Polski Ludowej. Dzięki temu dostajemy wielobarwną opowieść pełną zapomnianych lub nieoczywistych faktów oraz mnóstwo ciekawostek. Momentami bywa śmiesznie, czasami czytelnikowi może zakręcić się w oku łezka wzruszenia, ale autorzy nie pomijają także tematów poważnych. Przypominają o represjach i  bezustannym tłumieniu wolności, które towarzyszyło Polakom w każdej dekadzie minionej epoki.

Książka autorstwa Kazimierza Kunickiego i Tomasza Ławeckiego to lektura wymagająca uważności. Czytelnik w każdym rozdziale jest bombardowany informacjami, liczbami, datami, nazwami marek, nazwiskami. Wszystko napisane jest jednak przystępnym i prostym stylem, który ułatwia przyswajanie wiedzy.

Warszawski koncert zespołu The Rolling Stones w Sali Kongresowej, 13 kwietnia 1967 roku, był ewenementem. Do tego wyjątkowego wydarzenia doszło ponoć dzięki interwencji wnuczek Władysława Gomułki, które wyprosiły u dziadka zgodę na przyjazd brytyjskiej grupy.

fot.Larry Rogers/ CC BY 3.0 Warszawski koncert zespołu The Rolling Stones w Sali Kongresowej, 13 kwietnia 1967 roku, był ewenementem. Do tego wyjątkowego wydarzenia doszło ponoć dzięki interwencji wnuczek Władysława Gomułki, które wyprosiły u dziadka zgodę na przyjazd brytyjskiej grupy.

Lektura „Tej naszej młodości…” to kopalnia ciekawostek. Przykładowo, niezwykle barwnie opisany jest legendarny koncert grupy The Rolling Stones w warszawskiej Sali Kongresowej w latach 60-tych. Do tego, bezprecedensowego w dziejach PRL-u wydarzenia, nigdy by nie doszło, gdyby nie interwencja wnuczek Władysława Gomułki. Towarzysz Wiesław uległ ich usilnym prośbom i zezwolił na przyjazd brytyjskiej grupy, która święciła triumfy na „zgniłym Zachodzie”. Dla polskiej młodzieży, której gusta muzyczne, wbrew życzeniu wszechobecnej partii, kształtowało Radio Luxemburg, koncert Stonesów był czymś więcej niż imprezą muzyczną. Był to prawdziwy powiew wolności – szaleństwo, którego nie poskromiła nawet obstawa policji i wojska.

Muzyka w powojennej Polsce rozbrzmiała na dobre pod koniec lat 50-tych. Po kilkuletnim stalinowskim okresie dosłownej i metaforycznej ciszy, nastąpiła gomułkowska odwilż, a wraz z nią odrodził się w Polsce jazz. W 1958 roku z inicjatywy pisarza i publicysty Leopolda Tyrmanda, powstał festiwal Jazz Jamboree. W czasie kolejnych edycji imprezy polska publiczność mogła zobaczyć na żywo takie sławy jak: Miles Davies, Ella Fitzgerald czy Duke Ellington. Autorzy przypominają również postaci polskich muzyków, którzy mieli szanse na zrobienie światowej kariery – Czesława Niemena i Krzysztofa Komedę. Pierwszy z nich nie zgodził się na tworzenie muzyki łatwej i przystępnej dla masowego odbiorcy, drugi – stracił życie na skutek obrażeń poniesionych w tragicznym wypadku w Los Angeles.

Leopold Tyrmand pośmiertnie został wyróżniony własną pamiątkową tablicą na jednej ze ścian warszawskiego budynku (na zdjęciu). Nic dziwnego skoro był nie tylko polskim pisarzem i publicystką, który nie poszedł na współprace z socjalistyczną władzą, ale i usilnie popularyzował w Polsce wszystko to, co pochodziło ze "zgniłego Zachodu". To dzięki niemu powstał Jazz Jamboree, jeden z największych europejskich festiwali muzyki jazzowej.

fot.Adrian Grycuk/ CC BY-SA 3.0 Leopold Tyrmand pośmiertnie został wyróżniony własną pamiątkową tablicą na jednej ze ścian warszawskiego budynku (na zdjęciu). Nic dziwnego skoro był nie tylko polskim pisarzem i publicystką, który nie poszedł na współprace z socjalistyczną władzą, ale i usilnie popularyzował w Polsce wszystko to, co pochodziło ze „zgniłego Zachodu”. To dzięki niemu powstał Jazz Jamboree, jeden z największych europejskich festiwali muzyki jazzowej.

Nawiązania do pop kultury stanowią jeden z najciekawszych wątków książki. Odwołując się do słynnego opowiadania „Ósmy dzień”, autorzy starają się przybliżyć także mieszkaniowe problemy Polaków z drugiej połowy lat 50-tych. Zanim ruszyło budownictwo tak zwanej wielkiej płyty (element konstrukcyjny używany do budowy bloków mieszkalnych), w jednym mieszkaniu gnieździło się kilka rodzin – a zdarzało się nawet dokwaterowanie kolejnych lokatorów. 

Zacytowany w rozdziale pod tytułem „Wymarzony własny kąt” fragment tekstu Arahji Kultu – „Po lewej stronie łazienka/ Po prawej stronie kuchenka” – odnosi się właśnie do kiepskich standardów budownictwa lat 70. i 80-tych, gdy na osiedlach, jak grzyby po deszczu, wyrastały betonowe bloki i wieżowce, oferujące polskim rodzinom ciasne mieszkania o podobnym układzie pomieszczeń.

Polski zespół muzyczny Kult powstał w 1982 roku w Warszawie. Założony przez Kazika Staszewskiego i Piotra Wieteskę, muzyczne korzenie lokował w alternatywnym rocku, punku i nowej fali. Nie zapominał także o, coraz bardziej popularnym w kraju, jazzie. Jednak, co najważniejsze, teksty zespołu obfitowały w liczne aluzje do rzeczywistości PRL-u.

fot.Framz/ CC BY-SA 3.0 Polski zespół muzyczny Kult powstał w 1982 roku w Warszawie. Założony przez Kazika Staszewskiego i Piotra Wieteskę, muzyczne korzenie lokował w alternatywnym rocku, punku i nowej fali. Nie zapominał także o, coraz bardziej popularnym w kraju, jazzie. Jednak, co najważniejsze, teksty zespołu obfitowały w liczne aluzje do rzeczywistości PRL-u.

Wraz z lekturą kolejnych rozdziałów książki czytelnikowi nasuwa się coraz więcej refleksji. Osoby, które utożsamiają się z opisywaną rzeczywistością myślą zarówno o tym, co straciły, jak i co zyskały żyjąc w tak osobliwych czasach. Czytelnicy, którzy PRL-u nie pamiętają mogą natomiast przeżyć szok poznawczy czytając o schronach przeciwatomowych ukrytych w popularnych szkołach, tak zwanych „tysiąclatkach”.

Kunicki i Ławecki nie zapominają o indywidualistach mających odwagę iść pod prąd, chociaż przez swoją odmienność byli szykanowani przez władzę. Mowa tu o dwóch najbardziej ciekawych subkulturach w dziejach PRL-u: bikiniarzach i hippisach. Pierwsi, ekstrawagancko ubrani, zasłuchani z amerykańskim jazzie; drudzy – wielobarwni, z długimi włosami i w charakterystycznych spodniach-dzwonach marzyli o wolnej miłości za żelazną kurtyną. I jedni, i drudzy byli wytykani palcami i wyśmiewani przez władzę, która nie tolerowała odmienności.

Nazwa hippisów pochodzi od angielskiego "hippie" - "żyć na bieżąco". Ruch ten powstał w II połowie lat 60-tych XX wieku jako wyraz buntu wobec świata dorosłych i jego instytucji, a także wszelkich norm społecznych opartych na konsumpcji i materializmie. W PRL-u miał jednak przede wszystkim inne znaczenie. Polscy hippisi widzieli w tej kontrkulturze źródło wolności i buntu wobec ograniczeń narzucanych przez obcą władzę. Na ilustracji słynny "flower-power bus" z widoczną pacyfą: symbolem pokoju.

fot.Johannes Aubele/ CC BY-SA 3.0 Nazwa hippisów pochodzi od angielskiego „hippie” – „żyć na bieżąco”. Ruch ten powstał w II połowie lat 60-tych XX wieku jako wyraz buntu wobec świata dorosłych i jego instytucji, a także wszelkich norm społecznych opartych na konsumpcji i materializmie. W PRL-u miał jednak przede wszystkim inne znaczenie. Polscy hippisi widzieli w tej kontrkulturze źródło wolności i buntu wobec ograniczeń narzucanych przez obcą władzę. Na ilustracji słynny „flower-power bus” z widoczną pacyfą: symbolem pokoju.

Autorzy „Tej naszej młodości” zapraszają nas w podróż do przeszłości. Warto jednak zaznaczyć, że nie będzie to podróż sentymentalna, lecz eskapada pełna napięć i niepewności, w którą warto się wybrać, choćby tylko po to, by uzmysłowić sobie, co oznaczało życie w państwie totalitarnym. Fakty i wydarzenia opisane w książce rzucają cień na rzewne, rodzinne wspomnienia dawnych czasów, przywołujące grę w berka pod blokiem lub wczasy pod gruszą. Jak czytamy w książce – „Młodzież w każdych warunkach szuka większego oddechu, radości, słońca, zawsze chce się wyszumieć, a przy tym ludzka pamięć chętnie korzysta z dobrodziejstwa tendencji optymistycznej”.

Plusy:

  • prosty, gładki styl, dzięki któremu książkę czyta się dobrze
  • mnóstwo faktów, anegdotek
  • przejrzysta i przemyślana struktura książki, która sprawia, że czytelnik nie gubi się w gąszczu faktów, liczb i dat
  • liczne odwołania do pop kultury

Minusy:

  • brak relacji świadków minionej epoki, które mogłyby oddać klimat tamtych lat
  • za mało opisów rzeczywistości z czasów stanu wojennego

Zgrzyty:

  • brak

Metryczka:

Autor: Tomasz Ławecki, Kazimierz Kunicki
Tytuł: „Ta nasza młodość. Jak dorastało się w PRL?
Wydawca: Bellona
Oprawa: miękka
Liczba stron: 400
Rok wydania: 2017

Komentarze (2)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.