Twoja Historia

Portal dla tych, którzy wierzą, że przeszłość ma znaczenie. I że historia to sztuka dyskusji, a nie propagandy.

Amerykański historyk pyta: czy Facebook i Google to najwięksi wrogowie historii?

Alegoria historii według Nikolaosa Gyzisa. 1892 rok.

Alegoria historii według Nikolaosa Gyzisa. 1892 rok.

Timothy Snyder występuje „w obronie historii”. Przed kim? I co największe korporacje technologiczne mają wspólnego z tym, jak rozumiemy postrzeganie przeszłości?

O otrzymaniu przez Timothy’ego Snydera doktoratu honoris causa na lubelskim UMCS informowaliśmy już wcześniej. Przy tej okazji – jak to zwyczajowo przyjęte – amerykański profesor wygłosił wykład. Tytuł: In defense of history, czyli w obronie historii. Jak to „w obronie”?

Skoro czytacie mój tekst na TwojejHistorii.pl – portalu, który miesięcznie odwiedza ponad 100 tysięcy użytkowników to pewnie przecieracie oczy ze zdumienia. Przecież historia ma się świetnie. Tysiące nowych artykułów, setki książek, trudna do ogarnięcia liczba czasopism historycznych. A jednak jeden z najbardziej znanych historyków uważa, że trzeba jej bronić. Dlaczego? Kto i co jej zagraża? Czy historia ma wrogów?

Bez historii teraźniejszość jest pułapką

Snyder – autor takich prac jak „Skrwawione ziemie”, „O tyranii” czy „Czarna ziemia” – jest intelektualistą, więc zanim przejdzie do rzeczy udziela odpowiedzi intelektualnej. Historii trzeba bronić przed tymi, którzy głoszą nieuchronność i tymi, którzy głoszą wieczność. Obie intelektualne opcje mają swoich zwolenników i przyjaciół we wszystkich dziedzinach życia. Także wśród historyków, choć obie są z gruntu antyhistoryczne.

Zwolennicy „nieuchronności” głoszą skrajny pragmatyzm, a każdą refleksję sprowadzają do technicznego problemu i jego technicznego rozwiązania. Za pewnik przyjmują, że teraźniejszość jest dobra, a przyszłość będzie jeszcze lepsza. Człowiek ma jedynie udoskonalać sposoby rozwiązywania swoich konkretnych problemów. Historia dla nich to tylko ruch naprzód.

Jak Facebook i Google wpływają na naszą swobodę wyboru i swobodę myślenia?

fot.dimitrisvetsikas1969 / lic. CC0 Jak Facebook i Google wpływają na naszą swobodę wyboru i swobodę myślenia?

Zwolennicy „wieczności” uważają z kolei, że wszystko jest tylko i wyłącznie subiektywne. Nie ma znaczenia czy coś rzeczywiście istnieje i jakie jest naprawdę. Liczy się tylko to, co o czujemy, co dane zjawisko dla nas znaczy. Przedstawicielom tej opcji historia jest niepotrzebna, a nawet przeszkadza. Dla nich liczy się tylko pamięć.

Pierwsi – pragmatyści – uważają, że ludzką powinnością jest tylko ciągłe ulepszanie. Drudzy – subiektywiści – że jest nią pamiętanie i uznawanie pamięci innych. Prawdziwi historycy natomiast stają po stronie zrozumienia. Bez historii – mówi Snyder – teraźniejszość jest pułapką. Jesteśmy tylko trybami wielkiego procesu postępu lub sługami kultu uświęconej pamięci. Jesteśmy – można by rzec – w niewoli.

Wujek Google i dobry kumpel Zuck

To intelektualna odpowiedź dlaczego trzeba bronić historii. Ale Snyder jest też praktykiem wolności. Jego zdania powtarzane są przez cały świat. Prowadzony przez niego profil na Twitterze śledzą dziesiątki tysięcy osób. Sam mówi chyba siedmioma (czy dziewięcioma?) językami. Nic więc dziwnego, że nie zamierza poprzestawać na odpowiedzi „dlaczego”. Dociera również „kto”. Kto jest wrogiem historii?

Wrogowie historii zagrażają naszej wolności, chcą nas uwięzić w pułapce teraźniejszości. Jak ich poznać? To wszyscy Ci, którzy traktują nas jak przedmioty. Bo wolność – według swojej najbardziej podstawowej, kantowskiej definicji – to nie być traktowanym jak przedmiot. Tymczasem „w coraz większym stopniu pozwalamy przedmiotom traktować nas jak inne przedmioty”.

Najbardziej jaskrawymi przykładami takich działań są, w ocenie Snydera, dwaj giganci internetowi, którzy w coraz większym stopniu decydują o naszym codziennym życiu. Google stoi po stronie pragmatystów. Korzystaj z naszych algorytmów, w zamian oddaj nam swoje dane, a rozwiążemy wszystkie twoje problemy. Facebook przeciwnie – zdaje się znajdować po stronie subiektywistów. Nieważne kim jesteś – ważne jak reagujesz, co w tej chwili czujesz. Podziel się z nami twoimi impresjami, radościami i obawami, a uczynimy cię jeszcze szczęśliwszym!

Dwa tylko przykłady. Google Maps zdaje się do nas mówić: słuchaj naszych wskazówek, a na miejscu będziesz szybciej. Oddaj nam tylko swoją możliwość wyboru trasy, nie ucz się nawet obsługiwać papierowej mapy, nie pozwalaj sobie na improwizację, porzuć wszelkie marzenia o orientacji w terenie. Słuchaj „wujka gugla”, a staniesz się narzędziem postępu.

Subiektywizowany newsfeed Facebooka z kolei woła: dziel się z nami Twoimi emocjami, abyśmy mogli spowodować, ze będziesz otrzymywał tylko takie wiadomości, które je pobudzą. Oddaj nam swoje prawo do bycia zaskoczonym, do bycia znudzonym, do poznania czegoś, o czym nie miałeś pojęcia. Jesteś jaki jesteś i taki pozostaniesz na wieki.

Wręczenie prof. Timothy'emu Snyderowi tytułu doktora honoris causa (fot. Bartosz Proll, dzięki uprzejmości UMCS)

fot.Bartosz Proll, dzięki uprzejmości UMCS Wręczenie prof. Timothy’emu Snyderowi tytułu doktora honoris causa (fot. Bartosz Proll, dzięki uprzejmości UMCS)

Jedź jak chcesz

Historyk mówi: jedź jak chcesz, trasa, którą pojedziesz może nie będzie lepsza, niż ta wczorajsza, ale będzie wybrana przez ciebie; czytaj co chcesz, być może zrozumiesz coś, czego nie zrozumiał jeszcze nikt.

Pozornie droga proponowana przez historyka to niepewność i niebezpieczeństwo. Ale to algorytmy skłoniły niejednego do wjechania do jeziora, a manipulacje do głosowania za wyjściem z Unii czy na Trumpa. Historia nie odbierze Ci prawa do zrobienia tych rzeczy, ale daje szansę że zrobisz je jako podmiot, nie zaś przedmiot.

Na samym końcu historyk ma dla nas słowa przestrogi: nawet jeśli „tylko” słuchaliśmy algorytmów albo bezmyślnie reagowaliśmy na suflowane nam newsy to nas nie usprawiedliwia. Nie zwalnia nas nawet w najmniejszym stopniu z odpowiedzialności, tak jak nie zwalnia fraza „tylko wykonywałem rozkazy”.

Wobec historii nikt nie jest niewinny z automatu. To właśnie esencja historii – dojrzałość.

Prace Timothy’ego Snydera do kupienia w naszej księgarni:

Komentarze (5)

  1. Maria Odpowiedz

    Z wikicytatów T S:

    „Oczywiście Polacy zabijali Żydów w Jedwabnem, zabijali w lasach, byli szmalcownicy, polska policja otaczała getta. Nie można jednak rozumieć Holocaustu, ograniczając punkt widzenia do działania członków danego narodu. Tymczasem mam wrażenie, że polskie dyskusje głównie wokół tego się toczą.
    Źródło: wywiad Adama Leszczyńskiego, Mord bez granic, „Gazeta Wyborcza”, 21–22 maja 2011.”

    Skoro TS podaje za pewnik sprawę Jedwabnego…
    Krytykuje internetowe możliwości szukania PRAWDY.
    Z jakich źródeł informacji, jego zdaniem, należy korzystać?

    Moim zdaniem, ze wszystkich możliwych.
    I to nie tylko historycznych.

    Nie lubię humanistów.
    W dzisiejszych czasach niektóre „nauki” się sprostytuowały. Stosując „konsensusy”.

    Polecam zrozumienie dlaczego z opracowania polskiego cybernetyka Mariana Mazura „Cybernetyka i charakter”

    • Autor publikacji |Maciej Gablankowski Odpowiedz

      Szanowna Pani,

      Sprawa Jedwabnego jest faktem historycznym. To nie żaden konsensus. Polecam wydaną przez IPN książkę: Wokół Jedwabnego, pod red. Pawła Machcewicza i Krzysztofa Persaka, t.1 Studia, s. 525, t. 2 Dokumenty, s. 1034, Warszawa 2002.

  2. Maria Odpowiedz

    z Wikicytatów TS:

    „Oczywiście Polacy zabijali Żydów w Jedwabnem, zabijali w lasach, byli szmalcownicy, polska policja otaczała getta. Nie można jednak rozumieć Holocaustu, ograniczając punkt widzenia do działania członków danego narodu. Tymczasem mam wrażenie, że polskie dyskusje głównie wokół tego się toczą.
    Źródło: wywiad Adama Leszczyńskiego, Mord bez granic, „Gazeta Wyborcza”, 21–22 maja 2011.”

    ???

  3. Cezary Odpowiedz

    Jeszcze trochę i przeczytam w Wikipedii, że to zbrodniczy Polacy napadli 1 września 1939 r na miłujących pokój biednych Niemców z SS

Odpowiedz na „Maciej GablankowskiAnuluj pisanie odpowiedzi

Jeśli nie chcesz, nie musisz podawać swojego adresu email, nazwy ani adresu strony www. Możesz komentować całkowicie anonimowo.

Jeśli chcesz zgłosić literówkę lub błąd ortograficzny kliknij TUTAJ.