Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

„Ojciec bardzo lubił tam jeździć na wakacje”. Co było w Katyniu przed zbrodnią katyńską?

Przed 1917 rokiem w majątku Katyń-Borek zapewne również panowała tak sielska atmosfera, jak na obrazie Henryka Weyssenhoffa.

fot.domena publiczna Przed 1917 rokiem w majątku Katyń-Borek zapewne również panowała tak sielska atmosfera, jak na obrazie Henryka Weyssenhoffa.

Nazwa nierozerwalnie wiąże się z mordem dokonanym przez NKWD na tysiącach polskich oficerów. Katyń istniał jednak także przed bolszewicką rewolucją. Należał do Polaków, a mieszkańcy mówili o nim wprost: „wieś spokojna, wieś wesoła”.

Świat usłyszał o Katyniu i lesie katyńskim w kwietniu 1943 roku, kiedy Niemcy ogłosili odkrycie grobów polskich oficerów zamordowanych przez NKWD trzy lata wcześniej. Hitlerowcy wybrali tę nazwę, choć nieco bliżej miejsca zbrodni usytuowana jest wieś Gniezdowo. I to właśnie w niej, a nie w Katyniu, znajduje się stacja kolejowa, na którą przywożono więźniów z Kozielska tuż przed rozstrzelaniem. Dziś mało kto o niej pamięta.

Przed rewolucją październikową las katyński i jego okolice należały do dwóch polskich rodzin: Lednickich i Koźlińskich. Ostatnim właścicielem Gniezdowa, które stanowiło część majątku Iwiszcze, był Edward Koźliński. Według relacji jego syna, Zbigniewa, został on aresztowany przez NKWD i już widział w 1940 roku masowy grób ofiar zbrodni katyńskiej. Po ucieczce miał próbować zawiadomić o tym polskie władze konspiracyjne i emigracyjne, ale brak innych źródeł, które potwierdzałyby, że się to udało. Aby zrozumieć, czym był Katyń przed Katyniem, trzeba jednak cofnąć się jeszcze o pół wieku. Do schyłku stulecia XIX.

Sielanka pod Smoleńskiem

W 1897 roku polski adwokat Aleksander Lednicki kupił od Marii Fiedorowny Ustromskiej majątek Katyń-Borek o powierzchni przeszło 1000 hektarów. Jego centrum stanowił dworek w Borku, leżącym pomiędzy Katyniem a późniejszym miejscem kaźni polskich oficerów.

Artykuł powstał między innymi w oparciu o książkę Kacpra Śledzińskiego pod tytułem "Wyklęta armia. Odyseja żołnierzy Andersa" (Znak Horyzont 2017).

O losie polskich oficerów pomordowanych w Katyniu przeczytacie w książce Kacpra Śledzińskiego pod tytułem „Wyklęta armia. Odyseja żołnierzy Andersa” (Znak Horyzont 2017).

Lednicki mieszkał na stałe w Moskwie, a do swej położonej nad Dnieprem posiadłości przyjeżdżał z rodziną latem na wypoczynek. W lesie katyńskim urządzano konne wycieczki, spacery i polowania. Wacław Lednicki, syn Aleksandra, opisał w swych wspomnieniach, jak w wieku 20 lat wrócił z takich łowów z zającem ustrzelonym na uroczysku Kozie Góry. Tym samym, na którym NKWD dokona swojej zbrodni.

Córka Aleksandra, Maria, opowiadała z kolei:

Rozmowy o majątku moich dziadków w Katyniu koncentrowały się na opowieściach o polowaniach i bywających tam gościach. Wiedziałam, że ojciec bardzo lubił tam jeździć na wakacje.

Komentarze (6)

  1. Piotr Tyszko-Chmielowiec, Wrocław Odpowiedz

    Podane w artykule informacje potwierdza mój przekaz rodzinny. Zgodnie z nim mój pradziadek Jan i prababcia Konstancja, mieszkający w Smoleńsku, jeździli z dziećmi na letnisko do Gniezdowa.

    • Wojciech Koźliński Odpowiedz

      Trochę przekazów ma mój ojciec, który swoją drogą ze Zbigniewem miał okazję sporo opowieści wymienić

  2. Anonim Odpowiedz

    w mojej opinii to Stalin wydając rozkaz likwidacji Polaków kierował się głównie zemstą za klęskę w 1920 roku, której de facto był głównym „bohaterem” i o czym w przedwojennym WP co poniektórzy wiedzieli.

    • Członek redakcji | Anna Dziadzio Odpowiedz

      Szanowny Panie Piotrze, jak chodzi o kwestie objętościowe, jak mówi nagłówek jest to właśnie tzw. miniatura. Natomiast co do merytoryki, mógłby Pan doprecyzować czego w tekście Panu brakuje? Czy odpowiedź na pytanie postawione w tytule jest niezadowalająca? Będziemy wdzięczni za bardziej uargumentowaną krytykę, aby się doskonalić. Pozdrawiamy serdecznie :)

Dodaj komentarz

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.